Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Karen Horney – Lęk

Poniżej prezentuje jeden z rozdziałów dotyczący lęku osobowości neurotycznej.

Pochodzi z książki „Neurotyczna osobowość naszych czasów” autorki Karen Horney


LĘK

Zanim przejdę do bardziej szczegółowego omówienia nerwic dnia dzisiejszego, muszę podjąć na nowo jeden z nie dokończonych w rozdziale pierwszym wątków i wyjaśnić, co rozumiem przez pojęcie lęku. Jest to ważne, gdyż, jak już mówiłam, lęk jest ośrodkiem dynamicznym nerwic, wobec czego będziemy z nim mieli cały czas do czynienia.

Używałam już tego pojęcia jako synonimu strachu, wskazując w ten sposób na pokrewieństwo między tymi dwoma zjawiskami. Zarówno lęk, jak i strach są właściwie reakcjami emocjonalnymi na niebezpieczeństwo, i tak jednemu, jak i drugiemu mogą towarzyszyć takie doznania somatyczne, jak drżenie, pocenie się, gwałtowne bicie serca, w drastycznych przypadkach nagły, intensywny strach kończyć się może niekiedy nawet śmiercią. Jednak między strachem a lękiem istnieje różnica.

Gdy matka boi się, że jej dziecko umrze, a ono ma tylko krostę albo niewielki katar, mówimy o lęku; ale jeśli boi się wtedy, gdy dziecko jest poważnie chore, nazwiemy jej reakcję strachem. Jeżeli ktoś się boi, gdy tylko znajdzie się na większej wysokości lub wtedy, gdy musi omówić zagadnienie dobrze mu znane, nazywamy jego reakcję lękiem; jeżeli natomiast ktoś boi się, bo zabłądził wysoko w górach w czasie gwałtownej burzy, mówimy o strachu. Dotychczas różnica ta wydaje

się prosta i jasna; strach jest reakcją proporcjonalną do grożącego niebezpieczeństwa, podczas gdy lęk jest nieproporcjonalny do wielkości niebezpieczeństwa albo nawet jest reakcją na niebezpieczeństwo pozorne 1.

Rozróżnienie to ma jednak jedną wadę, mianowicie decyzja o tym, czy dana reakcja jest proporcjonalna czy nie, jest uzależniona od zasobu wiadomości wspólnych dla większości mieszkańców danej kultury. Ale jeżeli nawet z wiedzy tej wynika bezpodstawność danej postawy, neurotyk bez żadnych trudności poda racjonalne uzasadnienie swojego zachowania. Mówiąc pacjentowi, że jego strach przed atakiem ze strony jakiegoś szaleńca jest przejawem neurotycznego lęku, możemy się łatwo wplątać w beznadziejną dyskusję. Neurotyk podkreśliłby bowiem realność swoich obaw i przytoczyłby przykłady na ich potwierdzenie. Podobny upór wykazałby człowiek prymitywny, gdyby pewne jego obawy uważano za nieproporcjonalne w stosunku do rzeczywistego niebezpieczeństwa; na przykład członek plemienia przestrzegającego tabu spożywania pewnych zwierząt będzie śmiertelnie przerażony, jeśli zdarzy mu się zjeść mięso obwarowane zakazem. Zewnętrzny obserwator mógłby jednak uznać taką reakcję za zupełnie bezpodstawną. Ale znając wierzenia danego plemienia dotyczące spożywania niedozwolonego mięsa, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że sytuacja ta stanowi dla człowieka łamiącego ów zakaz prawdziwe niebezpieczeństwo, wierzy on bowiem, iż grozi to zniszczeniem terenów łowieckich czy rybackich albo chorobą.

Lęk ludzi prymitywnych różni się jednak od lęku uważanego w naszej kulturze za neurotyczny. Treść lęku neurotycznego, w przeciwieństwie do lęku ludzi prymitywnych, nie pokrywa się z powszechnymi poglądami. W obu przypadkach wrażenie nieproporcjonalności reakcji znika, gdy zrozumie się znaczenie lęku. Są na przykład ludzie, którzy ciągle boją się śmierci, a jednak cierpienia, jakich doznają, wywołują w nich jej ukryte pragnienie. Różne odczuwane przez nich lęki przed śmiercią, w połączeniu z myśleniem życzeniowym o niej, wywołują u takich ludzi silną obawę przed grożącym niebezpieczeństwem. Jeżeli zna się wszystkie te czynniki, trudno nie uważać ich lęku przed śmiercią za reakcję adekwatną. Innym, uproszczonym przykładem są ludzie, których ogarnia przerażenie, ilekroć znajdą się nad przepaścią, wysoko w oknie czy na wysokim moście. I tutaj dla zewnętrznego obserwatora reakcja strachu wydaje się nieproporcjonalna do sytuacji. Ale sytuacja taka może wywoływać u nich konflikt między chęcią życia a pokusą, aby z takich czy innych powodów skoczyć z wysokości. Ten właśnie konflikt może wywołać lęk.

Ze wszystkich tych rozważań wynika potrzeba zmiany definicji. Zarówno strach, jak i lęk są reakcjami proporcjonalnymi do rozmiarów niebezpieczeństwa, jeżeli jednak w przypadku strachu niebezpieczeństwo jest widoczne, obiektywne, to w przypadku lęku jest ono ukryte i subiektywne. Znaczy to, że siła lęku jest proporcjonalna do znaczenia, jakie dana sytuacja ma dla człowieka, ale przyczyny tego lęku nie są przez niego uświadamiane.

Z rozróżnienia między strachem a lękiem wynika następujący wniosek praktyczny. Wszelkie próby wyperswadowania neurotykowi jego lęku są z góry skazane na niepowodzenie. Lęk ten dotyczy bowiem nie sytuacji rzeczywistej, ale takiej, jaką on widzi. Zadaniem terapeuty jest więc wykrycie znaczenia, jakie mają dla neurotyka różne sytuacje. Po ustaleniu tego, co rozumiemy

przez lęk, musimy teraz uświadomić sobie jego rolę. Przeciętny człowiek w naszej kulturze w niewielkim tylko stopniu zdaje sobie sprawę z wagi lęku w swoim życiu. Zwykle pamięta tylko o tym, że przeżywał czasem lęki jako dziecko, że miał czasem sny zawierające element lęku i że bał się nadmiernie w sytuacji niecodziennej, na przykład przed ważną rozmową z kimś wpływowym czy idąc na egzamin.

Informacje, jakich nam udzielają na ten temat neurotycy, są bardzo niejednorodne. Niektórzy w pełni zdają sobie sprawę z tego, że są zaszczuci przez lęk. Przejawy lęku są ogromnie różnorodne: może on przybrać formę rozlaną lub występować w postaci ataków lękowych; może być powiązany z konkretnymi sytuacjami czy rodzajami zajęć, np. wysokością, ulicą, wystąpieniami publicznymi; może mieć konkretną treść, np. lęk przed chorobą psychiczną, rakiem, połknięciem szpilki. Inni zdają sobie sprawę z tego, że od czasu do czasu odczuwają lęk i znają nawet przyczynę, która go wywołuje, ale nie przywiązują do tego większej wagi. I wreszcie istnieją neurotycy świadomi tylko tego, iż są w stanie depresji, że mają poczucie nieadekwatności, zaburzenia życia seksualnego i tym podobne, ale zupełnie nie zdają sobie sprawy z odczuwania lęku ani obecnie, ani w przeszłości. Bardziej szczegółowe badanie zwykle ujawnia jednak niedokładność tego pierwszego stwierdzenia. Badając takich ludzi bliżej, nieodmiennie znajduje się u nich tyle samo lęku co w grupie pierwszej, jeżeli nawet nie więcej. W trakcie prowadzonej z nimi psychoanalizy neurotycy ci uświadamiają sobie dawne lęki i mogą sobie przypomnieć sny lękowe lub sytuacje, w których odczuwali lęk. Poziom lęku, do jakiego się przyznają, nie przekracza jednak zwykle poziomu przeciętnego. Wynika z tego, że możemy przeżywać lęk, nie wiedząc o tym.

Znaczenie tak postawionego problemu nie jest widoczne. Jest on częścią problemu bardziej złożonego. Przeżywamy uczucia miłości, gniewu, podejrzliwości, tak przelotne, że ledwie przekraczające próg świadomości, i tak krótkotrwałe, że zapominamy o nich. Uczucia te mogą być rzeczywiście przelotne i bez znaczenia; ale równie dobrze mogą w sobie kryć wielką siłę dynamiczną. Stopień, w jakim uświadamiamy sobie dane uczucie, wcale nie świadczy o jego sile czy znaczeniu 2. W przypadku lęku oznacza to, że możemy go przeżywać, nie wiedząc o tym, oraz że lęk może być decydującym czynnikiem w naszym życiu, chociaż nie będziemy tego świadomi.

Wydaje się, że robimy wszystko, aby uciec od lęku czy od jego odczuwania. Wiele jest powodów tej ucieczki, a najpowszechniejszy to ten, że silny lęk jest jednym z najbardziej przykrych uczuć, jakich można doznawać. Pacjenci mający za sobą intensywny atak lęku mówią, że woleliby umrzeć niż przeżyć coś takiego jeszcze raz. Ponadto pewne elementy zawarte w uczuciu lęku mogą być dla jednostki szczególnie trudne do zniesienia. Jednym z nich jest bezradność. Można być aktywnym i odważnym w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa; w stanie lęku zaś człowiek jest właściwie bezbronny. Skazanie na bezradność jest szczególnie nieznośne dla tych ludzi, dla których władza, siła, świadomość tego, że jest się panem sytuacji, to ideał przewodni. Wstrząśnięci widoczną niewspółmiernością swojej reakcji są nią oburzeni, sądząc, iż jest ona przejawem słabości czy tchórzostwa.

Inną cechą lęku jest jego widoczna irracjonalność. Jedni bardziej niż inni gotowi są pozwolić na to, aby kierowały nimi czynniki nieracjonalne. Jest to szczególnie trudne do wytrzymania dla tych, którzy skrycie obawiają się owładnięcia przez irracjonalne, sprzeczne siły działające w nich samych i którzy automatycznie wyszkolili się w sprawowaniu surowej kontroli intelektualnej. Nie będą więc świadomie tolerowali żadnych elementów irracjonalnych. Oprócz motywów osobistych ta ostatnia reakcja zawiera również czynnik kulturowy; nasza kultura bowiem kładzie wielki nacisk na racjonalne myślenie i działanie, traktując irracjonalność czy też to, co może uchodzić za nieracjonalne, jako coś ośmieszającego.

W pewnym stopniu wiąże się z tym ostatni element lęku: właśnie z powodu owej irracjonalności lęk zawiera w sobie implicite ostrzeżenie, że „coś” się w nas rozregulowało, stanowiąc wobec tego wyzwanie, by to „coś” próbować zmienić. Nie chodzi o to, że świadomie traktujemy lęk jako wyzwanie; ale jest on nim sam w sobie, niezależnie od tego, czy przyjmujemy to do wiadomości, czy nie. Nikt z nas nie lubi takiego wyzwania. Można powiedzieć, że nic w nas nie wywołuje takiego sprzeciwu, jak świadomość, że musimy coś zmienić w obrębie własnych postaw. Im bardziej jednak beznadziejnie człowiek czuje się zaplątany w skomplikowaną sieć własnego lęku i mechanizmów obronnych i im bardziej kurczowo musi się trzymać złudzenia, że we wszystkim jest bezbłędny, tym bardziej odruchowo odrzuca wszelkie insynuacje, że coś jest w nim nie w porządku i że coś należałoby zmienić – nawet jeśli te insynuacje mają charakter pośredni lub ukryty.

Nasza kultura otwiera cztery główne sposoby ucieczki przed lękiem: racjonalizację, zaprzeczanie, odurzanie czy wreszcie unikanie, myśli, uczuć, dążeń i sytuacji mogących wywołać lęk.

Pierwsza metoda – racjonalizacja – najlepiej pozwala wytłumaczyć przed sobą chęć unikania odpowiedzialności. Polega na zamianie lęku w racjonalny strach. Jeżeli pominiemy wartość psychologiczną takiego zabiegu, możemy przypuszczać, że niewiele on zmienia. Nadmiernie opiekuńcza matka tak samo martwi się o swoje dzieci, niezależnie od tego, czy przyznaje się do lęku, czy też interpretuje swój lęk jako uzasadniony strach. Można nawet nieskończenie wiele razy starać się wyjaśnić matce, że jej reakcja nie jest racjonalnym strachem, lecz lękiem, dając przez to do zrozumienia, że reakcja ta jest nieproporcjonalna w stosunku do istniejącego niebezpieczeństwa i wynika z cech osobowościowych. Z pewnością odeprze ona taką sugestię i całą swą energię skupi na udowodnieniu jej całkowitej niesłuszności. Czyż Marysia nie złapała tej choroby zakaźnej w przedszkolu? Czyż Jaś nie złamał nogi, łażąc po drzewach? Czyż ostatnio pewien mężczyzna nie usiłował uwodzić dzieci, obiecując im w zamian cukierki? Czyż więc moje własne zachowanie nie jest w pełni podyktowane miłością i poczuciem obowiązku? 3

Ilekroć spotkamy się z tak gwałtowną obroną irracjonalnych postaw, możemy być pewni, że broniona postawa ma istotne znaczenie dla jednostki. Zamiast czuć się bezbronną ofiarą swoich emocji, matka taka ma poczucie, że może aktywnie wpływać na sytuację. Zamiast zdać sobie sprawę ze słabości, może być dumna ze swoich szczytnych zasad. Zamiast przyznać się do tego, że postawę jej przenikają elementy irracjonalne, jest przekonana, że postawa, którą reprezentuje, jest w pełni racjonalna i uzasadniona. Zamiast dostrzec i przyjąć wezwanie do dokonania zmiany swoich postaw, może nadal przerzucać odpowiedzialność na świat zewnętrzny i w ten sposób uciec przed konfrontacją z motywami swego postępowania. Oczywiście musi zapłacić za te krótkotrwałe „korzyści” niemożnością pozbycia się trosk. Szczególnie wysoką cenę muszą zapłacić jej dzieci. Matka taka nie zdaje sobie z tego sprawy i tak naprawdę nie chce tego zrobić, trzyma się bowiem kurczowo złudzenia, że nie zmieniając swoich postaw, może mimo to korzystać ze wszystkich dobrodziejstw z takiej zmiany płynących.

To samo dotyczy wszystkich innych skłonności, by wierzyć, że lęk jest racjonalnym strachem, niezależnie od swej treści: czy to będzie lęk przed rodzeniem dzieci, chorobami, błędami w odżywianiu, katastrofami czy nędzą.

Drugi sposób ucieczki przed lękiem to zaprzeczenie jego istnienia, wymazanie go ze świadomości. Uwidaczniają się wówczas jedynie zjawiska somatyczne towarzyszące uczuciu strachu i lęku, jak dreszcze, pocenie się, przyspieszona akcja serca, uczucie duszenia się, potrzeba częstego oddawania moczu, biegunki, wymioty; zaś w sferze psychiki – uczucie niepokoju, ciągłego pośpiechu lub sparaliżowania. Wszystkie te uczucia i doznania somatyczne mogą występować w momencie, w którym uświadamiamy sobie, że się czegoś boimy; mogą one być także jedynym wyrazem tłumionego lęku. W takiej sytuacji do człowieka dochodzą tylko takie uzewnętrzniające się informacje dotyczące jego stanu, jak to, że musi w pewnych sytuacjach często oddawać mocz, że robi mu się niedobrze w pociągu, że czasem budzi się w nocy zlany potem i zawsze dzieje się to bez żadnych przyczyn fizycznych.

Można też świadomie zaprzeczać istnieniu lęku, świadomie starać się go przezwyciężyć. Dzieje się wtedy podobnie jak u osób zdrowych, które usiłują przezwyciężyć strach, lekceważąc go brawurą. Najbardziej znanym przykładem jest tu żołnierz, który dążąc do przezwyciężenia strachu, dokonuje czynów bohaterskich.

Neurotyk może także podjąć świadomą decyzję przezwyciężenia lęku. Na przykład dziewczyna, która niemal do wieku dorastania cierpiała katusze z powodu lęku, szczególnie przed włamywaczami, podjęła świadomie decyzję, że będzie swój lęk lekceważyć, zacznie spać sama na strychu i chodzić sama po pustym domu. W pierwszym śnie, jaki zaprezentowała podczas analizy, ujawniło się kilka odmian takiej postawy. Sen ten zawierał rzeczywiście parę przerażających sytuacji, którym ona jednak odważnie stawiała czoło. W jednej z nich usłyszała w nocy kroki w ogrodzie, wyszła więc na balkon i zawołała: „Kto tam?” Udało jej się uwolnić od lęku przed złodziejami, ale ponieważ nic się nie zmieniło w zakresie czynników lękotwórczych, utrzymały się inne skutki obecnego wciąż lęku. Była nadal zamknięta w sobie i nieśmiała, czuła się niepotrzebna i nie mogła podjąć żadnej konstruktywnej działalności.

Bardzo często jednak neurotycy nie podejmują żadnej tego rodzaju świadomej decyzji. W wielu wypadkach proces ten zachodzi automatycznie. Różnica między nimi a osobami zdrowymi nie polega jednak na stopniu uświadomienia sobie podejmowanych decyzji, lecz na uzyskanym wyniku. Neurotyk, „biorąc się w garść”, może osiągnąć jedynie uwolnienie się od jakiegoś specyficznego objawu lęku, jak w przypadku dziewczyny, która pozbyła się lęku przed włamywaczami. Nie zamierzam odmawiać wartości takiemu wynikowi4. Może on mieć wartość praktyczną, może mieć również znaczenie dla psychiki w postaci wzmocnienia poczucia własnej wartości. Takie wyniki bywają jednak zwykle przeceniane, wobec czego należy zwrócić uwagę na ich strony ujemne5. Nie tylko nie zmienia się podstawowa dynamika osobowości, ale gdy neurotyk pozbywa się widocznego objawu własnych zaburzeń, traci tym samym istotny bodziec do tego, by im przeciwdziałać.

Ten proces zdecydowanego pokonywania swojego lęku odgrywa wielką rolę w wielu nerwicach i nie zawsze bywa prawidłowo rozpoznawany. Często na przykład uważa się agresywność, jaka charakteryzuje neurotyków w pewnych sytuacjach, za bezpośredni wyraz rzeczywistej wrogości, podczas gdy może ona być głównie przejawem takiego właśnie przezwyciężania za wszelką cenę własnej nieśmiałości w sytuacji, gdy jest się atakowanym. Chociaż pewien poziom wrogości zwykle występuje u neurotyków, mogą oni jednak przejawiać na zewnątrz więcej agresji, niż naprawdę odczuwają, ponieważ lęk prowokuje ich do przezwyciężenia nieśmiałości. Przeoczenie tego faktu stwarza niebezpieczeństwo doszukiwania się prawdziwej agresji tam, gdzie mamy do czynienia jedynie z brawurą.

Trzeci sposób uwolnienia się od lęku polega na jego odurzaniu. Można to uczynić świadomie i dosłownie, pijąc alkohol czy zażywając narkotyki. Istnieje jednak wiele innych sposobów i na przykład jeden z nich polega na pogrążaniu się w życiu towarzyskim ze strachu przed samotnością; bez znaczenia jest tutaj fakt, czy lęk ten jest wyraźnie rozpoznawany, czy też występuje tylko w postaci niewyraźnego poczucia skrępowania. Inny sposób odrzucania lęku to całkowite pogrążenie się w pracy; proces ten można łatwo rozpoznać na podstawie kom-pulsywnego charakteru wykonywanej pracy oraz niepokoju pojawiającego się w niedziele i święta. Ten sam cel można osiągnąć nadmierną potrzebą snu, choć jest on zwykle mało skuteczny. I wreszcie aktywność seksualna może służyć za wentyl bezpieczeństwa wobec nadmiernego napięcia lękowego. Od dawna wiadomo, że kompul-sywna masturbacja może być wywołana lękiem, ale to samo dotyczy wszelkich kontaktów seksualnych. Ludzie, dla których kontakty seksualne stanowią przede wszystkim środek uśmierzania lęku, będą niezwykle niespokojni i drażliwi, jeżeli uniemożliwi im się uzyskanie zadowolenia seksualnego nawet przez krótki okres.

Czwarty sposób ucieczki przed lękiem jest najbardziej skrajny: polega na unikaniu wszelkich sytuacji, myśli czy uczuć mogących wywołać lęk. Może to być proces świadomy, jak wtedy, gdy ktoś, kto boi się nurkowania czy wspinaczki wysokogórskiej, unika tego typu aktywności. Mówiąc dokładniej, człowiek może być świadomy istnienia lęku i jednocześnie świadomy tego, że go unika. Ale może też mieć bardzo niejasną świadomość lub brak świadomości unikania pewnych rodzajów działalności. Może na przykład odkładać na później sprawy związane (o czym nie wie) z lękiem, jak podejmowanie określonych decyzji, wizyta u lekarza czy napisanie listu. Albo może „udawać”, to jest subiektywnie wierzyć, że pewne rozważane przez niego zachowania – na przykład udział w dyskusji, dawanie poleceń podwładnym, odsunięcie się od drugiego człowieka – są nieistotne. Albo może „udawać”, że nie lubi robić pewnych rzeczy, i odrzucać je na tej podstawie. I tak na przykład dziewczyna, dla której chodzenie na prywatki wiąże się z lękiem przed odrzuceniem, może w ogóle na nie nie chodzić, wmawiając sobie, że nie lubi spotkań towarzyskich.

Jeśli poczynimy krok dalej, do punktu, w którym tego rodzaju unikanie staje się działaniem automatycznym, będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem zahamowania. Zahamowanie polega na niemożności robienia i odczuwania czegoś lub myślenia o czymś, co mogłoby wywołać lęk. Człowiek w sposób świadomy pozbywa się lęku, ale pozbywa się także świadomym wysiłkiem możliwości przezwyciężenia zahamowania. Najbardziej efektownym objawem zahamowań są histeryczne zaburzenia czynnościowe: histeryczna ślepota, niemota czy paraliż kończyn. W sferze seksualnej przykładami takich zahamowań są oziębłość i impotencja, choć ich struktura może być bardziej złożona. Dobrze znanymi zjawiskami w sferze psychicznej są zahamowania w zakresie koncentracji, kształtowania lub wyrażania opinii czy nawiązywania kontaktów z ludźmi.

Być może, warto by poświęcić kilka stron wyłącznie na wyliczenie różnych zahamowań, aby przedstawić pełny obraz ich różnorodności oraz częstotliwości ich występowania. Wydaje się jednak, że czytelnik sam może dokonać przeglądu własnych obserwacji w tym zakresie, gdyż zahamowania, jeżeli są w pełni rozwinięte, stają się w dzisiejszych czasach zjawiskiem znanym i łatwo rozpoznawalnym. Niemniej warto rozważyć pokrótce warunki potrzebne do uświadomienia sobie istnienia zahamowań. W przeciwnym razie nie docenilibyśmy częstości ich występowania, zwykle bowiem nie uświadamiamy sobie, ile zahamowań naprawdę mamy.

Po pierwsze, jeżeli mamy sobie uświadomić, że coś nas powstrzymuje od zrobienia czegoś, to musimy najpierw zdać sobie sprawę z tego, że chcemy to zrobić. Na przykład musimy sobie najpierw uświadomić, że mamy jakieś ambicje, aby zdać sobie sprawę z istniejących w tym zakresie zahamowań. Można by zapytać, czy zawsze wiemy, czego chcemy. Zdecydowanie nie. Weźmy dla przykładu człowieka, który słucha jakiegoś referatu i ma na jego temat własne uwagi krytyczne. Niewielkie zahamowanie wyrażałoby się u niego w nieśmiałości przy wypowiadaniu uwag krytycznych; przy silniejszym zahamowaniu nie mógłby w trakcie referatu zebrać myśli, wskutek czego uwagi w związku z nim nasunęłyby mu się dopiero po zakończeniu dyskusji albo następnego dnia rano. Zahamowanie może także przybrać skrajną formę, nie dopuszczając w ogóle do powstania uwag krytycznych, w którym to przypadku człowiek zdecydowanie nastawiony krytycznie będzie skłonny do przyjmowania bez zastrzeżeń tego, co zostało powiedziane, albo wręcz do zachwycania się tym, będąc zupełnie nieświadomy jakichkolwiek swoich zahamowań. Innymi słowy, jeżeli zahamowanie jest tak silne, aby mogło powstrzymać życzenia lub dążenia, jego obecność nie może być uświadomiona.

Samouświadomienie sobie zahamowania może być niemożliwe także wtedy, gdy zahamowanie to pełni tak ważną funkcję w życiu jednostki, że woli ona utrzymywać, iż jest to sytuacja nie dająca się zmienić. Jeżeli na przykład wykonanie jakiejkolwiek pracy związanej z rywalizacją łączy się z przytłaczającym lękiem, prowadzącym przy każdej próbie podjęcia pracy do silnego zmęczenia, to dana osoba może utrzymywać, że jest za słaba, żeby pracować. Przekonanie to pełni funkcję obronną. Natomiast gdyby osoba ta przyznała się do zahamowania, musiałaby, być może, wrócić do pracy, narażając się znowu na ciągłe przerażające lęki.

Trzecia możliwość przywodzi nas ponownie do czynników kulturowych. Uświadomienie sobie własnych zahamowań może być niemożliwe, jeżeli pokrywają się one z formami zahamowań kulturowo aprobowanymi w danym społeczeństwie. Przykładowo, pacjent mający silne zahamowania przed zbliżaniem się do kobiet nie zdawał sobie z tego sprawy, ponieważ spostrzegał swoje zahamowanie w świetle akceptowanej opinii o świętości kobiet. Zahamowanie przed stawianiem wymagań łatwo uzasadnić uznawaniem dogmatu, że skromność jest cnotą; zahamowanie przed myśleniem krytycznym o dogmatach obowiązujących w polityce, religii czy jakiejkolwiek innej dziedzinie życia może ujść naszej uwagi, nie pozwalając dostrzec występującego tu lęku przed karą, krytyką czy osamotnieniem. Oczywiście, oceniając jakąś sytuację, musimy bardzo dokładnie znać czynniki działające w danym przypadku. Brak zdolności krytycznego myślenia nie musi świadczyć o istnieniu zahamowań, może bowiem wynikać z ogólnego lenistwa umysłowego, głupoty czy zgodności z obecnie uznawanymi postawami.

Każdy z tych trzech czynników może być odpowiedzialny za niemożność rozpoznania przez jednostkę istniejących u niej zahamowań i za to, że nawet doświadczeni psychoanalitycy mogą mieć trudności w ich wykrywaniu. Jednak nawet przy założeniu, że moglibyśmy rozpoznać wszystkie zahamowania, nadal mielibyśmy niejasne pojęcie o częstości ich występowania. Musielibyśmy uwzględnić wszystkie te reakcje, które nie mając jeszcze charakteru w pełni rozwiniętych zahamowań, zmieniają się w tym kierunku. Reprezentując tego typu postawy, możemy podejmować różnego rodzaju działania, ale związany z nimi lęk wywiera pewien wpływ na sam przebieg tych działań.

Po pierwsze, podejmowanie działań, w związku z którymi odczuwamy lęk, daje poczucie napięcia, zmęczenia lub wyczerpania. Jedna z moich pacjentek, lecząca się z powodu obaw przed wychodzeniem na ulicę i przeżywająca w związku z tym silny lęk, czuła się zupełnie wyczerpana po niedzielnych spacerach. O tym, że wyczerpanie to nie wynikało z żadnej słabości natury somatycznej, świadczył fakt, że mogła wykonywać ciężkie prace domowe bez najmniejszego zmęczenia. To właśnie lęk związany z wychodzeniem na świeże powietrze powodował uczucie wyczerpania; lęk był już wystarczająco słaby, aby mogła wyjść z domu, ale jeszcze na tyle silny, żeby ją wyczerpać. Wiele trudności przypisywanych powszechnie przepracowaniu wynika w rzeczywistości nie z samej pracy, ale z lęku związanego z tą pracą lub z kontaktami ze współpracownikami.

Po drugie, lęk związany z jakąś formą działalności będzie powodował zaburzenia w obrębie tej funkcji. Jeśli, na przykład, wydawanie poleceń wiąże się z lękiem, to będą one wydawane w sposób nieśmiały i nieskuteczny. Lęk związany z jazdą konną uniemożliwi panowanie nad zwierzęciem. Stopień uświadomienia lęku bywa różny. Człowiek może zdawać sobie sprawę z tego, że lęk uniemożliwia mu wykonywanie różnych zadań w sposób zadowalający, ale może też odczuwać, że nie potrafi niczego zrobić dobrze.

Po trzecie, jeżeli jakaś forma działalności wiąże się z lękiem, to będzie ona pozbawiała przyjemności, jaką mogłaby dawać w innej sytuacji. Nie dotyczy to niezbyt silnego lęku, który – przeciwnie – może dodać smaku temu, co się robi. Kiedy jazda kolejką górską w wesołym miasteczku powoduje niewielki lęk, może być nawet bardziej emocjonująca, ale gdy łączy się z silnym lękiem, będzie torturą. Silny lęk związany z kontaktami seksualnymi uczyni je wysoce nieprzyjemnymi i jeśli ktoś nie uświadamia sobie tego lęku, nie będzie mógł zrozumieć, co ludzie widzą w seksie.

To ostatnie stwierdzenie może wprowadzić nieco zamieszania, ponieważ powiedziałam wyżej, że uczucie niechęci może być wykorzystywane jako środek do unikania lęku, a teraz twierdzę, że niechęć ta może być konsekwencją lęku. W rzeczywistości i jedno, i drugie stwierdzenie jest prawdziwe. Niechęć może być zarówno środkiem do unikania lęku, jak i jego konsekwencją. Jest to jeden drobny przykład trudności, jakie napotykamy, usiłując zrozumieć zjawiska psychiczne. Są one zawiłe i złożone i bez pogodzenia się z tym, że musimy uwzględnić niezliczone, wzajemnie powiązane oddziaływania, nie uczynimy żadnych postępów w zakresie pogłębiania naszej wiedzy psychologicznej.

Celem omawiania tu stosowanych przez ludzi sposobów obrony przed lękiem nie jest przedstawienie wyczerpującego opisu wszystkich ich możliwości. Wkrótce poznamy bowiem bardziej radykalne sposoby zapobiegające powstawaniu lęku. Pragnę teraz przede wszystkim uzasadnić twierdzenie, że częściej i silniej odczuwamy lęk, aniżeli sobie to uświadamiamy, albo że możemy ulegać lękowi, nie zdając sobie z tego w ogóle sprawy. Chcę także wskazać, gdzie powszechnie należy szukać lęku.

Tak więc, lęk może się kryć w takich przejawach cierpienia fizycznego, jak silne bicie serca czy zmęczenie; może być zakamuflowany w wielu obawach pozornie racjonalnych i uzasadnionych; może być tą ukrytą siłą popychającą ludzi do picia czy zatapiania się w najróżniejszych zajęciach odwracających uwagę. Często będzie on przyczyną niemożności robienia różnych rzeczy lub niemożności znajdowania w nich zadowolenia, zawsze natomiast będzie czynnikiem powodującym zahamowania.

Z przyczyn, które później omówimy, nasza kultura jest źródłem wielu różnych lęków dla ludzi żyjących w obszarze jej oddziaływania. Dlatego niemal każdy człowiek wytworzył sobie jedną z wymienionych przeze mnie form obrony. Im bardziej ktoś jest neurotyczny, tym silniej przenikają go i określają mechanizmy obronne i tym więcej jest rzeczy, których nie może zrobić lub o robieniu których nawet nie myśli, chociaż ze względu na jego żywotność, zdolności umysłowe czy wykształcenie mielibyśmy prawo tego od niego oczekiwać. Im poważniejsza nerwica, tym więcej zahamowań, zarówno tych ledwo uchwytnych, jak i tych głębokich.


Przypisy:

1 Z. Freud w New Introductory Lectures w rozdziale Anxiety and Instinctual Life [wyd. polskie: Wykłady ze wstępu do psychoanalizy. Nowy cykl, tłum. P. Dybel, oprać. R. Reszke, Wydawnictwo KR, Warszawa 1995; rozdział Lęk i życie popędowe] czyni podobne rozróżnienie między lękiem „obiektywnym” a „neurotycznym”, opisując pierwszy typ jako „zrozumiałą reakcję na niebezpieczeństwo”.

2 Jest to po prostu parafraza jednego z aspektów podstawowego odkrycia Freuda dotyczącego znaczenia czynników nieświadomych.

3 Zob. S. Rado, An Over-Solicitous Mother.

4 Z. Freud zawsze zwracał uwagę na tę sprawę, podkreślając, że zanik objawów nie stanowi wystarczającego dowodu wyleczenia.

5 H. Schultz-Hencke w Einfuehrung In die Psychoanalyse położył szczególny nacisk na pierwszorzędne znaczenie Luecken, to jest luk występujących w życiu i osobowości neurotyków.

Marzec 7, 2009 - Posted by | psychologia

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: