Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Kultura a nerwica

Ostatni rozdział z książki Karen Horney „Neurotyczna osobowość naszych czasów”. Wyjaśnia nerwice w kontekście kultury. Religia również się do tego przyczynia.


KULTURA A NERWICA

Nawet najbardziej doświadczony analityk znajduje w każdej kolejno przeprowadzonej analizie nowe problemy. U każdego pacjenta staje przed trudnościami dotychczas nie spotykanymi, postawami, które trudno rozpoznać, ale jeszcze trudniej wyjaśnić, reakcjami, których znaczenia nie da się uchwycić na pierwszy rzut oka. Różnorodność ta nie zdziwi nas, jeśli przypomnimy sobie, jak złożona jest neurotyczna struktura osobowości, opisana w poprzednich rozdziałach, i jak wiele czynników odgrywa tutaj rolę. Czynniki te zdają się wchodzić w nieskończenie różne układy, wynikające z różnic w zakresie czynników dziedzicznych, a także doświadczeń życiowych jednostki.

Jak podkreślałam na wstępie, pomimo tych wszystkich różnic indywidualnych, decydujące konflikty, wokół których narasta nerwica, są prawie zawsze takie same. Na ogół są to te same konflikty, na które narażony jest w naszej kulturze również człowiek zdrowy. Stwierdzenie, że nie można wyraźnie oddzielić tego, co neurotyczne, od tego, co normalne, jest w pewnym sensie truizmem. Może jednak warto je raz jeszcze powtórzyć. Wielu czytelników dowiadujących się tutaj o konfliktach i postawach, które sami znają z własnych doświadczeń, może sobie zadać pytanie: „Czy ja jestem neurotykiem, czy nie?” Najlepszym kryterium jest tu ustalenie, w jakim stopniu te konflikty przeszkadzają człowiekowi żyć, a w jakim stopniu potrafi on stawić im czoło i poradzić sobie z nimi wprost.

Kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że każdy neurotyk w naszej kulturze ma te same konflikty i że także człowiek zdrowy nie jest od nich wolny (choć przeżywa je w mniejszym stopniu), stajemy znów przed pytaniem, które zadaliśmy na wstępie: „Co w naszej kulturze powoduje, że nerwice narastają wokół tych właśnie, opisanych przeze mnie konfliktów, a nie innych?”

Freud niewiele uwagi poświęcił tej sprawie; z orientacją biologiczną wiąże się u niego brak orientacji socjologicznej, w związku z czym przypisuje zjawiska społeczne przede wszystkim czynnikom psychicznym, a te z kolei wyjaśnia głównie działaniem czynników biologicznych (teorią libido). Ten sposób interpretacji utwierdził autorów psychoanalitycznych w przekonaniu, że na przykład przyczyną wojen jest instynkt śmierci, że nasz aktualnie funkcjonujący ustrój ekonomiczny wywodzi się z popędów erotyzmu analnego i że nasza era rewolucji technicznej dlatego nie rozpoczęła się dwa tysiące lat temu, że ludzie w tamtej epoce byli narcystyczni.

Freud nie uważa kultury za wynik złożonych procesów społecznych, ale przede wszystkim za produkt popędów biologicznych, które ulegają wyparciu lub sublima-cji, doprowadzając do wytworzenia przeciwko nim reakcji upozorowanych. Im dokładniej popędy takie zostaną stłumione, tym wyższy będzie rozwój kultury. A ponieważ zdolność do sublimacji jest ograniczona i ponieważ intensywne tłumienie prymitywnych popędów bez ich sublimacji prowadzi do nerwicy, rozwojowi cywilizacji nieuchronnie towarzyszy wzrost liczby nerwic. Nerwice to cena, jaką musi zapłacić ludzkość za rozwój kultury.

U podłoża powyższego rozumowania leży implicite założenie teoretyczne o istnieniu biologicznie zdeterminowanej natury ludzkiej czy też – mówiąc dokładniej – przekonanie, że każdy człowiek posiada w mniej więcej jednakowym wymiarze popędy oralne, analne,

genitalne i agresywne. Wobec tego zarówno różnice interindywidualne, jak i międzykulturowe w zakresie struktury osobowości wynikają z różnic w zakresie tłumienia, przy dodatkowym założeniu, że tłumienie to wpływa na poszczególne typy popędów w różnym stopniu.

Dane historyczne i antropologiczne nie potwierdzają takiego bezpośredniego związku między stopniem rozwoju kultury a tłumieniem popędów seksualnych czy agresywnych. Błędne jest przede wszystkim założenie, że zachodzi tu związek ilościowy, a nie jakościowy. Nie ma bowiem zależności między ilością tłumienia a stopniem rozwoju kultury. Istnieje natomiast związek między rodzajem konfliktów indywidualnych a rodzajem trudności w obrębie danej kultury. Czynnika ilościowego nie należy odrzucać, trzeba go jednak oceniać w kontekście, w którym to tłumienie występuje.

Nasza kultura zawiera pewne typowe trudności, odzwierciedlane w formie konfliktów w życiu każdego człowieka, które w wypadku nagromadzenia mogą doprowadzić do nerwicy. Nie jestem socjologiem, zwrócę więc jedynie pobieżnie uwagę na główne tendencje w tym zakresie, mające znaczenie dla problemu nerwic i kultury.

Kultura współczesna opiera się na indywidualnym współzawodnictwie. Izolowana od reszty jednostka musi walczyć z innymi jednostkami z tej samej grupy, musi je wyprzedzać, a często zepchnąć na bok. Aby jeden mógł wygrać, inni muszą przegrać. Sytuacja taka prowadzi do rozlanego, wrogiego napięcia między ludźmi. Każdy jest rzeczywistym lub potencjalnym rywalem każdego. Sytuację taką widać wyraźnie wśród członków tej samej grupy zawodowej, mimo dążenia do sprawiedliwości czy prób ukrycia tego stanu rzeczy za parawanem uprzejmości i taktu. Należy podkreślić, że współzawodnictwo i towarzysząca mu potencjalna wrogość przenikają wszystkie typy związków międzyludzkich. Współzawodnictwo jest jednym z najważniejszych elementów stosunków społecznych. Przenika związki między mężczyznami i między kobietami i bez względu na to, czy celem rywalizacji jest popularność, kompetencja czy urok osobisty, utrudnia w znacznej mierze nawiązywanie szczerej przyjaźni. Zaburza także, jak już powiedzieliśmy, związki między mężczyzną a kobietą nie tylko w zakresie wyboru partnera, ale także dlatego, że wywołuje ciągłą walkę o dominację. Współzawodnictwo wyraźnie widać w szkole. I wreszcie, co jest może najważniejsze, charakteryzuje całe życie rodzinne, dlatego dziecko od samego początku jest z reguły zarażone jego bakcylem. Rywalizacja między ojcem a synem, matką a córką, jednym dzieckiem a drugim, nie jest zjawiskiem ogólnoludzkim, ale odpowiedzią na bodźce uwarunkowane kulturowo. Jednym z wielkich osiągnięć Freuda było zwrócenie uwagi na rolę rywalizacji w rodzinie, czego wyrazem jest jego teoria kompleksu Edypa i inne hipotezy. Należy jednak dodać, że rywalizacja ta nie jest uwarunkowana biologicznie, ale wynika z określonych warunków kulturowych i, co więcej, że rywalizacja powstaje nie tylko w warunkach rodzinnych, ale towarzyszy człowiekowi od kolebki aż do grobu.

Wynikiem potencjalnego wrogiego napięcia między ludźmi jest ciągły lęk – lęk przed ewentualną wrogością innych, wzmocniony jeszcze lękiem przed karą za własną wrogość. Innym ważnym źródłem lęku u zdrowego człowieka jest perspektywa porażki. Lęk przed porażką jest w pełni uzasadniony, gdyż możliwości przegrania są na ogół o wiele większe niż szansę sukcesu, a w naszym rywalizacyjnym społeczeństwie niepowodzenie pociąga za sobą realną frustrację potrzeb. Prowadzi nie tylko do zagrożenia ekonomicznego, ale także do utraty prestiżu i wszelkiego rodzaju frustracji emocjonalnych.

Innym powodem tak wielkiej fascynacji sukcesem jest jego wpływ na poczucie własnej wartości. Nie tylko inni oceniają nas według naszych osiągnięć; chcąc nie chcąc, robimy to także sami, zgodnie z aktualnie obowiązującą ideologią – sukces zależy od naszych własnych wewnętrznych wartości, a według religii jest zewnętrznym znakiem łaski Bożej. W rzeczywistości natomiast zależy od wielu czynników nie podlegających naszej kontroli, jak na przykład korzystne warunki czy nieuczciwość. Niemniej nawet silniejszy człowiek musi ulec naciskowi aktualnej ideologii, która nakazuje mu uzależniać poczucie własnej wartości od osiągniętego powodzenia, która każe, aby czuł, że jest niczym, gdy przegrywa. Nie trzeba dodawać, że taka postawa jest nader chwiejna. Wszystkie te czynniki razem wzięte -współzawodnictwo i towarzysząca mu potencjalna wrogość między bliźnimi, lęk, obniżone poczucie własnej wartości – prowadzą do odpowiednich konsekwencji psychologicznych w postaci poczucia izolacji. Nawet człowiek mający wiele kontaktów z innymi ludźmi, szczęśliwy w małżeństwie odczuwa izolację emocjonalną. Jest ona trudna do zniesienia dla każdego, ale staje się prawdziwym nieszczęściem, jeżeli idzie w parze z lękiem i niepewnością w ocenie swojej osoby.

Ta właśnie sytuacja w naszych czasach prowadzi zdrową jednostkę do szukania z niej wyjścia w zwiększonej potrzebie miłości. Człowiek, który jest kochany, czuje się mniej izolowany, mniej zagrożony wrogością i bardziej pewny siebie. Miłość uległa w naszej kulturze przewartościowaniu ze względu na żywotne funkcje, jakie pełni. Tak jak i sukces, staje się ona złudzeniem, iluzorycznym lekarstwem na wszystkie problemy. Miłość sama w sobie nie jest złudzeniem, choć w naszej kulturze służy najczęściej za parawan dla spełnienia pragnień nie mających z nią nic wspólnego. Staje się jednak złudzeniem, gdy oczekujemy od niej więcej, niż może nam dać. Z kolei rola miłości w naszym systemie wartości służy do ukrycia tych czynników, z których wynika nasze nadmierne na nią zapotrzebowanie. Stąd powstaje dylemat, przed którym człowiek staje – a wciąż mam na myśli człowieka zdrowego – dylemat polegający na tym, że potrzebuje on bardzo wiele miłości, którą niezwykle trudno zdobyć.

Przedstawiona sytuacja stanowi podatny grunt dla rozwoju nerwicy. Te same czynniki kulturowe, które u człowieka zdrowego wywołują zachwiane poczucie własnej wartości, utajone wrogie napięcie, niepokój, współzawodnictwo prowadzące do obaw i wrogości, zwiększoną potrzebę zadowalających stosunków z innymi ludźmi, wpływają na neurotyka w o wiele większym stopniu; prowadząc do nasilenia powyższych objawów – do zdruzgotania poczucia własnej wartości, chęci niszczenia, lęku, zwiększonej rywalizacji wywołującej silny lęk i impulsy destrukcyjne oraz nadmiernej potrzeby miłości.

Jak sobie przypominamy, każda nerwica zawiera pewne sprzeczne dążenia, których neurotyk nie potrafi pogodzić. Powstaje wobec tego pytanie, czy nasza kultura nie charakteryzuje się podobnymi, określonymi sprzecznościami, stanowiącymi podłoże typowych konfliktów neurotycznych? Badanie i opis takich sprzeczności kulturowych jest zadaniem socjologa. Ja ograniczę się tutaj do pobieżnego wskazania niektórych głównych sprzeczności.

Pierwszą z nich jest sprzeczność między współzawodnictwem i dążeniem do sukcesu a nakazem miłości bliźniego i pokory. Z jednej strony robi się wszystko, żeby nas pobudzić do osiągnięć, podkreślając, że nie tylko musimy być pewni siebie, ale powinniśmy w sposób agresywny usuwać z naszej drogi tych, którzy są dla nas przeszkodą. Z drugiej zaś strony jesteśmy głęboko przesiąknięci ideałami chrześcijaństwa, głoszącymi, że człowiek, który chce czegoś dla siebie, jest egoistą, że powinniśmy być pokorni, ustępliwi i nadstawiać drugi policzek. Zdrowy człowiek może ten dylemat rozwiązać dwojako: może jedno z tych dążeń traktować poważnie, odrzucając drugie, albo może traktować poważnie oba, co prowadzi do silnych zahamowań w obu tych sferach.

Druga sprzeczność występuje między naszymi potrzebami a trudnościami w ich zaspokajaniu. Ze względów ekonomicznych potrzeby nasze są ciągle rozbudowywane za pomocą reklamy, nawoływania do konsumpcji i do dotrzymywania kroku sąsiadom. Większość

ludzi ma jednak w rzeczywistości ograniczone możliwości zaspokajania takich potrzeb, co prowadzi do ciągłej rozbieżności między pragnieniami a ich spełnianiem.

Istnieje jeszcze jedna sprzeczność: między pozorną wolnością jednostki a rzeczywistym jej ograniczeniem. Społeczeństwo wmawia człowiekowi, że jest on wolnym i niezależnym panem swego życia; „wielka gra, jaką jest życie” stoi przed nim otworem i może on zdobyć wszystko, czego chce, jeśli wykaże wystarczającą sprawność i włoży w to odpowiedni wysiłek. W rzeczywistości jednak większość ludzi ma w tym zakresie ograniczone możliwości. To, co się mówi żartobliwie o niemożliwości wybrania sobie rodziców, można swobodnie rozszerzyć na życie w ogóle – na wybór i powodzenie w zawodzie, wybór rozrywek czy partnera. Jednostka oscyluje przez to między poczuciem nieograniczonej swobody w kierowaniu swym losem a poczuciem absolutnej bezradności.

Powyższe sprzeczności, tkwiące w naszej kulturze, pokrywają się dokładnie z konfliktami, które usiłuje pogodzić neurotyk: między skłonnością do agresji a dążeniem do uległości; między wybujałymi wymaganiami a obawą, że niczego nie osiągnie; między dążeniem do podniesienia własnej wartości a poczuciem bezradności.

Neurotyk różni się od człowieka zdrowego tylko nasileniem swych problemów. O ile człowiek zdrowy potrafi sobie z tymi trudnościami poradzić bez uszczerbku dla swej osobowości, o tyle u neurotyka wszystkie te konflikty osiągają takie rozmiary, że jakiekolwiek zadowalające rozwiązanie jest wykluczone.

Jak się wydaje, nerwica może się rozwinąć wtedy, gdy człowiek szczególnie silnie przeżył trudności zdeterminowane kulturowo, zwykle na skutek przykrych doświadczeń dziecięcych, i dlatego nie potrafi ich rozwiązać lub rozwiązuje je z wielkim uszczerbkiem dla swej osobowości. Można powiedzieć, że neurotyk jest „pasierbem” naszej kultury.

Marzec 13, 2009 - Posted by | psychologia

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: