Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Poczucie winy

Rozdział z książki Karen Horney „Neurotyczna osobowość naszych czasów”


NEUROTYCZNE POCZUCIE WINY

W zewnętrznym obrazie kapitalną rolę zdaje się odgrywać poczucie winy. W niektórych postaciach nerwicy uczucie to wyrażane jest otwarcie, w innych natomiast jest bardziej ukryte, niemniej o jego obecności świadczą zachowanie, postawy oraz sposób myślenia i reagowania neurotyka. Omówię najpierw w skrócie poszczególne objawy poczucia winy. Jak już wspomniałam w rozdziale poprzednim, neurotyk często uzasadnia swe cierpienia, uważając, że nie zasłużył sobie na nic lepszego. Poczucie to może mieć charakter nieuchwytny i nieokreślony, ale człowiek może je również wiązać z myślami lub zachowaniami społecznie zakazanymi, jak masturbacja, pragnienia kazirodcze czy życzenie śmierci komuś bliskiemu. Człowiek taki czuje się zwykle winny w wielu sytuacjach. Jeśli ktoś chce się z nim zobaczyć, natychmiast zastanawia się nad tym, czy nie ma on na to ochoty z powodu jakiegoś popełnionego przezeń przewinienia. Jeśli przez dłuższy czas znajomi nie odwiedzą go, nie piszą do niego, zastanawia się, czy ich czymś nie obraził. Jeśli stanie się coś złego, uważa, że to przez niego. Jeśli stanie się coś złego, uważa, że to przez niego. Nawet jeśli ktoś inny zawinił w sposób oczywisty czy wyrządził mu krzywdę, nadal bierze całą winę na siebie. Ilekroć wynika jakaś sprzeczność interesów czy nieporozumienie w stosunkach z ludźmi, zakłada bezkrytycznie, że to inni mają rację.

Granica między tym latentnym poczuciem winy, gotowym ujawnić się przy każdej okazji, a tym, co określa się jako nieświadome poczucie winy występujące w sposób wyraźny w stanach depresyjnych, jest bardzo płynna. Ten drugi rodzaj poczucia winy przybiera postać samooskarżeń, często fantastycznych, a przynajmniej znacznie przesadzonych. O istnieniu nieokreślonego poczucia winy świadczą również bezustannie podejmowane przez neurotyka próby usprawiedliwiania się przed samym sobą i innymi, szczególnie wtedy, gdy strategiczna wartość tych prób nie jest jasna.

Innym wskaźnikiem rozlanego poczucia winy jest męczący neurotyka lęk przed zdemaskowaniem lub dezaprobatą. W rozmowach z analitykiem może się zachowywać jak oskarżony wobec sędziego, znacznie utrudniając w ten sposób możliwość współpracy w procesie analizy. Każdą przedstawianą mu interpretację będzie traktował jak wymówkę; jeśli analityk wskaże mu na przykład, że za jakąś postawą obronną kryje się u niego lęk, odpowie: „Wiedziałem, że jestem tchórzem”; jeśli analityk wyjaśnił mu, że nie odważał się zbliżyć do ludzi w obawie przed odrzuceniem, poczuje się winny, sądząc -jak to się interpretuje – że starał się ułatwiać sobie życie. Właśnie ta potrzeba unikania wszelkiej dezaprobaty jest w dużej mierze źródłem kompulsywnego dążenia do doskonałości.

I wreszcie należy wspomnieć o tym, że jakieś niepomyślne wydarzenie, jak na przykład utrata majątku czy wypadek, może znacznie poprawić samopoczucie neurotyka, aż do ustąpienia objawów włącznie. Reakcja taka oraz fakt, że neurotyk sprawia czasem wrażenie, jakby sam (choć nieumyślnie) inscenizował czy prowokował różne niepomyślne zdarzenia, mogą nasunąć przypuszczenie, iż ma on tak silne poczucie winy, że musi się ukarać, żeby pozbyć się tego poczucia.

Jest wiec, jak się wydaje, wiele dowodów świadczących nie tylko o niezwykle silnym poczuciu winy u neurotyka, ale także o ogromnym wpływie, jaki wywiera ono na jego osobowość. Mimo tak wyraźnych dowodów trzeba jednak postawić pytanie, czy to świadome poczucie winy, jakie ma neurotyk, jest naprawdę szczere i czy nie można by w inny sposób wyjaśnić charakterystycznych postaw, sugerujących istnienie nieświadomego poczucia winy. Istnieje kilka powodów takich wątpliwości.

Poczucie winy, podobnie jak poczucie niższości, bynajmniej nie jest dla neurotyka niepożądane i wcale nic ma ochoty pozbywać się go. Przeciwnie, obstaje przy swojej winie i energicznie opiera się wszelkim próbom uwolnienia się od niej. Już sama taka postawa w wystarczającym stopniu dowodzi, że za upartym poczuciem winy, jak i za poczuciem niższości, musi się kryć jakaś istotna funkcjonalnie tendencja.

Należy pamiętać także o innym czynniku. Szczere poczucie żalu czy wstydu za coś, co się zrobiło, jest bolesne, a jeszcze boleśniejsze jest ujawnienie komuś tego uczucia. Neurotyk unika tego jeszcze bardziej niż kto inny w obawie przed dezaprobatą; z dużą łatwością natomiast wyraża to, co nazwaliśmy poczuciem winy.

Co więcej, samooskarżenia interpretowane tak często jako wskaźniki ukrytego poczucia winy mają u neurotyka wyraźnie nieracjonalny charakter. Nie tylko wyrażane przez niego konkretne samooskarżenia, ale także nieokreślone poczucie, że nie zasługuje na życzliwość, pochwałę czy powodzenie, przybierają najróżniejsze nasilenia w swej nieracjonalności, począwszy od grubej przesady, a kończąc na czystej fantazji. Innym czynnikiem pozwalającym przypuszczać, że samooskarżenia nie muszą koniecznie wyrażać autentycznego poczucia winy, jest to, że w głębi neurotyk bynajmniej nie jest przekonany o swej bezwartościowości. Nawet wtedy, gdy sprawia wrażenie ogarniętego poczuciem winy, może być urażony, jeśli ktoś zacznie traktować jego oskarżenia poważnie.

Wiąże się to z ostatnim czynnikiem wskazanym przez Freuda przy omawianiu samooskarżeń w melancholii1, a mianowicie ze sprzecznością między deklarowanym poczuciem winy a brakiem pokory, która powinna mu towarzyszyć.

Neurotyk twierdzi, że jest niegodny szacunku i podziwu, a jednocześnie domaga się ich usilnie i wyraźnie niechętnie przyjmuje nawet najdrobniejszą krytykę. Sprzeczność ta może być jaskrawa i zdecydowana, jak w przypadku pewnej kobiety, która czuła niejasną winę za każdą zbrodnię opisywaną w gazecie i oskarżała siebie z powodu każdej śmierci w rodzinie, ale jednocześnie zareagowała tak gwałtownym wybuchem złości, że zemdlała, gdy siostra wspomniała jej w dość delikatny sposób, iż domaga się zbyt wielu względów od innych. Nie zawsze jednak sprzeczność ta jest tak widoczna, a występuje o wiele częściej, aniżeli można by sądzić na podstawie potocznej obserwacji. Neurotyk może mylnie uważać swą postawę samooskarżającą za słuszną samokrytykę. Swą wrażliwość na krytykę może ukrywać za przekonaniem, iż potrafi bardzo dobrze ją znosić, jeżeli tylko wyrażona jest w sposób życzliwy i konstruktywny. Przekonanie to jest jednak pozorne i sprzeczne z rzeczywistymi faktami. Może zareagować złością na najbardziej życzliwe rady, gdyż traktuje je jako zarzut, że nie jest zupełnie doskonały.

Jeżeli wobec tego zbadamy dokładnie istotę poczucia winy i sprawdzimy jego autentyczność, przekonamy się, że to, co wydaje się poczuciem winy, jest w dużej mierze przejawem lęku lub obrony przed nim. Częściowo dotyczy to także ludzi zdrowych. W naszej kulturze panuje przekonanie, że godniejsza jest bojaźń Boga niż bojaźń ludzi, czy – mówiąc językiem świeckim – lepiej unikać popełniania czegoś złego raczej z obawy przed wyrzutem sumienia niż z obawy przed wykryciem. Niejeden mąż, który udaje, że to sumienie nakazuje mu zachować wierność, w rzeczywistości boi się po prostu swojej żony. Neurotyk częściej maskuje lęk poczuciem winy niż osoba zdrowa, ponieważ poziom lęku w nerwicy jest bardzo wysoki. W odróżnieniu od ludzi zdrowych obawia się nie tylko tych skutków, które są prawdopodobne, ale przewiduje także konsekwencje zupełnie niewspółmierne do rzeczywistości. Charakter tych przewidywań zależy od sytuacji. Neurotyk może mieć wygórowane wyobrażenie o grożącej mu karze, zemście czy opuszczeniu lub też obawy jego mogą być zupełnie niesprecyzowane. Ale niezależnie od tego, jaką przybiorą postać, wszystkie obawy wypływają z tego samego źródła, którym jest lęk przed dezaprobatą lub – w przypadku urastania tego lęku do wymiarów samooskarżenia – lęk przed zdemaskowaniem.

Lęk przed dezaprobatą występuje w nerwicach bardzo powszechnie. Niemal każdy neurotyk obawia się zbytnio lub wykazuje nadmierną wrażliwość na dezaprobatę, krytykę, oskarżenie czy zdemaskowanie, mimo że może sprawiać wrażenie pewnego siebie i zupełnie obojętnego na opinię innych ludzi. Jak już wspomniałam, ten lęk przed dezaprobatą określa się zwykle jako wskaźnik ukrytego poczucia winy i jako jego skutek. Uważna obserwacja skłania jednak do podważenia takiego wniosku. W trakcie analizy pacjent ma często ogromne trudności z mówieniem o pewnych swoich przeżyciach czy myślach (związanych na przykład z życzeniem komuś śmierci, masturbacją czy pragnieniami kazirodczymi), ponieważ odczuwa wielkie poczucie winy w związku z nimi. Z chwilą, gdy nabierze wystarczającego zaufania do analityka, żeby móc mówić o swoim poczuciu winy, i uświadamia sobie, że nie wywołuje ono jego dezaprobaty, „poczucie winy” znika. Czuje się winny dlatego, że – w wyniku swoich lęków – jest bardziej niż inni zależny od opinii publicznej, którą mylnie i naiwnie odczytuje jako własną. Co więcej, jego ogólna wrażliwość na dezaprobatę w zasadzie nie zmienia się, nawet jeśli specyficzne poczucie winy znika, gdy tylko odważy się mówić o wywołujących je doświadczeniach. Nasuwa się wobec tego wniosek, że poczucie winy jest skutkiem, a nie przyczyną lęku przed dezaprobatą. Z uwagi na znaczenie lęku przed dezaprobatą zarówno dla rozwoju, jak i interpretacji poczucia winy omówię tutaj niektóre jego implikacje.

Niewspółmierny lęk przed dezaprobatą może się rozciągać na wszystkich ludzi albo też dotyczyć tylko przyjaciół, przy czym neurotyk zwykle nie potrafi jasno odróżnić przyjaciół od wrogów. Początkowo lęk ten odnosi się tylko do świata zewnętrznego i w większym lub mniejszym stopniu zawsze dotyczy dezaprobaty ze strony innych. Może jednak ulec uwewnętrznieniu. Im bardziej tak się dzieje, tym mniej ważna staje się dezaprobata zewnętrzna w porównaniu z wewnętrzną.

Lęk przed dezaprobatą może przybierać różne postacie. Czasem ma charakter stałej obawy przed zdenerwowaniem kogoś. Dlatego właśnie neurotyk obawia się nie przyjąć zaproszenia, mieć inne zdanie, wyrażać swoje pragnienia, nie podporządkować się ogólnie przyjętym normom czy w jakikolwiek sposób się wyróżniać. Lęk ten może przyjąć postać ciągłej obawy, że ktoś pozna, jaki jest naprawdę, i nawet wtedy, gdy czuje się lubiany, skłonny jest się wycofać, żeby zapobiec „zdemaskowaniu” i odtrąceniu go. Może się także ujawniać w postaci silnej niechęci do udzielania innym wszelkich informacji o swoich sprawach osobistych czy też w postaci niewspółmiernej złości w odpowiedzi na nieszkodliwe pytania na własny temat, które są odczytywane jako wtrącanie się w nie swoje sprawy.

Lęk przed dezaprobatą jest jednym z najważniejszych czynników sprawiających, że proces analizy staje się trudny dla analityka, a bolesny dla pacjenta. Choć każda analiza przebiega w inny sposób, wszystkie mają tę cechę wspólną, że pacjent z jednej strony potrzebuje pomocy analityka i pragnie siebie zrozumieć, ale z drugiej musi walczyć z analitykiem jako najbardziej niebezpiecznym intruzem. Właśnie wskutek tego lęku pacjent zmuszony jest zachowywać się jak przestępca w obliczu sędziego i tak jak przestępca zawzięcie i potajemnie postanawia się do niczego nie przyznawać i naprowadzać analityka na fałszywe tory.

Postawa ta może się ujawniać w marzeniach sennych. Człowiekowi śni się wtedy, że jest zmuszony do spowiedzi i przeżywa w związku z tym mękę. Jeden z moich pacjentów miał kiedyś taki sen, który może tu posłużyć za przykład – było to w okresie, gdy bliski był moment ujawnienia niektórych wypartych przez niego skłonności. Otóż widział on chłopca, który miał zwyczaj chronić się od czasu do czasu na wyspie marzeń. Chłopiec ten stał się członkiem społeczności, w której obowiązywał przepis zabraniający ujawniania istnienia wyspy i przewidujący karę śmierci dla każdego intruza. Ktoś, kogo chłopiec kochał (przedstawiający analityka w formie zamaskowanej), trafił przypadkowo na wyspę. Zgodnie z obowiązującym prawem groziła mu więc kara śmierci. Chłopiec mógłby go jednak wybawić, gdyby przysiągł, że sam nigdy już nie powróci na wyspę. W ten charakterystyczny sposób wyrażony został konflikt obecny od samego początku analizy – konflikt między sympatią dla analityka i nienawiścią za to, że chce wtargnąć w jego ukryte myśli i uczucia; między chęcią, żeby walczyć o ochronę swych tajemnic, a koniecznością ich wyjawienia.

Jeśli źródłem lęku przed dezaprobatą nie jest poczucie winy, to powstaje pytanie, dlaczego neurotyk tak bardzo obawia się zdemaskowania i negatywnej oceny.

Główną przyczyną lęku przed dezaprobatą jest ogromna rozbieżność między twarzą2, którą neurotyk ukazuje światu i sobie, a wszystkimi wypartymi skłonnościami za nią ukrytymi. Pomimo że cierpi – bardziej nawet, niż to sobie sam uświadamia – z tego powodu, że nie jest w zgodzie z samym sobą i że musi utrzymywać tyle pozorów, to broni jednak tych pozorów z całej siły, stanowią one bowiem mur obronny przeciwko czyhającemu w ukryciu lękowi. Jeśli uświadomimy sobie, że u podstaw lęku przed dezaprobatą leżą właśnie te sprawy, które musi ukrywać, to łatwiej nam będzie zrozumieć, dlaczego usunięcie pewnych elementów „poczucia winy” nie może w żadnym wypadku uwolnić go od lęku. Zmiany musiałyby iść o wiele dalej. Mówiąc bez ogródek, lęk przed dezaprobatą jest wynikiem nieszczerości charakteryzującej jego osobowość czy raczej neurotyczny obszar jego osobowości, i lęk przed zdemaskowaniem dotyczy właśnie tej nieszczerości.

Jeśli zaś chodzi o treść jego tajemnic, to przede wszystkim chce on ukryć to, co zwykle nazywa się agresją. W określeniu tym kryje się nie tylko reaktywna wrogość w postaci złości, zemsty, zawiści i chęci poniżania innych, ale także wszystkie ukryte żądania wobec innych ludzi. Zostały one już szczegółowo omówione, wystarczy więc w tym miejscu wspomnieć krótko, że neurotyk nie chce stanąć na własnych nogach, nie chce zmusić się do żadnego wysiłku, aby zdobyć to, na czym mu zależy, ale jest wewnętrznie zdecydowany na pasożytowanie na cudzym życiu i robi to bądź poprzez dominację i wykorzystywanie innych, bądź też za pośrednictwem uczuć „miłości” i uległości. Z chwilą gdy poruszy się sprawę jego wrogich reakcji czy żądań, powstaje lęk wynikający nie z poczucia winy, lecz z uświadomienia sobie, że szansę uzyskania tego, czego potrzebuje, są zagrożone.

Z drugiej strony nie chce, aby inni widzieli, że czuje się bardzo słaby, niepewny i bezradny, że wcale nie potrafi walczyć o swoje prawa i że odczuwa silny lęk, dlatego tworzy pozory własnej siły. Im bardziej jednak dąży do poczucia bezpieczeństwa poprzez dominację i w związku z tym im bardziej jego poczucie dumy zależy od siły, tym silniej sobą gardzi. Nie tylko widzi w słabości niebezpieczeństwo, ale uważa je także za coś godnego pogardy, zarówno u siebie, jak i u innych, a każde własne niedociągnięcie, czy to w postaci przekonania, że nie jest panem w swoim domu, czy niemożności pokonania barier wewnętrznych, konieczności korzystania z czyjejś pomocy czy nawet odczuwania lęku uważa za słabość. Z zasady więc gardzi wszelką „słabością” u siebie i mimo woli przekonany jest o tym, że inni tak samo będą nim gardzić, jeśli odkryją w nim słabość, wobec czego rozpaczliwie usiłuje ją ukryć. Zawsze jednak boi się, że prędzej czy później zostanie zdemaskowany, i dlatego odczuwa ciągły lęk.

Poczucie winy i towarzyszące mu samooskarżenia są zatem nie tylko skutkiem (a nie przyczyną) lęku przed dezaprobatą, ale także obroną przeciwko temu lękowi. Zarazem uspokajają i zaciemniają rzeczywisty problem. Ten drugi cel neurotyk osiąga bądź przez odwracanie uwagi od wartości, które mają być ukryte, bądź też przez takie ich wyolbrzymienie, że sprawiają wrażenie nieprawdziwych.

Oto dwa przykłady z wielu możliwych. Któregoś dnia pewien pacjent zaczął się gorzko oskarżać, mówiąc, że jest niewdzięczny, że jest ciężarem dla analityka, że nie docenia tego, że analityk pobiera od niego niewielkie honorarium za leczenie. Po zakończeniu wizyty okazało się jednak, że zapomniał pieniędzy, które miał tego dnia zapłacić. Był to tylko jeden z dowodów na to, że chciał mieć wszystko za darmo. Rozbudowane i uogólnione samooskarżenia miały tu, jak i w innych wypadkach, zaciemnić rzeczywisty problem.

Pewna dojrzała i inteligentna kobieta miała poczucie winy z powodu wybuchów złości, jakimi reagowała w dzieciństwie, mimo że była świadoma tego, iż zostały one sprowokowane nierozsądnym postępowaniem rodziców. I chociaż później pozbyła się przekonania, że rodziców należy uważać za osoby nieskazitelne, nadal jednak miała w tym zakresie tak uporczywe poczucie winy, że skłonna była interpretować swój brak kontaktów erotycznych z mężczyznami jako karę za wrogość w stosunku do rodziców. Zrzucając winę za aktualną niezdolność do podejmowania tego typu kontaktów na przewinienia dziecięce, ukryła rzeczywiste przyczyny swojej wrogości wobec mężczyzn i zaskorupienia się w sobie w obawie przed odrzuceniem z ich strony.

Oskarżając sam siebie, człowiek nie tylko pozbywa się lęku przed dezaprobatą, ale także umożliwia sobie zdobycie poczucia bezpieczeństwa, prowokując innych do udzielania mu uspokajających zapewnień o bezzasadności jego oskarżeń. Nawet w przypadku, gdy brak kogoś innego, kto mógłby go uspokoić, samooskarżenia uspokajają neurotyka, zwiększając jego szacunek dla samego siebie. Wydaje mu się bowiem, iż ma tak wysokie poczucie moralności, że zarzuca sobie braki, których inni u niego nie dostrzegają. Dzięki temu czuje się naprawdę wspaniałym człowiekiem. Co więcej, samooskarżenia przynoszą mu ulgę również dlatego, że rzadko odnoszą się do rzeczywistych przyczyn niezadowolenia z siebie, wobec czego pozwalają skrycie wierzyć, że nie jest znowu taki zły.

Zanim przejdziemy do omówienia dalszych funkcji skłonności do samooskarżeń, musimy rozważyć inne sposoby unikania dezaprobaty. Formą obrony zupełnie przeciwstawną samooskarżeniom, ale spełniającą tę samą co one funkcję, jest udaremnianie jakiejkolwiek krytyki pod swoim adresem. Neurotyk uważa wtedy, że ma rację, że jest doskonały, nie pozostawiając w ten sposób żadnych punktów zaczepienia dla ewentualnej krytyki. Wówczas gdy ta forma obrony przeważa, każde zachowanie, nawet jawnie niesłuszne, będzie usprawiedliwiane z intelektualną sofistyką godną mądrego i zdolnego adwokata. Mając taką postawę, człowiek może zachować przymus nieomylności nawet w najbardziej nieistotnych i błahych sprawach, na przykład przy przewidywaniu pogody; bowiem pomyłka w jakimś drobiazgu stwarza niebezpieczeństwo pomyłki generalnej. Zwykle taki człowiek nie jest w stanie znieść najdrobniejszej różnicy poglądów czy nawet różnicy w zakresie uczuć, gdyż nawet najmniejsza niezgodność odczuwana jest tutaj jako krytyka jego osoby. Skłonności takie pozwalają w ogromnej mierze wyjaśnić to, co nazywa się pseudoprzystosowaniem. Takie pseudoprzystosowanie występuje u osób, którym mimo poważnej nerwicy, udało się zachować we własnych oczach (a czasem także w oczach otoczenia) wrażenie „normalności” i dobrego przystosowania. Prawie nigdy nie popełnimy pomyłki, przewidując u takich neurotyków obecność ogromnego lęku przed zdemaskowaniem czy dezaprobatą.

Trzeci sposób, w jaki neurotyk może się ochronić przed dezaprobatą, polega na udawaniu głupoty, ucieczce w chorobę czy bezradność. Ewidentny przykład stosowania takiej strategii spotkałam u pewnej Francuzki, którą leczyłam w Niemczech. Była to jedna ze wspomnianych już uprzednio dziewcząt, przysłana do mnie z podejrzeniem niedorozwoju umysłowego. W ciągu pierwszych kilku tygodni analizy sama miałam wątpliwości co do jej poziomu umysłowego. Sprawiała wrażenie, jakby w ogóle nie rozumiała, co do niej mówię, mimo że znała niemiecki doskonale. Starałam się mówić to samo prostszym językiem, ale również bezskutecznie. Wreszcie sytuacja się wyjaśniła dzięki dwóm faktom. Otóż śniło jej się kilkakrotnie, że mój gabinet jest więzieniem lub gabinetem lekarza, który badał stan jej zdrowia. W obu tych wyobrażeniach ujawnił się lęk przed zdemaskowaniem – w drugim przypadku dlatego, że przerażało ją badanie somatyczne. Drugi fakt dotyczył pewnego wydarzenia z jej życia. Otóż kiedyś zapomniała w określonym terminie zgłosić się z paszportem do pewnego urzędu, czego wymagały przepisy. Gdy poszła wreszcie do odpowiedniego urzędnika, udała, że nie rozumie po niemiecku, mając nadzieję, że uniknie w ten sposób kary. Śmiała się, opowiadając mi to wydarzenie, uświadomiła sobie bowiem wtedy, że wobec mnie zastosowała tę samą strategię, i to w tym samym celu. Od tej chwili jasne było, że jest bardzo inteligentną dziewczyną. Ukrywała się za udawaną ignorancją i głupotą, aby uniknąć niebezpieczeństwa oskarżenia i kary za niemożność sprostania stawianym jej wymaganiom.

Tę samą strategię stosuje w zasadzie każdy, kto czuje się i zachowuje jak nieodpowiedzialne, figlarne dziecko, którego nie można traktować poważnie. Niektórzy neurotycy trwale wykazują taką postawę. Nawet jeśli nie zachowują się dziecinnie, mogą sami siebie nie traktować poważnie. Funkcja takiej postawy staje się widoczna w trakcie psychoanalizy. Pacjenci, którzy są już bardzo blisko konieczności uświadomienia sobie własnych tendencji agresywnych, mogą nagle poczuć się bezradni i zachowywać się jak dzieci, nie pragnąc niczego poza opieką i miłością. Albo zaczynają śnić, że są mali i bezbronni w łonie czy ramionach matki. Jeśli w danej sytuacji bezradność okazuje się nieskuteczna, jej funkcje może pełnić choroba. O tym, że choroba może umożliwić ucieczkę od trudności, dobrze wiadomo. Jednocześnie jednak służy neurotykowi za parawan chroniący przed uświadamianiem sobie, że to strach każe mu uciekać przed stawianiem czoła trudnej sytuacji. Dla neurotyka, który ma jakieś kłopoty z szefem, takim sposobem obrony może być, na przykład, silny atak niestrawności; zaletą niedyspozycji jest to, że zdecydowanie uniemożliwia działanie, zapewniając swego rodzaju alibi i uwalniając tym samym od świadomości własnego tchórzostwa3.

I wreszcie ostatnią, bardzo ważną formą obrony przed dezaprobatą jest poczucie, że jest się przez kogoś gnębionym. Neurotyk, który ma poczucie, że ludzie go wykorzystują, odpiera w ten sposób zarzuty, jakoby to on miał tendencję do wykorzystywania innych; czując się beznadziejnie opuszczony, wyklucza możliwość zarzucenia mu zaborczości; mając poczucie, że inni mu nie pomagają, uniemożliwia im rozpoznanie jego własnych tendencji do pokonania ich. Opisana tu strategia „poczucia, że jest się gnębionym” okazuje się tak powszechna i tak wytrwale utrzymywana dlatego, że stanowi właściwie najskuteczniejszą formę obrony. Dzięki niej neurotyk może nie tylko odeprzeć zarzuty, ale także oskarżać innych.

Wracając do tendencji samooskarżania się, można stwierdzić, że oprócz obrony przed lękiem i zachęty do uspokajania pełnią one jeszcze inną funkcję. Dzięki nim neurotyk nie widzi konieczności zmiany niczego u siebie, one same bowiem zastępują zmianę. Wprowadzanie jakichkolwiek zmian w ukształtowanej osobowości jest dla każdego niezmiernie skomplikowane. U neurotyka jednak zadanie to jest podwójnie uciążliwe nie tylko dlatego, że bardzo trudno mu dostrzec konieczność zmiany, ale także dlatego, że podłoże wielu jego postaw stanowi lęk. Każda perspektywa zmiany wywołuje u niego przerażenie, wobec tego wzbrania się przed uświadomieniem sobie takiej konieczności. Jednym ze sposobów uchylania się od uświadamiania sobie konieczności zmiany jest głęboko ukryta wiara w to, że można jej uniknąć dzięki samooskarżeniom. Zjawisko to jest powszechne w życiu codziennym. Człowiek, który żałuje czegoś, co zrobił, lub tego, że nie udało mu się czegoś zrobić, nie pogrąży się w poczuciu winy. Jeśli tak robi, oznacza to, że wymiguje się od trudnego zadania, jakim jest dokonywanie zmiany swoich postaw. Łatwiej wszakże odczuwać skruchę niż się zmienić.

Przy okazji można wspomnieć o innym stosowanym przez neurotyków sposobie niedostrzegania konieczności zmiany swego postępowania. Jest to intelektualizacja własnych problemów. Pacjenci o takich skłonnościach znajdują ogromną satysfakcję intelektualną w zdobywaniu wiedzy psychologicznej, w tym również o sobie samym, ale na tym się sprawa kończy. Intelektualizacja służy następnie za ochronę przed zbyt emocjonalnym przeżywaniem czegokolwiek i w związku z tym przed uświadomieniem sobie konieczności jakichkolwiek zmian. To tak, jakby patrzyli na siebie i mówili: jakie to ciekawe!

Oskarżając siebie, można również oddalić niebezpieczeństwo, jakie wiąże się z oskarżeniem innych; bezpieczniej jest czasem wziąć winę na siebie. Różne zahamowania wobec krytyki i oskarżeń ze strony innych osób, wzmacniające jednocześnie tendencje do samooskarżeń, odgrywają tak wielką rolę w nerwicach, że wymagają szerszego omówienia.

Zahamowania takie mają zazwyczaj długą historię. Dziecko wychowane w atmosferze wywołującej jednocześnie i lęk, i nienawiść, ograniczającej jego spontanicznie powstałe poczucie własnej wartości, czuje głęboki żal do swego otoczenia. Nie potrafi go jednak wyrazić, gdyż jest tak zastraszone, że nie zdaje sobie nawet sprawy ze swego żalu. Wynika to częściowo ze zwykłego strachu przed karą, częściowo zaś z lęku przed utratą potrzebnej mu miłości. Te dziecięce reakcje są głęboko uzasadnione; rodzice, którzy stwarzają taką atmosferę, prawie nigdy nie są w stanie znieść krytyki, co wynika

z ich własnego neurotycznego przewrażliwienia. Jednakże przekonanie, jakoby rodzice byli nieomylni, jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze4. Pozycja rodziców opiera się bowiem na władzy autorytatywnej, skutecznie wymuszającej posłuszeństwo. W wielu wypadkach stosunki rodzinne oparte są na wzajemnej życzliwości i nie ma powodu do tego, żeby rodzice musieli podkreślać swój autorytet i władzę. Niemniej, dopóki utrzymuje się taka postawa kulturowa, dopóty wpływa ona na wzajemne stosunki między rodzicami a dziećmi, nawet jeśli nie prowadzi do jawnych konfliktów.

Kiedy podstawą związku między ludźmi jest autorytet, krytykowanie jest zwykle zabronione, może ono bowiem podważyć autorytet. Zakaz krytyki może być jawny pod sankcją kary lub też (z o wiele większym skutkiem) obowiązywać na zasadzie milczącej umowy i może być egzekwowany za pomocą sankcji moralnych. Wszelkie tendencje do krytykowania są wtedy u dzieci hamowane nie tylko na skutek indywidualnej wrażliwości rodziców, ale także dlatego, że rodzice będący pod wpływem normy kulturowej, zgodnie z którą krytykowanie rodziców jest grzechem, sami starają się w sposób ukryty lub jawny wyrobić u dziecka podobne poczucie. W takich warunkach dziecko mniej zastraszone może się buntować, ale szybko powstaje u niego poczucie winy. Dziecko bardziej nieśmiałe nie ma odwagi na wyrażanie żadnych sprzeciwów i stopniowo przestaje nawet myśleć o tym, że rodzice mogą być w błędzie. Czuje jednak, że ktoś tu się myli, a skoro rodzice zawsze mają rację, dochodzi do wniosku, że to ono jest winne. Nie trzeba dodawać, że jest to zwykle proces emocjonalny, a nie intelektualny, wynikający nie tyle z przekonania, ile raczej ze strachu.

W ten sposób dziecko zaczyna mieć poczucie winy czy mówiąc dokładniej – nabywa skłonności do szukania i znajdowania winy w samym sobie, zamiast spokojnie ocenić obie strony i rozważyć całą sytuację obiektywnie. W wyniku wysuwanych wobec siebie oskarżeń może mieć raczej poczucie niższości niż winy. Granice między tymi dwoma uczuciami są płynne i zależą jedynie od tego, w jakim stopniu otoczenie zwykło kłaść nacisk – w sposób jawny bądź ukryty – na problem moralności. Dziewczyna, która musi zawsze podporządkowywać się siostrze, i poddaje się takiemu niesprawiedliwemu traktowaniu ze strachu, kryje w sobie żal, jaki naprawdę ma do niej, albo wmawia sobie, że to nierówne traktowanie jest usprawiedliwione, ponieważ jest gorsza od siostry (nie taka piękna, mniej zdolna) albo niegrzeczna. W obu wypadkach bierze winę na siebie, nie zdając sobie sprawy z krzywdy, jaka ją spotyka.

Reakcja taka nie musi się jednak utrzymywać. Jeśli nie utrwaliła się zanadto, może ulec przekształceniu pod wpływem zmiany otoczenia dziecka lub spotkania ludzi, którzy je doceniają i wspierają emocjonalnie. Jeśli zmiana taka nie nastąpi, skłonność do przekształcania oskarżeń w samooskarżenia raczej wzrasta z czasem niż maleje. Wraz ze stopniowym nasilaniem się niechęci wobec świata, pochodzącej z wielu różnych źródeł, rośnie także lęk przed jej wyrażaniem, na skutek coraz większej obawy przed zdemaskowaniem i założenia, że i inni są pod tym względem wrażliwi.

Świadomość, że jakaś postawa ma swe źródła w przeszłości, nie wyjaśnia jednak jej istoty. Ważniejsze, zarówno ze względów praktycznych, jak i dla wyjaśnienia dynamiki procesu, jest pytanie, jakie czynniki aktualnie podtrzymują daną postawę. U dorosłych neurotyków można znaleźć kilka czynników odpowiedzialnych za duże trudności w wyrażaniu krytyki i zarzutów.

Po pierwsze, trudności te są jednym z objawów występującego u neurotyka braku spontanicznej pewności siebie. Dla zrozumienia tego wystarczy porównać jego postawę z odczuciami ludzi zdrowych w podobnej sytuacji i jego zachowaniem wówczas, gdy ma do kogoś pretensje, czy mówiąc ogólniej, w sytuacji, w której musi atakować i bronić się. Człowiek zdrowy potrafi bronić swego zdania w dyskusji, odeprzeć nieuzasadniony zarzut, aluzję czy nakaz, nawet jawnie zaprotestować przeciw pominięciu go czy oszukaniu, odmówić spełnienia prośby czy odrzucić propozycję, jeśli mu nie odpowiada i jeśli sytuacja na to pozwala. Potrafi w razie potrzeby odczuwać i wyrażać krytykę i zarzuty lub świadomie odizolować się od innego człowieka lub zwolnić go, jeśli ma na to ochotę. Potrafi ponadto bronić się i atakować bez nadmiernego napięcia emocjonalnego, a także umiejętnie oscylować pomiędzy przesadnym samooskarżeniem a przesadną agresywnością, które mogłyby go doprowadzić do nieuzasadnionych, gwałtownych oskarżeń wobec całego świata. Aby można było zachować taki złoty środek, muszą być spełnione pewne podstawowe warunki, co w nerwicach na ogół się nie zdarza. Są to względny brak rozlanej, nieświadomej wrogości i stosunkowo dobrze ugruntowane poczucie własnej wartości.

Brak takiej spontanicznej pewności siebie prowadzi nieuchronnie do poczucia słabości i bezbronności. Człowiek, który wie (choć mógł się nad tym nigdy nie zastanawiać), że gdyby sytuacja tego wymagała, byłby w stanie zaatakować lub się obronić, jest człowiekiem silnym i świadomym swej siły. Człowiek, który zdaje sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie nie potrafi tego zrobić, jest i czuje się słaby. Dokładnie odczuwamy: czy powstrzymaliśmy się od wyrażenia swego poglądu ze strachu, czy z rozsądku, czy przyjęliśmy zarzut dlatego, że byliśmy słabi, czy dlatego, że uznaliśmy go za słuszny, mimo że odbywa się to pod progiem świadomości. Opisana tu rejestracja własnej osobowości stanowi dla neurotyka nieustanne, ukryte źródło rozdrażnienia. Często depresja ma początek w niemożności obrony swego zdania czy wyrażenia krytycznej opinii.

Następna ważna przeszkoda utrudniająca wyrażanie krytyki i zarzutów wiąże się bezpośrednio z lękiem podstawowym. Ktoś, kto czuje się zupełnie bezradny wobec świata, który wydaje mu się wrogi, nie może sobie pozwolić na ryzyko zdenerwowania kogoś. Dla neurotyka jest to szczególnie niebezpieczne, a im bardziej uzależnia swoje poczucie bezpieczeństwa od uczuć innych ludzi, tym silniejszy jest jego lęk przed utratą miłości. Denerwowanie kogoś ma dla niego zupełnie inne znaczenie niż dla człowieka zdrowego. Ponieważ sam ma do ludzi stosunek ambiwalentny i chwiejny, nie potrafi sobie wyobrazić, żeby ich stosunek do niego mógł być lepszy. Czuje więc, że gdyby ich w jakiś sposób zdenerwował, groziłoby to ostatecznym zerwaniem, spodziewa się też ostatecznego odrzucenia, a nawet nienawiści. Zakłada ponadto, świadomie lub nieświadomie, że inni tak samo przeraźliwie jak on boją się zdemaskowania i krytyki. Skłonny jest wobec tego traktować ich z taką samą delikatnością, z jaką sam chciałby być przez nich traktowany. Ten skrajny lęk przed wyrażaniem czy nawet odczuwaniem wobec kogoś zarzutów jest źródłem szczególnego konfliktu, gdyż (jak już widzieliśmy) sam jest pełen nagromadzonej niechęci do ludzi. Wprawdzie wiele zarzutów — o czym wie każdy, kto obserwował zachowania neurotyczne – znajduje jednak ujście, czasem w formie zamaskowanej, a czasem w sposób jawny i nadmiernie agresywny, niemniej nadal utrzymuję, że neurotyk przyjmuje krytykę i oskarżenia nazbyt potulnie. Warto wobec tego omówić krótko warunki, w jakich zarzuty takie mogą się ujawnić.

Bywają one wyrażane pod wpływem rozpaczy, czyli, mówiąc dokładniej, w sytuacjach, w których neurotyk czuje, że nie ma nic do stracenia, że i tak zostanie odrzucony, niezależnie od tego, jak się zachowa. Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy szczególne próby okazania życzliwości i troski nie zostają odwzajemnione lub są nawet wręcz odrzucane. Zarzuty mogą być wyrażane w sposób gwałtowny w formie sceny lub też stopniowo, przez dłuższy czas. Zależy to od tego, jak długo narastała rozpacz. Neurotyk może w czasie jednego kryzysu wyrzucić z siebie wszystkie pretensje, jakie kiedykolwiek miał do kogoś, albo też ujawniać je sukcesywnie przez dłuższy okres. W tym, co mówi, jest naprawdę szczery i chce, żeby inni traktowali to poważnie. Jednocześnie jednak żywi cichą nadzieję, że zrozumieją jego rozpacz i przebaczą mu. Podobna sytuacja może pojawiać się wtedy, gdy neurotyk nie odczuwa rozpaczy, a oskarżenia dotyczą kogoś, kogo świadomie nienawidzi i od kogo nie spodziewa się niczego dobrego. Z kolei inny czynnik prowokujący wyrażanie zarzutów, który wkrótce omówimy, pozbawiony jest elementu szczerości, charakteryzującego sytuacje poprzednio opisane.

Neurotyk może oskarżać innych mniej lub bardziej gwałtownie, jeśli czuje, że już jest lub może być zdemaskowany i oskarżony. Groźba zdenerwowania kogoś może być wtedy mniejszym złem niż groźba dezaprobaty. Czuje, że znalazł się w sytuacji krytycznej, i przystępuje do kontrofensywy jak zwierzę z natury lękliwe, które atakuje w sytuacji zagrożenia. Pacjenci mogą obrzucać analityka

gwałtownymi oskarżeniami w momencie, w którym najbardziej boją się ujawnienia czegoś, czy wtedy, kiedy zrobili coś, co może wywołać dezaprobatę.

W odróżnieniu od oskarżeń wypowiadanych w chwili rozpaczy, ataki tego ostatniego rodzaju wymierzane są na oślep. Wyrażając je, człowiek nie jest wcale przekonany o ich słuszności, wypływają one bowiem z czystej potrzeby odparcia bezpośredniego zagrożenia wszelkimi możliwymi środkami. Chociaż mogą przypadkowo zawierać zarzuty odczuwane jako słuszne, są one zwykle przesadne i fantastyczne. W rzeczywistości neurotyk sam w nie nie wierzy i nie oczekuje, żeby ktoś je poważnie traktował, wykazuje więc niemałe zdumienie, jeżeli atakowany daje się wciągnąć na przykład w poważną dyskusję czy sprawia wrażenie urażonego.

Kiedy zdamy sobie sprawę z lęku przed oskarżeniem, nieodłącznie związanego ze strukturą neurotyczną, i kiedy uświadomimy sobie ponadto, w jaki sposób neurotyk radzi sobie z tym lękiem, zrozumiemy, dlaczego obraz zewnętrzny jest tak często zupełnie sprzeczny ze stanem rzeczywistym. Neurotyk bowiem nie potrafi wyrazić uzasadnionej krytyki, mimo że ma wiele poważnych zarzutów. Ilekroć coś zgubi, może być przekonany, że zostało to ukradzione przez gosposię, ale jednocześnie nie potrafi jej tego zarzucić czy nawet mieć do niej pretensji o to, że spóźniła się z obiadem. Natomiast te zarzuty, które wyraża, często sprawiają wrażenie nierealnych, nie trafiają w sedno sprawy, są nieuzasadnione lub zgoła fantastyczne. Jako pacjent może obrzucać analityka nieprawdopodobnymi oskarżeniami, twierdząc, że doprowadzi go do ruiny, a jednocześnie nie jest w stanie powiedzieć mu szczerze, że na przykład nie lubi papierosów, które on pali.

Opisane powyżej sposoby wyrażania zarzutów zwykle nie wystarczają do tego, żeby rozładować całą niechęć, jaka zdołała się nagromadzić. Potrzebne są jeszcze sposoby pośrednie, pozwalające neurotykowi wyrazić swój żal tak, aby nie wiedział o tym, że to robi. Część zarzutów może wyrażać mimowolnie, część ulega przemieszczeniu z osób właściwych na osoby stosunkowo obojętne (kobieta może, na przykład, zrobić awanturę służącej, kiedy ma o coś żal do męża) albo na warunki czy po prostu na fatum. Opisane mechanizmy odgrywają rolę „wentyli bezpieczeństwa” i nie ograniczają się tylko do nerwic; natomiast specyficznie neurotyczny mechanizm, za pomocą którego można w sposób pośredni i nieświadomy oskarżać innych, polega na wykorzystaniu do tego celu własnego cierpienia. Cierpiąc, neurotyk może stać się chodzącą wymówką. Żona, która choruje, bo mąż spóźnia się do domu, wyraża w ten sposób skuteczniej swój żal, niż urządzając sceny, i jeszcze pośrednio korzysta na tym, gdyż wydaje się sobie niewinną męczennicą.

Skuteczność wyrażania zarzutów poprzez cierpienie zależy od tego, w jakim stopniu ktoś ma zahamowania w oskarżaniu innych. W przypadku niezbyt silnego lęku cierpienie może być demonstrowane w sposób dramatyczny wraz z jawnymi wymówkami typu: „Zobacz, jak przez ciebie muszę cierpieć”. Spełniony tu zostaje trzeci warunek, potrzebny, żeby można było wyrazić zarzuty; cierpienie usprawiedliwia bowiem oskarżenie. Widać tu również ścisły związek z omówionymi już metodami stosowanymi dla zdobycia miłości. Oskarżające cierpienie jest jednocześnie błaganiem o litość i środkiem do wymuszania łask jako odszkodowania za wyrządzone krzywdy. Im bardziej ktoś jest powściągliwy w oskarżaniu innych, tym mniej demonstracyjne będzie jego cierpienie. W pewnych skrajnych wypadkach neurotyk nie zwróci nawet niczyjej uwagi na to, że cierpi. Sposób demonstrowania cierpienia bywa więc bardzo zróżnicowany.

Lęk, otaczający neurotyka ze wszystkich stron, powoduje, że ustawicznie waha się on między samooskarżeniem a oskarżeniem innych. Jednym ze skutków takiego stanu rzeczy jest ciągła i beznadziejna niepewność co do tego, czy ma rację, krytykując innych i czując się pokrzywdzony. Zdaje sobie sprawę z tego lub wie z doświadczenia, że często jego zarzuty nie mają żadnych realnych podstaw, lecz wynikają jedynie z nieracjonalnych pobudek. Wiedząc o tym, trudno mu rozpoznać, kiedy rzeczywiście doznaje nieuzasadnionej krzywdy, w związku z czym trudno mu zająć zdecydowane stanowisko.

Osoba postronna skłonna jest przyjąć lub interpretować wszystkie te objawy jako wyraz szczególnie głębokiego poczucia winy. Nie oznacza to, że sama jest neurotyczna, ale że zarówno u niej, jak i u neurotyka, na sposób myślenia i odczuwania wpływa wiele czynników kulturowych. Dla zrozumienia wpływu czynników kulturowych wyznaczających nasz stosunek do poczucia winy musielibyśmy uwzględnić wiele zagadnień historycznych, socjologicznych i filozoficznych wykraczających daleko poza cele tej książki. Ale nawet pomijając zupełnie ten problem, nie sposób nie wspomnieć o wpływie religii chrześcijańskiej na sprawy moralne.

Nasze rozważania nad poczuciem winy można podsumować następująco. Kiedy osoba neurotyczna zaczyna siebie oskarżać lub ujawnia w związku z czymś poczucie winy, nasze pierwsze pytanie nie powinno brzmieć: „Czego naprawdę dotyczy jej poczucie winy?”, ale „Jakie funkcje może spełniać ta postawa samooskarżenia?” Główne wykryte przez nas funkcje to: wyrażanie lęku przed dezaprobatą, obrona przed tym lękiem, obrona przed oskarżaniem innych.

Traktując poczucie winy jako zjawisko autonomiczne, Freud i większość analityków odzwierciedlali ducha epoki, w której tworzyli. Freud zdawał sobie sprawę z tego, że źródłem poczucia winy jest lęk, zakładał bowiem, że lęk bierze udział w kształtowaniu superego które – jego zdaniem – jest odpowiedzialne za powstawanie poczucia winy. Uważał jednak, że głos sumienia i poczucie winy, gdy raz się utrwalą, działają automatycznie. W wyniku dalszej analizy okazuje się, że nawet wtedy, gdy nauczyliśmy się reagować poczuciem winy na nacisk sumienia i przyjętych przez nas norm moralnych, uczucie to jest motywowane bezpośrednim lękiem przed jakimiś konsekwencjami (choć może się ujawniać w sposób pośredni i subtelny). Jeśli przyjmiemy, że poczucie winy samo przez się nie jest tu podstawowym mechanizmem napędowym, to musimy poddać rewizji te teorie analityczne, które rozwinęły się, opierając się na założeniu, że poczucie winy (szczególnie o charakterze rozproszonym, nazywane przez Freuda roboczo „nieświadomym poczuciem winy”) jest najważniejszym czynnikiem nerwicorodnym. Wymienię tutaj tylko trzy najważniejsze koncepcje tego typu: koncepcja „ujemnej reakcji terapeutycznej”, utrzymująca, że pacjent woli pozostać chory z powodu nieświadomego poczucia winy5; koncepcja, zgodnie z którą superego stanowi wewnętrzną strukturę samokarzącą; koncepcja moralnego masochizmu, interpretująca cierpienie zadawane samemu sobie jako wynik potrzeby kary.


Przypisy:

1 Z. Freud, Mourning and Melancholia, w: Collected Papers, t. 4, s. 152-170. K. Abraham, Versuch einer Entwicklungsgeschichte der Libido.

2 Odpowiednik tego, co C. G. Jung nazywa „persona”.

3 Jeżeli —jak to uczynił F. Alexander w Psychoanalysis ofthe Total Personality – pragnienie takie interpretuje się jako potrzebę kary za posiadanie impulsów agresywnych wobec zwierzchnika, to pacjent z wielką ochotą przyjmie takie wyjaśnienie, w ten bowiem sposób analityk skutecznie pomaga mu unikać konfrontacji z faktem, że powinien domagać się należnego mu szacunku, że boi się to robić i że zły jest na siebie za to, że się boi. Analityk popiera u pacjenta przekonanie, że jest człowiekiem tak szlachetnym, iż ogromnie go niepokoją wszelkie wrogie pragnienia w stosunku do zwierzchnika, i wzmacnia istniejące uprzednio popędy masochistyczne, użyczając im chwały wysokich zasad moralnych.

4 Zob. studium E. Fromma w Autoritaet und Familie, op. cit.

5 Zob. K. Horney, The Problem of the Negative Therapeutlc Reaction. „Psychoanalytic Quarterly” 1936, t. 5, s. 29-45.


Marzec 13, 2009 - Posted by | psychologia

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: