Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Niezwykłe wtajemniczenia

Poniżej prezentuje wybrane prze zemnie fragmenty z pewnej książki.

(…)…manuskrypt pochodzi z roku mniej więcej sześćsetnego przed naszą erą. Przepowiada całkowitą transformację ludzkości.

(…) to rodzaj odrodzenia świadomości, które odbywa się bardzo powoli. Nie jest natury religijnej, to proces duchowy. Odkrywamy coś nowego na temat istoty ludzkiego życia na naszej planecie, na temat naszego istnienia,  (…) ta wiedza w dramatyczny sposób zmieni cała ludzką kulturę i cywilizację.

(…) cały manuskrypt jest podzielony na części czy rozdziały, z których każdy jest poświęcony jednemu „wtajemniczeniu”. Manuskrypt przepowiada, że jeszcze za naszych czasów ludzie zaczną rozumieć te wtajemniczenia, jedno po drugim, i stopniowo wszyscy będziemy się zmieniać i przechodzić do zupełnie nowej, duchowej kultury, która zapanuje na Ziemi.

  1. Masa krytyczna

    Przemiana, transformacja rozpoczyna się od pierwszego wtajemniczenia. (…) zwykle objawia się się ono najpierw podświadomie jako głębokie uczucie niespełnienia, niepokoju, poszukiwania.
    – Poszukiwania?
    – Tak.
    – Ale czego szukamy?
    – No właśnie! Na początku nie jesteśmy pewni. Według manuskryptu zaczynamy mieć przebłyski pewnych alternatywnych doznań… miewamy takie chwile w życiu, kiedy czujemy się jakoś inaczej, bardziej obecni, twórczy… Ale nie mamy pojęcia, na czym polega to doświadczenie i co zrobić, by je zatrzymać. Kiedy się kończy, odczuwamy brak, niepokój, bo po takiej chwili normalnie życie wydaje się już zbyt puste i zwyczajne…

    (…) Wszyscy szukamy w życiu spełnienia i nie chcemy się godzić na żadną mierność czy „mniejsze zło”. Uważam, że właśnie ten niepokój stoi za egocentryczną postawą „teraz ja”, „ja pierwszy”, tak charakterystyczną w ostatnich czasach. To przecież jest widoczne wszędzie, od ulicznych gangów po Wall Street.

    A jeśli chodzi o związki, to staliśmy się tak wymagający, że te związki prawie nie mogą istnieć! (…) oboje partnerzy są zbyt wymagający, jeśli każde z nich oczekuje, że drugie będzie żyło w jego czy jej świecie, że zawsze dołączy się do jego czy jej wybranych zajęć, to nieuchronnie zaczyna się wielka bitwa na ego. (…) przez tę walkę o przejęcie kontroli będzie nam coraz trudniej pozostawać długo z jedną osobą.

    (…) pierwsze wtajemniczenie wydarza się wtedy, kiedy zaczynamy być świadomi zbiegów okoliczności w naszym życiu. (…)

    (…) Czy miałeś kiedyś przeczucie albo intuicję na temat czegoś, co chciałbyś robić? Na przykład jakiegoś kierunku w życiu, który chciałeś obrać? I zastanawiałeś się, jak by wtedy twoje życie wyglądało? A potem, kiedy już zupełnie zapomniałeś o tamtych planach i zająłeś się czymś innym, nagle spotkałeś kogoś lub poszedłeś gdzieś i to doprowadziło do spełnienia tamtego pomysłu? Bo widzisz, (…) takie zbiegi okoliczności zaczynają się przytrafiać coraz częściej, a kiedy tak się dzieje, w pewnej chwili orientujemy się, że to musi być coś więcej niż tylko zwykły przypadek. To tak, jakby działało przeznaczenie, jakby naszym życiem kierowała jakaś nieznana siła. I wtedy czujemy, że uczestniczymy w tajemnicy, to nas ekscytuje, w rezultacie zaczynamy pełniej żyć. (…) to właśnie dotknięcie owego mistycznego doświadczenia, i że z każdym dniem coraz więcej osób upewnia się, iż takie tajemnicze wydarzenia są jak najbardziej realne. I są dowodem na to, że za naszym codziennym życiem kryje się coś więcej. Ta świadomość to właśnie pierwsze wtajemniczenie.

    (…) Pierwsze wtajemniczenie mówi o ukrytej tajemnicy, która otacza nasze życie na tej planecie. Doświadczamy nadzwyczajnych zbiegów okoliczności i choć ich jeszcze nie rozumiemy, wiemy, że one naprawdę istnieją. Znowu, jak kiedyś w dzieciństwie, czujemy, że jest jeszcze inna strona życia, i że musimy ją odkryć… Jak to powiedzieć.. że pod płaszczykiem codzienności odbywa się jeszcze jakiś zupełnie inny proces…

    (…) Oczywiście, że tych rzeczy doświadczano od dawna i pisano o tym. (…) pierwsze wtajemniczenie nie jest niczym nowym. (…) ludzie byli od tysięcy lat świadomi niewytłumaczalnych zbiegów okoliczności, (…) ten rodzaj percepcji dał początek wielu poszukiwaniom filozoficznym i religijnym. Różnica polega tylko na ilości. (…) transformacja może się wydarzyć właśnie w naszych czasach, bo dopiero teraz tę świadomość osiąga coraz więcej ludzi, i to wszyscy równocześnie.

    (…) manuskrypt wskazuje, iż w szóstej dekadzie dwudziestego wieku niezwykle wzrośnie liczba osób świadomych tego, iż kierują nimi zbiegi okoliczności. I że będzie tych ludzi coraz więcej, aż gdzieś blisko początku kolejnego stulecia zostanie osiągnięta taka liczba… coś w rodzaju „masy krytycznej”… Manuskrypt przepowiada (…) że gdy dojdziemy do poziomu tej masy krytycznej, wtedy cała ludzkość zacznie traktować poważnie owe tajemnicze zbiegi okoliczności. I wtedy już wszyscy zaczniemy się zastanawiać nad tym, jakie procesy sterują ludzkim życiem na naszej planecie. I właśnie to pytanie, zadane w tym samym czasie przez dostateczną liczbę ludzi, otworzy naszą świadomość na kolejne wtajemniczenia… Bo według manuskryptu, jeśli wielu ludzi zada sobie pytanie, co tak naprawdę oznacza życie, to zaczniemy odkrywać odpowiedź. I ujawnią się kolejne wtajemniczenia, jedno po drugim…

    Pierwsze wtajemniczenie mówi o ukrytej tajemnicy, która otacza nasze życie na tej planecie. Doświadczamy nadzwyczajnych zbiegów okoliczności i choć ich jeszcze nie rozumiemy, wiemy, że one naprawdę istnieją. Pierwsze wtajemniczenie wydarza się wtedy, kiedy zaczynamy być świadomi zbiegów okoliczności w naszym życiu, oraz poważnie je traktujemy. Świat jest cudownym i tajemniczym miejscem! D. J.
    Tekst z: „synteza wtajemniczeń”
  2. Dłuższe teraz

    (…) ważny jest światopogląd, jaki panował w danym okresie historii, to znaczy, co ludzie wtedy myśleli i czuli. (…) Historia powinna dostarczyć wiedzy na temat okresu dłuższego niż ten, w którym toczy się nasze życie (…) Zatem historia to nie tylko ewolucja technologii, postęp cywilizacji. To przede wszystkim ewolucja myśli. Dopiero w pełni rozumiejąc rzeczywistość ludzi, którzy żyli przed nami, możemy pojąć, dlaczego patrzymy na świat akurat w taki, a nie inny sposób, i jaki jest nasz wkład w przyszły postęp. Inaczej mówiąc, możemy zobaczyć, w jakiej chwili rozwoju cywilizacji dołączamy do drużyny, a wtedy łatwiej się zorientować, w jakim kierunku powinniśmy zmierzać. (…) Drugie wtajemniczenie ma nam dać właśnie taką perspektywę, to znaczy, przynajmniej z punktu widzenia myśli Zachodu. Ten punkt widzenia umieszcza zmiany przepowiedziane w manuskrypcie w szerszym kontekście, tak że wydają się nie tylko możliwe, ale wręcz nieuniknione.

    (…) Drugie wtajemniczenie (…) umieszcza nasz dzisiejszy poziom świadomości w szerszej perspektywie. Przecież wraz z końcem tej dekady zakończy się nie tylko kolejny wiek, ale całe tysiąclecie ludzkiej historii. Zbliżamy się do końca drugiego millenium. I zanim my, ludzie Zachodu, pojmiemy, w jakim punkcie jesteśmy i co się jeszcze wydarzy, musimy zrozumieć, co tak naprawdę się działo przez ostatnie tysiąc lat.

    (…) u schyłku drugiego millenium, czyli teraz, zdołamy ujrzeć cały ten okres historyczny jako całość i zauważymy pewne ukierunkowanie, które niemal jak nałóg całkowicie opanowało szczególnie drugą połowę tego tysiąclecia, czyli tak zwaną erę nowożytną. To, że zaczynamy sobie teraz zdawać sprawę z niezwykłych zbiegów okoliczności, jest znakiem, iż otrząsamy się z owego myślowego nawyku.

    (…) Zamknij oczy, zrelaksuj się, weź głęboki oddech. Teraz wyobraź sobie, że żyjesz w roku tysięcznym, w czasach zwanych obecnie średniowieczem. Twój świat i cała rzeczywistość są ściśle opisane przez Kościół katolicki i jego dostojników. Oni mają wielką władzę i ogromny wpływ na ludzkie umysły. To, co określają jako świat realny, jest przede wszystkim światem duchowym. Tworzą rzeczywistość, w której centralnym punktem jest boski plan, jakim oni go pojmują i definiują… Zobacz to, zwizualizuj sobie. Urodziłeś się w tej samej klasie społecznej co twój ojciec i czy jesteś chłopem czy arystokratą, wiesz, że zawsze już będziesz do tej klasy należał. Nieważne jednak kim jesteś i jaką pracę wykonujesz, bo zdajesz sobie sprawę z tego, że twoja społeczna pozycja jest drugorzędna w stosunku do owej duchowej rzeczywistości kreowanej przez kler. Wiesz, że żyjesz po to, by zdać duchowy egzamin. Kościół tłumaczy ci, że Bóg umieścił człowieka w centrum wszechświata w jednym tylko celu: by osiągnął on zbawienie. Podczas tej wielkiej próby, jaką jest życie, musisz wciąż wybierać między dwoma potężnymi mocami: Bogiem i pokusami szatana. Pamiętaj jednak, że nie jesteś na tę próbę wystawiony sam, właściwie jako jednostka niewiele masz do powiedzenia. Wszystkim zajmuje się kościół. To kler za ciebie tłumaczy Pismo Święte i w każdej chwili mówi ci, czy postępujesz zgodnie z boskimi prawami, czy też oszukuje cię diabeł. Jeśli przestrzegasz ich nakazów, to możesz być pewien, że po śmierci czeka cię nagroda. Jeżeli jednak nie utrzymasz się na ścieżce, którą wyznaczyli, to… no cóż… zostaniesz wyklęty i skazany na pewne potępienie.

    (…) Manuskrypt mówi tutaj, jak ważne jest zrozumienie, iż każdy aspekt średniowiecznego życia został zdefiniowany w kategoriach duchowych, nadprzyrodzonych. Wszystkie zjawiska, od zwykłej burzy aż po trzęsienia ziemi, od drobnych plonów po śmierć kogoś bliskiego, są określone albo jako wola boża, albo złośliwość diabła. Nie ma pojęcia klimatu, ruchów tektonicznych, wegetacji roślin, choroby. To wszystko pojawia się później. W tej chwili absolutnie wierzysz przedstawicielom Kościoła; światem, w którym żyjesz żądza wyłącznie boskie prawa. Niepokoi cię jednak to, że kler uważa się za jedynego pośrednika pomiędzy Bogiem a tobą. Pamiętaj, tylko im wolno interpretować Biblię, tylko oni przesądzają o twoim zbawieniu. I nagle znajdujesz się w środku wielkiego powstania, rebelii. Grupa, której przewodzi Marcin Luter, nawołuje do zerwania z władzą papieską. Mówią, że duchowni są skorumpowani i domagają się odebrania im władzy nad ludzkimi umysłami. Powstają nowe Kościoły oparte na przesłaniu, iż każdy człowiek powinien mieć dostęp do Pisma i móc je interpretować jak chce, bez pośredników. Patrzysz z niedowierzaniem, jak ten bunt osiąga sukces. Kler przegrywa. Ci ludzie, którzy przez całe wieki określali rzeczywistość, teraz na twoich oczach tracą wiarygodność. Cała dotychczasowa interpretacja świata staje pod znakiem zapytania. Załamuje się prosta i jasna wizja wszechświata i miejsce, jakie zajmuje w nim człowiek. Wraz z innymi ludźmi zachodniej cywilizacji znajdujesz się teraz w dziwnym, niepewnym miejscu. Przede wszystkim przyzwyczaiłeś się, że zawsze istniał autorytet, który za ciebie opisywał świat. Bez niego czujesz się zagubiony i zdezorientowany. Zadajesz sobie pytanie: Jeśli kościelny opis rzeczywistości i definicja sensu życia nie są prawdziwe, to co jest prawdą?

    (…) To był straszny wstrząs. Stary porządek świata dosłownie się walił. Do tego w szesnastym wieku astronomowie udowodnili bezspornie, że Słońce i gwiazdy nie wirują wokół Ziemi, jak utrzymywał Kościół. Ziemia okazała się jedynie niewielką planetą, która krąży wokół niespecjalnie ważnego Słońca w galaktyce złożonej z bilionów takich gwiazd…

    (…) To ważne. Ludzkość straciła swoje miejsce w centrum boskiego wszechświata. I widzisz, co się dzieje? Teraz, kiedy obserwujesz pogodę czy wschodzące plony, albo kogoś, kto nagle umiera, jesteś zaskoczony, przerażony. Dawniej mogłeś powiedzieć sobie, że to Bóg jest za wszystko odpowiedzialny albo ewentualnie diabeł. Kiedy jednak złamał się średniowieczny światopogląd, straciłeś tę pewność. Wszystko, co brałeś za ostateczne, domaga się nagle nowego wytłumaczenia. Zwłaszcza natura Boga i twoja z nim relacja. I właśnie z tą świadomością i niepewnością wchodzisz w czasy nowożytne. Rosną nastroje demokratyczne, kwestionuje się autorytety królewskie i papieskie. Opis wszechświata oparty na duchowych przesłankach i Piśmie nie jest już bezkrytycznie akceptowany. Jednak ludzkość czegoś się nauczyła. Pomimo niepewności, która nas dręczy, nie chcemy już, by ktokolwiek całkowicie kontrolował naszą rzeczywistość tak, jak robił to Kościół. I gdybyś wtedy żył, brałbyś udział w nadaniu nauce nowego mandatu wyborczego.

    (…) No, gdybyś wtedy spojrzał na ten wielgachny, niezdefiniowany wszechświat, pomyślałbyś – tak jak myśliciele tamtych czasów – że trzeba wyznaczyć jakiegoś reprezentanta, który podejmie się misji poukładania wszystkiego od nowa, i to tak, by zadowolić wszystkich zainteresowanych. Takiego dobrego polityka. Wybrano naukę, a raczej to, co dziś nazywamy naukowym punktem widzenia czy naukowym myśleniem. Chodziło o nowy sposób odkrywania i opisywania rzeczywistości, sprawdzania różnych pomysłów na temat tego, jak ten wszechświat jest urządzony, jakie panują w nim prawa. Trzeba więc było przygotować wyprawy i odkrywców, którzy na tę historyczną misję wyruszą, oczywiście uzbrojeni w naukowe metody. Postawiono im takie zadanie: zbadaj ten świat, odkryj, jak działa, i powiedz nam, co to znaczy, że w nim żyjemy. Tak więc w tamtych czasach wiedziałeś już, że bezpowrotnie utraciłeś pewność na temat świata całkowicie rządzonego przez Boga, a zatem i pewność co do natury samego Boga. Czułeś jednak, że masz broń, masz metodę, ba, cały proces, dzięki któremu odkryjesz odkryjesz prawdziwą istotę wszystkiego, co cię otacza, oczywiście nie wyłączając Boga i prawdziwego celu istnienia ludzkości na tej planecie. Zatem rozesłałeś po świecie swoich badaczy, by zebrali dane i zdali ci ze wszystkiego relacje.

    (…) Manuskrypt mówi (…) że właśnie w owej chwili zaczęła się ta prawidłowość, ów nawyk, z którego dopiero teraz próbujemy się otrząsnąć. Bo uczeni mieli nam dostarczyć pełnego wyjaśnienia istoty naszego bytu, ale świat okazał się zbyt skomplikowany… Nie wrócili na czas.
    – O jaki nawyk chodzi?
    – Przenieś się znowu w tamte czasy. Kiedy naukowe metody zawiodły i nie potrafiły przedstawić nam nowego obrazu Boga i celu ludzkiego istnienia, brak pewności niezwykle silnie wpłynął na całą kulturę Zachodu. Zanim znajdzie się odpowiedź na pytania, potrzebowaliśmy czegoś w zamian. W końcu doszliśmy wspólnie do bardzo logicznego na pozór wniosku. Stwierdziliśmy: no cóż, skoro uczeni nie wyjaśnili nam prawdy o naszej duchowej sytuacji, to czekając na odpowiedź, zajmiemy się raczej realnym światem. Nauczyliśmy się przecież tak wielu nowych rzeczy, by móc nim manipulować, dlaczegoż więc nie poświęcić się poprawieniu jakości życia, zdrowia, poczucia bezpieczeństwa w tym świecie? (…) I dokładnie to zrobiliśmy. Cztery wieki temu! Wzięliśmy sprawy w swoje ręce. Przestaliśmy się przejmować tym, że jesteśmy zagubieni i nie znamy odpowiedzi na ważne pytania. Rozpoczęliśmy podbój planety, walkę o poprawę naszego bytu. I dopiero teraz, kiedy zbliżamy się do nowego millenium, możemy z dystansu ocenić, co się naprawdę stało. Bo gdzieś po drodze nasze staranie o opanowanie materialnego świata stało się celem samym w sobie. Całkowicie się zatraciliśmy w tworzeniu bytowego bezpieczeństwa, które miało nam zastąpić utracone bezpieczeństwo duchowe. Pytanie, od którego wszystko się zaczęło, czyli to, dlaczego w ogóle żyjemy, co dzieje się z nami w wymiarze duchowym, zostało zepchnięte gdzieś na margines życia, aż w końcu całkiem zapomniane.

    (…) Praca nad tym, by żyć w coraz lepszych warunkach, stała się naszym życiowym celem. I tak powoli, ale metodycznie, zapominaliśmy o pierwotnym pytaniu… W końcu zapomnieliśmy, że przecież wciąż nie wiemy, po co w ogóle żyjemy.

    (…) my wszyscy wciąż jesteśmy zajęci, niemal opętani. Punkt widzenia ukazany przez manuskrypt sporo wyjaśnia. Pewnie znasz wielu pracoholików, którzy wciąż gonią wczorajszy dzień, zapadają na choroby wywołane stresem, a jednak nie mogą zwolnić. Nie mogą zwolnić, bo mają już ten nawyk, ogarnął ich nałóg, a ciągłe zajęcia i praca zastępują im refleksję. Życie sprowadza się wtedy jedynie do spraw praktycznych. Dzięki temu można zapomnieć o niepewności, o pytaniu, po co w ogóle się żyje. Można pokonać lęk… Drugie wtajemniczenie wydłuża naszą świadomość czasu historycznego… To takie „dłuższe teraz”. Pokazuje nam, jak obserwować kulturę nie tylko z dzisiejszej perspektywy, ale z perspektywy całego tysiąclecia. W ten sposób widząc jasno wszystkie procesy, możemy się wznieść ponad nie. Właśnie doświadczyłeś tej wydłużonej historii. I możesz już żyć w „dłuższym teraz”. Kiedy spoglądasz na świat, możesz jasno dostrzec tę obsesję, ten nałóg martwienia się jedynie o postęp ekonomiczny.

    (…) Nikt nie mówi, że to coś złego. Manuskrypt jasno twierdzi, że było to koniecznym etapem rozwoju i ludzkiej ewolucji. Ale spędziliśmy już dość czasu na „oswajaniu” i poznawaniu materialnego świata. Najwyższy czas obudzić się z amoku i wrócić do podstawowego pytania. Co się kryje za zjawiskiem życia na naszej planecie? Po co tu naprawdę jesteśmy?

    (…) Drugie wtajemniczenie pokazuje, że konieczna jest nam nowa świadomość. W naszej kulturze i cywilizacji doszliśmy chyba do kulminacji. Osiągnęliśmy to, co założyliśmy sobie przed wiekami, i nadszedł czas, by zmienić myślowe nawyki i zacząć się troszczyć o coś innego. Niemal namacalnie czułem, że era nowożytna powoli zwalnia tempo w miarę zbliżania się millenium. Obsesja, która trwała czterysta lat, została zaspokojona. Stworzyliśmy materialne środki zabezpieczające przetrwanie i ludzkość wydaje się gotowa… by znów szukać odpowiedzi na pytania, dlaczego w ogóle to robiliśmy.

    Drugie wtajemniczenie umieszcza nasz dzisiejszy poziom świadomości w szerszej perspektywie. Powinniśmy dostrzec to, kim jesteśmy oraz co tak naprawdę działo się i kształtowało społeczeństwo w naszej cywilizacji i nas samych, poprzez ostatnie tysiąclecia, jak i lata naszego życia. Co było ich myślą przewodnią? Powinniśmy sobie zdać sprawę z tego, co nas kształtuje i jaki duch przyświeca wszystkiemu temu, co robimy w danym wieku, epoce lub roku. To, kim jesteśmy i w jaki sposób myślimy nie bierze się z powietrza! Gdy zaczynamy zdawać sobie sprawę z niezwykłych zbiegów okoliczności, jest to znak, że zaczynamy otrząsać się z naszych myślowych nawyków. Zmieniamy nasze widzenie świata. Prowadzi to do otwartości, czyli zrozumienia tego, na czym świat naprawdę polega. Wiele rzeczy nami powoduje. Zostajemy wychowani według pewnego dobrze znanego i sprawdzonego procesu, który socjalizuje nas w społeczeństwie. Tym samym określane są nasze powody i role w grupie ludzi. Zamyka nas to w pewnym konkretnym sposobie postrzegania rzeczywistości. Jest nam wtedy trudniej dostrzec szerszą perspektywę wydarzeń, nie wspominając już nawet o całkowicie odmiennych sposobach postrzegania rzeczywistości.
    Tekst z: „synteza wtajemniczeń”
  3. Istota energii

    (…) Ono opisuje nowy sposób pojmowania świata fizycznego. Mówi, że my, ludzie, nauczymy się postrzegać taki rodzaj energii, który do tej pory był dla nas niewidzialny.

    (…) Przypomnij sobie drugie wtajemniczenie. Po kryzysie średniowiecznego światopoglądu ludzie Zachodu zdali sobie nagle sprawę z tego, że żyją w świecie, którego praktycznie w ogóle nie znają. Wiedziano, że aby zgłębić jego naturę, koniecznie trzeba się nauczyć oddzielać fakty od przesądów. I w tym momencie naukowcy obrali drogę znaną dziś jako naukowy sceptycyzm, czyli metodę która wymaga niepodważalnych dowodów dla każdego nowego przypuszczenia czy odkrycia. Zanim w cokolwiek uwierzymy, musimy mieć dowody, i to takie, które można zobaczyć, dotknąć, zważyć, zmierzyć. Każde odkrycie, którego nie można wytłumaczyć prawami fizyki, było jeszcze do niedawna odrzucone. I ten system się sprawdzał w odniesieniu do podstawowych zjawisk zachodzących w przyrodzie, kiedy mieliśmy do czynienia z przedmiotami, roślinami, ze wszystkim, co każdy mógł zobaczyć, niezależnie od swego sceptycyzmu. Szybko nazwano każdą cząstkę naszego fizycznego świata, wciąż próbując zrozumieć, dlaczego działa on tak, a nie inaczej. Wysnuto wniosek, że w naturze wszystko się dzieje zgodnie z jakimś fizycznym prawem, że każde zdarzenie ma swoją bezpośrednią i zrozumiałą przyczynę.

    (…) nauka systematycznie wykluczyła ze świata wszystko, co niepewne, ezoteryczne, tajemnicze. Idąc za rozumowaniem Isaaca Newtona, przyjęliśmy założenie, że natura jest przewidywalna, że działa jak jakaś olbrzymia machina, a to dlatego, że przez bardzo długi czas tylko takie zjawiska dawały się udowodnić. Zdarzenia, które występowały jednocześnie z innymi, nie mając związku przyczynowo-skutkowego, zaliczano do zbiegów okoliczności, zwyczajnych przypadków. A potem nastąpiły dwa odkrycia, które na powrót otworzyły nam oczy na tajemnice tego świata. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat sporo się mówi i pisze o wielkiej rewolucji w fizyce, ale te wszystkie zmiany tak naprawdę mają swe źródło w dwóch głównych odkryciach: w mechanice kwantowej i w dziele Alberta Einsteina… Einstein poświęcił całe życie, by udowodnić, że to, co uważamy za stałą materię, nie wyłączając ludzi, jest w rzeczywistości pustą przestrzenią, w której poruszają się cząstki energii, zwane cząstkami elementarnymi, i spróbujemy zobaczyć, jak one się zachowują, to już sama nasza obserwacja wpłynie na ich zachowanie. To tak, jakby te cząstki zachowywały się zgodnie z tym, czego oczekuje od nich obserwator. Mogą wykonywać ruchy pozornie niemożliwe według znanych nam dotychczas praw: pojawiać się równocześnie w dwóch miejscach, wędrować w czasie w przód i w tył, tego typu historie.

    (…) Innymi słowy, można powiedzieć, że na najbardziej podstawowym poziomie to, z czego składa się nasz świat, wygląda po prostu jak czysta energia, która może ulegać zmianom zgodnie z ludzkimi oczekiwaniami i intencjami, i to w sposób, który całkowicie burzy nasz dotychczasowy mechaniczny model wszechświata. To tak, jakby już same nasze oczekiwania czy pragnienia sprawiały, iż nasza energia „wypływa” na zewnątrz i działa na inne systemy energetyczne. A to przecież dokładnie to samo, co przepowiada trzecie wtajemniczenie!

    (…) trzecie wtajemniczenie objaśnia nowy, zmieniony sposób rozumienia fizycznego świata. (…) gdzieś pod koniec drugiego millenium ludzie odkryją nowy rodzaj energii, która leży u podstaw wszystkiego, również istoty człowieka, i która promieniuje za zewnątrz.

    (…) manuskrypt mówi, że umiejętność odbierania tej energii zaczyna się od podwyższonej wrażliwości na piękno. (…) Percepcja piękna to jakby rodzaj barometru, który mówi ci, jak daleko jesteś od tego, żeby odbierać energię.

    (…) Rzeczy, które postrzegamy jako piękne, mogą być różne, ale zwykle przypisuje się im podobne cechy. (…) Jeśli coś uderza cię swoim pięknem, to ma pewną wyrazistość, obecność, żywość koloru, prawda? Wyróżnia się. Błyszczy. W porównaniu z innymi obiektami wydaje się niemal promieniować.

    (…) To miejsce woła do ciebie, rzuca się w oczy. Kształty i kolory wydają się tutaj intensywniejsze, żywsze. A kolejny stopień percepcji to możliwość ujrzenia pola energetycznego, które to wszystko otacza.

    (…) stare sceptyczne podejście świetnie się sprawdzało, dopóki badano oczywiste i powszechnie widoczne zjawiska natury, jak rośliny, słońce, burze i grzmoty. Istnieje jednak inna grupa zjawisk, które można zaobserwować, ale są one o wiele bardziej subtelne… To znaczy, nie jest wstanie ich dostrzec ten, kto nie zapomni o swoim sceptycyzmie i nie dołoży wszelkich starań. Ale jeśli raz już osiągnie się umiejętność postrzegania tych zjawisk, to można je badać normalnymi, naukowymi metodami.

    (…) Marjorie wskazała na najbliższą roślinkę. – Staramy się nie nie patrzeć jak na zamknięte systemu energetyczne. Dostarczamy im wszystkiego, czego mają potrzebować, to znaczy gleby, nawozów, wilgoci, światła. Odkryliśmy, że cały ekosystem wokół każdej rośliny jest jednym wspólnym organizmem. I że zdrowie każdej części tego systemu wpływa na zdrowie całości.

    (…) Jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, że odkąd zaczęliśmy brać pod uwagę również energię wokół roślin, otrzymujemy fantastyczne rezultaty. Rośliny z tych poletek nie są specjalnie większe od innych, ale mają o wiele wyższe wartości odżywcze. (…) Zawierają więcej protein, węglowodanów, witamin, minerałów… (…) Odkryliśmy, że największą wartość mają rośliny… którym ludzie poświęcają swoją uwagę. (…) codziennie doglądając, przekopując ziemie, osobiście podlewając… Zrobiliśmy eksperyment z grupą kontrolną: na niektóre rośliny zwracano szczególną uwagę, na inne nie. Wyniki się potwierdziły. No i wtedy poszliśmy dalej: opiekunowie mieli nie tylko poświęcać im uwagę, ale codziennie w myślach prosić je, by rosły mocniejsze. (…) Dosłownie ktoś przy roślinach siada i całkowicie koncentruje się na ich wzroście.
    – I co, są silniejsze?
    – w bardzo dużym stopniu. I do tego rosną o wiele szybciej,

    (…) Powiedział, że najbardziej interesuje go funkcjonowanie organów ludzkiego ciała, które mierzy się specjalistycznymi testami krwi. Zwłaszcza to, w jaki sposób wpływa na nie jakość spożywanego jedzenia. Przyznał, że zafascynowało go tutaj niezwykłe odkrycie: sprawdzono, że rośliny organiczne uprawiane w Viciente rzeczywiście podnoszą wydajność ludzkiego organizmu, tyle że wzrost jest tak duży, iż nie można go absolutnie wytłumaczyć wpływem jedynie składników odżywczych zawartych w tych roślinach. Dzieje się coś, czego nie potrafi wyjaśnić współczesna chemia i fizjologia. Najwidoczniej jest w tych roślinach coś jeszcze, co daje tak niespotykane wyniki. (…) Czy to znaczy, że poświęcanie tym roślinom specjalnej uwagi polepsza kondycję osób, które je potem jedzą? Czy chodzi tu o energię, o której wspomina manuskrypt?

    (…) nie mogłem się powstrzymać, żeby do czasu do czasu nie zerkać na Marjorie. Nagle wydała się niezwykle piękna. (…) Niezwykle mnie pociągała. Lecz kiedy tylko zdałem sobie z tego sprawę, odwróciła głowę, spojrzała mi prosto w oczy, a potem szybko cofnęła się o kilka kroków.
    – Muszę się z kimś spotkać. (…) Może się jeszcze zobaczymy, później. (…) zniknęła za pawilonem.
    (…)
    Marjorie odczytała zmianę w twoim biopolu. (…) W polu energetycznym wokół twojego ciała. (…) jeśli ktoś myśli o seksie, jego pole energetyczne zaczyna jakby wirować – „wyrywa” się w kierunku osoby, która go pociąga.

    (…) Okazuje się, że ludzie którzy widzą energię, żywią się głównie organicznymi roślinami o wyjątkowych właściwościach, które się tu uprawia. (…) kiedy tylko zmuszę się, żeby jeść, jak trzeba, to wtedy tak, zapewniam pana, że coś widzę.

    (…) Oprzyj się o pień, wyciągnij ręce przed siebie i zetknij czubki palców wskazujących. Tak, żeby palce były na tle nieba. Teraz rozłącz je na jakiś centymetr i spójrz w miejsce pomiędzy nimi. (…) w pewnym momencie jakoś tak od niechcenia spojrzałem na przestrzeń pomiędzy palcami. Obie opuszki były lekko zamazane, i w tej chwili zobaczyłem coś jakby smużki dymu wychodzące z moich palców. (…) Sprawdzimy teraz, czy zobaczysz to – powiedziała Sarah, siadając naprzeciw „mojego” filodendrona. Otaczająca Sarah poświata białego światła jakby rozciągnęła się w stronę rośliny i otuliła ją. Po chwili własna poświata filodendrona stała się mocniejsza i znacznie się powiększyła.

    (…) Niektórzy mają tę zdolność, a inni nie

    (…) już nie widzę energii! (…) Wystarczy drobiazg, żeby stracić koncentrację

    (…) Zastanów się na swoim życiem. Stara teoria Newtona mówi, że wszystko zdarza się przypadkiem, że oczywiście może nam się uda podjąć odpowiednie decyzje i na niektóre rzeczy się przygotować, lecz każde wydarzenie na świecie ma swoją własną drogę przyczynowo-skutkową zupełnie niezależną od naszego nastawienia… Jednak w świetle tych ostatnich odkryć współczesnej fizyki możemy całkiem poważnie zastanowić się nad tym, czy przypadkiem wszechświat nie jest jednak bardziej dynamiczny, niż dotąd uważano. Być może rzeczywiście podstawy jego funkcjonowania stanowią niezależne mechanizmy, ale jest tam również miejsce na pewne subtelne zmiany, które są skutkiem mentalnej energii, którą my, ludzie, projektujemy. To znaczy… czemu nie? Pomyśl tylko, jeśli potrafimy sprawić, że rośliny rosną szybciej, to może potrafimy również przyspieszyć pewne zdarzenia albo je oddalać, w zależności od tego, co myślimy?

    (…) No dobra, teraz mnie zdołowałeś. (…) To nie ja, bracie. To skutek opuszczenia Viciente. Tamtejsza energia nakręca jak dobre drinki. (…) Pamiętaj, kiedy się wyjeżdża z takiego miejsca, zostaje się na łasce swojej energii.

    Trzecie wtajemniczenie rozpoczyna nowy sposób istnienia. Określa fizyczny świat jako czystą energię. Świat jest znacznie bardziej subtelny niż nam się wydaje. Np. poprzez uwrażliwienie na piękno możemy dostrzec, że wszystko co nas otacza wcale nie jest takie jakim już go poznaliśmy dzięki procesowi socjalizacji… Poprzez dostrzeganie istoty piękna możemy nauczyć się widzieć pola energetyczne wszelkich żywych istot. Cały wszechświat jest stworzony z energii, możemy wpływać na wszystko co żyje, zależy to jednak od tego, co zrobimy z tą częścią energii, która należy do nas, nad którą możemy zapanować… Kiedy to się stanie, bardzo szybko nasze rozumienie świata fizycznego ulegnie radykalnej zmianie. Np. widząc biopole tego czym się odżywiamy, będziemy bardziej świadomie wybierać pożywienie, które wciąż ma energie witalną. Najwięcej energii pochodzi z starych naturalnych środowisk, a najmniej z rzeczy poddanych procesowi wielokrotnego przetworzenia. Zatrzymanie wyuczonego i niejako zaprogramowanego w nas opisu świata wiedzie do nowych rodzajów jego opisu i jego postrzegania, są zdecydowanie pełniejsze i doskonalsze od tego, który został nam nieświadomie narzucony. Ignorancja niczego nie tłumaczy
    Tekst z: „synteza wtajemniczeń”
  4. Walka o moc

    (…) Zajmuje się konfliktami, tym, dlaczego ludzie stosują wobec siebie przemoc. Wiemy, że przemoc rodzi się z ludzkiej potrzeby kontroli i dominacji nad innymi, ale dopiero ostatnio pojawiły się badania, które przedstawiają ten problem niejako od wewnątrz, z punktu widzenia świadomości jednostki. Zaczęto pytać, co takiego dzieje się z człowiekiem, że chce mieć kontrolę nad innymi. I stwierdzono, że kiedy na przykład jedna osoba podchodzi do drugiej i zaczyna rozmawiać, a takie sytuacje zdarzają się przecież na świecie codziennie miliardy razy, może nastąpić jedna z dwóch rzeczy. Ta osoba odejdzie po rozmowie i będzie się czuła albo wzmocniona, albo osłabiona, zależnie od tego, jak spotkanie przebiegało.
    (…)
    No i właśnie dlatego, niemal zawsze, choćby podświadomie manipulujemy innymi. Niezależnie od tego, o czym jest rozmowa, w jakich okolicznościach, zawsze gotowi jesteśmy powiedzieć to, co konieczne, by odnieść „zwycięstwo”. Każdy szuka jakiegoś sposobu, by przejąć kontrolę i znaleźć się „na górze”. Jeśli się uda, jeśli wygra nasze zdanie, wtedy czujemy się psychicznie silni, podbudowani… Innymi słowy, ludzie szukają sposobów, by pokonać i kontrolować innych, wcale nie dlatego, że próbują, że daje im to świetne samopoczucie. To dlatego na świecie istnieje tyle zupełnie irracjonalnych konfliktów, zarówno na poziomie jednostek, jak i całych narodów. Specjaliści w mojej branży są zgodni, że ludzie coraz bardziej zdają sobie z tego sprawę. Wiemy już, że manipulujemy sobą nawzajem, staramy się więc zrozumieć, na czym to polega. Szukamy innych sposobów porozumiewania się. I myślę, że to właśnie jest częścią nowego światopoglądu, o którym mówi manuskrypt.

    (…) Siadajcie, siadajcie – zachęcał po angielsku gospodarz, odsuwając krzesła i krzątając się wokół stołu. Za nim stała starsza kobieta, najwidoczniej jego żona, i młoda dziewczyna, mogła mieć nie więcej niż piętnaście lat.
    Siadając, Wil niechcący strącił widelec ze stołu. Gospodarz spojrzał na kobietę, która z kolei rzuciła gniewne spojrzenie dziewczynie, że jeszcze nie pobiegła po nowy. Dziewczyna szybko wyszla do drugiego pomieszczenia i po chwili wróciła z widelcem. Wstydliwie podała do Wilowi. Plecy miała lekko zgarbione, ręka jej się trzęsła.
    (…)
    Gospodarz wyszedł z pokoju, ale starsza kobieta stała wciąż w pogotowiu, niemal na progu.
    Kiedy ona i jej córka przyniosły talerze z ciastem, dziewczyna zahaczyła łokciem o moją szklankę z woda, tak że trochę wylało się na stół. Starsza kobieta podbiegła natychmiast i krzycząc po hiszpańsku, odgoniła ją od stołu.
    – Bardzo przepraszam – powiedziała, wycierając wodę. – Ona jest taka niezdarna.
    W tym momencie dziewczyna wybuchnęła. Rzuciła talerzem z ciastem w matkę. Nie trafiła. Talerz rozbił się na kawałki na środku stołu, ciasto się rozsypało. Na to wrócił gospodarz. Wrzasnął coś, dziewczyna wybiegła.
    – O, bardzo, bardzo przepraszam – powtarzał, sprzątając.

    (…) Widziałeś tę dziewczynę? (…) To klasyczny przykład psychicznej przemocy. Tak właśnie wygląda sytuacja, kiedy ludzka potrzeba kontrolowania innych osiąga szczyt. Ten stary i kobieta całkowicie zdominowali dziewczynę. Widziałeś, jaka była nerwowa, cała skulona?
    (…) Jej rodzice nigdy nie ustąpią, więc jedyny dla niej ratunek to odpowiedzieć przemocą. To jedyny sposób, żeby sama mogła zdobyć choć trochę kontroli. Niestety, kiedy dorośnie, z powodu tych przeżyć w dzieciństwie, będzie myślała, że musi tak samo zachłannie zdobywać władzę nad innymi. Taki wzorzec zachowania jest w niej już głęboko zakodowany, więc kiedyś będzie tak samo despotyczna, jak jej rodzice, zwłaszcza wobec ludzi słabszych, wrażliwych, dzieci… Jestem pewien, że jej rodzice wynieśli ze swojego dzieciństwa takie same urazy, byli również zdominowani przez swoich rodziców. W ten sposób przemoc psychiczna jest przekazywana z pokolenia na pokolenie.

    (…) Czy widziałeś przepływ energii pomiędzy członkami tej rodziny? Rodzice dosłownie wysysali w siebie energię córki, mogli ją nawet zabić!

    (…) Ten ruch energii, jeśli będziemy go systematycznie obserwować, dowiemy się, co się dzieje z ludźmi, kiedy walczą ze sobą, kłócą się, a nawet ranią nawzajem. Co za to dostają? Kiedy mamy kontrolę, władzę nad innym człowiekiem, przejmujemy jego energię. Karmimy się nią czyimś kosztem, i to właśnie popycha nad do działania.

    (…) Ten facet to zło wcielone. (…) Pewnie sam jest tylko częściowo świadomy tego, co robi. Uważa, że ma prawo przejmować kontrolę nad sytuacją, a bez wątpienia już dawno temu nauczył się, że stosując pewne strategie, łatwo zdobywa władzę. Najpierw udaje twojego przyjaciela, potem znajduje u ciebie słaby punkt, w twoim przypadku było to poczucie zagrożenia. Powoli podważa twoje poczucie pewności siebie i przekonanie o słuszności wybranej drogi, aż sam zaczynasz przyznawać mu rację. I kiedy tylko tak się stanie, już cię ma. (…) To tylko jedna ze strategii, którymi ludzie się posługują, by zawładnąć energią innych.
    (…)
    On się wcale nie różni od większości ludzi. Po prostu robi to, dzięki czemu czuje się silniejszy. (…) Większość ludzi naprawdę nie jest tego świadoma. Wiemy jedynie, że czujemy się słabi, a kiedy mamy władzę nad innymi, czujemy się lepiej. Ale nie myślimy o tym, ile nasze dobre samopoczucie kosztuje drugą osobę. To jest jej energia, którą się posiłkujemy. Czy wiesz, że większość ludzi spędza całe życie, polując wciąż na energię innych?

    (…) Czasami druga osoba chce, żebyśmy jej pomogli określić czy wyjaśnić jej własną sytuację, i wtedy wspomaga nas swoją energią (…) To sprawia, że czujemy się silniejsi, ale jak sam się przekonasz, ten energetyczny dar nie jest trwały. Większość osób, (…) nie jest na tyle silna, by utrzymywać taki przekaz energii. Dlatego właśnie często nawet piękne, romantyczne związki w pewnym momencie zmieniają się w walkę o władzę. Ludzie łączą swoje zapasy energetyczne, ale potem kłócą się o to, kto będzie nimi zarządzał. I przegrany zawsze płaci wysoką cenę.

    (…) jedynym powodem, dla którego każdy konflikt nie może być natychmiast pokojowo zażegnany, jest zawsze to, że co najmniej jedna strona kurczowo się trzyma swojej irracjonalnej pozycji tylko po to, by zdobyć energię.

    (…) Wtajemniczenie mówiło o tym, że aby je pojąć, trzeba ujrzeć ludzki świat jako jedną wielką rywalizację o energię, a zatem walkę o władzę, o moc.
    A jednak, jeśli tylko ludzkość zrozumie ten mechanizm, będziemy mogli natychmiast rozwiązywać wszelkie konflikty. Uwolnimy się od bezustannej pogoni za energią innych ludzi… bo w końcu będziemy zdolni do tego, by pobierać energię z innego źródła.

    Żyjemy w iluzorycznym przekonaniu całkowitego oderwania od niewyczerpalnego źródła energii. Naszą energią wpływamy na innych ludzi. O tym, w jaki sposób ludzie współzawodniczą ze sobą o energię mówi czwarte wtajemniczenie. Pokazuje ludzką skłonność do zabierania, kradzieży energii. Wszelka przemoc pochodzi z ludzkiej potrzeby kontroli i dominacji nad innymi, dominowanie nad kimś słabszym daje poczucie władzy. Zawsze choćby podświadomie dążymy do manipulowania innymi. Każdy szuka jakiegoś sposobu by ‚jego było na wierzchu,’ a jeśli się uda, wtedy czujemy się psychicznie silni, podbudowani… Ludzie szukają sposobów, by pokonać i kontrolować innych, wcale nie dlatego, że próbują osiągnąć jakiś tam cel w zewnętrznym świecie, a jedynie dlatego, że daje im to świetne samopoczucie. Ktoś, kto przeszedł trzecie wtajemniczenie i dostrzega energie, widzi, że kiedy przejmujemy kontrole nad innym człowiekiem, przejmujemy jego energie. Karmimy się nią, na czyjś koszt, to właśnie popycha nas do działania. Wcale nie musimy być tego świadomi, tak się dzieje. Nieświadomie rywalizujemy ze sobą o tę jedyną część energii, do której mamy dostęp: Tę, która przepływa między nami. Jest wiele metod na przejmowanie kontroli nad innym człowiekiem, ale możemy też sami bezinteresownie ofiarować komuś własną energię by mu pomóc. Aby pojąć to wtajemniczenie trzeba ujrzeć ludzki świat jako jedną wielką rywalizacje o energie, a zatem walkę o władze, o moc.
    Tekst z: „synteza wtajemniczeń”
  5. Przesłanie mistyków

    (…) Dzień był piękny, słońce świeciło jasno, niebo było błękitne.
    Kiedy tak siedziałem, uderzyło mnie wrażanie bliskości odległych przecież wzgórz… Nie, one nie znajdowały się bliżej, tylko ja miałem takie uczucie. To samo poczułem, spoglądając na kilka białych obłoczków, które płynęły nad szczytami. Gdybym wyciągnął dłoń, mógłbym ich po prostu dotknąć. Naprawdę podniosłem ku nim rękę. I wtedy zauważyłem, że moje ciało zachowuje się zupełnie inaczej niż zwykle! Ręka uniosła się do góry jakby sama, z niewiarygodną łatwością. Trzymałem prosto głowę, szyję, kręgosłup, cze czując najmniejszego napięcia. Z siedzącej pozycji – po turecku ze skrzyżowanymi nogami – podniosłem się zupełnie bez wysiłku, bez pomocy rąk, jakby moje ciało nic nie ważyło! Jakbym unosił się ponad ziemią!
    Spojrzałem na odległe szczyty. Na niebie nadal widniał rogalik zachodzącego księżyca, choć dzień był już w pełni. Wisiał nad horyzontem jak odwrócona miseczka. Błyskawicznie pojąłem, dlaczego ma taki właśnie kształt. Słońce, świecące miliardy kilometrów nade mną, oświetla tylko sam czubek zachodzącego księżyca. To było tak, jakbym precyzyjnie widział linię łączącą słońce i powierzchnię księżyca, a mój wzrok sięgał nawet dalej, wyżej, w nieskończoność.
    Wyobraziłem sobie, że ten księżyc już schował się za horyzontem, a ludzie żyjący bardziej na zachód, zobaczą jego odwrócone odbicie. Widziałem w wyobraźni wszystko, co w tej chwili widzą ludzie żyjący po drugiej stronie naszej planety. Tam księżyc jest w pełni… Ten obraz przeszył mnie dreszczem… i wtedy poczułem, jakby całe moje ciało prostowało się jeszcze bardziej, unosiło… jakbym był zawieszony w przestrzeni kosmicznej, należał równocześnie do tej i do tamtej półkuli… Po raz pierwszy w życiu doświadczyłem tego, że Ziemia jest okrągła! I nie było to intelektualne stwierdzenie, ale czysto fizyczne doznanie.
    Z jednej strony ten dziwny stan był upajający, a z drugiej wydawał się zupełnie naturalny. Wszystko, czego pragnąłem, to tak trwać, zawieszony między niebem a ziemią, jakby unosząc się w powietrzu, świadomy otaczającej mnie przestrzeni. Czułem się jak balon napełniony helem akurat na tyle, by płynąć tuż nad powierzchnią, ledwo muskając ziemię. Tak jakbym był sportowcem, który po roku intensywnego treningu osiąga fantastyczną formę, tyle że byłem jeszcze bardziej niezależny od swego ciała, lżejszy.
    Usiadłem i znów wszystko wydało mi się takie bliskie: wielka skała, na której siedziałem, ogromne drzewo rosnące dalej na zboczu, i wszystkie góry w zasięgu mojego wzroku. Kiedy patrzyłem, jak gałęzie drzew lekko kołyszą się na wietrze, nie tylko to obserwowałem, ale w tym ruchu uczestniczyłem, jakby wielkie gałęzie były włosami na moim ciele.
    Wszystko wokół było częścią mnie samego, a ja czułem się częścią wszystkiego. Kiedy tak siedziałem na samym szczycie najwyższej góry, miałem wrażenie, że moje ciało jest jedynie głową, zwieńczeniem ogromnego organizmu, a cały wszechświat ogląda siebie moimi oczami. Ten stan wyzwolił wspomnienia. Cofnąłem się pamięcią do początku podróży do Peru, do mojego dzieciństwa, a nawet narodzin. Miałem poczucie, że w gruncie rzeczy moje życie nie zaczęło się od urodzin, czy nawet poczęcia na tej planecie, lecz o wiele wcześniej, wraz z formowaniem się pozostałej części mojej istoty, jaką stanowił wszechświat.

    Dotychczas uważałem naukę o ewolucji za nudną, a po tej wycieczce w przeszłość naraz zacząłem odgrzebywać w pamięci wszystko, co na ten temat przeczytałem. Przypomniałem sobie także, że mój znajomy, do którego był podobny Reneau, najbardziej interesował się właśnie ewolucją.

    Cała moja wiedza na ten temat zespoliła się z późniejszymi doświadczeniami. Zacząłem przywoływać zdobyte kiedyś wiadomości, ale teraz odbierałem je już inaczej.

    Wiedziałem, że wszechświat powstał w drodze wielkiego wybuchu, ale zarazem zdawałem sobie sprawę, co mówi trzecie wtajemniczenie – że w tej sprawie nie ma nic absolutnie pewnego. Materia stanowi tylko pewien stopień ruchu energii, a najprostszą formą tego ruchu są atomy wodoru. Wszechświat składał się więc na początku głównie z wodoru.

    Widziałem atomy wodoru, które przyciągają się do siebie nawzajem, jakby naczelną zasadą zachowania tej energii był ruch w celu uzyskania bardziej stałej postaci. A kiedy te skupiska osiągnęły odpowiednią gęstość, nagrzewały się stopniowo do coraz wyższej temperatury, aż w końcu zapłonęły tworząc gwiazdy. Podczas spalania atomy wodoru łączyły się z sobą dając nową jakościowo, wyższą formę ruchu. Były to cząsteczki helu.

    Miałem wrażenie, że na moich oczach pierwsze gwiazdy, po osiągnięciu pewnego wieku, eksplodują, uwalniając do atmosfery nie zużyty wodór i nowo powstały hel. Wtedy cały

    proces zaczynał się od początku. Skupiska wodoru i helu zagęszczały się, dopóki nie osiągnęły temperatury odpowiednio wysokiej dla powstania nowych gwiazd. W nich z kolei zachodziły następne reakcje jądrowe, prowadzące do powstania kolejnego pierwiastka – litu, będącego jeszcze wyższą formą ruchu.

    Tym sposobem każda kolejna generacja gwiazd wytwarzała nowy, nie istniejący dotąd rodzaj materii, aż w końcu doszło do uformowania się i rozproszenia we wszechświecie szerokiego wachlarza form materii – podstawowych pierwiastków chemicznych. Materia przekształcała się w drodze ewolucji – od najprostszej formy ruchu energii, cząsteczek wodoru, do jego formy najwyższej – cząsteczek węgla, aż osiągnęła stan gotowości do nowego skoku w łańcuchu ewolucji.

    Kiedy z gazu i pyłu kosmicznego powstało Słońce, na orbicie wokół niego zagęściły się zbiorowiska materii. Jednym z nich, zawierającym wszystkie nowo powstałe pierwiastki, w tym węgiel, była Ziemia. W miarę jak skorupa ziemska stygła, gazy uwięzione w stopionym jądrze planety zaczęły przemieszczać się ku powierzchni i skupiać, tworząc parę wodną. W wyniku tego spadły ulewne deszcze, tworząc na nagiej wówczas powierzchni Ziemi oceany. Woda pokrywała większą część planety, aż oczyściło się niebo i Słońce dostarczyło formującym się lądom światła, ciepła i promieniowania.

    W okresach między szalejącymi od czasu do czasu burzami w płytkich zbiornikach wodnych materia przekształciła się z postaci ruchu na poziomie węgla w nową, bardziej skomplikowaną formę. Pod wpływem promieniowania cząsteczki węgla łączyły się w łańcuchy aminokwasów. I po raz pierwszy to nowe stadium rozwojowe, ten nowy poziom ruchu nie był stabilny sam w sobie. Większe cząsteczki materii, dla podtrzymania swoich funkcji, musiały stale wchłaniać inne cząsteczki. Musiały je niejako zjadać. W ten sposób powstało życie, nowy skok w łańcuchu ewolucji.

    Mogłem sobie wyobrazić, jak te pierwsze formy życia, przypisane do zbiorników wodnych, rozwijały się nadal dwoma torami. Jedna grupa żywych organizmów przystosowała się do przetwarzania materii nieorganicznej w organiczną, wykorzystując w tym celu dwutlenek węgla z formującej się dopiero atmosfery. W ten sposób powstały rośliny. Po raz pierwszy doszło do uwalniania do atmosfery tlenu jako produktu ubocznego przemiany materii roślin. Zbiorowiska roślinne szybko opanowały oceany, a stamtąd rozprzestrzeniły się na ląd.

    Inne formy żywej materii wykorzystywały do podtrzymywania swoich funkcji życiowych tylko substancję organiczną. Były to zwierzęta. W erze ryb opanowały one środowisko morskie. A kiedy rośliny uwolniły do atmosfery wystarczającą ilość tlenu, zwierzęta wyszły także na ląd.

    Widziałem oczyma wyobraźni płazy, mające w sobie coś z ryb, ale i pewne nowe cechy, jak opuszczają wodę, po raz pierwszy robiąc użytek z płuc dla zaczerpnięcia powietrza. Dalszym etapem w rozwoju materii było powstanie gadów, które opanowały Ziemię w erze dinozaurów. Potem pojawiły się i wkrótce zaczęły dominować zwierzęta ciepłokrwiste – ssaki. Każdy nowo powstający gatunek reprezentował żywą materię na wyższym stopniu organizacji. To nieustanne doskonalenie ustało, gdy na szczycie drabiny ewolucji znalazł się człowiek.

    Na tym skończył się mój wgląd w historię powstania żywej materii. Osiąganie coraz wyższych stadiów jej organizacji odbywało się jakby według z góry ustalonego planu, dopóki nie pojawiły się warunki do zaistnienia każdego z nas.

    Siedząc tak na szczycie góry prawie pojąłem, że dalszy ciąg ewolucji mógł dokonywać się w obrębie życia jednostek. Nieraz pozornie przypadkowy zbieg okoliczności powodował pewne przyspieszenie w naszym życiu, jakby wyższą formę ruchu, popychając je naprzód, tym samym kontynuując ewolucję. Nie rozumiałem jednak tego do końca, mimo że bardzo się starałem.

    (…) To było przeżycie mistyczne. (…) Podobne przeżycia były udziałem mistyków różnych wyznań.

    (…) Piąte wtajemniczenie zawierało nową interpretację tego, co zwykło się nazywać świadomością mistyczną. Zgodnie z nim, w ostatnich dekadach dwudziestego wieku ten rodzaj świadomości zostanie uznany za osiągalną formę bytu. Dotychczas doznawali jej tylko najbardziej wtajemniczeni wyznawcy wielu religii. Dla większości ta forma świadomości pozostawała tylko koncepcją intelektualną i tematem do dyskusji. Lecz wiele jednostek doświadczy w życiu doczesnym olśnienia duchowego, tak że ta forma świadomości stanie się osiągalna dla coraz większej liczby ludzi. Zgodnie z tym, co mówi Rękopis, w tym doświadczeniu tkwi klucz, dzięki któremu uda się położyć kres wszystkim konfliktom, jakie zna świat. Podczas tego przeżycia pozyskujemy bowiem energię z innego źródła – ze źródła, z którego w końcu nauczymy się korzystać zgodnie z naszymi potrzebami.

    (…) Jedzenie to pierwsza droga pozyskania energii (…) Ale żeby uzyskać całą energię, którą jedzenie może nam dać, trzeba je… (…) smakować! (…) Smak to klucz. Musisz przyswajać sobie smak. Dlatego modlimy się przed jedzeniem. Nie chodzi o to, żeby okazać wdzięczność za to, że je mamy, lecz o to, aby uczynić z aktu jedzenia mistyczne przeżycie. Wtedy zawarta w pokarmie energia przejdzie do twojego ciała…

    (…) prawdziwym celem zwyczajowych modłów dziękczynnych przy posiłku była kontemplacja jedzenia, która z kolei zwiększała przyswajanie zawartej w pożywieniu energii. Pobieranie pokarmu to tylko pierwsze stadium (…) Kiedy tym sposobem zwiększymy ilość własnej energii, zwiększa się też nasza zdolność dostrzegania energii wokół nas. Uczymy się wtedy pobierać tę energię nie tylko z jedzenia. (…) Wszystko wokół nas ma swoją energię. Ale istnieją różne jej rodzaje. Dlatego pewne miejsca wzbogacają naszą energię bardziej niż inne. Zależy to od tego. czy energia, którą emanują, odpowiada naszej energii.

    (…) Trzeba się otworzyć, nawiązać kontakt duchowy, uaktywnić poczucie własnej wartości, jak wtedy kiedy się widzi pola energetyczne. Jeśli uda ci się wykonać jeszcze jeden krok w tym kierunku, doznasz nasycenia.

    (…) Wpatrzyłem się (…) w drzewo i starałem się przypomnieć sobie to, co przeżyłem na grani. Zaczęła zachwycać mnie budowa i uroda drzewa. Mój zachwyt stopniowo wzrastał, aż przerodził się w uczucie miłości. Poczułem to, co jako dziecko żywiłem wobec matki, a jako młody chłopiec wobec pewnej dziewczynki, którą kochałem “szczenięcą miłością”. W tej chwili nieważne stało się, że akurat patrzyłem na drzewo. Szczególne, wszechogarniające uczucie miłości zagościło gdzieś głęboko w moim wnętrzu. Po prostu kochałem wszystko!

    Ksiądz bacznie przyglądał mi się z boku. – Dobrze! – pochwalił mnie. – Pozyskujesz energię! – Po czym ksiądz to poznaje? – Widzę, jak powiększa się twoje biopole.

    (…) Zamknąłem oczy i spróbowałem znów wzbudzić w sobie te same głębokie uczucia. W końcu ogarnęła mnie ta sama emocja. Starałem się zatrzymać ją i powoli, małymi krokami, wzmagać intensywność odczuwania. Skoncentrowałem się na drzewie.

    – O, tak, bardzo dobrze! – usłyszałem. – Zarówno przyjmujesz energię, jak i oddajesz ją drzewu. Spojrzałem zdziwiony.

    – Jak to, oddaję ją z powrotem drzewu?
    – Zawsze, kiedy podziwiasz piękno czy oryginalność jakiegokolwiek obiektu, otrzymujesz energię (…)

    Kiedy natomiast osiągasz już taki poziom, że czujesz w sobie miłość do wszystkiego, możesz siłą woli przesłać tę energię tam, skąd ją wziąłeś.

    (…) jeżeli przyjmiemy, że coś, co zdarza się nam w życiu, nie jest przypadkowe i ma prowadzić do pozytywnych zmian, możemy lepiej się samozrealizować. Czujemy wtedy, jakbyśmy otrzymywali to, co jest nam przeznaczone. Energia, która jest siłą sprawczą zbiegów okoliczności, ma swój początek w nas. Kiedy boimy się czegoś – tracimy energię, ale raz osiągnięty poziom łatwo później odzyskać. Stajemy się nowymi ludźmi. żyjemy na wyższym poziomie energii, na poziomie energii wyżej uorganizowanej.

    (…) Człowiek wypełnia się energią, wznosi się na wyższy poziom, potem znów się wypełnia i znowu się wznosi. W ten sposób człowiek kontynuuje ewolucję wszechświata ku coraz wyżej zorganizowanym formom.

    Ta ewolucja niepostrzeżenie towarzyszy także historii gatunku ludzkiego. Ona jest motorem rozwoju cywilizacji, ona wyjaśnia, dlaczego człowiek żyje dłużej, jest silniejszy i tak dalej. Teraz jednak zaczynamy świadomie sterować tym procesem. O tym właśnie mówi Rękopis. Temu służy światowy ruch krzewienia świadomości duchowej.

    (…) Musimy zmierzyć się z właściwym nam sposobem podporządkowywania sobie innych. Jak zapewne pamiętasz, czwarte wtajemniczenie mówiło, że ludzie cierpią na niedobór energii, więc próbują zdobyć ją od innych. Piąte natomiast ujawnia istnienie nowego źródła energii. Nie będziemy mogli jednak stale z niego korzystać, dopóki nie wyzbędziemy się naszych typowych metod osiągania przewagi nad innymi i nie zaprzestaniemy tych praktyk. Jeśli wrócimy do starych nawyków, zostaniemy odłączeni od źródła energii.

    Oczywiście wyzbyć się tych złych nawyków nie jest łatwo, gdyż początkowo nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia. Najpierw musimy więc je sobie uświadomić. A droga do tego wiedzie przez zrozumienie, że nasz osobisty styl uzyskiwania przewagi nad innymi ukształtowaliśmy w sobie jeszcze w dzieciństwie, kiedy to posługiwaliśmy się nim, aby zwrócić na siebie uwagę – co również jest formą pozyskiwania energii – i nadal w nim tkwimy. Powielamy go wciąż od nowa. Nazywam to naszą nieświadomą grą kontroli.

    Grą – ponieważ jest to wciąż ta sama scena, jak scena z filmu, do którego scenariusz napisaliśmy jeszcze w młodości. Potem w życiu codziennym raz po raz odgrywamy tę scenę, nie zdając sobie z tego sprawy. Wiemy tylko, że ciągle spotyka nas to samo. Tymczasem powtarzając ciągle od nowa tę samą scenę, sprawiamy, że cały nasz film zwany życiem – złożony z wielu innych scen, wspaniałych przygód, które zwiastują nam zbiegi zdarzeń – stoi w miejscu. My sami go zatrzymujemy, powtarzając swoją grę, której celem jest zdobycie energii.

    Jeśli zrozumieliśmy mechanizm czwartego wtajemniczenia, to otwiera się przed nami droga do poznania innego źródła energii, z którego w pewnym momencie nauczymy się czerpać do woli. Wszystko wokół nas ma energię, o tym mówi piąte wtajemniczenie. Jest to doświadczenie czegoś, co dotąd było nazywane świadomością mistyczną. Tym, innym źródłem energii jest planeta i cały wszechświat, wszystko co żyje. Możemy jej doświadczać i ją bezinteresownie otrzymywać dzięki sile miłości. Jest to mistyczne uczucie pełni i ciągłości ze wszystkim. Uczucie połączenia ze wszystkim, bezpieczeństwa i pewności. Miłość. Otrzymanie tego wtajemniczenia może nadejść niespodziewanie, w chwili ekstremalnego przejęcia, lub poprzez długotrwały proces ogromnego wyciszenia osiąganego przez medytacje. Niezależnie od tego, trzeba wcześniej zmienić się, zmienić wiele w swym życiu – pewnym jest, że trzeba doświadczyć wcześniej wszystkich czterech wtajemniczeń.
    Tekst z: „synteza wtajemniczeń”
  6. Wyjaśnienie przeszłości

    (…) – Niestety, niewiele rozumiem! Co ja takiego robię?

    – Twój sposób kontrolowania sytuacji i panowania nad ludźmi w celu uzyskania energii (…) polega na kreowaniu w sobie osobnika, który zawsze trzyma się w cieniu, a na zewnątrz prezentuje się jako istota wielce zagadkowa i tajemnicza. Wmawiasz sobie, że jesteś po prostu ostrożny. Naprawdę jednak liczysz na to, że partner da się wciągnąć w twoją grę i będzie próbował cię rozszyfrować. No a kiedy ktoś rzeczywiście już da się w to wciągnąć, pozostajesz nieprzenikniony, zmuszając innych do ciężkiego wysiłku docierania do twojego wnętrza i prawdziwych uczuć.

    W ten sposób inni poświęcają ci swoją uwagę, a przy tym przekazują własną energię. Im dłużej zdołasz podtrzymać zainteresowanie otoczenia swoją osobą, tym więcej energii otrzymujesz. Cóż jednak z tego, skoro kultywując nawyk powściągliwości sprawiasz, że twoja ewolucja postępuje bardzo powoli, ponieważ stale powtarzasz tę samą scenę.

    (…) Pierwszym krokiem w procesie wyzbywania się niepożądanych nawyków jest pełne uświadomienie sobie własnej gry kontroli. Musimy wejrzeć głęboko w siebie i obnażyć własną metodę manipulowania innymi w celu uzyskania energii.

    (…) Musimy cofnąć się daleko w przeszłość, do domu rodzinnego, gdzie rodziły się nasze nawyki. Najłatwiej rozpoznać je, sięgając do ich korzeni. I tak, nie zapominajmy, że członkowie naszej rodziny prowadzili własne gry, próbując podebrać nam dzieciom, trochę energii. Dlatego też każdy z nas musiał przede wszystkim wypracować sobie własną grę kontroli, własną strategię odzyskiwania energii. Rozwijaliśmy zawsze nasze gry w zależności od stosunków między poszczególnymi członkami naszych rodzin. Gdy raz uda nam się rozpoznać przepływ energii w naszej rodzinie, będziemy mogli przejść do porządku dziennego nad strategiami kontroli i wówczas zobaczymy, co się w niej naprawdę działo.

    (…) Każdy musi od nowa zinterpretować swoje doświadczenia rodzinne z duchowego, ewolucyjnego punktu widzenia, a wtedy odkryje, kim naprawdę jest. Kiedy to się stanie, gra kontroli okaże się zbędna i nasze prawdziwe życie popłynie właściwym nurtem.

    – Od czego mam więc zacząć?

    – Od zrozumienia, jak tworzyła się twoja gra. Opowiedz mi o ojcu.

    – To bardzo porządny człowiek, odpowiedzialny i z poczuciem humoru, ale…

    – zawahałem się, nie chcąc wyjść na niewdzięcznika.

    – Ale co?

    – Ciągle mnie krytykował. Nigdy nie mogłem go zadowolić.

    – W jaki sposób cię krytykował? (…)

    – Zadawał mi mnóstwo pytań i w każdej mojej odpowiedzi, znajdował jakiś błąd.

    – I co wtedy działo się z twoją energią?

    – Czułem się wypompowany, więc starałem się jak najmniej mówić mu o sobie.

    – Czyli stawałeś się skryty i niedostępny. Nauczyłeś się takiego sposobu mówienia, który przyciągał uwagę ojca, ale nie dawał mu żadnego punktu zaczepienia. On grał rolę śledczego, a ty wymykałeś mu się, otaczając się murem nieufności.

    – Jeśli o mnie chodzi, to prawda. Ale na czym w tym wypadku miałaby polegać rola śledczego?

    – To też jest rodzaj gry. Ludzie, którzy obierają sobie taką metodę pozyskiwania energii, stosując grę pytań wdzierają się w intymny świat drugiego człowieka po to, by wykryć w nim coś niewłaściwego, a kiedy im się to uda, poddają krytyce te niewłaściwości. Jeśli ta strategia się powiedzie, krytykowana osoba zostaje wciągnięta w grę. Sama nie wiedząc kiedy utożsamia się z krytykującym, z uwagą obserwuje jego poczynania i stara się myśleć tak, aby nie dopuścić się niczego, co by zasługiwało na krytyczną uwagę śledczego. W wyniku tego uzależnienia psychicznego przekazuje śledczemu potrzebną mu energię.

    Wyobraź sobie siebie w takiej roli. Gdybyś został wciągnięty w tę grę, czy nie starałbyś się postępować w taki sposób, aby krytykujący nie miał się do czego przyczepić? Porzuciłbyś własny sposób myślenia i zacząłbyś oceniać siebie jego kategoriami, wyzbywając się w ten sposób na jego rzecz swojej energii.

    (…) Energię można zawłaszczać czynnie – zmuszając ludzi, aby poświęcali nam uwagę – lub biernie – odwołując się do ludzkiego współczucia lub ciekawości i w ten sposób przyciągając ich uwagę. I tak na przykład jeśli ktoś ci grozi fizycznie, słownie lub psychicznie, to choćby ze strachu musisz zwrócić na niego uwagę i tym sposobem oddać mu część swojej energii. Osobnik, który stosuje wobec ciebie przemoc, może cię wciągnąć do najostrzejszej formy gry, którą szóste wtajemniczenie określa jako grę terrorysty.

    Możemy też wyobrazić sobie kogoś, kto opowiada ci, jakie miał straszne przejścia, sugerując, że to się stało przez ciebie, a jeśli odmówisz pomocy, stanie mu się coś jeszcze gorszego. Taki człowiek próbuje podporządkować cię sobie w sposób najbardziej bierny, który Rękopis określa jako grę szantażysty uczuciowego. Czy nie miałeś nigdy do czynienia z osobą, która potrafiła przyprawić cię o poczucie winy, chociaż nie było ku temu żadnych powodów?

    – Owszem, zdarzało mi się.

    – Wtedy właśnie brałeś udział w grze szantażysty uczuciowego. Wszystko, co tacy ludzie mówią, i wszystko, co robią, spycha cię na pozycję obrony przed zarzutem, że nie zrobiłeś dla nich tego, co powinieneś. Nic dziwnego, że samo towarzystwo takiej osoby wywołuje u nas poczucie winy.

    (…) Grę każdego człowieka można ocenić w zależności od tego, jakie miejsce zajmuje między agresją a biernością. Jeśli ktoś artykułuje swoją agresję stosunkowo łagodnie, stara się przejąć twoją energię wyszukując w tobie wady i burząc twój świat – jak twój ojciec – wówczas mamy do czynienia ze śledczym. Postawą trochę mniej bierną niż szantaż uczuciowy jest twoja nieufność, którą można by nazwać grą niedowiarka. Tak więc możemy usystematyzować różne rodzaje gier: od gry terrorysty, przez śledczego, niedowiarka, aż do szantażysty uczuciowego. Co ty na to?

    – Myślę, że to ma sens. To znaczy, że każdy z nas podpada pod którąś z tych kategorii?

    – Właśnie. Niektórzy ludzie w różnych okolicznościach posługują się różnymi systemami, ale większość ma jedną właściwą sobie grę kontroli, którą stale powtarza, tę. Która wykazała największą skuteczność w układach rodzinnych.

    (…) Moja matka! Ona też była śledczym!

    – A więc otrzymałeś podwójną dawkę. Nic dziwnego, że stałeś się aż takim niedowiarkiem. Dobrze chociaż, że nie straszyli cię. Dobrze, że nie musiałeś obawiać się o swoje bezpieczeństwo.

    – A co by się stało, gdyby tak było?

    – Wtedy zostałbyś uwikłany w grę szantażysty uczuciowego. Wiesz, jak to przebiega? Gdyby ktoś w dzieciństwie pozbawiał cię energii grożąc przemocą fizyczną, postawa nieufności już by nie wystarczyła. Grając nieśmiałka i niedowiarka nie odzyskałbyś energii, bo twoich partnerów nie obchodziłoby, co się dzieje w twoim wnętrzu. Posuwaliby się coraz dalej. Byłbyś więc zmuszony przyjąć postawę jeszcze bardziej bierną, spróbować podejścia szantażysty uczuciowego, starać się wzbudzić litość i wyrzuty sumienia z powodu krzywdy, jaką ci wyrządzają.

    A gdyby to także nie skutkowało, to – będąc dzieckiem – musiałbyś znosić takie traktowanie, dopóki nie dorósłbyś na tyle, aby móc odpowiedzieć na przemoc, odpłacić agresją za agresję.

    (…) Człowiek zrobi wszystko, co będzie konieczne, aby zwrócić na siebie uwagę swojej rodziny, a tym samym pozyskać od niej energię. Metoda, która wtedy okaże się skuteczna, stanie się dominującym stylem postępowania danej osoby w dążeniu do zdobycia energii od innych, grą, którą będzie stale powtarzać.

    – Rozumiem, jak rodzi się terrorysta. Ale jak człowiek staje się śledczym?

    – Spróbuj wyobrazić sobie, jak zachowywałbyś się, będąc dzieckiem, gdyby członkowie twojej rodziny byli albo wciąż nieobecni, albo nie zwracali na ciebie najmniejszej uwagi, pochłonięci na przykład karierą zawodową.

    – Nie mam pojęcia.

    – Skrytość i nieufność nie zdałyby się na nic, po prostu by ich nie zauważyli. Czy nie stałbyś się wtedy wścibski, chcąc wywęszyć coś niewłaściwego w postępowaniu tych zamkniętych przed tobą ludzi, aby przyciągnąć ich uwagę i pozyskać energię? Tak rodzi się przyszły śledczy.

    (…) – Czyli ludzie nieufni, niedowiarki, wychowują śledczych?

    – Otóż to!

    – A śledczy produkują niedowiarków! Terroryści – szantażystów uczuciowych lub – jeśli to nie daje odpowiednich efektów – takich samych terrorystów!

    – Właśnie. Tym sposobem gry kontroli reprodukują się w nieskończoność. Nie zapominaj jednak, że zazwyczaj każdy zauważa te gry u innych, o sobie zaś myśli, że jego to nie dotyczy. Aby ruszyć naprzód, musimy wyzbyć się tego złudzenia. Prawie wszyscy, przynajmniej czasami, bierzemy udział w takiej grze. Nieraz trzeba cofnąć się daleko w przeszłość, aby stwierdzić, jakie to ma podłoże.

    (…) A kiedy już przejrzymy naszą grę, to co potem? (…) Wtedy jesteśmy naprawdę wolni i możemy stać się czymś więcej niż nieświadomym czynnikiem własnej gry. (…) możemy spróbować nadać głębsze znaczenie naszemu życiu, poszukać duchowej przyczyny, dla której przyszliśmy na świat w tej, a nie innej rodzinie. Możemy spróbować wyjaśnić sobie, kim naprawdę jesteśmy.

    (…) teraz musisz sięgnąć wzrokiem dalej, poza walkę o energię w twojej rodzinie, i szukać rzeczywistych powodów twojej w niej obecności. (…) Aby odnaleźć swoją prawdziwą duchową tożsamość, musisz spojrzeć na całe swoje życie jak na jedną długą opowieść i szukać jej głębszego znaczenia. Najpierw musisz postawić sobie pytanie: Dlaczego urodziłem się w tej właśnie rodzinie? Jaki może być tego cel?

    (…) – Wiemy, że twój ojciec był śledczym. Ale kim był poza tym?

    – To znaczy, jakie miał poglądy?

    – Tak.

    (…) – Mój ojciec jest szczerze przekonany, że należy cieszyć się życiem i brać z niego jak najwięcej. Jak to się mówi – żyć pełnią życia.

    – Czy mu się to udawało?

    – Do pewnego stopnia tak. ale nie wiedzieć czemu wtedy, kiedy był bliski, żeby naprawdę cieszyć się życiem, akurat przytrafiała mu się jakaś pechowa seria.

    – A więc uważał, że życie służy radości i przyjemności, ale nie w pełni osiągał ten cel?

    – Właśnie.

    – Czy myślałeś kiedyś o tym. dlaczego tak było?

    – Raczej nie. Wydawało mi się, że ma po prostu pecha.

    – Może nie znalazł właściwej drogi do tego celu?

    – Zapewne.

    – A matka?

    – Matka nie żyje.

    – A mógłbyś opisać nam, jak wyglądało jej życie?

    – Jej całym życiem był Kościół. Żyła zgodnie z zasadami chrześcijaństwa.

    – To znaczy jak?

    – Wierzyła, że należy udzielać się w życiu społecznym i przestrzegać przykazań boskich.

    – Rzeczywiście ich przestrzegała?

    – Co do joty. Przynajmniej tak jak naucza Kościół.

    – A czy potrafiła skłonić twego ojca, aby żył w ten sam sposób?

    (…) – W najmniejszym stopniu. Oczywiście matka pragnęła, by uczęszczał co niedziela do kościoła i udzielał się w życiu parafii, ale jak mówiłem, ojciec był niezależnym duchem.

    – I do czego to doprowadziło ciebie?

    – Nie zastanawiałem się nad tym.

    – Na pewno każde z nich żądało od ciebie posłuszeństwa. Może każde indagowało cię o wszystko, aby się upewnić, czy nie opowiadasz się po stronie wartości drugiego? I każde z nich chciało, żebyś uznał jego poglądy za najlepsze?

    – Tak właśnie było.

    – A ty jak na to reagowałeś?

    – Chyba starałem się nie zajmować określonego stanowiska.

    – A więc każde z nich obserwowało cię bacznie, czy przejmujesz jego poglądy, a ponieważ nie byłeś w stanie zadowolić ich obojga, zrobiłeś się skryty.

    – Coś w tym rodzaju.

    – A co się stało z twoją matką? – zapytał nagle. – Cierpiała na chorobę Parkinsona, długo chorowała, aż w końcu zmarła.

    – Czy pozostała wierna swoim przekonaniom?

    – Do samej śmierci.

    – A więc jaki pogląd na życie zostawiła ci w spadku?

    – Szukasz sensu, jaki jej życie miało dla ciebie, a twoje dla niej. Dlaczego właśnie ona cię urodziła, czego miało cię to nauczyć? Każdy człowiek, czy sobie zdaje z tego sprawę, czy nie, demonstruje na własnym przykładzie, jak według niego życie powinno wyglądać. Musisz spróbować odnaleźć to, czego nauczyłeś się od swojej matki, a zarazem to, co w jej życiu mogłoby być lepsze. Ten właśnie obszar życia twojej matki, to, co pragnąłbyś w niej zmienić, stał się częścią twojego dziedzictwa.

    – Dlaczego tylko częścią?

    – Bo drugą częścią jest to, co pragnąłbyś udoskonalić w życiu twego ojca.

    (…)

    – Nie jesteśmy tylko fizycznym, lecz i duchowym tworem naszych rodziców. To, że zostałeś poczęty przez tych dwoje ludzi, wywarło nieodwracalny wpływ na to, kim jesteś. Aby odnaleźć swoją prawdziwą tożsamość, musisz założyć, że jest ona czymś pośrednim między ich osobowościami. Zostałeś zrodzony przez tych konkretnych ludzi, aby nadać szerszy wymiar wartościom, które oni oboje wyznawali. Dlatego twoja droga życiowa musi zmierzać do prawdy, która jest udoskonaloną syntezą tych wartości.

    (…)

    – Jak określiłbyś to, czego nauczyli cię rodzice?

    – Trudno byłoby to określić.

    – Ale jak ci się wydaje?

    – Mój ojciec uważał, że trzeba brać z życia jak najwięcej i cieszyć się z tego, kim się jest. Matka stawiała na poświęcenie. służbę innym i zaparcie się siebie. Uważała, że tak nakazuje Pismo Święte.

    – A ty co o tym myślisz?

    – Naprawdę nie wiem.

    – Który światopogląd uznałbyś za własny: ojca czy matki?

    – Prawdę mówiąc żadnego z nich. śycie nie jest tak proste.

    – Nie wyrażasz się zbyt precyzyjnie – zaśmiał się ksiądz.

    – Chyba po prostu nie wiem.

    – Ale gdybyś musiał coś wybrać? Zastanowiłem się nad szczerą odpowiedzią.

    – Oba są tyleż słuszne co i niesłuszne.

    – Jak to? – Mojemu rozmówcy rozbłysły oczy.

    – Trudno mi to sprecyzować, ale wydaje mi się, że właściwy światopogląd musi uwzględniać oba te aspekty.

    – Musisz zatem zadać sobie pytanie: jak to zrobić? Jak pogodzić te dwie postawy? Matka przekazała ci wiedzę o duchowej stronie życia. Od ojca dowiedziałeś się, że życie to także zadowolenie, radość, przygoda.

    – Czyli moje życie – przerwałem mu – powinno łączyć w sobie oba te podejścia?

    – Tak, ale z przewagą pierwiastka duchowego. Całe twoje życie koncentruje się wokół szukania duchowości wzbogacającej. Tego problemu nie potrafili rozwiązać twoi rodzice i przekazali go tobie. Jest to twoje wyzwanie ewolucyjne, cel twoich życiowych poszukiwań.

    (…)

    – Chyba niewiele energii ci już zostało, ale chciałbym ci jeszcze coś powiedzieć. Możesz oczywiście położyć się spać i nie poświęcić ani jednej myśli temu, o czym mówiliśmy. Możesz wrócić do swojej starej gry, lub też przebudzić się jutro uzbrojony w nową ideę: kim jestem. Wówczas będziesz mógł wykonać następny krok w procesie uważnego przeglądu wszystkiego, co zdarzyło się w twoim życiu od chwili narodzin do dziś. Jeśli spojrzysz na swoje życie jako na ciąg zdarzeń, dostrzeżesz, jak rozwiązywałeś przez cały ten czas swój życiowy problem. Zrozumiesz, jak to się stało, że trafiłeś tu, (…) i co powinieneś robić dalej.

    (…) – Jaka była księdza gra kontroli? (…)

    – Byłem śledczym.

    – To znaczy, że ksiądz usiłował podporządkowywać sobie ludzi wyszukując słabości w ich życiu?

    – Tak. Mój ojciec szantażował wszystkich uczuciowo, natomiast matka była skryta i zamknięta w sobie. Oboje zaniedbywali mnie, toteż jedynym sposobem, aby ściągnąć na siebie ich uwagę, a co za tym idzie, energię, było wtrącanie się do wszystkiego, co robili, i wytykanie im ich słabości.

    – A kiedy ksiądz rozpracował tę grę?

    – Jakieś półtora roku temu, kiedy spotkałem księdza Sancheza i zacząłem studiować Rękopis. Wówczas ujrzałem swoich rodziców w nowym świetle i zrozumiałem prawdziwy charakter doświadczeń mojego dzieciństwa i postawę, jaką one we mnie zaszczepiły. Mój ojciec był nastawiony na osiągnięcia. Doskonale zorganizowany, skrupulatnie planował swój czas i sam przed sobą rozliczał się ze swoich dokonań. Z kolei matka miała wysoko rozwiniętą intuicję i bogate życie wewnętrzne. Wierzyła w to, że każdy z nas otrzymał jakieś posłannictwo duchowe i tym powinien kierować się w życiu.

    – A co o tym myślał ojciec księdza?

    – Uważał, że to głupota.

    (…)

    – Przykład mojego ojca – wyjaśnił – uwrażliwił mnie na to, że w życiu trzeba czegoś dokonać, wyznaczyć sobie jakiś ważny cel i zrealizować go. Równocześnie matka przekazała mi, że życie rozgrywa się na płaszczyźnie wewnętrznej i że trzeba kierować się w nim intuicją. Zrozumiałem, że moje życie jest syntezą tych postaw. Starałem się zgłębić, jak za sprawą wewnętrznego impulsu możemy odnaleźć życiowe powołanie, mając przy tym świadomość, że najistotniejszym celem tego powołania jest przynieść nam szczęście i spełnienie.

    (…)

    – Teraz już wiesz, dlaczego tak zafascynowało mnie szóste wtajemniczenie. Kiedy tylko je przeczytałem, pojąłem, że moim zadaniem jest dopomagać ludziom w zrozumieniu sensu i celu ich życia.

    A czy ksiądz wie, w jaki sposób Wił odnalazł swoją drogę życiową?

    – Tak, dzielił się ze mną swoimi doświadczeniami. Podobnie jak ty był niedowiarkiem. Jego rodzice, podobnie jak twoi, byli śledczymi. Każde z nich miało zdecydowane przekonania, które starali się zaszczepić Wilowi. Jego ojciec był pisarzem niemieckim. Uważał, że przeznaczeniem rasy ludzkiej jest samodoskonalenie. Nie wdawał się w politykę i był wielkim humanistą. Tymczasem hitlerowcy wykorzystali jego ideę doskonalenia jako teoretyczną podbudowę zbrodniczej eksterminacji “gorszych” ras.

    Wypaczenie jego pięknej idei tak go załamało, że wraz z żoną i synem wyjechał do Ameryki Południowej. Matka Wiła była Peruwianką, wychowaną i wykształconą w Stanach Zjednoczonych. Też była pisarką, lecz wyznawała światopogląd zbliżony raczej do filozofii Wschodu. Za cel życia uważała osiągnięcie stanu wyższej świadomości, spokój ducha i unikanie pokus tego świata. Według niej w życiu nie chodziło o osiągnięcie doskonałości, a raczej o umiejętność odejścia od potrzeby doskonalenia wszystkiego.
    Potrafisz już rozszyfrować oddziaływanie tych czynników na osobowość Wiła?

    Niestety, ciągle jeszcze nie potrafiłem.

    (…) Ojciec idealizował zachodnią filozofię pracy dla postępu i doskonałości. Matce wystarczały wschodnie ideały równowagi wewnętrznej. Tych dwoje lud przekazało mu w spadku zadanie połączenia skrajnych prądów filozofii Wschodu i Zachodu, czego początkowo nie był świadomy. Chcąc służyć idei postępu, został inżynierem, lecz później przekwalifikował się na przewodnika, gdyż pokazywanie ludziom piękna szczególnych zakątków tego kraju dawało zadowolenie i spokój wewnętrzny.

    Dopiero odkrycie Rękopisu wskazało mu właściwą drogę. Jego kolejne wtajemniczenia ujawniły prawdę, zgodnie z którą myśl filozoficzna Wschodu i Zachodu mogą się połączyć w imię wyższych celów. Wykazały, że ideologia Zachodu sprawdza się w tym, co dotyczy postępu i ewolucji ku wyższej jakości życia. Ideologia Wschodu słusznie podkreśla, że jaźń musi być wolna od kontroli, a sama logika nie zapewni właściwego rozwoju. Ważne jest osiągnięcie stanu wyższej świadomości i pełnej łączności z Bogiem, gdyż tylko to skieruje naszą ewolucję ku lepszemu, ku wyższym wartościom w nas samych.

    (…) Julia i Wil okazali się pokrewnymi duszami. Poszukiwali odpowiedzi na podobne pytania. Ojciec Julii miał zawsze pełne usta ideałów duchowych, lecz wyrażał je w sposób nieuporządkowany i mętny. Matka z kolei była wykładowcą retoryki, mistrzem sztuki dyskutowania, i ponad wszystko ceniła sobie jasność myślenia. Stąd u Julii narodził się głód informacji o sprawach duchowych, sformułowanych jasno i precyzyjnie.

    Wil potrzebował syntezy filozofii Wschodu i Zachodu, która by zintegrowała duchową stronę życia. Julia też chciała uzyskać taką wykładnię, ujętą w czytelny system. Rękopis zapewniał im jedno i drugie.

    (…) Gdy w pełni utożsamisz się z tym oglądem twojego życia, osiągniesz to, co Rękopis określa jako świadomość swojej drogi duchowej. Zgodnie z jego wskazaniami musimy poświęcić tyle czasu, ile trzeba na proces objaśniania przeszłości. Większość z nas prowadzi swoją grę kontroli, którą musimy przezwyciężyć. Kiedy nam się to uda, zrozumiemy wyższe cele, dla których zostaliśmy zrodzeni akurat przez tych rodziców i do których przygotowują nas rozliczne zwroty i zakręty na naszej drodze życiowej. Przed każdym z nas stoi jakiś cel duchowy, jakaś misja, do której zdąża nawet nie zdając sobie z tego sprawy, a kiedy robimy to w pełni świadomie, wówczas rozpoczyna się nasze prawdziwe życie.

    Ty już odkryłeś ten swój cel. Teraz musisz iść naprzód i pozwolić, aby pozornie przypadkowe zdarzenia prowadziły cię coraz bliżej i bliżej, aż odkryjesz także, co masz zrobić, by go wypełnić.

    (…) Musisz zrozumieć, o co idzie gra. Prawda, której poszukujesz, jest równie ważna jak ewolucja całego wszechświata, bo umożliwia kontynuowanie tej ewolucji. (…) Ludzie rodzą się w konkretnej sytuacji historycznej i znajdują w niej wartości, za którymi się opowiadają. Wchodzą w związki z innymi ludźmi, którzy także znaleźli jakieś wartości. Dzieci zrodzone w takich związkach jednoczą postawy swoich rodziców i za sprawą zbiegów zdarzeń dokonują ich syntezy na wyższym poziomie wartości. Pamiętasz zapewne piąte wtajemniczenie: Ilekroć, kiedy wypełnia nas energia a jakiś zbieg zdarzeń pchnie nasze życie naprzód, utrwalamy w sobie ten poziom energii i zaczynamy egzystować w postaci materii wyżej uorganizowanej. Nasze dzieci dziedziczą ten poziom i podnoszą go jeszcze wyżej. Na tym polega trwająca obecnie ewolucja gatunku ludzkiego…

    Współczesne pokolenie różni się od poprzednich tym. że robi to świadomie i stara się przyspieszyć ten proces. Choćbyś się nie wiem jak bał – nie masz wyboru. Jeśli już dowiedziałeś się. o co naprawdę chodzi w życiu, nie możesz się od tej wiedzy uwolnić. Jeśli pójdziesz inną drogą, zawsze będziesz miał poczucie niedosytu.

    Szóste wtajemniczenie jest związane z czwartym i piątym. Nie ma sposobu by utrzymać na stałe połączenia z nowym źródłem energii, jeśli wciąż nie zmieniliśmy starego sposobu zdobywania energii. Oczywiście musimy przestać to robić, ponieważ ilekroć wpadamy w stary nawyk, odłączamy się od nowego źródła… Pozbycie się starych nawyków jest bardzo trudne, ponieważ zwykle nie jesteśmy ich nawet świadomi. W pierwszej kolejności powinniśmy odkryć, jakimi sposobami posługujemy się by kontrolować innych. Zwykle są to ‚style działania,’ których nauczyliśmy się już w dzieciństwie i które okazały się skuteczne. Scenariusze te, zostają z nami na całe życie, powtarzamy je wciąż od nowa. Problem leży w tym, że skoro powtarzamy w kółko pewne sceny, nie pozwalamy, żeby scenariusz całego naszego życia posuwał się do przodu. Pierwszym krokiem, aby uwolnić się od tych starych nawyków, jest przede wszystkim całkowite uświadomienie ich sobie. Nie posuniesz się do przodu, zanim pilnie się sobie nie przyjrzysz i nie odkryjesz, jakich manipulacji używasz, żeby zgarnąć cudzą energię. Musimy cofnąć się do najwcześniejszych lat, do dzieciństwa, do rodziny, po to by zrozumieć, w jaki sposób dany nawyk powstał. Każdy człowiek próbuje pozyskiwać energię w sposób agresywny lub pasywny. Agresywny polega na zmuszaniu ludzi wprost by poświęcali mu swoją uwagę. Pasywny polega na żerowaniu na współczuciu i ciekawości innych. Te dwie główne metody dzielą się na cztery grupy: Terrorystę, biedactwo, śledczego i zamkniętego w sobie. Przykłady: Jeśli ktoś agresywnie grozi ci fizycznie lub słownie, to ze strachu przed tym co może cię spotkać zwracasz na tę osobę swoją uwagę i oddajesz w ten sposób jej swoją energię. Ten scenariusz nazywa się ‚terrorysta.’ Jeśli ktoś opowiada ci, że przytrafiło mu się straszne rzeczy, być może sugeruje też, że to ty jesteś za nie jakoś pośrednio odpowiedzialny i jeśli odmówisz swojej pomocy, to wszystko będzie dla tej osoby jeszcze gorsze, taka osoba usiłuje przejąć kontrole nad twoją uwagą w sposób pasywny. Wystarczy być koło kogoś takiego by czuć się winnym. Ten scenariusz nazywa się ‚biedactwo.’ Jeśli ktoś zadaje mnóstwo pytań i wdziera się w świat drugiej osoby tylko po to by znaleźć w nim coś złego, jakiś słaby punkt i kiedy tylko go znajdzie to natychmiast znęca się lub krytykuje. Gdy damy wciągnąć się do tego scenariusza, oddajemy takiej osobie swoją uwagę. Ten scenariusz nazywa się ‚śledczy.’ Jeśli ktoś jest wyraźnie pasywny i tajemniczy, odpowiada zdawkowo, wciąga nas do rozmowy lub jakiegoś działania, samemu nic od siebie nie wnosząc, pozoruje jedynie zaangażowanie, to taka osoba żeruje wtedy na naszej uwadze. Ten scenariusz nazywa się ‚zamknięty w sobie.’Nasze życie jest nieustannie wplątane w scenariusze kontroli, przykładowo: Rodzice ‚śledczy,’ tworzą swe dzieci ‚zamknięte w sobie,’ a ‚biedactwa’ tworzą ‚terrorystów,’ itd. Wiadomo, że w rzeczywistości te ‚układy’ są o wiele bardziej skomplikowane, jednak mechanizm pozostaje zawsze ten sam. A kiedy zrozumiemy te mechanizmy w swoim otoczeniu, możemy zacząć uwalniać się od scenariuszy kontroli, dopiero wtedy pojmiemy, co tak naprawdę dotychczas działo się podczas naszego życia. Zanim ruszymy dalej, musimy pozbyć się tej iluzji kontroli, bo niemal każdy człowiek na tej planecie przynajmniej w jakimś stopniu posługuje się którymś z czterech scenariuszy kontroli. Kiedy już jesteśmy świadomi swojego scenariusza kontroli możemy skupić się na wyższej prawdzie całej swej rodziny, odnaleźć powód jaki krył się za walką o energię – prawdziwy powód, dla którego urodziliśmy w tej, a nie innej rodzinie. W tym ‚procesie’ podchodzenia samego siebie pomocna jest rekapitulacja. Na przykładzie tego wtajemniczenia wyraźnie widać, że większość wszelkich relacji międzyludzkich jest związana z szarością i nie istnieje wyraźna granica pomiędzy czarnym i białym…
    Tekst z: „synteza wtajemniczeń”
  7. Płynąc z nurtem

    (…) Kiedy osiągasz właściwy poziom energii, jesteś gotów świadomie włączyć się w nurt ewolucji. Bierzesz udział w ewolucji na swój sposób. Po pierwsze, jak już powiedziałem, nagromadzasz odpowiednią ilość energii. Następnie uświadamiasz sobie swój podstawowy problem życiowy, który przejąłeś od rodziców – on umiejscawia twoją ewolucję w ogólnym nurcie. Potem wkraczasz na własną drogę, odkrywasz mniejsze, doraźne problemy, które na bieżąco konfrontują cię z życiem. Te sprawy zawsze są częścią składową głównego problemu i określają, w jakim punkcie swoich życiowych poszukiwań w danej chwili jesteś.

    Kiedy już uświadomisz sobie owe problemy, zawsze intuicja w jakiś sposób wskaże ci, co zrobić lub w jakim kierunku się udać. Po prostu przeczucie da znak, jaki ma być następny twój krok. To działa zawsze, chyba że postawisz sobie niewłaściwe pytanie. Widzisz, życie polega nie tyle na tym, by otrzymywać właściwe odpowiedzi, ale na tym, by zadawać właściwe pytania. Jeśli pytania będą prawidłowe – odpowiedzi przyjdą same.

    Tak więc otrzymałeś wskazówkę, co może się teraz wydarzyć. Następny etap wymaga czujności i pilnej obserwacji. Prędzej czy później wydarzy się coś, co popchnie cię w kierunku wskazanym przez intuicję.

    (…) Siódme wtajemniczenie mówi o snach. (…) Trzeba porównać to, co się przytrafiło we śnie, z tym co ci się przytrafia w życiu.

    (…) – Porównaj sen ze swoim życiem.

    – Od czego mam zacząć?

    – Od początku. Od czego zaczął się sen?

    – Szukałem w lesie klucza.

    – I jak się wtedy czułeś?

    – Zagubiony.

    – Jak to się ma do twojej rzeczywistej sytuacji?

    – Jest jakiś związek – zgodziłem się. – Szukam odpowiedzi na pytania związane z Rękopisem i rzeczywiście czuję się cholernie zagubiony!

    – I co jeszcze naprawdę dzieje się z tobą? (…)

    – Schwytano mnie i zamknięto, mimo wszystkich moich wysiłków. Jedyne, na co teraz mogę liczyć, to przekonanie kogo trzeba, żeby mnie wypuścił.

    – Walczyłeś, aby cię nie schwytano?

    – Właśnie.

    – A co działo się we śnie?

    – Walczyłem z prądem rzeki.

    – Dlaczego?

    (…)

    – Bałem się, że mnie uniesie.

    – A co by się stało, gdybyś nie opierał się prądowi?

    – Może zniósłby mnie do klucza? To chcesz powiedzieć? Może gdybym dał ponieść się wydarzeniom, uzyskałbym odpowiedzi, których szukam?

    (…)

    – A gdybyś miał przeżyć ten sen jeszcze raz, co byś zrobił inaczej? (…)

    – Nie opierałbym się prądowi wody, nawet gdyby wyglądała groźnie. Wiedziałbym, że należy dać się unieść.

    – A co w życiu wydaje ci się teraz groźne?

    – Chyba żołnierze. Samo to, że jestem zatrzymany.

    – Cóż więc z tego wynika?

    – Czy sen mówi, że należy dopatrzyć się w zatrzymaniu dobrych stron? Tak myślisz? Nie odpowiedział. (…)

    (…) sny pojawiają się, aby przekazać nam te informacje o naszym życiu, których nam brakuje.

    (…) Okazuje się (…) że nie tylko sny dają nam wskazówki, ale także myśli i marzenia. (…) Widzimy w wyobraźni jakiś obraz lub wydarzenie. To jest dla nas wskazówka, co może się stać. Jeżeli zwrócimy na to uwagę, będziemy przygotowani, gdy nastąpi.

    (..) Siódme wtajemniczenie mówi (…) że mamy takich wizji więcej, niż nam się wydaje. Aby je rozpoznać, musimy przyjąć postawę obserwatora. Kiedy taka wizja nas nawiedzi, musimy zadać sobie pytanie: Dlaczego myślę o tym właśnie teraz? Jaki to ma związek z moimi aktualnymi problemami życiowymi? Postawa obserwatora pomaga nam uwolnić się od obsesji kontroli. Umiejscawia nas w nurcie ewolucji.

    (…) A myśli negatywne? Jak traktować przeczucia, że stanie się coś złego, ukochaną osobę spotka nieszczęście lub nie otrzymamy czegoś, czego bardzo pragniemy? (…) Takie obrazy powinniśmy tłumić w zarodku, gdy tylko się pojawią. Siłą woli można wywołać inne wizje, o pozytywnym wydźwięku. Po pewnym czasie złe myśli staną się coraz rzadsze, aż przestaną się pojawiać. Nasza intuicja będzie nastawiona na przeżycia pozytywne. Jeśli wówczas mimo to nawiedzą nas jakieś negatywne wizje, należy potraktować je bardzo poważnie i starać się zapobiec ich spełnieniu. Na przykład, jeśli mamy przeczucie, że ulegniemy wypadkowi samochodowemu, a wkrótce potem ktoś zaproponuje nam podwiezienie samochodem, nie należy się na to zgadzać.

    (…) Aby opanować siódme wtajemniczenie i włączyć się w nurt ewolucji (…) należy wyciągnąć wnioski z wszystkich wtajemniczeń i na podstawie tego, co nam one dały, wypracować sobie nową filozofię życia. (…) Czy potrafiłbyś podsumować zmiany, jakie zaszły w twoim postrzeganiu świata dzięki naukom wtajemniczeń?

    (…)

    – Wydaje mi się, jakbym obudził się ze snu. Świat nagle wydał mi się cudownym miejscem, w którym możemy mieć wszystko, czego potrzebujemy, jeśli tylko mamy świadomość naszej misji życiowej.

    – I co się wtedy dzieje?

    – Wtedy jesteśmy gotowi do włączenia się w nurt ewolucji

    – W jaki sposób?

    (…) – Mamy stale w pamięci nasze bieżące problemy i zadania życiowe i pilnie wypatrujemy wskazówek, jak je rozwiązać. Mogą one pojawić się we śnie, może nam je podpowiedzieć intuicja lub poznamy je po szczególnych kształtach i barwach, jakie przybiorą przedmioty w naszym otoczeniu. (…) Jeżeli w konkretnych sytuacjach, w obliczu konkretnych problemów potrafimy się skupić i zgromadzić zapas energii, wówczas intuicja podpowie nam, do czego mamy dążyć. A wtedy pojawią się zbiegi zdarzeń i one wskażą nam, jaki krok mamy wykonać, aby zmierzać we właściwym kierunku.

    – O, tak! (…) Rozumujesz prawidłowo. I zawsze, kiedy zbieg zdarzeń naprowadzi nas na coś nowego, nasza osobowość wzbogaca się i zaczynamy funkcjonować na wyższym stopniu ewolucji.

    (…) Siódmy stopień wtajemniczenia pozwala nam odczytywać odpowiedzi, gdy tylko się pojawią. Zwiększa to znaczenie codziennych doświadczeń.

    Musimy założyć, że każde wydarzenie coś znaczy i zawiera w sobie informację, która odnosi się do naszych pytań. Dotyczy to zwłaszcza doświadczeń, które uważamy za negatywne. Siódme wtajemniczenie uczy, że należy szukać dobrych stron w każdym zdarzeniu, nawet pozornie negatywnym. Tak na przykład początkowo uważałeś, że twoje uwięzienie to koniec wszystkiego. Teraz zdajesz sobie sprawę, że tu znalazłeś odpowiedzi na dręczące cię pytania.

    Siódme wtajemniczenie jest związane z pierwszym. Mówi o tym by używając całości wiedzy zdobytej dzięki sześciu wtajemniczeniom rozszerzyć swe doświadczanie nadzwyczajnych zbiegów okoliczności. Każdy z nas musi sobie przypomnieć najważniejsze życiowe momenty, punkty zwrotne, zbiegi okoliczności i spojrzeć na nie pod kątem ewolucji. Teraz zaczynamy podążać dalej, wolni od przeszłości, otwarci na swój własny duchowy cel, pozwalając zbiegom okoliczności prowadzić się ku coraz lepszemu zrozumieniu – robiąc to świadomie, samemu, już bez wpływu innych. Zanim będziemy mogli w pełni wykorzystywać owe tajemnicze zbiegi okoliczności – najpierw musimy się przebudzić jako ktoś, kim naprawdę jesteśmy. Sny niosą przesłanie, dają nam brakujące informacje o naszym życiu, trzeba je traktować bardzo poważnie. We śnie jesteśmy tak samo ‚realni’ i ‚prawdziwi’ jak w zwyczajnej rzeczywistości – to tylko kwestia postrzegania rzeczywistości blokuje nam drogę do tej wiedzy. Wiedza pochodząca ze snu jest taką samą wiedzą jak każda inna. Wszystko ma swą pozytywną stronę. Trzeba wciąż mieć w pamięci swoje aktualne pytania i szukać wskazówek, albo w snach, albo w intuicji, albo w swym otoczeniu, gdy coś nagle przyciąga naszą uwagę i staje się obecne. Informacje mogą pochodzić zewsząd, cały żywy świat do nas przemawia, najczęściej jednak mają je dla nas inni ludzie. Każdy z nas, po oczyszczeniu się z wszystkich starych ograniczeń, potrafi postawić właściwe pytania, które dotyczą różnych życiowych sytuacji. Zapamiętaj, by ciągle brać pod uwagę swoje pytania, w każdej chwili. Siódme wtajemniczenie zgłębimy wtedy, kiedy widzimy odpowiedzi natychmiast, w chwili, gdy się pojawiają.
    Tekst z: „synteza wtajemniczeń”
  8. Etyka międzyludzka

    (…) Ósme wtajemniczenie przestrzega, że twój rozwój może się zatrzymać, jeśli za bardzo uzależnisz się od innej osoby!

    (…) – Czy ósme wtajemniczenie uczy, jak postępować z dziećmi?

    – Nie tylko. Mówi także o wzajemnych stosunkach między ludźmi w ogóle oraz o przekazywaniu sobie energii i unikaniu uzależnienia się od innych.

    (…) Ósme wtajemniczenie (…) traktuje między innymi o nowym zastosowaniu energii w postępowaniu z innymi ludźmi, ale zacząć należy od samego początku, czyli od dzieci.

    – A więc jak powinniśmy postępować z dziećmi? (…)

    – Powinniśmy traktować je jak to, czym są naprawdę, czyli jak docelowe stadia naszej ewolucji. Z tym że dla swojego rozwoju potrzebują one stałego i bezwarunkowego dopływu naszej energii. Najgorszą krzywdą, jaką można wyrządzić dzieciom, jest pozbawianie ich energii pod pozorem eliminowania ich wad. Stąd biorą się gry kontroli (…) Możemy uniknąć powstawania u dzieci tych niepożądanych stereotypów zachowań, jeżeli dostarczymy im tyle energii, ile potrzebują, bez względu na okoliczności. Dlatego zawsze powinny brać udział w rozmowach, szczególnie jeśli te rozmowy ich dotyczą. Każdy powinien brać odpowiedzialność za tyle dzieci. iloma naprawdę jest w stanie się zająć.

    (…) A na sprawę liczby dzieci położony jest szczególny nacisk.

    – Dlaczego to takie ważne?

    (…) – Ponieważ jeden dorosły człowiek może w tym samym czasie skupić się i poświęcić uwagę tylko jednemu dziecku. Jeżeli na określoną liczbę dorosłych przypada zbyt duża liczba dzieci, dorośli są przemęczeni i nie potrafią zapewnić im odpowiedniej ilości energii. Wtedy dzieci zaczynają rywalizować między sobą o czas opiekunów.

    – Normalna rywalizacja rodzeństwa (…)

    (…) jest to poważniejszy problem, niż nam się wydaje. Ludzie często idealizują rodziny wielodzietne, uważając, że dzieci najlepiej wychowują się w grupie. Tymczasem dzieci powinny uczyć się życia od dorosłych, nie od innych dzieci. W przeciwnym wypadku zaczynają tworzyć własne subkultury. Według Rękopisu ludzie z czasem dojdą do wniosku, że nie powinni wydawać na świat potomstwa, jeżeli nie są w stanie zapewnić mu, by jeden dorosły zajmował się równocześnie tylko jednym dzieckiem.

    (…) W wielu przypadkach oboje rodzice muszą pracować, aby zarobić na życie. Czy to pozbawia ich prawa do rodzicielstwa?

    – Niekoniecznie. Zgodnie z Rękopisem rodzinę mogą tworzyć także ludzie niespokrewnieni ze sobą. Dorośli to niekoniecznie znaczy rodzice. Odpowiednią koncentrację uwagi, a więc i energii, może także zapewnić ktoś obcy. Czasem nawet jest to lepsze. Ktokolwiek zaopiekuje się dzieckiem, musi mu poświęcać bardzo dużo uwagi.

    – Chyba masz rację – przyznałem. – Mareta robi wrażenie bardzo dojrzałej na swój wiek.

    Karla skrzywiła się i zwróciła mi uwagę:

    – Nie mów tego mnie, tylko jej.

    – Dobrze. Mareto – zwróciłem się do małej – zachowujesz się jak dorosła osoba!

    Dziewczynka na chwilę jakby się zawstydziła, ale zaraz odpowiedziała uprzejmie:

    – Dziękuję panu.

    Karla objęła ją i z dumą zwróciła się do mnie.

    – Przez ostatnie dwa lata starałam się postępować z Maretą zgodnie z zaleceniami Rękopisu, prawda, kochanie?

    Mała z uśmiechem przytaknęła.

    – Starałam się dostarczać jej energii i zawsze mówić prawdę o tym, co się dzieje, w zrozumiałym dla niej języku. Kiedy zadawała mi pytania, jakie zwykle zadaje każde dziecko, zawsze traktowałam je poważnie, unikając zbywania bajeczkami, które mają służyć rozrywce dorosłych.

    – Masz na myśli takie bajeczki, jak ta, że bociany przynoszą dzieci?

    – To też. Te tradycyjne historyjki nie są jeszcze najgorsze. Dzieci łatwo poznają się na nich, gdyż są one takie same od wieków. Dużo gorsze są natomiast zniekształcenia faktów, wymyślane na poczekaniu przez dorosłych, którzy chcą zabawiać się kosztem dziecka lub dlatego, że uważają prawdę za zbyt trudną dla niego. Tymczasem wszystko zawsze można przekazać w sposób zrozumiały i odpowiedni do wieku dziecka, trzeba się tylko trochę potrudzić.

    (…) – Przecież dzieci na ogół wyczuwają, kiedy dorośli żartują! Czy maluchy wychowywane w ten sposób nie dojrzewają przedwcześnie, tracą część radości dzieciństwa?

    (…) – Maretą jest pełna radości życia. Razem biegamy, baraszkujemy i gramy w zwykłe dziecięce gry. Różnica polega na tym, że za każdym razem ona wie, kiedy przekraczamy granice fantazji.

    (…) – Maretą czuje się pewnie (…) bo wie, że jestem tu dla niej. Poświęcam jej uwagę, gdy tylko tego potrzebuje. A jeśli nie ma mnie w domu. zastępuje mnie moja siostra, która mieszka po sąsiedzku. Stale w pobliżu jest ktoś dorosły. kto może szczerze odpowiadać na jej pytania i chętnie się nią zajmuje. Dlatego Maretą nigdy nie czuje potrzeby udawania czegokolwiek dla zwrócenia na siebie uwagi. Zawsze otrzymywała wystarczającą ilość energii i może mieć pewność, że tak będzie nadal. Dlatego łatwiej przyjdzie jej zamienić pobieranie energii od dorosłych na pobieranie jej ze wszechświata.

    (…) ósme wtajemniczenie mówi o uzależnieniu uczuciowym ludzi.

    (…) Zdarza się, że ktoś już nauczył się interpretować swoją przeszłość i włączył się w nurt ewolucji, ale to wszystko może zostać zahamowane przez uzależnienie od innej osoby.

    (…) koncepcja uzależnienia – jak określa to Rękopis – wyjaśnia, jak w romantycznych związkach uczuciowych dochodzi do walki o władzę. Zawsze zastanawialiśmy się, dlaczego euforia ślepej miłości nagle przeradza się w konflikt. Teraz już wiemy. Wynika to z przepływu energii między dwiema zaangażowanymi osobami.

    Kiedy przychodzi miłość, partnerzy nieświadomie obdarzają się energią, czując się przy tym lekko i radośnie. Ten stan nazywamy “zakochaniem się”. Gdy jednak człowiek zaczyna oczekiwać uczucia tylko od innego człowieka, odcina się od energii wszechświata. Wtedy może oprzeć się jedynie na tym źródle energii, jakim jest partner, a to wkrótce przestaje wystarczać. Wówczas obie strony przestają obdarzać się nawzajem energią i powracają do swoich starych gier kontroli. Chcą podporządkować sobie partnera i tym samym zdobyć jego energię. Teraz związek ich przeradza się już w zwykłą walkę o władzę.
    (…)podatność na ten rodzaj uzależnienia ma podłoże psychologiczne.
    (…) Problem zaczyna się już we wczesnym dzieciństwie. Wskutek trwającej w naszym środowisku rodzinnym walki o władzę nie udaje się nam doprowadzić do końca pewnego doniosłego procesu psychologicznego, procesu integracji pierwiastków płci przeciwnej.

    – Jakiego procesu?

    – Ja – wyjaśniała cierpliwie – nie zdołałam w dzieciństwie dopełnić swojej osobowości pierwiastkiem męskim, a ty żeńskim. Możemy popaść w uzależnienie od osobnika płci przeciwnej, ponieważ ciągle jeszcze potrzebujemy jego energii. Musisz wiedzieć, że mistyczna energia, do której wewnętrznego źródła możemy się “podłączyć”, ma postać męską lub żeńską. Jeśli wstąpimy na drogę ewolucji, zanim się do niej podłączymy, musimy być bardzo ostrożni. Proces integracji trwa bardzo długo. Jeśli zbyt wcześnie podłączymy się do męskiego lub żeńskiego źródła zewnętrznej energii, możemy zamknąć sobie dostęp do energii wszechświata.

    (…) – Spróbuj wyobrazić sobie, jak przebiega proces integracji w idealnej rodzinie. Na początku dziecko musi otrzymywać energię od rodziców. Zwykle identyfikacja, połączona z integracją energii rodzica tej samej płci, przychodzi mu łatwo, natomiast pobieranie energii od drugiego z rodziców jest trudniejsze właśnie z powodu różnicy płci.

    Weźmy na przykład małą dziewczynkę. Jej pierwsze próby integracji pierwiastków męskich przejawiają się jako zauroczenie ojcem. Dziewczynka stale chce z nim przebywać. Rękopis wyjaśnia, że w ten sposób dziewczynka poszukuje męskiej energii, która uzupełnia żeńską stronę jej osobowości. Pierwiastek męski daje jej poczucie pełni i szczęścia. Na tym etapie dziewczynce błędnie wydaje się, że może zdobyć męską energię tylko przez fizyczny kontakt z ojcem. Nadaje to jej uczuciu zabarwienie seksualne.

    Zachodzi tu ciekawe zjawisko. Dziewczynka czuje intuicyjnie, że męska energia jakby należy do niej i może nią dowolnie rozporządzać, chce rządzić ojcem, jakby był częścią niej samej. Przypisuje mu doskonałość i cechy magiczne, dzięki którym może on spełnić każdą jej zachciankę. Jeśli rodzina nie jest idealna, między córką a ojcem powstaje konflikt władzy. Wytwarza się gra kontroli, ponieważ dziewczynka uczy się kształtować swoją osobowość w taki sposób, aby móc manipulować ojcem dla pozyskania jego energii.
    Natomiast w idealnej rodzinie ojciec nie pozostaje niedościgłym wzorem doskonałości. Stara się zawsze postępować uczciwie i dostarcza córce tyle energii, ile jej potrzebuje, choćby nie był w stanie zaspokoić wszystkich jej oczekiwań. W naszym idealnym przykładzie zakładamy, że ojciec jest przez cały czas otwarty i komunikatywny. Córka może początkowo przypisywać mu cechy idealne i magiczne, ale jeżeli ojciec uczciwie pokazuje, kim naprawdę jest, co i dlaczego robi, to w końcu zaakceptuje ona jego autentyczne cechy i możliwości. Taka dziewczynka odrzuci nierealistyczny obraz ojca i przyjmie go jako normalnego człowieka, z jego wadami i zaletami. Tak wygląda właściwa rywalizacja pierwiastków płci. Takie dziecko nie ma trudności z przejściem od pobierania energii płci przeciwnej od ojca do pozyskiwania jej jako części energii wszechświata.

    Niestety, jak dotąd większość rodziców rywalizuje o energię z. własnymi dziećmi. Odbija się to na nas wszystkich, bo wskutek tego nikt z nas nie potrafi rozwiązać kwestii integracji pierwiastka płci przeciwnej we własnej osobowości. Zatrzymaliśmy się na etapie poszukiwania energii płci przeciwnej w świecie zewnętrznym, czyli w osobniku płci przeciwnej, któremu przypisujemy cechy idealne i magiczne i którego pragniemy posiąść.

    (…) – Z punktu widzenia możliwości naszego świadomego uczestnictwa w ewolucji (…) jest to sytuacja niezwykle trudna. Jak już mówiłam, kiedy włączymy się w proces ewolucyjny, zaczynamy pobierać energię płci przeciwnej niejako automatycznie. Stanowi ona naturalną część składową energii wszechświata. Musimy być bardzo ostrożni, bo jeżeli na naszej drodze stanie osoba, która zaoferuje nam taką energię wprost, wówczas możemy odłączyć się od prawdziwego jej źródła.
    (…) dopóki nie nauczymy się unikać takich sytuacji, funkcjonujemy jako półokrąg, w kształcie litery C. Jesteśmy wówczas nastawieni na poszukiwanie osoby płci odmiennej, która stanowiłaby drugi półokrąg. Kiedy się do nas przyłączy, stworzymy razem pełne koło. Da nam to pewien przypływ energii i złudzenie, że osiągnęliśmy już pełnię łączności ze wszechświatem. Tymczasem dołączyliśmy tylko do osoby poszukującej swojej “drugiej połowy” w tym samym celu.

    Reneau nazwał taką sytuację klasyczną relacją współuzależnienia, która natychmiast rodzi nowe problemy.

    (…) problem polega na tym, że każda z tych osób sądzi, iż osiągnęła już pełny krąg. Tymczasem dopiero oboje razem tworzą jedną kompletną osobę, w której jedna strona zaopatruje drugą w energię płci przeciwnej. Ale ta jedna osoba ma dwie głowy, dwa ego, z których każde chce rządzić drugim, gdyż uważa je za część siebie. Tym sposobem złudzenie kompletności pryska, a pojawia się normalna walka o władzę. Każdy z partnerów chciałby sam kierować tym wspólnym organizmem, tak jakby drugiego nie było. Co się oczywiście nie udaje. Już się nie udaje. Dawniej często zdarzało się, że jeden z partnerów zgadzał się na całkowite podporządkowanie drugiemu i przeważnie była to kobieta, rzadko kiedy mężczyzna. Ale teraz właśnie przebudziliśmy się. Nikt nie chce dłużej być niczyim poddanym!
    (…)
    – Oto co zostało z całej romantyki! (…)

    – Ależ skąd! To nie przekreśla romantycznej miłości (…) Ale najlepiej najpierw samemu uzupełnić własny okrąg i stworzyć sobie stałą łączność ze wszechświatem. Wymaga to czasu, ale potem nie będą już nam zagrażały takie sytuacje i według słów Rękopisu osiągniemy wyższą formę związku. Wtedy więź uczuciowa z drugą osobą stworzy super-osobowość i nie będzie nikogo ściągać z drogi jego rozwoju ewolucyjnego.

    – Tak jak to robimy my, ja i Marjorie, prawda? Ściągamy siebie nawzajem z tej drogi?

    – Tak.

    – A jak można tego uniknąć?

    – Na razie trzeba się strzec “miłości od pierwszego spojrzenia” i nauczyć się trwać w platonicznych związkach. I ciągle pamiętać o procesie integracji pierwiastka płci przeciwnej. Należy wiązać się tylko z osobami, które potrafią się w pełni odsłonić, wyjaśniają, dlaczego postępują właśnie tak jak postępują – podobnie jak się to dzieje w idealnych układach z rodzicem płci przeciwnej w dzieciństwie. Kiedy poznamy prawdziwe oblicze naszego partnera, będziemy mogli odrzucić wszystkie fantastyczne wyobrażenia na jego temat, co pozwoli nam znów nawiązać kontakt z wszechświatem.

    Pamiętaj też – przestrzegła – że to nie jest łatwe, zwłaszcza gdy trzeba się wyrwać z istniejącego już stanu współuzależnienia. Powoduje to utratę energii. Przyprawia nas o cierpienie. Ale to konieczne. Współuzależnienie nie jest jakąś nową przypadłością, która nęka tylko niektórych. Wszyscy jesteśmy współuzależnieni, a teraz chcemy się z tego wyzwolić.

    Najlepszym sposobem jest spróbować ponownie przeżyć to uczucie zadowolenia i euforii, jakie odczuwa się na początku, kiedy jesteś jeszcze sam, a więź wzajemna dopiero się rodzi.

    kiedy to mogłeś jego czy ją jakby przejrzeć na wylot. Po osiągnięciu takiego stanu twój rozwój postępuje o krok dalej i wtedy możesz natrafić na taki związek uczuciowy, który najbardziej ci odpowiada.

    (…) Nasz sposób odnoszenia się do ludzi określa tempo naszej ewolucji i czas oczekiwania na odpowiedzi na nasze pytania

    (…) Rękopis mówi, że ilekroć czyjeś drogi krzyżują się znaszymi, to jest zawsze dla nas jakiś sygnał. Spotkania takie nigdy nie są przypadkowe. Nasza reakcja na nie jest świadectwem naszej gotowości do przyjęcia przesłania, jakie dla nas mają. Jeżeli nawiążemy rozmowę z kimś, czyja droga spotkała się z naszą, i nie dostrzegamy w niej żadnej odpowiedzi na nasze aktualne pytania, to nie znaczy to, że takiej informacji nie ma. To znaczy, że z jakichś przyczyn nie zwróciliśmy na nią uwagi.

    (…) Czy nie zdarzyło ci się nigdy, niespodziewanie spotkać znajomego, porozmawiać z nim przez chwilkę i rozstać się, a potem, w tym samym dniu czy najdalej tygodniu, znów się na niego natknąć?

    – Owszem, zdarzało się.

    – I co wtedy mówiliście? Pewnie coś w rodzaju: “To zabawne, że znów się spotykamy”. Pośmialiście się i rozchodziliście każdy w swoją stronę?

    – Zwykle tak to wyglądało.

    – Rękopis zaleca, aby w takiej sytuacji przerwać to, co aktualnie robimy, obojętne, co to jest, i spróbować domyślić się, co mamy do przekazania tej osobie, a ona nam. Gdy raz ludzie zrozumieją ten mechanizm, ich wzajemne oddziaływanie będzie może wolniejsze, lecz bardziej celowe i przemyślane.

    (…) Kiedy podziwiamy czyjś wygląd i sposób bycia, koncentrując się na nim tak długo, aż zacznie wyróżniać się z tłumu, wtedy zyskujemy tyle energii, że możemy obdarować nią innych.

    Właściwie jest w tym sporo egoizmu (…) Im bardziej kogoś kochamy i podziwiamy, tym więcej energii zyskujemy. Tym sposobem obdarzanie innych miłością i energią jest działaniem na rzecz dobra własnego.

    (…) Jednostkowy efekt takiego przekazywania energii (…) jest bardzo silny. Załóżmy na przykład, że dostarczyłeś mi właśnie energii. Czuję to od razu. Ogarnia mnie uczucie lekkości, jasność widzenia i formułowania myśli.

    Ponieważ dostarczasz mi więcej energii, niż byłabym w stanie zdobyć skądinąd, łatwiej mogę wyartykułować moje przesłanie i w zrozumiałej formie przekazać je tobie. To. Co mówię, stanowi dla ciebie odkrycie, wskutek czego możesz pełniej postrzegać moją osobowość i koncentrować się na niej, sięgając do coraz głębszych jej pokładów. To z kolei daje mi jeszcze więcej energii i jeszcze szerszy wgląd w moje przesłanie. I cykl zaczyna się od nowa. Osoby uczestniczące w tym procesie – dwie czy więcej – potrafią wznieść się na niewiarygodnie wysoki poziom podbudowując energię partnera i natychmiast otrzymując ją z powrotem. Zdajesz sobie chyba sprawę, że jest to zupełnie co innego niż relacja współuzależnienia. Ta relacja zaczyna się podobnie, lecz wkrótce przeradza w walkę o dominację, ponieważ wzajemne uzależnienie odcina partnerów od właściwego źródła energii. Tymczasem prawdziwe przekazywanie energii nie wymaga trwałego związku o z góry określonym celu. Obie strony oczekują tylko informacji.

    (…) Co mamy robić, jeśli nasz rozmówca prowadzi z nami grę kontroli i chce nas do niej wciągnąć? Jak się przed tym bronić? (…) Rękopis mówi, że jeżeli nie podejmiemy współgry, to i tamtej osobie gra się nie powiedzie.

    (…) Gdybym próbowała też go zastraszyć, podjęłabym narzuconą przez niego grę, co pewnie skończyłoby się użyciem siły. Tymczasem ja postąpiłam zgodnie ze wskazaniami Rękopisu i powiedziałam mu w oczy, jaką grą się posługuje. Wszystkie gry są strategią pozyskiwania energii. On chciał ją zdobyć grając rolę terrorysty. Kiedy zastosował ją wobec mnie, powiedziałam mu otwarcie, co to jest to, co on robi.

    – To dlatego spytałaś, czemu jest taki zły?

    – Tak. śadne skryte manipulacje dla zdobycia energii nie powiodą się, jeśli ujawnimy ich istnienie. Wtedy przestaną być skryte. To bardzo prosty sposób: trzeba nazwać po imieniu to, o co naprawdę chodzi naszemu rozmówcy. To go zmusi do uczciwego zachowania.

    (…) Najważniejsze, aby jednocześnie za tą grą dostrzec żywego człowieka i starać się przesłać mu jak najwięcej energii. Kiedy taki osobnik zorientuje się, że tak czy owak otrzyma tę energię, porzuca wyszukane sposoby jej zdobycia.

    – Co mogłaś dostrzec w tym bubku?

    – Mogłam w nim dostrzec biednego, wystraszonego chłopinę rozpaczliwie potrzebującego energii.

    (…) Cały wszechświat jest energią, energią która odpowiada na nasze oczekiwania. Z tej samej energii składają się ludzie, więc kiedy mamy jakieś pytanie, dają ci poznać, kto ma na nie odpowiedź. (…) każdy, kto pojawia się na naszej drodze, ma nam coś do przekazania. Gdyby było inaczej, wybraliby inną drogę lub pojawili się wcześniej albo później.

    (…)No więc kogo wybierasz?

    – Rękopis mówi, że można to poznać po pewnych wskazówkach. (…) nagły spontaniczny kontakt wzrokowy oznacza, że te dwie osoby powinny porozmawiać.
    (…)
    – Co jeszcze Rękopis każe uznać za znak?

    – Na przykład to, że jakaś osoba wydaje się nam dziwnie znajoma, mimo że widzimy ją pierwszy raz w życiu.
    (…)
    niektórzy są dla siebienawzajem duszami pokrewnymi. Takie duchowe pokrewieństwo rozwija się zwykle na bazie wspólnych zainteresowań. A kto podobnie do nas myśli, stwarza zwykle podobne wrażenie zewnętrzne. Pokrewne dusze rozpoznajemy zwykle intuicyjnie i często zdarza się, że mają dla nas cenne informacje.
    (…)
    Kiedy jesteśmy na kogoś szczególnie wyczuleni, możemy dostrzec jego prawdziwe “ja” poza wszystkimi pozami, które przybiera. Na wyższym poziomie koncentracji jesteśmy zdolni odczytać czyjeś myśli z ulotnego wyrazu jego twarzy. To całkiem naturalne.

    – To raczej coś z telepatii.

    – Telepatia też jest czymś bardzo naturalnym (…)

    (…) Ósme wtajemniczenie uczy również świadomego współdziałania w grupie (…) Odpręż się i spróbuj opanować ten proces. Kiedy toczy się rozmowa w grupie, zawsze tylko jeden jej uczestnik ma do powiedzenia coś, co jest w danej chwili najważniejsze. Jeżeli pozostali są czujni, zwykle wiedzą, kto to jest. i wtedy koncentrują się na nim przekazując mu energię, aby mógł wyrazić swoją myśl możliwie najjaśniej.

    W miarę jak konwersacja się rozwija, kolejna osoba będzie miała do powiedzenia coś najważniejszego, potem następna i tak dalej. Jeśli pilnie śledzisz tok rozmowy, poczujesz, kiedy jest twoja kolej. Myśl. którą masz wypowiedzieć, sama przyjdzie ci do głowy. W miarę jak konwersacja się rozwija, kolejna osoba będzie miała do powiedzenia coś najważniejszego, potem następna i tak dalej. Jeśli pilnie śledzisz tok rozmowy, poczujesz, kiedy jest twoja kolej. Myśl. którą masz wypowiedzieć, sama przyjdzie ci do głowy.
    (…)
    Istota tego procesu (..) polega na tym, aby mówić wtedy, kiedy przyjdzie twój czas, a przekazywać energię, kiedy jest czas kogoś innego.

    – Oczywiście nie zawsze się wszystko udaje (…) Niektórzy ludzie popadają w samozadowolenie. Myślą, że mówią coś bardzo ważnego, a ponieważ przypływ energii poprawia ich samopoczucie, nie przestają mówić, nawet kiedy minął ich czas i powinni przekazać energię komu innemu. Tacy ludzie usiłują zdominować grupę.

    Inni znowu są zbyt nieśmiali i choć czują, że mają coś ważnego do powiedzenia, boją się wyrazić to głośno. Dochodzi wtedy do rozbicia grupy i jej członkowie nie mogą skorzystać ze wszystkich informacji. To samo dzieje się, gdy niektórzy członkowie grupy nie są akceptowani przez innych. Nie otrzymują oni energii, a grupa traci korzyści, które mogłyby przynieść ich myśli.
    (…)
    Ważne jest, w jaki sposób izoluje się niektórych członkówgrupy. Jeżeli kogoś nie lubimy lub czujemy się przez kogoś zagrożeni, koncentrujemy się zwykle na tych jego cechach, które nas rażą lub denerwują. W ten sposób, zamiast dostrzegać ukryte piękno tego człowieka i przekazywać mu energię, pozbawiamy go jej i szkodzimy mu. Taka osoba nie wie nawet, dlaczego raptem czuje się gorzej i mniej pewnie.

    – Taka ostra rywalizacja powoduje, że ludzie dużo szybciej się starzeją (…)

    – W dobrze funkcjonującej grupie poziom energii każdego jej członka powinien wzrastać dzięki energii otrzymanej od innych. Wtedy indywidualne biopola łączą się tworząc jeden duży magazyn energii. Taka grupa jest jakby jednym organizmem z wieloma głowami, gdzie co jakiś czas poszczególny jej element może reprezentować całość. W tak zorganizowanej grupie każdy jej członek wie, kiedy przyjdzie jego kolej i co ma do powiedzenia, gdyż ma jasną i wyraźną wizję celu i sensu życia. Taka jest właśnie ta wzbogacona osobowość, o której mówi ósme wtajemniczenie w kontekście związku uczuciowego między mężczyzną a kobietą. Tym też sposobem kilka grup może wspólnie stworzyć jedną.

    Ósme wtajemniczenie mówi o etyce międzyludzkiej i o tym jak zachowywać się w grupie. Mówi o tym, że możemy zablokować swój dalszy rozwój uzależnieniem od innych. Najlepszym przykładem jest walka o władzę w miłosnych związkach. Zwykle posługujemy się swym scenariuszem kontroli i w pewnym momencie zaczyna brakować w takim związku energii. I znów najczęściej problem zaczyna się już w dzieciństwie… Dzieje się tak, ponieważ nie potrafimy zintegrować w sobie pierwiastka płci przeciwnej. Mistyczna energia wszechświata jest zarówno męska jak i żeńska. Poznajemy ją i łączymy się już w piątym wtajemniczeniu jednak bardzo często nie potrafimy jej utrzymać, ponieważ nie jesteśmy zrównoważeni. Otrzymujemy coś, na co nie jesteśmy przygotowani. Mężczyźni i kobiety są jak dwie połówki kuli. Miłość, dlatego jest tak cudowna, ponieważ zawsze dostarcza nam brakującej energii. Powinniśmy być jednak ostrożni, bo jeśli pojawi się ktoś, kto ofiarowuje na swą energię bezpośrednio, samym sobą, to możemy bardzo łatwo odciąć się od źródła i cofnąć w rozwoju. Według ósmego wtajemniczenia powinniśmy najpierw zrównoważyć samych siebie by stać się pełnią. Związek takich dwóch wcześniej już zrównoważonych osób tworzy coś niesłychanego, można go określić; ‚superosobą.’ Taki związek nie zatrzyma naszego rozwoju, nie sprowadzi nikogo z ścieżki wiedzy i ewolucji. Etyka międzyludzka obejmuje nie tylko związek dwojga dorosłych, równie istotny jest związek rodzice – dzieci. Nasze dzieci bowiem dokonują wyższej syntezy tego, kim my sami jesteśmy. Jeśli przestaniemy stosować wobec swych dzieci scenariuszy kontroli otrzymamy od nich czystą bezinteresowną miłość, nawet jeszcze więcej, takie dzieci już bardzo wcześnie stają się zrównoważone, nie muszą stosować ‚obronnych’ scenariuszy kontroli wobec swych rodziców. Dalej: kluczem do sukcesu, jest umiejętność spojrzenia na prawdziwą osobę, poza scenariuszem kontroli, który odgrywa – trzeba wysłać takiej osobie tyle energii ile się zdoła. Bo jeśli ktoś taki poczuje, że jednak napływa do niej energia, to łatwiej jest takiej osobie zrezygnować z manipulowania tobą! Jeszcze dalej: Prawdziwa projekcja energii nie łączy się z posiadaniem ani przywiązaniem, obie osoby oczekują jedynie wiadomości. Intuicyjnie ‚rozpoznajemy’ ludzi z własnej ‚grupy,’ a to właśnie oni najczęściej mają dla nas jakieś ważne wiadomości. Jeśli będziemy uważni, gdy z kimś rozmawiamy, otrzymamy odpowiedzi na swoje pytania. Z trzeciego i czwartego wtajemniczenia dowiadujemy się, że osoba może inna zasilać swą energią. W ósmym wtajemniczeniu dowiadujemy się, że grupa ludzi może ze sobą współpracować dzieląc się swą energią. W dobrze funkcjonującej grupie chodzi o to, by energia i wibracje każdej z osób rosły dzięki pomocy innych. Kiedy tak się staje, energia każdego z członków grupy łączy się z energią innych, tworzy się jedno wielkie pole energetyczne. To tak, jakby cała grupa była jednym ciałem o wielu głowach. W takiej grupie każdy wie doskonale kiedy się odezwać i co powiedzieć, bo ma głębszy wgląd w prawdę, widzi jaśniej, następuje wtedy czysta wymiana wiadomości. To właśnie jest zjawisko Wyższej Osoby, o której ósme wtajemniczenie mówi przy okazji miłosnych związków mężczyzny i kobiety oraz większej grupy ludzi. Na przykładzie tego wtajemniczenia dostrzec można wyraźnie, co ‚robi’ z nami wszystkimi mroczny program babiloński ‚wgrany’ w ludzkość kilka tysięcy lat temu. Program ten nazywa się: ‚Czas to pieniądz.’ Wypacza praktycznie wszystko na swej drodze, nawet związki międzyludzkie. To właśnie on jest odpowiedzialny za iluzoryczne poczucie braku połączenia z źródłem.
    Tekst z: „synteza wtajemniczeń”
  9. Nowa cywilizacja

    (…) zasada świadomego udziału, zgodnie z którą każdy stara się raczej spotęgować najlepsze cechy innych niż zyskać nad nimi przewagę, jest wizją przyszłości gatunku ludzkiego. Pomyśl tylko, jak wzrośnie wtedy poziom energii i tempo ewolucji każdego z nas!

    (…) Dziewiąte wtajemniczenie (…) opisuje zmiany, jakie zajdą w następnym tysiącleciu na skutek świadomej ewolucji rodzaju ludzkiego. Styl życia będzie wówczas całkiem inny. Ludzkość dobrowolnie ograniczy swoją reprodukcję, tak aby każdy człowiek miał szansę mieszkać w najpiękniejszych i najbogatszych w energię miejscach na Ziemi. W przyszłości będzie takich miejsc więcej, bo świadomie pozostawimy nietknięte lasy, aby zgromadził się tam potencjał energetyczny.

    Dziewiąte wtajemniczenie przewiduje (…) że w połowie przyszłego tysiąclecia ludzie przeważnie będą przebywać wśród takich drzew jak te i pieczołowicie utrzymanych ogrodów, ale w pobliżu mając ośrodki miejskie wyposażone we wszelkie cuda techniki. Produkcja żywności, odzieży i środków transportu zostanie w pełni zautomatyzowana i dostępna dla każdego. Potrzeby ludności będą całkowicie zaspokajane bez wymiany pieniężnej…

    Intuicja podpowie każdemu, co ma robić i kiedy. Wszelkie rodzaje działalności będą harmonijnie się uzupełniać. Nie będzie nadmiernej konsumpcji, ponieważ wyeliminuje się chęć posiadania i potrzebę kontroli bezpieczeństwa. W następnym tysiącleciu życie zyska inny wymiar…

    Celem naszego bytu stanie się przeżywanie własnej ewolucji, radość z otrzymywanych intuicyjnie przekazów i wypełniającego się na naszych oczach przeznaczenia. Ludzkość zwolni tempo życia, uwrażliwi się natomiast na nieoczekiwane tajemnicze zdarzenia, które mogą zaistnieć wszędzie: na leśnej ścieżce, na moście przerzuconym nad przepaścią…

    Wyobrażacie sobie takie pełne tajemniczych znaczeń spotkania istot ludzkich?

    Pomyślcie, jak w takich warunkach zachowają się dwie osoby, które spotkają się po raz pierwszy. Najpierw każde zajmie się obserwacją ujawniającego wszystkie zamiary biopola drugiej. Kiedy zdobędą jasność, świadomie otworzą się przed sobą, aż wreszcie przekażą sobie istotne informacje. Potem każda pójdzie swoją drogą, lecz już jako inna istota. Ich osobowość zyska całkiem nowy wymiar. Każda osoba będzie mogła oddziaływać na otoczenie w taki sposób, jaki nie był możliwy przed tym spotkaniem.

    (…) Rękopis głosi, że doprowadzi nas do tego nasz naturalny instynkt poszukiwania prawdy (…)
    – Może jednak, by w pełni zrozumieć przebieg tego procesu, trzeba będzie wyobrazić sobie następne tysiąclecie,
    (…)

    – Weźmy chociażby nasze tysiąclecie. W Średniowieczu żyliśmy w uproszczonym, czarno-białym świecie, określonym zgodnie z wolą Kościoła. W okresie Odrodzenia uwolniliśmy się od tego. Zorientowaliśmy się bowiem, że pozycja człowieka we wszechświecie jest bardziej skomplikowana, niż przedstawiają to nam ojcowie Kościoła. Zażądaliśmy więc pełnej prawdy.

    Wydawało się, że dostarczy jej nam nauka. Kiedy i ona nie udzieliła natychmiastowych odpowiedzi na nasze pytania, poniechaliśmy poszukiwań i przekształciliśmy nowoczesny etos pracy w nałóg, wynosząc na ołtarze realność, a pozbawiając nasz świat duchowości. Teraz widzimy już, co kryje się za tym nałogiem. Zdaliśmy sobie sprawę, że pięć wieków naszej krzątaniny wokół spraw bytowych stworzyło podwalinę dla nowego życia, które przywróci należytą rangę sprawom ducha.

    Dzięki metodom naukowym uzyskaliśmy informację, że ludzkość zamieszkującą tę planetę czeka świadoma ewolucja.

    Kiedy już opanujemy zasady tej ewolucji i każdy odnajdzie swoją właściwą drogę do prawdy, wtedy – jak przewiduje dziewiąte wtajemniczenie – cała nasza cywilizacja ulegać będzie dalszym przemianom.

    (…)

    – Gdy osiągniemy stan krytyczny i umiejętność wglądu w siebie stanie się zjawiskiem powszechnym, ludzkość wejdzie w okres wytężonej introspekcji. Po raz pierwszy zdamy sobie sprawę, jak piękny i uduchowiony jest świat przyrody. Innym wzrokiem spojrzymy na drzewa, rzeki i góry, które objawią się nam jako przybytki potężnych sił, zasługujących na cześć i szacunek. Zażądamy zaprzestania wszelkiej działalności gospodarczej, która mogłaby zagrażać tym skarbom. Indywidualna ewolucja każdego z nas przyniesie alternatywne rozwiązania problemu zanieczyszczenia środowiska – czyjaś intuicja odkryje te możliwości w procesie ewolucji własnej.

    Pierwszym wielkim przeobrażeniem, jakie nastąpi, będzie masowe zjawisko zmiany zawodów. Kiedy bowiem intuicja podpowie każdemu, kim jest naprawdę i czym powinien się zajmować, okaże się, że często niewłaściwi ludzie pracują na niewłaściwych stanowiskach i muszą je zmienić, aby móc się dalej rozwijać. W tym okresie ludzie będą kilkakrotnie w ciągu swojego życia zmieniać pracę.
    Następnym przeobrażeniem cywilizacyjnym stanie się pełna automatyzacja produkcji dóbr konsumpcyjnych. Ludziom wprowadzającym tę automatyzację może się wydawać, że wymaga tego zwiększenie efektywności gospodarki. Dopiero gdy dojdzie do głosu intuicja, przekonają się, że właściwym zadaniem automatyzacji jest zwiększenie ilości naszego wolnego czasu, abyśmy mogli poświęcić go na inne formy aktywności.

    Tymczasem ci. którzy za wskazaniami intuicji pozostaną przy dawniej wybranych zawodach, też będą chcieli mieć więcej wolnego czasu. Okaże się bowiem, że to, co mamy do powiedzenia i zrobienia poza pracą, jest zbyt ważne, aby dało się pogodzić ze zwyczajowo ustalonymi godzinami pracy. Tak więc w poszukiwaniu swego celu życiowego będziemy dążyć do skrócenia czasu pracy. Dwie lub trzy osoby będą wykonywać to, co dawniej przypadało na jeden etat. Dzięki temu ci, których automatyzacja pozbawiła zajęcia, będą mogli znaleźć zatrudnienie, choćby w niepełnym wymiarze godzin.

    – A co z pieniędzmi? (…) Nie wierzę, aby ludzie dobrowolnie zgodzili się na obniżenie swoich dochodów.

    – Nie będą musieli (…) Nasze dochody pozostaną na niezmienionym poziomie, gdyż ludzie będą się wynagradzać za usługi natury duchowej.

    – Za co? (…)

    – Rękopis powiada, że kiedy dowiemy się więcej o przepływie energii we wszechświecie, sami zobaczymy, co się dzieje, gdy komuś coś dajemy. Na razie jedyną moralną podbudową dawania jest wąskie pojęcie kościelnej dziesięciny…

    (…)

    występujące w Piśmie Świętym pojęcie dziesięciny najczęściej interpretowane jest jako nakaz oddawania Kościołowi dziesięciu procent swoich przychodów. Podbudowę moralną tego nakazu miała stanowić idea, zgodnie z którą wszystko, co oddamy, będzie nam wielokrotnie zwrócone. Dziewiąte wtajemniczenie wyjaśnia, że dawanie jest w gruncie rzeczy powszechną formą wspierania, nie tylko Kościoła, lecz każdego. Dając zarazem otrzymujemy coś z powrotem, co wynika z przepływu energii we wszechświecie. Kiedy przekazujemy komuś energię, powstaje w nas próżnia, która jeżeli jesteśmy podłączeni do energii wszechświata, natychmiast się wypełnia. Podobnie z pieniędzmi. Dziewiąte wtajemniczenie głosi, że gdy zaczniemy regularnie dawać, otrzymamy więcej, niż będziemy w stanie z powrotem oddać.

    Powinniśmy wynagradzać tych. którzy przekazują nam jakieś wartości duchowe. Osoby, które pojawiają się w naszym życiu we właściwej chwili i przynoszą nam odpowiedzi na aktualne pytania, powinny otrzymywać za to pieniądze. W ten sposób będziemy mogli zacząć pomnażać nasze dochody i rezygnować z zajęć, które nas ograniczają. Jeżeli taką “duchową gospodarkę” zacznie prowadzić więcej osób, dokona się skok w cywilizację następnego tysiąclecia. Tym sposobem osiągniemy najpierw stadium ewolucyjnego dochodzenia do odpowiednich dla nas zajęć, aby przejść do następnego etapu, w którym będziemy otrzymywać wynagrodzenie za sam swobodny rozwój i za przekazywanie innym swoich osobistych dóbr duchowych.

    (…)

    Jeśli wszyscy będą brać w tym udział, to będziemy dawać i otrzymywać nieustannie i te interakcje, ta wymiana informacji stanie się naszym nowym zajęciem, nowym kierunkiem w ekonomii. Będziemy opłacani przez ludzi, z którymi wejdziemy w kontakt. W tej sytuacji materialna sfera życia zostanie całkowicie zautomatyzowana, będziemy bowiem zbyt zajęci, aby posiadać środki produkcji lub zarządzać nimi. Będziemy dążyć do tego, by produkcja materialna była zautomatyzowana i traktowana jako usługowa. Będziemy może mieć w niej swoje udziały, ale to nas wyzwoli, pozwoli się rozprężyć. I to będzie era informacji.

    W tej chwili jednak najważniejsze jest, abyśmy zrozumieli, dokąd zmierzamy. Dotychczas nie byliśmy w stanie chronić środowiska, zdemokratyzować życia na Ziemi ani pomóc biednym, ponieważ nie mogliśmy pozbyć się ani strachu przed obniżeniem poziomu życia, ani żądzy władzy. A nie mogliśmy się na to zdobyć, gdyż nie znaliśmy alternatywy. Teraz już ją znamy.

    Czy nie będziemy jednak potrzebować tańszych źródeł energii? (…)

    – Topiki, nadprzewodniki, sztuczna inteligencja (…) Technologicznie byliśmy już blisko procesu pełnej automatyzacji, a teraz mamy także podbudowę teoretyczną – znamy cel.

    – Otóż to! (…) Najważniejsze, abyśmy uznali słuszność takiego stylu życia. Jesteśmy na tej planecie nie po to, aby tworzyć swoje prywatne imperia władzy, lecz po to, by móc się dalej rozwijać. Wynagradzanie wartości duchowych zapoczątkuje erę przemian i w miarę rozwoju automatyzacji będzie zanikał pieniądz. Stanie się niepotrzebny. Idąc za wskazaniami intuicji, będziemy brać z życia tylko to, co niezbędne.

    – I wtedy zrozumiemy (…) że naturalne, nieskażone obszary Ziemi powinny być chronione i otaczane szczególną opieką jako źródła niezwykłej siły.

    (…) automatyzacja musi być zharmonizowana z przepływem energii na kuli ziemskiej. Mnie zawsze interesowały lasy i ich rola w ekosferze. Dziewiąte wtajemniczenie mówi, że w miarę postępu ewolucji ludzkość dobrowolnie ograniczy swoją rozrodczość do takiej liczby ludności, jaką Ziemia może wyżywić. Jesteśmy stworzeni do życia w obrębie naturalnych systemów energetycznych naszej planety. Rolnictwo zostanie w pełni zautomatyzowane, z wyjątkiem uprawy tych roślin, które – przeznaczone do konsumpcji – będą otrzymywać od nas energię. Drzewa dla celów budowlanych będą sadzone na wyznaczonych specjalnie terenach. Dzięki temu pozostałe drzewa będą mogły swobodnie rosnąć, starzeć się i przekształcać w potężne lasy.

    Wreszcie takie lasy staną się czymś powszechnym, a nie czymś wyjątkowym, a ludzie będą żyć w bezpośredniej bliskości źródła ich siły. Pomyśl, jak pełen energii będzie wówczas nasz świat.

    – Powinno to podnieść poziom energii każdego człowieka

    (…)

    – Przyspieszy to (…) tempo naszej indywidualnej ewolucji. Im lepiej będziemy przygotowani na przyjęcie przypływu energii, tym szybciej zareaguje wszechświat, nieoczekiwanie zsyłając na naszą drogę ludzi, którzy odpowiedzą nam na pytania. (…) A kiedy idziemy za głosem intuicji i jakieś nieoczekiwane spotkanie posuwa nas naprzód, to zarazem wznosimy się na wyższy stopień rozwoju.

    Czyli że naprzód oznacza zarazem w górę (…) A im dalej posuwa się historia…

    – My osiągamy coraz wyższy i wyższy poziom energii, a w konsekwencji wyższy stopień rozwoju

    (…) Rękopis ułatwi zrozumienie wielu wyznań religijnych i dopomoże religiom osiągnąć ich cele. Każda religia opiera się na poszukiwaniu przez ludzkość związku ze źródłem doskonałości. I wszystkie też mówią o przyjęciu przez człowieka Boga do swojego wnętrza, co nas uszlachetni. Religie poszły złą drogą, kiedy przywódcy zaczęli przypisywać sobie prawo do interpretacji wobec wiernych woli Boga, zamiast demonstrować im, jak mogą znaleźć drogę do Boga w swoim wnętrzu…

    Rękopis przewiduje, że kiedyś w historii znajdzie się osoba, która w pełni ogarnie drogę do Boga jako źródła energii i wyznacznika celu i własnym przykładem wykaże, iż takie połączenie jest możliwe

    (…) Dziewiąte wtajemniczenie jasno ukazuje nasze ostateczne przeznaczenie (…)Przypomina nam, ludziom, że to my jesteśmy szczytowym ogniwem ewolucji. Wraca do początków materii i opowiada ojej rozwoju i rozwoju gatunków do coraz wyższych form organizacji. Ludzie pierwotni uczestniczyli w ewolucji nieświadomie, zdobywając energię, gdy zwyciężali przeciwników, a tracąc ją, kiedy zostawali pokonani. Konflikty trwały, dopóki nie wynaleziono demokracji. Wtedy też nie ustały, ale przeniosły się z płaszczyzny fizycznej na intelektualną…

    Cały ten proces (…) zakodował się w naszej świadomości. Teraz widzimy jasno, że cała historia ludzkości przygotowywała nas do ewolucji świadomej. Potrafimy już podnosić swój poziom energii i świadomie wykorzystywać biegi zdarzeń. Przyspiesza to tempo naszej ewolucji, a zarazem podnosi nas na wyższy poziom organizacji.

    (…) – Przeznaczeniem człowieka jest stałe podnoszenie poziomu swojej energii. Wzrost poziomu naszej energii spowoduje z kolei wzrost ruchu atomów w naszym ciele.

    (…) Wtedy staniemy się lżejsi, czyli bardziej uduchowieni. (…)

    – Dziewiąte wtajemniczenie powiada, że kiedy ludziom uda się stale przyspieszać ruch atomów, zaczną się dziać dziwne rzeczy. Całe zbiorowiska ludzi, które osiągną określony poziom organizacji materii, mogą stawać się niewidzialne dla tych, którzy jeszcze tego nie osiągnęli. Wtedy ludziom na niższym etapie będzie się wydawało, że tamci znikli. A oni będą świadomi, że nie zmienili miejsca, tylko po prostu czują się lżej…

    (…) – Kiedy ludzie osiągną tak wysoki poziom organizacji materii, że dla niektórych staną się niewidzialni (…) będzie to znak, że przekroczyliśmy granicę między tym a tamtym światem.

    (…) – W trzecim tysiącleciu (…) taki poziom organizacji osiągnie już większość ludzi. Będzie to się odbywać grupowo, wśród ludzi najsilniej ze sobą złączonych duchowo. W historii zdarzało się. że pewne społeczności osiągały ten poziom równocześnie. Według dziewiątego wtajemniczenia na przykład Majowie przeszli razem z jednego świata do drugiego.

    (…) Dziewiąte wtajemniczenie przewiduje, że poszczególne jednostki od czasu do czasu mogą indywidualnie przekraczać barierę dwóch światów, ale na większą skalę nie stanie się to, dopóki nie zlikwidujemy uczucia strachu i nie nauczymy się utrzymywać właściwego stanu skupienia w każdej sytuacji.

    (…) Dziewiąte wtajemniczenie pomoże nam uzyskać taką pewność siebie, abyśmy byli w stanie to zrobić. Ukazuje nam, do czego zmierzamy, podczas gdy inne rozdziały przedstawiają wizję świata pełnego piękna i energii, a nas uczą, jak zacieśniać z nim kontakt i postrzegać jego piękno.

    Im więcej piękna postrzegamy, tym bardziej postępuje nasza ewolucja. A im dalej posuwamy się na drodze ewolucji, tym wyższy jest poziom wibracji naszych atomów. A nasilone postrzeganie i wzmożony ruch atomów otworzy przed nami niebo. Tylko jeszcze o tym nie wiemy.

    Gdybyśmy zwątpili w słuszność obranej przez nas drogi lub stracili z oczu cel, musimy pamiętać, dokąd zmierza nasza ewolucja, na czym polega istota życia. Naszym celem jest osiągnięcie nieba na Ziemi. Teraz już wiemy, jak można to zrobić… jak to zrobimy.

    Dziewiąte wtajemniczenie mówi o podnoszeniu swej wibracji – swej wrażliwości. Opowiada też o autorach tych wtajemniczeń – Majach. O tym jak wszyscy razem podnosząc swą wibrację przenieśli się z tego wymiaru w inny. Mówi też o lęku, o tym, że w tym samym czasie, gdy pojawi się nowa duchowa świadomość, powstanie równie wielka siła przeciwna tym przemianom. Dopiero dziesiąte wtajemniczenie może zakończyć walkę poglądów i polaryzacje sił. Majowie – pozostawiając po sobie te wtajemniczenia, pragnęli pomóc następnym pokoleniom w pełniejszym wglądzie w to, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.
    Tekst z: „synteza wtajemniczeń”

Były to wybrane fragmenty z książki „Niebiańska przepowiednia” (The Celestine Prophecy), autor to James Redfield

W sieci można znaleźć e-book, sama książka nie jest droga, sam znalazłem na allegro. Istnieje także film na podstawie tej książki.

Marzec 6, 2009 - Posted by | Inne

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: