Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

„tak, ale…” ale ale ale

Wielokrotnie zaobserwowałem kiedy ludzie mówią „tak, ale” nieustannie sobie zaprzeczają.

Ktoś mówi „no tak Paweł wiesz ona jest ładna i ja ją lubię, ale coś w niej jest że ona odpycha od siebie, zresztą ma dziwny gust ubierania się…”

No tak ja ją lubię, ale jej nie lubię, jest ładna ale nie jest ładna….

Kiedy z kimś rozmawiasz spróbuj „wyłapać” kiedy ktoś mówi „tak, ale” wtedy spróbuj skojarzyć czy zaprzecza sobie. Jeśli to zaobserwujesz jesteś na dobrej drodze do obserwacji innych ludzkich mechanizmów.

Na ten temat znalazłem ciekawy artykuł, ze strony quantufuture.net:

Cytat z Gnozy autorstwa Murawiewa:

„Zdolność okłamywania jest trzecim elementem naszego sztucznego życia, który znacznie przyczynia się do nadania mu pozorów ciągłości.[…] Tymczasem mówienie prawdy i życie w prawdzie są możliwościami, które mogą stać się realne, ale o wiele później, po długiej i ciężkiej pracy nad sobą. W międzyczasie skazani jesteśmy na kłamanie i każdy, kto temu zaprzecza, potwierdza tylko nasze trudności ze stawieniem czoła prawdzie. […]

Podejście ezoterycznej Doktryny do kłamania jest jasne i realistyczne. Nie wymaga ona od nas, byśmy od razu przestali kłamać, ponieważ nikt nie zniósłby takiego rozwiązania. Jednakże o ile człowiek nie może przestać okłamywać innych, nie jest tak, kiedy dotyczy to jego samego. Wymaga się więc od niego, żeby przestał okłamywać siebie – i to natychmiast. To wymaganie jest bezwzględne i łatwo możemy zrozumieć, dlaczego. Celem pracy ezoterycznej jest marsz w kierunku Świadomości, czyli w kierunku Prawdy. Usiłowanie zbliżenia się do prawdy przy ciągłym okłamywaniu siebie czy wierzeniu we własne kłamstwa stanowiłoby contradictio in objecto. Dlatego musimy eliminować każdą próbę okłamania siebie i pod tym względem nie może być mowy o kompromisie czy przyjęciu jakiegokolwiek usprawiedliwienia. I chociaż w naszych obecnych warunkach nie możemy żyć nie okłamując innych, musimy przynajmniej być świadomi tych kłamstw.

Istnieje jednakże inne zalecenie stawiane na tym polu. We wszystkich naszych, ezoterycznie tolerowanych, kłamstwach w stosunku do innych ludzi, musimy ćwiczyć się w rozróżnianiu pomiędzy tymi kłamstwami, które są nieodzowne albo nieuniknione, czy tymi, które są zwyczajnie korzystne, a tymi, które takimi nie są. Doktryna od tych, którzy ją studiują, wymaga energicznej walki przeciw bezużytecznym kłamstwom.

Jedynie dzięki tego typu ćwiczeniom będziemy w stanie stopniowo pokonywać istniejącą w nas i głęboko zakorzenioną tendencję do kłamania. Każda próba przyspieszenia tempa, jeśli chodzi o kłamanie innym, choć zacna, skazana jest na rychłe niepowodzenie. Żyjemy w świecie pogrążonym w kłamstwach i napędzanym przez kłamstwa. Należy zauważyć, że Dekalog, który nakłada na człowieka wyraźne przykazania, nie zabrania mu kłamania (poza małym sektorem ludzkich relacji, takich jak dawanie fałszywego świadectwa, i to wtedy, kiedy jest ono wnoszone przeciwko bliźniemu).

Należy również wystrzegać się pewnej odmiany okłamywania siebie, którą powszechnie przyswoiliśmy we wczesnym dzieciństwie i z którą musimy walczyć wszelkimi metodami. […] Wyraża się ona przez: tak, ale…”

Jak już jednak powiedzieliśmy, kluczowy moment bankructwa może być zaledwie chwilą. W tej właśnie chwili musimy zdecydować: Czy rozbieramy się „do naga” i całkowicie się odsłaniamy, czy chowamy się za nową maską. Jeśli nie jesteśmy świadomi, jeśli nie mamy gorącego pragnienia poznania prawdy o istnieniu, rozpoczynając od prawdy o sobie, przebudzą się upadli bogowie i ponownie zajmą swoje miejsca. Powstanie nowy zbiór kłamstw, kłamstw które przekonają cię, że widzisz prawdę, że zniszczyłeś swoje bożki. Jedynie cała twoja uwaga będzie skupiona nie na tobie i twoich lekcjach, ale na tych, którzy przypadkowo wyzwolili twoje bankructwo. Kiedy to się stanie, moment twojego wyzwolenia stanie się tylko nowym zestawem łańcuchów, tylko że te łańcuchy będą bardziej subtelne, chytrzejsze, lepiej dopasowane do nowego kształtu ego wywołanego przez twój szok.

Dlatego trzeba uchwycić ten moment potencjalnego zozumienia, ponieważ jeśli się wymknie, powrócą łańcuchy i to mocniejsze, zasłony – subtelniejsze, a twoja możliwość ucieczki bardzo sie zmniejszy.

Ta odmowa stawienia czoła prawdzie jest forma samouspokojenia. Pewna jego szczególna postać wyraża się przez „tak, ale…”.

Ponownie cytat z Gnozy Murawiewa:

„Należy również wystrzegać się pewnej odmiany okłamywania siebie, którą powszechnie przyswoiliśmy we wczesnym dzieciństwie i z którą musimy walczyć wszelkimi metodami. Odmiana ta jest szeroko rozpowszechniona, ponieważ na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie pozytywnego nastawienia. Takie podejście przeważnie można łatwo zastosować w dowolnej sytuacji, tak w mowie jak i w piśmie, w towarzyskiej pogawędce i w rozprawie doktorskiej. Wyraża się przy pomocy wyrażenia „tak, ale…”, którego użycie samo w sobie nie implikuje niczego szkodliwego. Przeciwnie, jest użyteczne, a nawet konieczne w dyskusjach, polemikach i obronie, gdzie dość często do niego się uciekamy.

Kiedy jednak stosujemy je do siebie i dla własnej korzyści, a celem jest złagodzenie wstrząsu albo odzyskanie wewnętrznego spokoju, po tym jak zgrzeszymy, albo usprawiedliwienie swoich czynów czy wad, wyrażenie to krystalizuje w nas, by po pewnym czasie stworzyć prawdziwy mechanizm samouspokajania. Należy zauważyć, że efekty tego mechanizmu nie mają nic wspólnego z ‚zimną krwią’, z umiejętnością szybkiego i poprawnego odpowiadania, czy z przebłyskami świadomości. Przeciwnie, jest to prawdziwy mechanizm psychicznego znieczulenia oparty na wysubtelnionym i zamaskowanym kłamstwie, zasiewający w człowieku obłudę wobec samego siebie.

Ten samouspokajacz, tak jak wszystkie inne moralne zderzaki, musi być zniszczony.

Jakże często, kiedy ktoś zrobi uwagę na temat czegoś, co zrobiłeś, twoja pierwsza reakcja jest powiedzenie „tak, ale…”. Wtedy, zamiast spojrzeć na to co zrobiłeś i co dało podstawę takiej uwadze czy krytyce, odwracasz i zaczynasz wyciągać wszystko, co dana osoba zrobiła. Twoja uwaga przesuwa się z samozrozumienia na samoobrone i atakowanie posłańca.

Tu w pracy w ramach Szkoły Kwantowej Przyszłości (od ang.: Quantum Future School), widzimy te reakcje, szczególnie wtedy, kiedy ludzie stają w obliczu bankructwa. Czasem może pojawić się przebłysk poznania prawdy, moment, kiedy zawala się cała konstrukcja czyjegoś życia i po chaosie uczeń poznaje prawdę o swoim życiu, bankructwo swojego życia. Nie trzeba dużo czasu, by mogło pojawić się „tak, ale…”, a wowczas zamiast zgodzić się na uniesienie zasłony, uczeń pozwala swojemu drapieżnikowi zrobić wszystko, co w jego mocy, by znowu te zasłonę zasunać, zatrzaskując drzwi przed możliwością wyzwolenia.

Od tej chwili uczeń nie jest już zainteresowany prawdą. Kieruje nim pragnienie ukojenia bolu, znalezienia schronienia w ramionach drapieżnika: „Zobacz, co oni ci zrobili. Oczywiście popełniłeś błędy. Nawet przyznałeś sie do nich przed wszystkimi. Czego oni jeszcze mogą chciec? Spojrz tylko, co oni ci robią!”

I wszystko stracone. Kłamstwa zaczynają się od nowa.

Przejść od „poważnego błędu” do samousprawiedliwień, kiedy „w głębi serca wiesz, że powody, które podajesz są bez znaczenia” – to porzuciź Ścieżkę, to popełnić błąd, „który nie będzię wybaczony teraz ani w przyszłości”.

Luty 23, 2008 - Posted by | Człowiek | , , , , ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: