Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Joanna Gwiazda o Kiszczaku

Postanowiłem podać co nie co o Kiszczaku z książki „Poza układem” autorstwa Joanny i Andrzeja Gwiazda.

Będzie to w nawiązaniu do tego video…

Poniżej tekst który pierwotnie [pierwodruk] ukazał się w chyba czasopiśmie(?) „Poza Układem” nr 12 1991 rok.

Na marginesie książki Kiszczaka

Po wyjściu z obozu dla internowanych, latem 1982 roku dowiedziałam się od moich koleżanek, że po zgodę na dodatkowe widzenie ze swoimi bliskimi w więzieniu chodzą one bezpośrednio do generała Kiszczaka. Powiedziałam, że chcę bronić więźniów politycznych, informując opinię publiczną i organizując nacisk społeczny na władze. Natomiast do zbrodniarza, który wprowadził w Polsce stan wojenny, po protekcję nie pójdę. Wtedy zarobiłam na opinię zacietrzewionej.

Bardzo szybko zorientowałam się, że mój mąż przebywa w gorszych warunkach niż inni i nie przysługują mu prawa, z których korzystają jego koledzy. Obostrzone rygory nie były fantazją prokuratora czy złośliwością służb więziennych, ani nie wynikały z charakteru czy zachowania Andrzeja w więzieniu. Rodzina i obrońcy Andrzeja dokładali wszelkich starań, aby poprawić jego sytuację. Toczyliśmy długotrwałą batalię o możliwość dostarczenia mu leków. Sprowadziliśmy z Francji wybitnych lekarzy, którzy jako przedstawiciele międzynarodowych organizacji zabiegali na miejscu, m.in. u Kiszczaka, o możliwość zbadania Andrzeja i innych chorych więźniów. Wszystkie starania były bezskuteczne – rozkazy płynęły z góry.

W okresie wielkanocnym 1983 roku dostałam niepokojące sygnały, że Andrzej został ukarany dwoma tygodniami karceru – chory przebywał w nieogrzewanej piwnicy, z jednym kocem na noc na betonowej pryczy, bez lekarstw i z obniżoną racją żywnościową. Wtedy przyjechała koleżanka z Warszawy. Powiedziała, że Andrzej jest na wykończeniu, ale wszystko jest tak załatwione, że jeśli udam się z prośbą do generała Kiszczaka i do prymasa Glempa, to mam szansę uzyskać zgodę na naszą emigrację. Powiedziała jeszcze coś, co zapamiętam do końca życia – „Gdyby Jacek [Kuroń] wiedział, że Gajka umrze, to też prosiłby o emigracyjny paszport”. Był to najtrudniejszy dla mnie moment w stanie wojennym. Organizowanie akcji w obronie Andrzeja pomogło mi wrócić do równowagi.

W okresie wielkanocnym 1984 roku odbywało się sławne „kuszenie jedenastki”14 i widzenia były wstrzymane, ale adwokat poinformował mnie, że jeśli napiszę podanie do mecenasa Jana Olszewskiego i prośbę uzasadnię tym, że chcę namówić męża do emigracji lub podpisania lojala, to widzenie otrzymam.

Nie napisałam, choć adwokat zapewniał, że nikt nie wymaga, abym rzeczywiście na widzeniu Andrzeja do czegokolwiek namawiała. Takie podanie mogłoby posłużyć do kompromitowania rzekomo „niezłomnych” Gwiazdów.

Wkrótce okazało się, że „jedenastka” nie uległa szantażowi i zaczęłam mieć nadzieję, iż Andrzej niebawem wyjdzie. Znam skutki choroby amnestyjnej, więc starałam się o tym nie myśleć i dalej robiłam swoje. Wtedy znajomy, z którym często się spotykałam, zaczął mi opowiadać o emerytowanym esbeku, który jest po naszej stronie i przekazuje mu różne informacje i dobre rady. Zalecał on, aby dla bezpieczeństwa nie jeździć pierwszą klasą ani samolotem. Na wyjazdy do Warszawy brałam jeden dzień urlopu; 10 godzin spędzałam w pociągu, 5 godzin w obskurnej poczekalni w więzieniu na Rakowieckiej. W pierwszej klasie mogłam się przynajmniej wyspać, więc zlekceważyłam te dobre rady – „Nie jestem komandosem, sprzątną mnie kiedy zechcą, bez względu na sytuację”.

Następne informacje były równie bezsensowne, ale z biegiem czasu okazało się, że ten esbek jest czynnym funkcjonariuszem, a nawet, że uzgadnia z szefem, co ma powiedzieć. Wreszcie padła propozycja – „Prosi o spotkanie osobiste, bo musi z tobą pomówić o Andrzeju”. Był czerwiec 1984 roku, zbliżała się lipcowa amnestia. Odruchowo stanowczo odmówiłam, ale znajomy nalegał, więc przytoczę argumenty obu stron. „Esbek jest wiarygodny, ponieważ prosił mnie o ostrzeżenie Bogdana Lisa, zrobiłem to, Lis zlekceważył i został aresztowany”. Na temat aresztowania Lisa miałam własną hipotezę, ale wtedy nie opowiadałam o tym nikomu, bo sprawa wydawała się niewiarygodna. Otóż było tak: w dzień po aresztowaniu Lisa spotkałam przypadkowo u znajomych jego łącznika. Był to młody chłopak, tak wstrząśnięty świeżą wiadomością, iż na moment zapomniał, że teraz jestem już tylko „osobą niebezpieczną dla podziemia” kierowanego przez Borusewicza. Powiedział mi tak – „Pani Joanno, ja nie rozumiem, jak to się mogło stać, znałem każdy krok Bogdana, chyba że zwinęli go jak szedł na spotkanie z esbecją”. Tak się przeraził tego, co powiedział, że już nic więcej z niego nie wyciągnęłam. Mój znajomy też posłużył się ciekawym argumentem. Pół żartem, pół serio powiedział – „Każdy ma swojego esbeka, nawet ksiądz Jankowski, a rangę w opozycji mierzy się stopniem służbowym informatora z esbecji”. Pytam więc – „Skąd wiadomo, czy ten informator działa w tę stronę, a nie odwrotnie?”. „Nie musisz mu wierzyć i ostrożniej nic mu nie mówić, ale informacje dobrze mieć”. Odpowiedziałam, że informacje, które mogą być celową dezinformacją, nie interesują mnie na tyle, żeby narażać na ogromne niebezpieczeństwo być może uczciwego człowieka.

Nie podam nazwiska koleżanki, ani znajomego, którzy przekazywali mi te propozycje, ponieważ wiem, że są do dziś przekonani, iż działali dla naszego dobra. I oczywiście mają rację.

Przytoczę jeszcze jeden przykład na „obłaskawianie” opozycji. Po wyjściu z więzienia Andrzej szybko przekonał się, że przez podziemie podporządkowane Wałęsie jesteśmy traktowani jak „wróg publiczny nr 1″. Ze wszystkim jakoś sobie radziliśmy dzięki wspaniałym współpracownikom, ale brak własnej drukarni przekreślał bardziej ambitne i długofalowe zamierzenia. Andrzej dostał wtedy propozycję z podziemia, że za 1,5 miliona sprzedadzą mu offset do remontu, a za 2,5 miliona nowy. Skąd wziąć taką górę pieniędzy? Andrzej nie mógł dostać pracy, żyliśmy z mojej małej pensji, oszczędności były na wyczerpaniu. Wtedy koleżanka z Gdańska przekazała Andrzejowi taką informację: „Zgłosił się do mnie wysoki funkcjonariusz SB, który chce ci przekazać dużą sumę pieniędzy. Nie stawia żadnych warunków. W SB też są ludzie, którzy uważają, że twoja linia polityczna powinna mieć jakieś możliwości działania”. Tak odbywało się nawiązywanie kontaktów Kiszczaka z opozycją. Działał jeszcze jeden mechanizm, który powodował szybkie topnienie naszych sił: już „obłaskawieni” nie mogli ścierpieć uparciuchów, którzy dla jakiejś idee fixe chcieli pozostać niezależni.

O tym, jak odbywało się subtelne lansowanie „obłaskawionych” i polityczne kasowanie niezależnych, można by napisać całą książkę.

Każdy rozsądny czytelnik powie: na ośli upór Gwiazdów nie było żadnego lekarstwa, trudno się dziwić, że nie załapali się na porozumienie „okrągłego stołu”. Oczywiście, to wszyscy uważają za naturalne, a najbardziej, rzecz jasna, my sami.

Dziwne jest natomiast coś innego. Dlaczego ludzie nie widzą związku między sposobem, w jaki „kształtowała się linia porozumienia”, a obecną sytuacją w Polsce? Czy naprawdę nikomu nie przyszło do głowy, że metody stosowane przez wywiad i kontrwywiad do werbowania agentów w obozie przeciwnika nie są odpowiednie przy „werbowaniu” elit władzy normalnego państwa? Dlaczego jajogłowi w Warszawie nie ostrzegli narodu, że dzieje się coś bardzo niedobrego? Szantaż, korupcja, podsłuch i podgląd, wykorzystywanie ciężkich sytuacji życiowych do wymuszenia uległości, niszczenie niepokornych – tego wszystkiego nasze elity intelektualne po prostu nie zauważyły. Załatwiali swoje paszporty i inne „ważne życiowe sprawy” u przemiłego, uczynnego Kiszczaka.

Nasz głos był „głosem wołającym na puszczy”, a propaganda Kiszczaka łatwo sobie z nami radziła – „Wiadomo, sfrustrowani, bo się nie załapali”. Do Kiszczaka nie mam żadnego osobistego stosunku, nie widziałam go nawet w telewizji. Zawsze uważałam Kiszczaka za wybitnie utalentowanego policjanta, choć trzeba przyznać, że w opozycji trafił na przeciwnika nienajwyższej próby. Jeśli w książce Kiszczak szczerze przedstawia swoje, podobno dobre, intencje, to znaczy, że technikę dezinformacji własnego sumienia doprowadził do perfekcji. Posługiwania się pojęciami dobra i zła, funkcjonującymi w świecie normalnych ludzi, też raczej nauczył się na policyjnych kursach. Być może w jakimś wyższym sensie jest to człowiek niewinny, tak jak niewinne jest małe dziecko, które drze kolorowe książeczki zamiast je czytać. Moim zdaniem, w normalnych ludzkich kategoriach Kiszczak winien jest zdrady Ojczyzny.

Wiem, że nigdy nie stanie przed sądem – zbyt wielu ludzi go polubiło.

W wojnie psychologicznej Polska przegrała z Azją.

Joanna Gwiazda

P. S. W książce „Generał Kiszczak mówi prawie wszystko”, ciepło pisze się nie tylko o Adamie Michniku i Raulu Castro. Oto fragment poświęcony ministrowi nauki i techniki:

„Jeden z polskich wojskowych wszedł w posiadanie materiałów, które sprawiły, że zespół uczonych pod kierownictwem generała prof. Kaliskiego – wojskowego, ale i wielce utalentowanego fizyka, bardzo niekonwencjonalnego oficera (uwielbiał szybką jazdę samochodem), a przy tym jednego z nielicznych polskich fizyków wymienianych wśród kandydatów do Nagrody Nobla – był o krok od skonstruowania lasera przydatnego w gwiezdnych wojnach” (s. 50). Obłuda tych słów polega na tym, że w tym właśnie momencie prof. Kaliski zginął w wypadku samochodowym (na skutek zbyt szybkiej jazdy pękła opona). O tym w książce nie ma żadnej wzmianki.

Zgodnie z filozofią książki i używając języka generała Kiszczaka, sylwetka i postępowanie generała Kaliskiego było „ahistoryczne”. W tym sensie generał Kiszczak jest postacią wybitnie historyczną. Zawsze dobrze, a czasem nawet z małym wyprzedzeniem odczytywał ducha dziejów: „…paradoksalnie, najbardziej życzliwie nastawieni byli doń [mowa o „okrągłym stole”] w naszym bloku Rosjanie. Traktowali go jako eksperyment, który wart jest powtórzenia u nich…” (s. 266). Historia zawsze ma rację. Samo życie eliminuje idee i postawy ahistoryczne.

Powyższy tekst to fragment z książki „Poza układem” – Joanna i Andrzej Gwiazda strony 100-106

Luty 5, 2009 - Posted by | Inne

1 komentarz

  1. […] Tu też bezlinkowie. Joanna Gwiazda o Kiszczaku « Dziwny jest ten świat […]

    Pingback - autor: Niusy z Górnej Wolty « Blog emigracyjny | Luty 5, 2009


Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: