Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Waga słów

Opowiem wam drodzy czytelnicy pewną ciekawostkę.

Małe dziecka nie zna „wagi” pewnych słów. A dorośli nadają znaczenie, wagę pewnym słowom które powszechnie uznaje się za grzeszne lub obraźliwe.

Chodzi mi o takie słowa jak „kurwa”, „chuj”, „pizda” i wiele innych.

Tak naprawdę w tych słowach nie kryje się NIC, absolutnie nic, one nie mają żadnego znaczenia. Normalni ludzie, czyli tacy których jest większość na Ziemi, posiadają ego które reaguje na takie określenia, na te słowa.

To jest niczym czerwona płachta (słowa) na byka (ego). Konkretniej mówiąc ego posiada pewne specyficzne cechy i tylko one na to reagują.

Na przykład moja siostra uważa że to są nieładne słowa i nie należy ich mówić i ma racje. Opowiem o tym później dlaczego tak jest.

Sprawa ma się lekko inaczej jeśli chodzi o przeklinanie. Przeklinanie to grzeszenie w oczach ludzi religijnych, chrześcijan. Oni nadaję tym słowom swoje zabarwienie, wagę, znaczenie. Muszą się z tego spowiadać.

Dlaczego nie warto mówić tych słów do normalnych ludzi? Z prostego powodu, oni tego nie rozumieją, i zareagują tak jak zostali nauczeni. Jeśli powiesz do zwykłego człowieka „jesteś tępym chujem” on odbije piłeczkę w twoją stronę, ponieważ tak go nauczono, on poczuje się urażony. W efekcie końcowym ty też „oberwiesz”. Po prostu wyuczona reakcja.

Na początku wspomniałem że małe dziecko nie nadaje jeszcze wagi słowom. Pewnego razu słyszę takie coś z ust młodej dziewczynki „mamo mówisz ciągle kurwa i się denerwujesz, a nie robisz…”. Dziewczynka nie była świadoma wagi znaczenia słowa „kurwa” i przez to nie bała się tego powiedzieć. Z czasem zapewne ona się nauczy wagi słowa i już będzie bardziej ostrożna, czytaj nie szczera.

Calutki pic polega na nadawaniu znaczenia. Jeśli ktoś mówi „ty pierdolony kutasie” to tak naprawdę NIC to nie znaczy, dlaczego… dlatego że ten przekaz nie ma żadnej w sobie wartości, równie dobrze ktoś mógłby dwadzieścia razy mrugać oczami ;)

Ale jak już wspomniałem trzeba uważać do kogo się wymawia jakie słowa, brać pod uwagę jego „profil” jak reaguje itd. itp. Nie tyle ze względu na to że np ja mogę oberwać co na świadomość co to robi z drugą stroną.

To jest po prostu nie produktywne, nie efektywne porozumiewanie się dla dwóch stron, absolutnie nic nie przynosi, żadnej korzyści. Po co w takim razie porozumiewać się skoro to nic nie daje? Nie ma sensu.

Dokładnie ta sama rzecz ma się jeśli chodzi o kłótnie wszelakiego rodzaju. O wiele lepiej jest jeśli jedna strona zachowuje spokój a druga „szaleje” już coś to daje, 100% efektywności będzie jeśli dwoje zachowa spokój.

Kiedy tylko dostrzega się spadek efektywności przekazu to albo zrobić coś aby go poprawić albo przerwać natychmiast. Więcej się straci niż zyska, ktoś traci swój czas, swoje wysiłki aby coś przekazać i to leci w kosmos, bo druga osoba nie jest wstanie tego odebrać. Więcej stracisz energii niż zyskasz porozumienia.

Nie tylko chodzi mi o jakieś nerwowe sytuacje, o wyzywanie się, o przeklinanie, nie. Są też inne. Przypuśćmy że spotyka się dwóch kolegów, jeden jest gorliwym katolikiem drugi nazwijmy to asteistą czy tam gnostykiem nie ważne, ważne że nie jest taki sam. No więc spotykają się i gadają, w pewnym momencie rozmowa schodzi na temat religijny. Oni zachowują spokój i jeden drugiemu bezskutecznie próbuje coś przekazać. „Katol” poprzez swój zamknięty umysł nie jest wstanie przyjąć czegoś innego. Przekaz, rozmowa traci sens.

Skąd wzięło się całe to zamieszanie ze słowami. Otóż nadając tym słowom „moc” ego myśli że może coś zdziałać, zrobić krzywdę czy zemścić się na kimś, odegrać się itd. itp. Religia powiedziała że to są złe słowa. Proszę zauważyć że skoro to jest złe to ma w sobie coś, pewną moc czynienia zła. Samo pojęcie ZŁO jest urojone ale to inna bajka. Religia jest obecna od dawien dawna dzięki jej można czynić zło, np nadawać znaczenie słowom, obrażać innych ludzi i wiele więcej. Religia podtrzymuje całą zabawę w zło/dobro.

Pamiętasz jak mówiłem o płachcie i byku? Otóż bez religii nie było by ani jednego ani drugiego. Religia nadaje sens istnienia zarówno bykowi jak i płachcie. Dzięki religii ego posiada reaktywne cechy, bo powiedziano mu że to są ZŁE słowa.

Mógłbym tak nawijać bez końca bo wszystko ze sobą jest połączone, na tym zakończę.

Kwiecień 5, 2009 - Posted by | matrix

6 Komentarzy

  1. komunikat: „jesteś jebanym chujem” = „nie szanuję cię i przy tym jestem agresywny”. Wydaje mi się że religia piętnuje słowa, którym towarzyszy z reguły agresja. Pewnie słyszałeś o kotwiczeniu? Mówiąc „kurwa” w chwili wzburzenia kotwiczymy ten stan emocjonalny i kiedy za którymś razem powtórzymy „kurwa” na sucho, bez większych emocji to automatycznie staniemy się bardziej negatywnie pobudzeni. O wulgaryzmach w kontekście kotwiczenia akurat nie czytałam, ale to taki wydaje się logiczny wniosek (?).
    Co do reguł religijnych, to wydaje się, że zawsze czemuś służą: powiedzmy że umożliwianiu utrzymywania przewagi kapłanów nad ogólem. Żeby mieć przewagę, to trzeba unieszkodliwić tłum. Lepiej żeby tłum nie był agresywny, bo kapłan może oberwać. Ale to tylko jedna z opcji (np. czasem wzbudznie agresji się kapłanom opłaca – dajmy na to kiedy trzeba stłamsić kapłańską opozycję)
    chociaż religia wydaje mi się, nie służyła jedynie kapłanom
    A zabawa w zło i dobro to chyba nie jest wynalazek religii. Czytałeś „Boga urojonego” Dawkinsa? Pytam tylko, nie polecam bynajmniej, tylko tam było coś o tym, że to nie religia ustanowiła ludzką moralność.
    i uprzedzając ewentualne uprzedzenia, „katolem” nie jestem.
    nie chcąc przedłużać.

    Komentarz - autor: L.Macbeth | Kwiecień 5, 2009

    • hm, myślę że w pewnym sensie masz rację. Zauważ jednak kto dyktuje komunikat. Ty to przyrównałeś do „nie szanuje cie…” ok, czyli że tak ty to odbierasz? … jeśli ktoś do ciebie by powiedział „jesteś jebanym…” ?

      Mój ojciec np mówi kurwa nie dla stanu emocjonalnego a dla podkreślenia ważności siebie. Więc tak, można pobudzić się negatywnie, ale uważam też że może mieć inne znaczenie.

      Reguły religijne są szerokie, i mają wiele znaczenia. To co napisałeś to też racja. Uogólniając służą chyba ogólnie do kontrolowania.

      A Dawkinsa nie przyszło mi czytać, jak do tej pory ;]
      A możesz bardziej rozwinąć tą myśl? zaciekawiło mnie.

      Komentarz - autor: giki | Kwiecień 5, 2009

  2. Dawkins tłumaczył poczucie moralne człowieka walką o przetrwanie samolubnego genu. Czyli (zupełnie moimi słowami): kiedy ktoś czuje wyrzuty sumienia, gdy bije swoje dziecko, to raczej rzadko je będzie bił, tym samym zwiększając jego szansę na przetrwanie. Razem z niebitym dzieckiem przetrwa gen „żalu za grzechy”.
    Poza tym przytoczone są w książce dylematy moralne dawane do przemyślenia ludziom wywodzącym się z kultury śródziemnomorskiej (w sensie spadkobiercom kultury starożytnej Grecji, Rzymu, później chrześcijaństwa) i jakiemuś ludowi tubylczemu z Ameryki Środkowej. Dylematy te były rozwiązywane w podobny sposób przez obie grupy. Tak samo w ocenach moralnych między wierzącymi i ateistami nie zanotowano większych różnic.
    Ergo: moralność jest wynikiem ewolucji

    Chociaż ja tam mam ostatnio sentyment do paranormalności i chętnie zaakceptuję wersję, że nie wszystko jest wynikiem ewolucji, ale np. jakichśtam zasad wszechświata. Wydaje mi się, że dziś bardzo dużo rzeczy tłumaczy się walką o byt i na tym zazwyczaj poprzestaje naukowy dyskurs (co innego poezja i inne takie), a z doświadczenia stwierdzam, że gdyby tylko o ewolucję chodziło, byłoby zbyt prosto. Ale może to taka ułomność ludzkiego umysłu, że musi komplikować.

    Komentarz - autor: L.Macbeth | Kwiecień 6, 2009

    • mh, intrygujące to co napisałeś o Dawkinsie. Ten samolubny gen to może chodzi o ego? … tak się zastanawiam bo mi się skojarzyło.

      Pisze że „moralność jest wynikiem ewolucji” hm, ale czym w takim razie jest ewolucja? Wg mnie ludzie po prostu coraz bardziej zaczynają myśleć sami, na przestrzeni czasu. Nie bez znaczenia jest także władza/kontrola nad masami przez „polityków”. Co innego, uważam że władza do większej kontroli.

      Piszesz że masz sentyment do paranormalności. No ok ale po co przyjmować jakąś tam wersje? Zasady wszechświata? Potrzebujesz tych zasad? A co jeśli tego nie ma, hm, w zasadzie to są zasady np taka zasada wszechświata że jak walniesz w ścianę to… ból odczujesz. Czyli o jakie zasady chodzi, chodzi ci o moralne zasady wszechświata?

      Wg mnie nie chodzi tylko o walkę o byt, chociaż sam już nie wiem.

      Komentarz - autor: giki | Kwiecień 6, 2009

      • wydaje mi się ze chodzi o gen dosłownie, nie ego (które rozumiem jako świadomość). Gen musi być samolubny – inaczej nie przetrwa. Natomiast czasem opłaca mu się, kiedy byt (=geny+doświadczenia) jest czasami altruistyczny – np. matka poświęca się za dziecko, tym samym ginie, ale geny przechodzą na następne pokolenie.

        Ty: „czym w takim razie jest ewolucja? Wg mnie ludzie po prostu coraz bardziej zaczynają myśleć sami, na przestrzeni czasu.” – hm, śmiała koncepcja. Ja mam wręcz odwrotne wrażenie: kiedyś ludzie zastanawiali się jak zbudować lepiankę, a dziś jeśli należą do inteligencji to analizują Słowackiego wg gotowego klucza (nie ma jak kreatywność..). Ale ok, przyjmijmy, że masz rację: po czym wnosisz i jak myślisz, co zmotywowało ludzi do myślenia?

        wg mnie: władza = kontrola

        interesują mnie te zasady wszechświata, któych znajomość sprawi, że zycie istot czujących będzie optymalne. Np. wiedząc, że istnieje zasada „walniesz w scianę, to cie zaboli” nie będę walić w ścianę, albo przestanę czuć ból (tu trochę paranormy), tym samym odkrywając, że nie ma zasady „walniesz w ścianę to cię zaboli”, tylko jest „ból zależy od ciebie”. Może nie ma zasad uniwersalnych dla całego wszechświata, ale chcę znać zasady, które mnie dotyczą.
        jeśli chodzi o zasady moralne – gdzie nie spojrzę, tam ludzie moralni są szczęśliwsi na płaszczyźnie niedostępnej niemoralnym. Jakby umieją percepować muzykę niedostępną w obiorze głuchym.

        nie zrozum źle – ani tu nie ma cynizmu ani altruizmu. coś pomiędzy, najlepiej nie patrzeć w tym kontekście

        Komentarz - autor: L.Macbeth | Kwiecień 7, 2009

        • Pojawiły się możliwości za pomocą których pojawiły się ludzie zdolni do coraz większego własnego myślenia. Im więcej takich osób tym więcej będzie innych myślących. Efekt domina, to takie wzajemne oddziaływanie.

          Tymi możliwościami niech będzie np internet (większa komunikacja, wolna) oraz paradoksalnie globalizacja.

          Ale to moja subiektywna opinia.

          Reszta to… temat rzeka :) więc chce poprzestać na tym co napisałem :) trochę też mi się nie chce najzwyczajniej. Ale myślę że zgadzam się z tobą jeśli chodzi o te „zasady wszechświata”.

          Komentarz - autor: giki | Kwiecień 7, 2009


Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: