Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Współzawodnictwo i wycofanie

Dwa rozdziały z książki Karen Horney „Neurotyczna osobowość naszych czasów”


NEUROTYCZNE WSPÓŁZAWODNICTWO

Do władzy, prestiżu i posiadania dochodzi się w różny sposób w różnych kulturach. Można je dziedziczyć, można też je uzyskać dzięki posiadaniu pewnych właściwości cenionych w danej grupie kulturowej, jak odwaga, przebiegłość, umiejętność uzdrawiania chorych lub porozumiewania się z siłami nadprzyrodzonymi. Można je również zdobyć, uprawiając jakiś niezwykły lub skuteczny rodzaj działalności, wykorzystując swoje właściwości lub sprzyjające ku temu warunki zewnętrzne. W naszej kulturze dziedziczenie stanowisk i bogactwa odgrywa niewątpliwie pewną rolę. Jeśli natomiast jednostka, aby zdobyć władzę, prestiż i określony stan posiadania, zdana jest na własne siły, musi podjąć współzawodnictwo z innymi. Współzawodnictwo zaś przenika ze swej płaszczyzny ekonomicznej na wszystkie inne formy działalności ludzkiej, znajdując swoje odbicie w miłości, w kontaktach towarzyskich i zabawie. Stanowi ono wobec tego problem dla każdego członka naszej kultury, nic więc dziwnego, że odnajdujemy w nim niewyczerpane źródło konfliktów neurotycznych.

Współzawodnictwo typu neurotycznego różni się w naszej kulturze od normalnego współzawodnictwa pod trzema względami. Po pierwsze, neurotyk wciąż porównuje siebie z innymi, nawet w sytuacjach, które tego nie wymagają. O ile dążenie do przewyższenia innych jest podstawą każdego współzawodnictwa, o tyle neurotyk porównuje się z ludźmi, którzy w żaden sposób nie są jego potencjalnymi rywalami i z którymi nie łączy go żaden wspólny cel. W stosunku do każdego człowieka stawia sobie pytanie, czy on sam jest inteligentniejszy, bardziej atrakcyjny czy bardziej popularny niż inni. Jego postawę życiową można porównać z postawą dżokeja podczas wyścigu, dla którego liczy się tylko jedna sprawa – czy wyprzedza pozostałych. Postawa taka musi doprowadzić do utraty lub zaburzenia autentycznego zainteresowania czymkolwiek. Nie tyle bowiem ważna jest treść działań, ile to, co te działania mogą dostarczyć; a więc sam sukces, prestiż czy możność imponowania innym. Neurotyk może sobie uświadamiać ciągłe przymierzanie się do innych, ale może to również robić automatycznie, nie zdając sobie z tego sprawy. Jednak prawie nigdy nie uświadamia sobie w pełni, jakie to ma dla niego znaczenie.

Drugą cechą różniącą ambicję neurotyka od normalnego współzawodnictwa jest to, że neurotyk nie tylko chce osiągnąć więcej niż inni czy odnosić większe sukcesy, ale chce także być jedyny i wyjątkowy. Może myśleć kategoriami porównawczymi, cel jego jest jednak zawsze wyrażony w superlatywach. Może być w pełni świadomy tego, że kierują nim niewątpliwe ambicje. Najczęściej natomiast wypiera je zupełnie albo częściowo ukrywa. W drugim przypadku może sądzić, na przykład, że nie chodzi mu o sukces, ale wyłącznie o cel, dla którego pracuje; albo może uważać, że nie chce zajmować eksponowanej pozycji, chce tylko kierować wszystkim zza kulis; albo też może się przyznać, że był ambitny w jakimś okresie swego życia – że jako chłopiec marzył o tym, żeby zostać Chrystusem czy drugim Napoleonem, albo o tym, żeby uchronić świat przed wojną; że jako dziewczynka marzyła o poślubieniu księcia Walii – będzie jednak utrzymywał, że od tego czasu ambicje jego ucichły zupełnie. Może nawet ubolewać nad tym, że zanadto spadły i że dobrze byłoby je wskrzesić. Jeśli natomiast wyparł swe ambicje całkowicie, będzie prawdopodobnie przekonany o tym, że coś takiego zawsze było mu obce. Dopiero po odsłonięciu przez analityka kilku mechanizmów obronnych przypomni sobie dawne fantazje wielkościowe lub przemykające mu przez głowę myśli o tym, że jest najlepszy w swojej dziedzinie czy też wyjątkowo zdolny lub przystojny, czy wreszcie, że czasem odczuwał zdumienie, gdy jakaś kobieta zakochała się w kimś innym, a nie w nim i że był tym wtedy dotknięty. W większości przypadków jednak nie przywiązuje do takich myśli żadnej wagi, nieświadomy potężnej roli, jaką ambicja odgrywa w jego reakcjach.

Ambicja może się czasem skupiać na jednym konkretnym celu: inteligencji, atrakcyjności, moralności czy jakichś konkretnych osiągnięciach. Czasem natomiast ambicja nie koncentruje się na niczym określonym, rozciągając się na wszystkie obszary działalności człowieka. Musi on być najlepszy w każdej interesującej go dziedzinie. Może chcieć być jednocześnie wielkim wynalazcą, wybitnym lekarzem i niezrównanym muzykiem. Kobieta może chcieć nie tylko przewyższyć innych w swojej dziedzinie zawodowej, ale także być doskonałą gospodynią i najlepiej ubraną osobą. Młodzież tego typu może mieć trudności z wyborem jednego określonego zawodu, gdyż wybierając jeden, musi zrezygnować z innych albo przynajmniej z niektórych ulubionych zainteresowań i zajęć. Ponadto młodzież taka może przystępować do pracy z nadmiernymi i fantastycznymi oczekiwaniami, chcąc malować jak Rembrandt, pisać dramaty jak Szekspir czy dokładnie obliczyć składniki krwi w pierwszym dniu pracy w laboratorium. Większość ludzi rzeczywiście miałaby trudności, gdyby chciała jednocześnie opanować tajniki architektury, chirurgii i gry na skrzypcach. Nadmierne ambicje prowadzą do nadmiernych oczekiwań, wskutek czego często nie udaje się człowiekowi osiągnąć tego, czego chce, łatwo rozczarowuje się i zniechęca, szybko rezygnuje z podjęcia wysiłku i zaczyna zajmować się czymś innym. Wielu utalentowanych ludzi rozprasza w ten sposób swe siły przez całe życie. Mają rzeczywiście duże potencjalne możliwości osiągnięcia czegoś w różnych dziedzinach, ale ponieważ interesują się wszystkim naraz i we wszystkim lokują swoje ambicje, nie są zdolni konsekwentnie dążyć do żadnego konkretnego celu; w końcu niczego nie osiągają, marnując swoje wybitne zdolności.

Niezależnie od tego, czy człowiek uświadamia sobie swoją ambicję, czy nie, zawsze jest bardzo wrażliwy na przejawy frustracji. Nawet sukces może być odebrany jako rozczarowanie, jeżeli nie jest na miarę wybujałych oczekiwań. Na przykład sukces osiągnięty po napisaniu artykułu naukowego czy książki może mimo to spowodować rozczarowanie, bo nie wywrócił świata do góry nogami, wywołując jedynie ograniczone zainteresowanie. Człowiek taki po zdaniu trudnego egzaminu będzie pomniejszał rozmiary swego sukcesu, podkreślając, że inni też go zdali. Ta uporczywa skłonność do umniejszania swoich osiągnięć jest jedną z przyczyn, z powodu których tacy ludzie nie potrafią cieszyć się sukcesem. Inne przyczyny omówię później. Oczywiście takie osoby są również niezmiernie wrażliwe na wszelką krytykę. Wiele z nich ogranicza swą twórczość do jednej książki czy jednego obrazu, zniechęcając się nawet drobną krytyką. Sporo ukrytych nerwic ujawnia się w wyniku krytyki przełożonego lub jakiegoś niepowodzenia, choć waga ich bywa często niewielka, a w każdym razie zupełnie niewspółmierna w porównaniu z wynikającymi z nich zaburzeniami psychicznymi.

Trzecią cechą różniącą współzawodnictwo neurotyczne od normalnego jest element wrogości, który charakteryzuje ambicje neurotyka, jego nastawienie, że „nikt poza mną nie będzie piękny, zdolny, nikomu poza mną nie może się udać”. Każde ostre współzawodnictwo zawiera element wrogości, zwycięstwo jednego oznacza bowiem porażkę drugiego. Prawdę mówiąc, kultura, w której eksponuje się jednostkę, zmusza tak silnie do destrukcyjnego współzawodnictwa, że człowiek zastanawia się, na ile to dążenie do współzawodnictwa można nazwać cechą neurotyczną. Jest to niemal wzorzec kulturowy. U neurotyka jednak element destrukcyjny przeważa nad konstruktywnym; pokonanie innych, ich porażka jest dla niego ważniejsza niż własne zwycięstwo. W rzeczywistości własny sukces ma dla niego największe znaczenie; ale osiąganie sukcesu jest u niego obwarowane -jak później stwierdzimy – silnymi zahamowaniami, wobec czego jedyna droga, jaka mu pozostaje, to zdobycie wyższości albo przynajmniej takiego poczucia przez poniżanie innych, ściąganie ich do swojego poziomu albo i poniżej.

W rywalizacyjnych walkach toczących się w naszej kulturze często opłaca się skrzywdzić współzawodnika, by podnieść własną pozycję czy chwałę lub nie dopuścić potencjalnego rywala do głosu. Neurotykiem natomiast kieruje ślepy, niezróżnicowany i kompulsywny pęd do dyskredytowania innych. Może to czynić nawet wówczas, gdy wie, że inni nie chcą go skrzywdzić, czy też wtedy, gdy ich porażka jest sprzeczna z jego własnymi interesami. Charakteryzuje go wyraźne przekonanie, że „tylko jeden może zwyciężyć”, mówiąc innymi słowy, że „nikt prócz mnie nie może zwyciężyć”. Za jego agresją mogą się kryć emocje o wielkim natężeniu. Na przykład pewien mężczyzna piszący sztukę teatralną wpadł we wściekłość, gdy dowiedział się, że jego znajomy również pracuje nad takim utworem.

To dążenie do udaremniania lub utrudniania wysiłków innych ludzi widoczne jest w wielu rodzajach związków międzyludzkich. Dziecko nadmiernie ambitne może być opanowane przez pragnienie przeciwstawienia się wszelkim wysiłkom czynionym na jego rzecz przez rodziców. Jeśli rodzice wymagają od niego dobrych manier i powodzenia towarzyskiego, może zachowywać się w towarzystwie w sposób skandaliczny. Jeśli dbają nadmiernie o jego rozwój intelektualny, dziecko może nabyć takich zahamowań w zakresie nauki, że sprawia wrażenie niedorozwiniętego umysłowo. Przypominam sobie dwie młode pacjentki przyprowadzone do mnie z podejrzeniem niedorozwoju umysłowego, które okazały się później bardzo zdolne i inteligentne. O tym, że nastawione były na przeciwstawianie się rodzicom, przekonałam się, gdy usiłowały zachowywać się podobnie wobec psychoanalityka. Jedna z nich udawała przez jakiś czas, że mnie nie rozumie, tak że zaczęłam wątpić w jej możliwości intelektualne, zrozumiałam jednak niebawem, że w kontaktach ze mną stosowała taką samą grę, jaką uprawiała wobec rodziców i nauczycieli. Obie dziewczynki były bardzo ambitne; ale na początku terapii ich ambicja była całkowicie ukryta za impulsami destrukcyjnymi.

Ta sama postawa może się ujawniać w stosunku do lekcji czy jakiegokolwiek leczenia. Gdy człowiek uczęszcza na jakieś lekcje lub poddaje się leczeniu, w jego interesie leży osiąganie z tego jakichś korzyści. Dla neurotyków natomiast ważniejsze staje się tutaj przeciwstawienie się wysiłkom nauczyciela czy lekarza bądź udaremnienie ich ewentualnego powodzenia. I aby cel ten osiągnąć, pokazują po prostu na własnym przykładzie, że niczego nie dokonali i gotowi są nawet, by za cenę pozostania chorym lub głupim wykazać innym, że się do niczego nie nadają. Nie trzeba dodawać, że proces ten odbywa się nieświadomie. W rzeczywistości człowiek taki będzie przekonany, że to nauczyciel czy lekarz są niezdolni lub dla niego nieodpowiedni.

Tego typu pacjent będzie się więc niezwykle obawiał, że analitykowi może udać się go wyleczyć. Zrobi wszystko, aby udaremnić wysiłki analityka, mimo że jest to wyraźnie sprzeczne z jego własnymi celami. Nie tylko będzie się starał skierować myśli analityka na fałszywe tory lub ukryć ważne informacje, ale jego stan może nie tylko nie zmienić się, lecz nawet dramatycznie się pogorszyć. Jeśli nastąpi jakaś poprawa, to nie powie o niej analitykowi, a jeżeli to zrobi, to niechętnie lub w formie skargi albo przypisze poprawę jakiemuś czynnikowi zewnętrznemu, na przykład zmianie pogody, aspirynie czy przeczytanej lekturze. Nie podejmie żadnej wysuwanej przez analityka propozycji, udowadniając mu w ten sposób, że ten zupełnie nie ma racji; albo też przedstawi jako własną jakąś sugestię analityka, którą poprzednio gwałtownie odrzucił. To ostatnie zachowanie często udaje się zaobserwować w życiu codziennym; stanowi ono podłoże nieświadomych plagiatów, a wiele sporów o pierwszeństwo wywodzi się z tego rodzaju tła psychologicznego. Człowiek taki nie może się pogodzić z myślą, że to ktoś inny miał jakiś nowy pomysł, a nie on, i zdecydowanie odrzuca wszelkie sugestie, że nie on był autorem pomysłu. Może na przykład odczuwać niechęć do filmu czy książki poleconej mu przez kogoś, z kim aktualnie rywalizuje.

Gdy u takiego pacjenta zwiększy się w trakcie analizy świadomość wszystkich opisanych tu reakcji, może on na właściwą interpretację zareagować jawnymi wybuchami gniewu; może na przykład mieć gwałtowną ochotę, aby coś zbić w gabinecie lub obrzucić analityka obelgami, albo po wyjaśnieniu pewnych problemów może zwrócić natychmiast uwagę na to, że wiele innych pozostało jeszcze do rozwiązania. Nawet jeśli osiągnął znaczną poprawę stanu zdrowia i zdaje sobie z tego sprawę, zwalcza w sobie wszelkie uczucia wdzięczności. Ze zjawiskiem niewdzięczności wiążą się również inne czynniki, jak obawa przed zobowiązaniami, ale jednym z jego ważnych elementów jest poczucie upokorzenia, jakie przeżywa, gdy musi docenić kogoś innego.

Neurotyk odczuwa również silny lęk wtedy, gdy chce kogoś pokonać. Zakłada bowiem automatycznie, że inni przeżywają porażkę równie boleśnie jak on sam i równie silnie pragną zemsty. Boi się więc sprawiać innym przykrość i nie uświadamia sobie rozmiarów swych skłonności do pokonywania innych, choć jednocześnie jest przekonany o słuszności swoich podejrzeń.

Neurotykowi, który silnie lekceważy innych, trudno jest się o kimś wyrażać pozytywnie czy zająć przychylne stanowisko w jakiejś sprawie. Trudno mu też podjąć jakąkolwiek konstruktywną decyzję. Wystarczy drobna krytyka, aby pierzchła pozytywna opinia o jakiejś osobie czy sprawie, gdyż byle drobiazg potrafi wzbudzić w nim pragnienie, żeby kogoś urazić.

Wszystkie destrukcyjne impulsy, obecne w neurotycznym dążeniu do władzy, prestiżu i posiadania wchodzą także w skład współzawodnictwa. Nawet człowiek zdrowy ujawnia je w ogólnej rywalizacji charakterystycznej dla naszej kultury; u neurotyka natomiast są one ważne same w sobie, niezależnie od straty czy cierpień, jakie mogą na niego ściągnąć. Zdolność do upokarzania, wyzyskiwania czy oszukiwania innych przynosi mu triumf zwycięstwa, a w razie niepowodzenia – gorycz porażki. Wiele złości ujawnianej przez neurotyka, gdy nie ma możności wykorzystania innych, wypływa właśnie z takiego poczucia porażki.

Jeśli w danym społeczeństwie dominuje duch indywidualnego współzawodnictwa, musi to zaburzyć kontakty między płciami, chyba że sfery życia mężczyzny i kobiety są wyraźnie oddzielone. Jednakże rywalizacja neurotyczna wskutek swego destruktywnego charakteru powoduje więcej szkody niż u ludzi zdrowych.

W związkach miłosnych tendencje neurotyka, żeby pokonać, ujarzmić i poniżyć partnera, odgrywają ogromną rolę. Stosunki seksualne stają się środkiem do ujarzmiania i poniżania partnera albo do tego, żeby zostać przez niego ujarzmionym i poniżonym, wbrew naturze neurotyka. Często powstaje w związku z tym sytuacja, którą Freud opisał jako rozszczepienie związków miłosnych: mężczyzna może w tym wypadku odczuwać pociąg tylko do kobiet „gorszych” od siebie, nie pragnie natomiast ani nie jest zdolny do kontaktów seksualnych z kobietami, które kocha i podziwia. U takiego mężczyzny stosunek seksualny kojarzy się nieodłącznie z tendencją do upokarzania, wobec czego natychmiast wypiera pragnienie seksualne wobec kobiet, które kocha lub może pokochać. Źródła takiej postawy łatwo można się doszukać w kontakcie z matką, przez którą czuł się poniżony i którą z kolei on chciał upokorzyć, ale impuls ten ukrywał za przesadnym przywiązaniem. Sytuacja taka często nazywa się fiksacją. W późniejszym życiu rozwiązuje swój dylemat, dzieląc kobiety na dwie grupy: na te, które szanuje i podziwia, i na te, z którymi może wchodzić w kontakty seksualne. Wrogość, jaką nadal odczuwa w stosunku do kobiet, które kocha, ujawnia się w chęci pozbawiania ich satysfakcji seksualnej.

Jeśli taki mężczyzna nawiązuje bliższy związek z kobietą o równej lub lepszej pozycji bądź ciekawszej osobowości, często wstydzi się za nią skrycie, zamiast odczuwać z tego powodu dumę. Może być taką reakcją niezmiernie zdziwiony, gdyż świadomie nie uważa, że kobieta traci coś ze swej wartości, nawiązując kontakt seksualny. Nie wie natomiast, że jego tendencje do poniżania kobiety poprzez stosunek seksualny są tak silne, że emocjonalnie zaczyna nią gardzić. Poczucie wstydu za nią jest tu więc reakcją konsekwentną. Kobieta również – bez racjonalnego powodu – może wstydzić się swego kochanka, co wyraża się w niechęci do pokazywania się z nim lub w niezauważaniu jego zalet, przez co mniej go ceni niż na to zasługuje. W procesie analizy okazuje się, że ma ona tę samą nieświadomą tendencję do poniżania swego partnera1. Zwykle ma również podobne tendencje wobec kobiet, ale z różnych względów zaznaczają się one silniej w związkach z mężczyznami. Oto niektóre przyczyny mogące powodować taką postawę: niechęć do faworyzowanego brata, pogarda dla słabego ojca, przekonanie o własnej nieatrakcyjności i wypływające stąd oczekiwanie odrzucania przez mężczyzn. Z kolei lęk przed kobietami nie pozwala wyrażać wobec nich swoich skłonności do upokarzania.

Kobiety, tak jak mężczyźni, mogą sobie w pełni uświadamiać swoje dążenia do ujarzmienia i poniżenia osób płci odmiennej. Dziewczyna może zainicjować romans, mając szczery zamiar wziąć mężczyznę pod pantofel. Może też przyciągać mężczyzn po to, żeby im dać kosza, gdy tylko zaczną ją darzyć uczuciami. Chęć poniżania jest jednak zwykle nieświadoma i może się przejawiać w sposób pośredni. Może o niej świadczyć kompulsywny śmiech kobiety, gdy spostrzega, że mężczyzna zaleca się do niej, albo okazywanie w tej sytuacji oziębłości, żeby w ten sposób dać mężczyźnie do zrozumienia, iż nie potrafi jej zaspokoić, a tym samym skuteczniej go upokorzyć, szczególnie gdy cierpi on na neurotyczny lęk przed poniżeniem przez kobiety. Odwrotna strona medalu – a występuje to często u tej samej osoby – polega na poczuciu, że poprzez kontakty seksualne jest się samemu wykorzystywanym, poniżanym i upokarzanym. Epoka wiktoriańska nakazywała kobiecie uważać kontakty seksualne za coś poniżającego. Poczucie to słabło, jeżeli związek miał charakter legalny i w miarę oziębły. W ciągu ostatnich trzydziestu lat ten model kulturowy odgrywa coraz mniejszą rolę, nie na tyle jednak, aby kobiety nie czuły częściej niż mężczyźni, że kontakty seksualne uwłaczają ich godności. Kobieta może być oziębła lub unikać zupełnie mężczyzn, a mimo to pragnie kontaktu z nimi. Może znaleźć wtórną satysfakcję w takiej postawie, oddając się masochistycznym fantazjom bądź perwersjom, ale w takim przypadku antycypacja upokorzenia doprowadzi do wytworzenia się silnej wrogości wobec mężczyzn.

U mężczyzny, który nie jest przekonany o swej męskości, łatwo powstaje podejrzenie, że kobieta akceptuje go wyłącznie dlatego, żeby zaspokoić swoją potrzebę seksualną, mimo że ma wiele dowodów autentycznej sympatii z jej strony; łatwo go wówczas urazić, gdyż uważa, że kobieta go wykorzystuje. Może go również nieznośnie upokorzyć brak reakcji u kobiety i będzie chciał ją zadowolić za wszelką cenę. Swą wielką o to troskliwość uważa za przejaw delikatności. Pod innymi względami jednak może być szorstki i nieuprzejmy, dowodząc tym samym, że troszczy się o zadowolenie kobiety wyłącznie po to, aby uniknąć upokorzenia.

Dążenie do poniżania lub pokonywania innych można ukrywać w dwojaki sposób: chowając je pod maską podziwu lub w sposób sceptyczny intelektualizując te dążenia. Oczywiście sceptycyzm może świadczyć o autentycznej różnicy poglądów intelektualnych. Tylko wtedy, gdy możemy z pewnością wykluczyć istnienie takich autentycznych wątpliwości, mamy prawo szukać ukrytych motywów takiego postępowania. Motywy te mogą być tak blisko uświadomienia, że samo podanie w wątpliwość zasadności istniejących niepewności może wywołać u neurotyka atak lęku. Jeden z moich pacjentów obrażał mnie brutalnie przy każdym spotkaniu, nie zdając sobie z tego sprawy. Później, gdy spytałam go tylko, czy naprawdę wątpi w moje kompetencje co do pewnych spraw, zareagował silnym lękiem.

Proces ten komplikuje jeszcze maskowanie tendencji do poniżania lub pokonywania postawą podziwu. Mężczyźni marzący skrycie o tym, by sprawiać kobietom przykrości i pogardliwie je odtrącać, mogą świadomie wynosić je na piedestał. Kobiety, które nieświadomie starają się zawsze poniżać i upokarzać mężczyzn, mogą jednocześnie mieć swoje bożyszcza. Kult bohaterów u neurotyków może, tak jak u ludzi zdrowych, charakteryzować się szczerym podziwem dla czyjejś wartości i wielkości; w postawie neurotyka przejawia się jednak specyficzny kompromis między dwiema tendencjami: ślepym uwielbieniem dla powodzenia, bez względu na jego wartość, wywołanym własnymi pragnieniami w tym względzie oraz ukrywaniem destrukcyjnych pragnień skierowanych przeciwko osobie, która odniosła sukces.

Tutaj należy szukać źródeł niektórych typowych konfliktów małżeńskich. W naszej kulturze konflikty te zazwyczaj będą dotyczyły kobiet, mężczyźni mają bowiem często większe możliwości osiągania sukcesów poza ogniskiem domowym. Załóżmy, że kobieta skłonna do kultu bohaterów poślubia kogoś ze względu na jego rzeczywiste lub potencjalne osiągnięcia, a ponieważ w naszej kulturze żona uczestniczy w jakimś stopniu w sukcesach swego męża, może z nich czerpać osobiste zadowolenie. Ale kobieta ta może znaleźć się w sytuacji konfliktowej: kochając swego męża za jego osiągnięcia, jednocześnie nienawidzi go z tego powodu; chciałaby je zniszczyć, ale powstrzymuje ją przed tym radość, jakiej doznaje poprzez uczestnictwo w jego sukcesie. Taka żona może zdradzać swe pragnienie zniweczenia sukcesu męża, narażając na szwank jego majątek swoją zbytnią rozrzutnością i ekstrawagancją, zakłócając jego spokój ducha denerwującymi sprzeczkami czy podkopując jego wiarę w siebie przez podstępne dyskredytowanie go. Może też dać wyraz swym destrukcyjnym pragnieniom, bezlitośnie nakłaniając męża do osiągania wciąż nowych sukcesów, nie zważając na jego dobro. Niechęć, jaką żywi do męża, prawdopodobnie bardziej uwidoczni się wtedy, gdy dostrzeże jakąkolwiek oznakę jego niepowodzenia. Jeżeli kobieta taka mogła sprawiać wrażenie ze wszech miar kochającej żony, gdy mąż odnosił sukcesy, to teraz jawnie zwróci się przeciwko niemu. Mściwość, którą ukrywała, dopóki mogła uczestniczyć w jego osiągnięciach, ujawnia się, gdy tylko pojawia się widmo porażki. A wszystkie te destrukcyjne działania mogą być maskowane okazywaniem miłości i podziwu.

Można tu przytoczyć jeszcze drugi przykład pokazujący, jak wykorzystuje się miłość dla kompensacji zrodzonych z ambicji tendencji do pokonywania innych. Kobieta, poprzednio niezależna, zdolna i osiągająca sukcesy, po wyjściu za mąż nie tylko rezygnuje z pracy zawodowej, ale zaczyna przejawiać postawę zależności i zdaje się zupełnie zrzekać swoich ambicji (mówi się o tym niekiedy, że „stała się prawdziwą kobietą”). Mąż jest wówczas rozczarowany, gdyż spodziewał się znaleźć godnego siebie partnera, gdy tymczasem ma teraz żonę, która nie tylko nie chce z nim współpracować, ale wręcz stawia siebie w pozycji niższej. Kobieta zmieniająca się w ten sposób ma neurotyczne obawy co do własnych możliwości. Ma niejasne poczucie, że bezpieczniej będzie osiągać swe ambitne cele czy choćby tylko bezpieczeństwo, wychodząc za mąż za człowieka, któremu się powodzi, albo za tego, który – jak przynajmniej przeczuwa — zdolny jest do osiągnięcia sukcesu. Do tego punktu sytuacja nie musi prowadzić do zaburzeń, ale może się ułożyć pomyślnie. Jednakże neurotyczna kobieta skrycie buntuje się przeciw zrzekaniu się własnych ambicji, czuje wrogość wobec męża i – zgodnie z neurotyczną zasadą „wszystko albo nic” – pogrąża się w poczuciu nicości i czuje, że jest nikim.

Jak już powiedziałam, przyczyny, dla której tego typu reakcja jest częstsza u kobiet niż u mężczyzn, należy szukać w naszych warunkach kulturowych, które prawo do sukcesów oddają przede wszystkim mężczyźnie. O tym, że reakcja taka nie jest wrodzoną cechą kobiet, świadczy fakt, że mężczyźni reagują identycznie, jeżeli sytuacja zostanie odwrócona, to znaczy wówczas, gdy kobieta jest silniejsza, bardziej inteligentna, ma większe osiągnięcia. Rzadziej natomiast ukrywają taką postawę za podziwem, gdyż w naszej kulturze panuje pogląd, że mężczyzna góruje we wszystkim, prócz miłości. Zwykle też wyrażają swą postawę otwarcie, bezpośrednio sabotując zainteresowania i pracę kobiety.

Duch współzawodnictwa wyciska swe piętno nie tylko na kontaktach między mężczyzną a kobietą, ale nawet na wyborze partnera. Pod tym względem to, co obserwujemy w nerwicy, stanowi jedynie nasilenie cech kultury nastawionej na rywalizację. W normalnych warunkach wybór partnera podyktowany może być między innymi dążeniem do prestiżu czy posiadania, to jest motywami spoza sfery erotycznej. U neurotyka może to być jednak motyw wyłączny. Dzieje się tak z jednej strony dlatego, że jego dążenia do dominacji, prestiżu, oparcia są bardziej kompulsywne i sztywne niż u przeciętnego człowieka, a z drugiej strony dlatego, że jego osobiste stosunki z innymi ludźmi, w tym również z osobami płci odmiennej, są zbyt zaburzone, żeby mógł dokonać trafnego wyboru.

Destrukcyjne współzawodnictwo może wzmacniać tendencje homoseksualne w dwojaki sposób: po pierwsze, skłania do zupełnego wycofania się z kontaktów z osobami płci odmiennej w celu uniknięcia rywalizacji seksualnej z rówieśnikami, a po drugie lęk, jaki wzbudza, wymaga uspokojenia, a jak już podkreślałam, potrzeba uspokajającej miłości jest częstą przyczyną garnięcia się do partnera tej samej płci. Ten związek między destrukcyjną rywalizacją, lękiem i tendencjami homoseksualnymi można często zauważyć w trakcie analizy prowadzonej przez analityka tej samej płci co pacjent. Pacjent może znaleźć się w fazie, w której będzie chwalił się własnymi osiągnięciami, dyskredytując analityka. Początkowo czyni to w sposób tak zamaskowany, że nie zdaje sobie z tego sprawy. Następnie rozpoznaje swoją postawę, ale nie uświadamia sobie ogromnej siły leżącej u podłoża tej emocji. Później w miarę uświadamiania sobie swojej wrogości wobec analityka, czemu towarzyszy coraz gorsze samopoczucie (wyrażające się w snach lękowych, palpitacjach, niepokoju), śni mu się nagle, że analityk go przytula. Uświadamia sobie wtedy swoje fantazje i pragnienie bliskiego kontaktu z analitykiem, świadczące o potrzebie uśmierzenia lęku. Ten łańcuch reakcji może się powtarzać kilkakrotnie, zanim pacjent będzie miał wreszcie siłę do otwartego przyznania się przed sobą, że ma tendencje rywalizacyjne.

Podsumowując, tendencje do pokonywania innych można kompensować podziwem lub miłością w następujący sposób: spychając destrukcyjne impulsy do nieświadomości, eliminując całkowicie możliwość współzawodnictwa poprzez wytworzenie ostrego dystansu między sobą a rywalem, dostarczając możliwości zastępczego zadowolenia z sukcesu lub udziału w nim, zjednując sobie rywala i odsuwając w ten sposób chęć zemsty. Chociaż rozważania dotyczące wpływu neurotycznego współzawodnictwa na kontakty seksualne bynajmniej nie wyczerpują tematu, pokazują w wystarczającym stopniu, w jaki sposób zaburza ono kontakty między kobietami a mężczyznami. Sprawa jest tym poważniejsza, że to samo współzawodnictwo, które w naszej kulturze uniemożliwia nawiązanie satysfakcjonujących kontaktów między mężczyzną a kobietą, jest także źródłem lęku, który z kolei powoduje, że ludzie tym silniej do takich kontaktów dążą.

WYCOFYWANIE SIĘ ZE WSPÓŁZAWODNICTWA

Destrukcyjny charakter współzawodnictwa prowadzi u neurotyków do powstawania ogromnego lęku, co w rezultacie powoduje zupełne wycofanie się ze współzawodnictwa. Powstaje teraz pytanie – skąd się bierze ten lęk?

Zrozumiałe jest, że jednym z jego źródeł jest obawa przed odwetem za bezwzględne zaspokajanie swoich ambicji. Ktoś, kto usiłuje podeptać innych, upokarza ich i niszczy, gdy tylko osiągają lub chcą osiągnąć sukces, musi się obawiać tego samego z ich strony. Jednak tego rodzaju lęk przed odwetem, choć nieobcy każdemu, komu powodzi się kosztem innych, bynajmniej nie wyjaśnia w pełni wysokiego poziomu lęku u neurotyka i wynikającego stąd zahamowania wobec współzawodnictwa.

Różne doświadczenia wykazują, że obawa przed odwetem sama w sobie nie musi prowadzić do zahamowań. Wręcz przeciwnie, człowiek bojący się zemsty może w sposób chłodny i wyrachowany uwzględniać w swoich poczynaniach wyimaginowaną bądź rzeczywistą zawiść ze strony innych, rywalizację czy złą wolę innych, lub w taki sposób rozszerzyć swą władzę, żeby skutecznie uchronić się przed wszelkimi porażkami. Istnieje pewien typ ludzi osiągających sukcesy, którym przyświeca tylko jeden cel — zdobycie władzy i bogactwa. Jednakże porównując ich z osobami zdecydowanie neurotycznymi, dostrzegamy jedną uderzającą różnicę: bezwzględnemu łowcy sukcesów nie zależy na cudzych uczuciach. Nie chce i nie oczekuje od innych pomocy ani jakiejkolwiek wspaniałomyślności. Wie, że może dojść do celu własnym wysiłkiem i staraniem. Oczywiście wykorzystuje innych ludzi, ale to, co o nim myślą, interesuje go tylko o tyle, o ile jest mu potrzebne do osiągnięcia celu. Miłość dla samej miłości nie ma dla niego wartości. Jego pragnienia i dążenia podporządkowane są jednemu tylko celowi: władzy, prestiżowi i posiadaniu. Nawet jeżeli przyczyną takiego zachowania są konflikty wewnętrzne, człowiek nie nabawi się nerwicy, jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie w jego dążeniach. Strach będzie tylko wzmagał wysiłki w kierunku zdobycia sukcesu i czynił go bardziej niezwyciężonym.

Neurotyka cechują natomiast dwa, nie dające się pogodzić, dążenia: agresywna walka o dominację typu „nikt poza mną”, przy jednoczesnym nadmiernym pragnieniu, żeby wszyscy go kochali. Taka sytuacja „między młotem a kowadłem”, w której człowiek znajduje się pomiędzy pochłaniającymi go ambicjami a pragnieniem miłości, stanowi jeden z podstawowych konfliktów w nerwicy. Neurotyk przede wszystkim dlatego boi się własnych ambicji i wymagań i nie chce ich sobie uświadomić, kontrolując je lub wręcz się z nich wycofując, że boi się utraty miłości. Innymi słowy, neurotyk hamuje swe tendencje rywalizacyjne nie dlatego, że ma szczególnie surowe superego powstrzymujące go od przejawiania zbytniej agresji, ale dlatego, że uwięziony jest między dwoma równie silnymi dążeniami: ambicją a miłością.

Jest to dylemat, praktycznie biorąc, nie do rozwiązania. Nie można ludzi deptać i jednocześnie doświadczać ich miłości. Jednakże napięcie u neurotyka jest tak silne, że próbuje on rozwiązać swój konflikt. Stosuje zwykle dwa typy rozwiązań: uzasadnia swe dążenie do dominacji i żale wynikające z niemożności jego spełnienia oraz stara się pohamowywać swe ambicje. Nie trzeba rozwodzić się nad próbami uzasadniania agresywnych żądań neurotyka. Są one bowiem podobne do tych, które opisywaliśmy przy omawianiu sposobów zdobywania miłości. I w jednym, i w drugim przypadku usprawiedliwianie jest ważną strategią: człowiek stara się, żeby jego żądania uważane były za bezsporne, tak aby nie zagradzały mu drogi do zdobycia miłości. Jeśli dyskredytuje innych w celu poniżania lub zniszczenia ich w konkurencyjnej walce, będzie głęboko przekonany o swoim całkowitym w tej sytuacji obiektywizmie. Jeśli chce kogoś wykorzystać, będzie wierzył, że bardzo potrzebuje jego pomocy, i będzie się starał przekonać go o tym.

Właśnie ta ciągła potrzeba uzasadniania swoich poczynań powoduje, że zachowanie człowieka przeniknięte jest pewną subtelną, jakby „podskórną” nieszczerością, mimo że w rzeczywistości może on być uczciwy. Nieszczerość też pozwala wyjaśnić nieugięte faryzeuszostwo charakteryzujące tak często neurotyków, czasem występujące w sposób zupełnie otwarty i jaskrawy, czasem zaś ukryte pod postawą uległości czy nawet samooskarżenia. Postawę faryzeuszostwa utożsamia się często mylnie z postawą narcystyczną. W rzeczywistości nie ma ona nic wspólnego z jakimkolwiek samouwielbieniem. Nie ma w niej nawet żadnego elementu samozadowolenia czy zarozumiałości, ponieważ – wbrew pozorom – osoba taka nie jest nigdy naprawdę przekonana o tym, że ma rację, odczuwając jedynie ciągłą, rozpaczliwą potrzebę usprawiedliwiania się. Innymi słowy, jest to postawa obronna, narzucona przez potrzebę rozwiązania pewnych problemów, wypływających w ostatecznym rozrachunku z lęku.

Prawdopodobnie istnienie tej potrzeby uzasadniania było jednym z czynników nasuwających Freudowi myśl o szczególnie surowych wymaganiach superego, którym podporządkowuje się neurotyk, reagując w ten sposób na własne destrukcyjne popędy. Do takiej interpretacji skłania zwłaszcza inny aspekt potrzeby uzasadniania, mianowicie, jest ona nie tylko niezastąpiona jako strategia radzenia sobie z innymi, ale pozwala także wielu neurotykom „zachować twarz”. Wrócę do tej sprawy przy omawianiu roli poczucia winy w nerwicach.

Bezpośrednim skutkiem lęku w neurotycznym współzawodnictwie jest obawa przed porażką i obawa przed powodzeniem. Obawa przed porażką częściowo wynika z obawy przed upokorzeniem. Każda porażka staje się katastrofą. Pewna dziewczyna, która nie wiedziała w szkole czegoś, co powinna była wiedzieć, nie tylko była tym niezwykle zawstydzona, ale uważała ponadto, że jej koleżanki zaczną nią gardzić i odwrócą się od niej. Reakcja taka jest tym niebezpieczniejsza, że często odczytuje się jako niepowodzenia takie zdarzenia, które w rzeczywistości wcale niepowodzeniami nie są – na przykład wtedy, gdy ktoś nie ma w szkole najlepszych stopni, oblewa jakąś część egzaminu, urządza przyjęcie, które nie wypadło nadzwyczajnie czy nie zabłysnął w rozmowie – jednym słowem, nie sprostał swym wybujałym oczekiwaniom. Każde odtrącenie, na które -jak już widzieliśmy – neurotyk reaguje silną wrogością, również odczuwane jest jako niepowodzenie, a więc i upokorzenie.

U neurotyka obawy te powiększa jeszcze lęk, żeby inni nie cieszyli się jego niepowodzeniem, wiedząc o jego wygórowanych ambicjach. Szczególnie obawia się niepowodzenia wtedy, gdy w jakiś sposób dał do zrozumienia, że podjął konkurencję, że rzeczywiście pragnie sukcesu i czyni wszystko, żeby go osiągnąć. Czuje wówczas, że porażka jako taka jest wybaczalna i może nawet wzbudzić raczej współczucie niż wrogość, natomiast z chwilą, gdy ujawnił swoje pragnienie sukcesu, czuje się osaczony przez wrogów, czyhających na to, żeby go zniszczyć przy najmniejszej – z jego strony – oznace słabości czy porażki.

Postawy wynikające z tego lęku są różne w zależności od treści obaw, które nurtują neurotyka. Jeśli boi się on przede wszystkim samej porażki, to podwoi swe wysiłki lub zacznie zaciekle walczyć, żeby uniknąć niepowodzenia. W sytuacjach, w których jego siła czy zdolności zostają poddane decydującemu sprawdzianowi, jak w przypadku egzaminu czy wystąpienia publicznego, może się pojawiać ostry lęk. Jeśli natomiast boi się on przede wszystkim, żeby jego ambicje nie zostały zdemaskowane przez innych, to lęk, który się pojawi, spowoduje, że człowiek ten będzie sprawiał wrażenie niezainteresowanego i zaniecha podejmowania jakichkolwiek wysiłków. Warto zwrócić uwagę na kontrast między tymi dwiema sytuacjami, wskazują one bowiem, jak dwa rodzaje obaw, bądź co bądź spokrewnionych, mogą doprowadzić do powstania dwóch zupełnie różnych rodzajów zachowań. Osoba reagująca w pierwszy sposób będzie się przygotowywała zapamiętale do egzaminów, podczas gdy osoba reprezentująca drugi typ reakcji będzie pracowała bardzo mało i, być może, będzie się wyraźnie angażowała w działalność towarzyską czy w różnego rodzaju hobby, manifestując w ten sposób swój brak zainteresowania podstawowym zadaniem.

Neurotyk nie uświadamia sobie zwykle swego lęku, lecz tylko jego konsekwencje. Może mieć na przykład trudności w koncentrowaniu się na jakimś zadaniu. Mogą się też u niego pojawiać obawy hipochondryczne, jak na przykład obawa przed dolegliwościami sercowymi z powodu nadmiernego wysiłku fizycznego lub przed rozstrojem nerwowym spowodowanym nadmierną pracą umysłową. Każdy wysiłek może wywołać u niego wyczerpanie (każde zajęcie, któremu towarzyszy lęk, zwykle wyczerpuje), które wykorzysta jako oczywisty dowód tego, że wysiłek jest dla niego szkodliwy i musi go unikać.

Aby uchylić się od wysiłku, neurotyk może oddawać się najróżniejszym czynnościom ucieczkowym: od stawiania pasjansów do wydawania przyjęć; może też przyjąć postawę zbliżoną do lenistwa czy opieszałości. Neurotyczna kobieta może się na przykład źle ubierać, gdyż woli sprawiać wrażenie osoby nie dbającej o stroje, niż narażać się na ośmieszenie, gdyby się okazało, że jakiś element jej wypracowanego stroju jest źle dobrany.

Pewna niezwykle ładna dziewczyna, przekonana o swej pospolitości i braku urody, nigdy nie pudrowała się w miejscach publicznych, sądząc, że gdyby to zrobiła, każdy mógłby sobie pomyśleć: Patrzcie tylko, ta brzydula myśli, że puder jej pomoże!

Z reguły więc neurotyk uważa, że bezpieczniej jest nie robić tego, na co ma się ochotę, zgodnie z maksymą: „Nie wychylaj się, bądź skromny, a przede wszystkim nie zwracaj na siebie uwagi”. Zwracanie na siebie uwagi – co podkreślał Veblen – sposobem zabawiania się czy stylem życia odgrywa istotną rolę w rywalizacji. Wycofując się ze współzawodnictwa, człowiek musi robić coś przeciwnego, musi unikać zwracania na siebie uwagi. Osiąga się to przez podporządkowanie się konwencjonalnym wzorcom, przez trzymanie się na uboczu i niewyróżnianie się od innych.

Jeśli ta skłonność do wycofywania się jest cechą pierwszoplanową, człowiek będzie unikał wszelkiego ryzyka. Nie trzeba dodawać, że postawie takiej towarzyszy wielkie zubożenie życia i spaczenie własnych potencjalnych możliwości. Osiągnięcie szczęścia czy jakichkolwiek pomyślnych wyników wymaga bowiem ryzyka i wysiłku, chyba że ktoś ma wyjątkowo sprzyjające warunki.

Dotychczas omówiliśmy lęk przed ewentualnym niepowodzeniem. Nie jest to tylko jeden z objawów neurotycznego współzawodnictwa. Lęk może również manifestować się w postaci obawy przed sukcesem. Wielu neurotyków odczuwa tak silny lęk przed wrogością innych ludzi, że obawia się powodzenia nawet wtedy, gdy osiągnięcie sukcesu jest pewne.

Lęk przed sukcesem wypływa z obawy przed zazdrością i zawiścią ludzką, a zatem i z obawy przed utratą miłości. Czasem może mieć charakter świadomy. Jedna z moich pacjentek była utalentowaną pisarką, która zupełnie zrezygnowała z pisania, ponieważ jej matka zaczęła pisać i zdobyła duże powodzenie. Gdy po długiej przerwie pacjentka wróciła do pisarstwa, przejawiała silne wahanie i niepewność, obawiając się jednak nie tego, że będzie pisała źle, lecz tego, że jej twórczość będzie zbyt dobra. Kobieta ta przez długi czas nie potrafiła nic robić wskutek nadmiernej obawy przed ludzką niechęcią i całą swą energię skierowała na zdobywanie sympatii. Obawa ta może bowiem przybrać postać niejasnego lęku przed utratą przyjaciół, gdy zdobędzie się powodzenie.

Podobnie jak przy wielu innych rodzajach lęku, tak też w tym przypadku neurotyk zdaje sobie zwykle sprawę nie ze swych obaw, ale z wynikających z nich zahamowań. Na przykład, gdy gra w tenisa, może w obliczu zbliżającego się zwycięstwa odczuwać coś, co go powstrzymuje przed wygraniem meczu. Może też zapomnieć o spotkaniu, które miało zaważyć na jego przyszłości. Jeśli ma coś ważnego do powiedzenia w czasie dyskusji czy rozmowy, może mówić tak cicho lub skrótowo, że jego wypowiedź nie zrobi żadnego wrażenia, albo pozwoli innym zbierać pochwałę za pracę, którą sam wykonał. Zauważa sam, że z pewnymi ludźmi potrafi rozmawiać w sposób inteligentny, natomiast w obecności innych zupełnie głupieje; potrafi grać po mistrzowsku na jakimś instrumencie w obecności pewnych osób, przy innych natomiast gra jak początkujący uczeń. Mimo zakłopotania, jakie odczuwa z powodu takiej chwiejności, nie potrafi nic zmienić. Dopiero po uzyskaniu wglądu i ujawnieniu swoich skłonności do wycofywania się, odkrywa, że rozmawiając z osobą mniej inteligentną od siebie, czuje się zmuszony zachowywać jeszcze mniej inteligentnie od niej; albo grając z miernym muzykiem, musi grać jeszcze gorzej, gdyż boi się, że gdyby okazał się lepszy, mógłby poniżyć drugą osobę i sprawić jej ból.

I wreszcie, jeżeli odniesie sukces, nie tylko nie potrafi się nim cieszyć, ale nawet nie odczuwa go jako swój własny. Często też będzie starał się go pomniejszać, przypisując go jedynie szczęśliwemu zbiegowi okoliczności lub jakiemuś nieistotnemu czynnikowi czy wręcz pomocy z zewnątrz. Powodzenie podziała na niego przygnębiająco – częściowo w wyniku działania powyższych obaw, częściowo zaś w wyniku nie uświadomionego rozczarowania, gdyż sukces w rzeczywistości nigdy nie dorównuje nadmiernie wybujałym i skrytym oczekiwaniom.

Konflikt neurotyka polega więc na tym, że kierują nim szalone i kompulsywne pragnienia bycia najlepszym przy jednoczesnym równie silnym przymusie cofania się z chwilą zbliżania się do sukcesu. Jeśli osiągnął jakieś powodzenie, to następnym razem osiąga gorsze wyniki. Po lekcji dobrej następuje lekcja zła, po poprawie w leczeniu – pogorszenie, a po zrobieniu na kimś dobrego wrażenia – pozostaje złe wrażenie. Cykl ten wciąż się powtarza, rodząc poczucie beznadziejnej walki z przytłaczającymi przeciwnościami. Człowiek przypomina tu Penelopę, która pruła w nocy to, co utkała za dnia.

Zahamowania mogą się pojawić na każdym etapie drogi do wytyczonego celu: neurotyk może tak zupełnie wyprzeć swe ambitne dążenia, że nie próbuje dokonać niczego; może starać się coś robić, ale przy tym będzie niezdolny do koncentracji czy doprowadzenia sprawy do końca; może dokonać czegoś wspaniałego, unikając zarazem jakichkolwiek dowodów sukcesu, i wreszcie może odnieść wybitny sukces, ale nie potrafi go docenić czy nawet odczuć.

Spośród wielu sposobów wycofywania się ze współzawodnictwa najistotniejszym u neurotyka jest wytworzenie w wyobraźni takiego dystansu między własną osobą a rzeczywistym czy pozornym rywalem, że każde współzawodnictwo wydaje się czymś tak absurdalnym, iż zostaje całkowicie usunięte ze świadomości. Dystans taki można osiągnąć albo przez postawienie drugiej osoby na świeczniku daleko ponad sobą, albo przez niedocenianie, a nawet i obniżanie swojej wartości, tak że wszelkie pomysły czy próby rywalizacji wydają się niemożliwe i śmieszne. Ten ostatni proces nazwałam autodewaluacją.

Autodewaluacja może mieć charakter świadomej strategii stosowanej dla osiągnięcia własnych korzyści. Uczeń wielkiego malarza, który namalował dobry obraz, ale ma powody, żeby obawiać się zazdrości swego mistrza, może pomniejszyć wartość swej pracy, by nie wywołać zawiści u nauczyciela. Neurotyk natomiast ma jedynie niejasne przeczucie swej skłonności do niedoceniania siebie. Jeśli wykonał dobrą robotę, będzie szczerze przekonany, że inni zrobiliby ją lepiej lub że sukces był przypadkowy i że z pewnością drugi raz mu się to nie uda; albo gdy zrobi coś dobrze, może doszukiwać się w swej pracy jakiegoś niedociągnięcia, na przykład zbytniej powolności, dewaluując na tej podstawie całe dzieło. Naukowiec może mieć poczucie własnej ignorancji w sprawach wchodzących w skład uprawianej przez siebie dyscypliny, tak że przyjaciele muszą mu dopiero przypominać, że sam o tych sprawach wielokrotnie pisał. Gdy ktoś zada mu głupie pytanie lub takie, na które nie ma odpowiedzi, wydaje mu się najprawdopodobniej, że to on jest głupi; czytając książkę, z którą się raczej nie zgadza, nie przemyśli jej krytycznie, gdyż uważa, że jest za głupi, aby ją zrozumieć. Może przy tym żywić przekonanie, że udało mu się zachować krytycyzm i obiektywizm wobec samego siebie.

Jednakże człowiek taki nie tylko przyjmie swe poczucie niższości za dobrą monetę, lecz będzie jeszcze przekonany o jego trafności. Mimo że skarży się na nie i cierpi z tego powodu, nie potrafi uznać żadnych dowodów podważających to przekonanie. Jeśli zdobędzie opinię bardzo kompetentnego pracownika, będzie utrzymywał, że go przeceniają albo że udało mu się oszukać swe

otoczenie. Jak już wspomniałam, dziewczynka, u której po upokarzającym przeżyciu z bratem rozwinęły się niezwykle wysokie ambicje związane z nauką szkolną, zawsze była pierwsza w klasie i wszyscy uważali ją za wybitną uczennicę, ona sama natomiast nadal była przekonana, że jest głupia. Kobieta może z uporem utrzymywać, że jest brzydka, mimo że wystarczyłoby, aby spojrzała w lustro czy zwróciła uwagę na zainteresowanie, jakie wzbudza u mężczyzn, a przekonałaby się o swojej atrakcyjności. Człowiek przed czterdziestką może żywić przekonanie, że jest za młody, żeby walczyć o przeforsowanie własnego zdania czy objęcie kierownictwa, po to tylko, by po czterdziestce zacząć nagle odczuwać, że jest na to już za stary. Pewien znany naukowiec dziwił się nieustannie z powodu okazywanego mu powszechnie szacunku, ponieważ był przekonany o własnej miernocie. Tacy ludzie odrzucają komplementy, uważając je za puste pochlebstwa, albo też przypisują je ukrytym motywom, co może nawet wywołać u nich gniew.

Z niezliczonych już obecnie obserwacji wynika, że poczucie niższości – być może najbardziej powszechne zło naszych czasów – odgrywa ważną rolę, dlatego człowiek podtrzymuje je u siebie i broni go. Jego wartość polega na tym, że poniżając sam siebie i wobec tego uważając siebie za gorszego od innych oraz hamując swoje ambicje, człowiek uśmierza lęk związany ze współzawodnictwem2.

Nie wolno przy tym zapominać, że poczucie niższości może rzeczywiście osłabić czyjąś pozycję przez to, że autodewaluacja prowadzi do zachwiania wiary we własne możliwości. A przecież dla dokonania czegoś konieczna jest w jakimś stopniu pewność siebie, niezależnie od tego, czy chodzi o nowy sposób doprawiania sałatki, sprzedaż towaru, obronę własnego poglądu czy zrobienie dobrego wrażenia na członku rodziny, do której pragnie się wejść.

Ludzie mający silne skłonności do autodewaluacji mogą śnić o zwycięstwach swych rywali lub o własnych porażkach. Skoro nie ma wątpliwości co do tego, że ludzie ci podświadomie pragną zwycięstwa nad rywalami, może się wydawać, że sny takie przeczą twierdzeniu Freuda, zgodnie z którym w snach spełniają się ludzkie marzenia. Jednak poglądu Freuda na tę sprawę nie wolno traktować zbyt wąsko i jednostronnie. Jeżeli bezpośrednie spełnienie pragnień wiąże się ze zbyt silnym lękiem, to uśmierzenie tego lęku będzie ważniejsze od spełnienia marzeń. Jeżeli wobec tego człowiek hamujący swoje ambicje ma sny, w których zostaje pokonany, to sny te nie muszą świadczyć o pragnieniu porażki, ale o tym, że woli przegrać, bo przegrana stanowi dla niego mniejsze zło. Jedna z moich pacjentek miała wygłosić wykład, kiedy była w takiej fazie leczenia, gdy zaciekle usiłowała mnie pokonać. Przyśniło jej się wtedy, że ja prowadzę świetny wykład, a ona siedzi wśród słuchaczy, pokornie mnie podziwiając. Kiedy indziej znowu pewnemu ambitnemu nauczycielowi przyśniło się, że za katedrą stanął jego uczeń, a on sam nie umiał zadanej lekcji.

O tym, jak bardzo zjawisko autodewaluacji służy hamowaniu ambicji, świadczy także to, że pomniejszane są zwykle te obszary funkcjonowania jednostki, w których chce ona najbardziej górować nad innymi. Jeśli ambicja dotyczy osiągnięć intelektualnych, dewaluacji ulega właśnie inteligencja. Jeżeli ambicja dotyczy sfery erotycznej, gdzie dużą rolę odgrywają wygląd i wdzięk, to one właśnie ulegają dewaluacji. Zjawisko to jest tak powszechne, że na podstawie przedmiotu dewaluacji można łatwo domyślić się tego, czego dotyczą największe ambicje jednostki.

Opisane dotychczas poczucie niższości nie miało nic wspólnego z jakąkolwiek obiektywną niższością, świadczyło jedynie o skłonności danej osoby do wycofywania się ze współzawodnictwa. Czyżby więc nie wiązało się ono z faktycznymi niedociągnięciami, z uświadomieniem sobie realnie istniejących wad? Otóż okazuje się, że wypływa ona zarówno z rzeczywistych, jak i wyimaginowanych niedomogów. Poczucie niższości jest wypadkową skłonności do autodewaluacji wypływającej z lęku oraz uświadomienia sobie swoich rzeczywistych defektów. Jak już kilkakrotnie podkreślałam, nie możemy siebie oszukać zupełnie, chociaż może nam się udać usunąć pewne impulsy ze świadomości. Omawiany przez nas neurotyk będzie w głębi przekonany o tym, że ma skłonności antyspołeczne, które musi ukrywać, że jego postawy nie są szczere i że to, co pokazuje na zewnątrz, bynajmniej nie odzwierciedla tego, co przeżywa. Rejestracja tych rozbieżności jest w znacznej mierze przyczyną przeżywanego przez niego poczucia niższości, mimo że nigdy nie zdaje sobie jasno sprawy z jego źródła -wypływa ono bowiem z wyparcia popędów. Ponieważ nie może sobie uświadomić prawdziwego źródła poczucia niższości, musi to poczucie uzasadnić. Przyczyny, które podaje, rzadko są prawdziwe, stanowiąc jedynie racjonalizację.

Jest jeszcze inny powód, dla którego neurotykowi wydaje się, że poczucie niższości wypływa jednak z faktycznie istniejących u niego braków. Mając wielkie ambicje, wytworzył sobie wysokie poczucie własnej wartości i ważności. Swoje rzeczywiste osiągnięcia porównuje z własną opinią o sobie jako o kimś genialnym i doskonałym. Siłą rzeczy, przy takim porównaniu jego istotne dokonania czy możliwości muszą wypaść blado.

W wyniku tych wszystkich skłonności do wycofywania się neurotyk odnosi prawdziwe niepowodzenia, a w najlepszym razie nie osiąga tego, co mógłby przy swoich możliwościach i zdolnościach. Inni, którzy zaczynali razem z nim, prześcigają go, mają lepszą pracę, większe osiągnięcia. Pozostaje w tyle za innymi nie tylko pod względem wymiernych sukcesów. Im jest starszy, tym silniej odczuwa rozbieżności między własnymi możliwościami a osiągnięciami. Zdaje sobie boleśnie sprawę z tego, że marnuje swe zdolności, jakiekolwiek by one były, że coś hamuje rozwój jego osobowości i że wcale nie dojrzewa w miarę upływu czasu3. Reakcją na uświadomienie sobie tej rozbieżności jest pojawiające się niezadowolenie i to bynajmniej nie masochistyczne, lecz rzeczywiście adekwatne do sytuacji, w jakiej się znajduje.

Jak już podkreślałam, rozbieżności między możliwościami jednostki a jej osiągnięciami mogą wynikać z warunków zewnętrznych. Natomiast rozbieżność ta u osób neurotycznych nieodmiennie świadczy o nerwicy i powstaje na tle konfliktów wewnętrznych. Cechujące neurotyków poczucie niższości wzmagają jeszcze nieuchronnie ich rzeczywiste niepowodzenia i wynikający z nich wzrost rozbieżności między możliwościami a osiągnięciami, wobec czego nie tylko uważają się za gorszych, ale rzeczywiście osiągają gorsze wyniki niż te, na jakie ich stać. Skutki tego stanu rzeczy są tym donioślejsze, że poczucie niższości ma przez to realne podstawy.

Druga natomiast rozbieżność, o której wspomniałam – rozbieżność między górnolotnymi ambicjami a stosunkowo słabymi osiągnięciami – jest tak trudna do zniesienia, że wymaga środków zaradczych. Takim środkiem staje się ucieczka w świat fantazji. Neurotyk w coraz większym stopniu zastępuje osiągalne cele urojeniami wielkościowymi. Znaczenie tych urojeń jest jasne: pozwalają ukryć nieznośne poczucie, że jest się niczym; zapewniają poczucie własnej ważności bez podejmowania współzawodnictwa, a więc i bez ryzyka porażki czy zwycięstwa; pozwalają rozbudować fikcyjne poczucie wielkości, znacznie większe aniżeli mógłby osiągnąć w realnym życiu. W tym ślepym zaułku, jaki stwarzają fantazje wielkościowe, kryje się związane z nimi niebezpieczeństwo – mają one bowiem niewątpliwe i uchwytne zalety dla neurotyka, zwłaszcza w porównaniu z aktywnością bardziej bezpośrednią i trudną.

Te neurotyczne urojenia wielkościowe należy odróżnić od fantazji u osób zdrowych i od urojeń psychotyków. Nawet człowiek zdrowy od czasu do czasu uważa, że jest wspaniały, przypisuje niewspółmiernie duże znaczenie swym poczynaniom lub pogrąża się w fantazjach na temat tego, co mógłby zrobić. Ale te fantazje i wyobrażenia to tylko ozdobne arabeski, których nie traktuje zbyt poważnie. Na przeciwnym biegunie znajduje się psychotyk z urojeniami wielkościowymi. Utrwaliło się u niego przekonanie o tym, że jest geniuszem, cesarzem Japonii, Napoleonem czy Chrystusem, i nie przyjmuje do wiadomości żadnych dowodów rzeczowych podważających to urojenie; zupełnie nie bierze pod uwagę niczego, co by mogło mu przypomnieć, że jest w rzeczywistości tylko biednym stróżem, pacjentem z zakładu dla umysłowo chorych, przedmiotem lekceważenia czy nawet pośmiewiskiem. Jeśli w ogóle uświadomi sobie ową rozbieżność, będzie się upierał przy swych urojeniach, przekonany, że inni są głupi albo celowo go lekceważą, żeby mu sprawić przykrość.

Neurotyk zajmuje miejsce pośrednie między tymi dwoma skrajnościami. Jeśli choć trochę uświadamia sobie przesadnie wysoką samoocenę, reaguje na nią podobnie jak człowiek zdrowy. Jeśli przyśni mu się, że jest przebranym królem, sen taki wyda mu się śmieszny. Ale mimo świadomego odrzucenia takich wielkościowych fantazji jako nieprawdziwych, mają one dla niego realną wartość emocjonalną, podobnie jak urojenia dla psychotyka. Przyczyna w obu przypadkach jest podobna – fantazje takie pełnią bowiem ważną funkcję; są fundamentem, na którym neurotyk opiera swe poczucie własnej wartości (aczkolwiek podstawą słabą i chwiejną), wobec czego musi się ich kurczowo trzymać.

Funkcja ta kryje jednak w sobie pewne niebezpieczeństwo, które zagraża wtedy, gdy poczucie własnej wartości zostanie zachwiane. Rozpadają się wtedy fundamenty, a człowiek czuje się rozbity i trudno mu się „pozbierać”. Pewna dziewczyna na przykład, która z uzasadnionych powodów mogła wierzyć, że jest kochana, uświadomiła sobie, iż jej chłopak ociąga się z małżeństwem. W trakcie rozmowy powiedział jej, że czuje się za młody i zbyt mało doświadczony, żeby się żenić, i uważa, że rozsądnie byłoby poznać jeszcze inne dziewczęta, zanim się z którąś zwiąże definitywnie. Dziewczyna nie mogła po tym ciosie wrócić do równowagi, wpadła w depresję, zaczęła się czuć niepewnie w pracy, pojawił się silny lęk przed niepowodzeniem, w wyniku którego chciała się z wszystkiego wycofać, zarówno z pracy, jak i z kontaktów z ludźmi. Lęk ten był tak silny, że nie uspokoiły jej nawet późniejsze optymistyczne wydarzenia, jak decyzja chłopca, żeby się z nią ożenić, czy propozycja lepszej pracy poparta pozytywną opinią o jej zdolnościach. W przeciwieństwie do psychotyka, neurotyk przywiązuje zbyt wielką wagę do każdego, nawet najdrobniejszego wydarzenia w życiu codziennym, które nie pokrywa się z jego złudzeniami. Jego samoocena waha się więc pomiędzy poczuciem, że jest wspaniały, a poczuciem, że jest bezwartościowy. W każdej chwili może przejść z jednej skrajności w drugą. Może być jednocześnie zupełnie przekonany o własnej wyjątkowej wartości i zdumiony tym, że ktokolwiek traktuje go poważnie. Albo czując się nieszczęśliwy i zdeptany, może być zarazem wściekły, że ktoś może uważać, iż potrzebuje pomocy. Jest tak wrażliwy jak człowiek, którego wszystko boli i który wzdryga się przy każdym dotknięciu. Łatwo czuje się urażony, zlekceważony, opuszczony, obrażony i reaguje proporcjonalną do swych uczuć mściwą nienawiścią.

I znów mamy tu do czynienia z błędnym kołem. Urojenia wielkościowe mają wprawdzie konkretną wartość uspokajającą i dostarczają pewnego oparcia (choć tylko wyimaginowanego), ale jednocześnie nie tylko wzmacniają skłonność do wycofywania się, ale także, poprzez zwiększoną wrażliwość, wywołują większą złość, a zatem i większy lęk. Przedstawiony tu obraz błędnego koła charakterystyczny jest oczywiście dla głębokich nerwic, można go jednak zaobserwować także, choć w mniejszym stopniu, w lżejszych przypadkach, kiedy neurotyk może tego w ogóle nie zauważyć. Jeżeli natomiast neurotykowi uda się dokonać czegoś pożytecznego, może uruchomić pewnego rodzaju szczęśliwe koło, dzięki któremu wzrośnie jego pewność siebie, a zatem zmniejszy się potrzeba fantazji wielkościowych.

Brak powodzenia, z powodu którego cierpi neurotyk, pozostawanie we wszystkim w tyle – w pracy zawodowej czy w małżeństwie, w osiąganiu poczucia bezpieczeństwa czy szczęścia – wywołuje u niego zawiść, wzmacniając przez to zazdrość i niechęć wypływające z innych źródeł. Z różnych względów może wypierać swą niechęć, pod wpływem bądź wrodzonej prawości charakteru, bądź głębokiego przekonania, że nie ma prawa żądać niczego dla siebie, bądź to nieuświadamiania sobie tego, że jest nieszczęśliwy. Jednakże im silniej tę niechęć wypiera, w tym większym stopniu może ją rzutować na innych, nabywając w ten sposób paranoidalnego niemal lęku, że inni będą mu wszystkiego zazdrościć. Lęk ten może być tak intensywny, że czuje autentyczny niepokój, ilekroć wydarzy się coś pomyślnego, na przykład otrzyma nową pracę, zdobędzie uznanie, dokona udanego zakupu, dozna powodzenia w miłości. Może przez to znacznie wzmocnić u siebie skłonności do unikania posiadania czegokolwiek czy dojścia do czegoś.

Nie wdając się w szczegóły, główne elementy błędnego koła, wynikającego z neurotycznego dążenia do władzy, prestiżu i posiadania, możemy wypunktować z grubsza w sposób następujący: lęk, wrogość, zachwianie poczucia własnej wartości; dążenie do władzy, prestiżu i posiadania; wzrost wrogości i lęku; skłonność do wycofywania się ze współzawodnictwa (z towarzyszącymi jej tendencjami do autodewaluacji); niepowodzenia i rozbieżności między możliwościami a osiągnięciami; wzrost poczucia wyższości (któremu towarzyszy niechęć i zazdrość); wzrost fantazji wielkościowych (którym towarzyszy lęk przed zawiścią innych); wzrost wrażliwości (z ponowną tendencją do wycofania się); wzrost wrogości i lęku, który rozpoczyna cykl na nowo.

Aby w pełni zrozumieć rolę zawiści w nerwicy, musimy ją jednak omówić dokładniej. Neurotyk, niezależnie od tego, czy uświadamia to sobie, czy nie, jest nie tylko bardzo nieszczęśliwy, ale nie widzi ponadto żadnych możliwości ucieczki od swych cierpień. To, co zewnętrzny obserwator opisuje jako błędne koła wynikające z prób zdobycia poczucia bezpieczeństwa, neurotyk odczuwa jako beznadziejne zaplątanie się jakby w sieci. Jeden z moich pacjentów tak to opisał: czuję się tak, jakbym był zamknięty w piwnicy mającej wiele drzwi, z których każde, które próbuję otworzyć, prowadzą tylko do nowych ciemności, a jednocześnie wiem, że inni spacerują na słońcu. Nie wydaje mi się, żeby można było zrozumieć istotę poważnej nerwicy, nie zwracając uwagi na paraliżującą beznadziejność, jaka jej towarzyszy. Niektórzy neurotycy dają niedwuznaczny wyraz swemu rozdrażnieniu, u innych natomiast jest ono głęboko ukryte za rezygnacją lub hurraoptymizmem. Czasem trudno jest je dojrzeć za wszystkimi tymi dziwnymi przejawami próżności, za wymaganiami i wrogością żywego człowieka, który cierpi, ponieważ czuje się odsunięty od wszystkiego, co czyni życie miłym, który wie, że jeśli nawet zdobędzie to, czego chce, nie będzie umiał się tym cieszyć. Gdy zdamy sobie sprawę z całej tej beznadziejności, łatwiej będziemy mogli zrozumieć to wszystko, co wydaje się nadmierną agresywnością czy nawet podłością i to nie usprawiedliwioną daną sytuacją. Tylko człowieka wyjątkowego stać byłoby na to, aby zachować przyjazny stosunek do świata, w którym nie może uczestniczyć i w którym nie może osiągnąć szczęścia.

Ciągłym źródłem zawiści jest narastające stopniowo poczucie bezradności. Jest to nie tyle zawiść z jakiegoś konkretnego powodu, ile to, co Nietzsche nazwał Lebensneid, czyli bardzo ogólna zawiść wobec wszystkich, którzy czują się bardziej bezpieczni, bardziej zrównoważeni, szczęśliwsi, bardziej bezpośredni i pewniejsi siebie. Człowiek, który doświadczył takiego poczucia beznadziejności, niezależnie od tego, czy jest ono bardziej, czy mniej dostępne jego świadomości, będzie się starał je uzasadnić. Nie rozumie, że jest ono wynikiem nieuchronnego procesu, i sądzi, że wywołał je sam lub zrobili to inni. Często będzie szukał winy równocześnie w sobie i u innych, przy czym jedno z tych źródeł wysunie się na pierwszy plan. Kiedy wina zostaje przypisana innym, człowiek przyjmuje postawę oskarżycielską, skierowaną przeciwko losowi w ogóle, a nie konkretnej sytuacji czy określonym osobom (rodzicom, nauczycielom, mężowi, lekarzowi). Tym można w dużej mierze wyjaśnić, jak to już wielokrotnie podkreślałam, neurotyczne żądania wysuwane wobec innych ludzi. To tak, jakby neurotyk myślał w ten sposób: „Wszyscy jesteście odpowiedzialni za moje cierpienie, wobec czego macie obowiązek mi pomagać, a ja mam prawo tego od was oczekiwać”. Jeżeli natomiast szuka przyczyn zła w sobie, czuje, że zasłużył na cierpienia, których doznaje.

Omawianie w ten sposób skłonności do obwiniania innych, występującej u neurotyka, może prowadzić do nieporozumień. Może się bowiem wydawać, że jego oskarżenia są bezpodstawne. Tymczasem ma na ogół pełne prawo do oskarżenia innych, gdyż zapewne obchodzono się z nim niesprawiedliwie, szczególnie w dzieciństwie. Ale jego oskarżenia zawierają również elementy neurotyczne: często i są zwykle bezpodstawne i ogólnikowe. Może je na przykład kierować pod adresem osób, które chcą mu pomóc, a jednocześnie nie potrafi oskarżać tych, którzy go rzeczywiście skrzywdzili.


Przypisy:

1 D. Feigenbaum opisał taki przypadek w artykule Morbid Shame, opublikowanym w „Psychoanalitic Quarterly”. Jego interpretacja różni się jednak od mojej, bowiem pierwotnej przyczyny wstydu doszukuje się on w zazdrości o penis. Według mnie to, co w literaturze psychoanalitycznej uważa się u kobiet za tendencje kastracyjne, można w dużej mierze przypisać pragnieniu upokorzenia mężczyzn.

2 D. H. Lawrence przedstawił uderzający opis tej reakcji w The Rainbow. „To dziwne poczucie okrucieństwa i szpetoty, zawsze groźne i gotowe nią owładnąć, to poczucie niechętnej siły tłumu oczekującego jej – innej od wszystkich [podkreślenie autorki] – miało decydujący wpływ na jej życie. Gdziekolwiek by była – w szkole, wśród znajomych, na ulicy, w pociągu – odruchowo dążyła do tego, by uczynić się mniejszą, skromniejszą, udawała, że mniej sobą przedstawia niż w rzeczywistości, w obawie przed tym, by ktoś nie dostrzegł tego, co w niej ukryte, przed zaskoczeniem i atakiem ze strony zwierzęcego oburzenia, pospolitego, przeciętnego ja” (s. 254).

3 C. G. Jung pisał wyraźnie o problemie zatrzymywania się w rozwoju u osób około czterdziestki. Nie wyodrębnił jednak przyczyn tego zjawiska, w związku z czym nie znalazł żadnego zadowalającego rozwiązania.


Tekst w pdf:

Marzec 13, 2009 - Posted by | psychologia

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: