Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Odrzucenie przez rodziców i konsekwencje

Rodzice którzy mają problem w relacjach ze swoimi dziećmi, powinni mieć pretensje do samych siebie!

To że dziecko zachowuje się tak a nie inaczej w stosunku do rodzica to zasługa samego rodzica. Rodzice sami sobie są winni. Rodzice w dzisiejszych czasach nie umieją wychowywać swoich dzieci.

Zastanów się z milion razy, czy umiesz wychować dziecko, przed jego sprowadzeniem na świat.

Obserwuje pewien problem który występuje w relacjach między matka, ojcem a synem czy córką. Jakoś ciężko się dogadać. Przykładowo w mojej rodzinie. Ja sam miałem z tym problem, nie mogłem się dogadać z matką.

Przeanalizowałem sobie parę spraw, trochę o tym poczytałem. No i problem nie jest taki prosty.

Np u mnie na początku wystąpił problem z dogadaniem się z matką ponieważ byłem taki jak matka. To dziwne trochę, ale sprawa ma się tak że wystąpiło ścieranie się dwóch takich samych charakterów.

Kiedy denerwuje cie coś u drugiej osoby, najprawdopodobniej masz taką samą cechę.

Rodzice wychowując swoje dzieci przekazują im swoje cechy. Przykładowo matka lubi się wymądrzać, dziecko rośnie i widzi to, uczy się tego. Później kiedy już jest dorosłe stosuje takie same sztuczki. No i np lubi się wymądrzać, matka to widzi i wkurza się, mówi „przestań tak się wymądrzać, gówniaro!”. Matkę denerwuje to, wkurza się. Ten problem jest złożony, jest jak domino, jak fraktal.

Taki cytat z książki:

„Od chwili narodzin sposób, w jaki rodzice reagują na potrzeby swojego malucha, stanowi główny czynnik kształtujący osobowość dziecka. Zauważcie, że nie chodzi tu o „stopień, w jakim rodzice zaspokajają potrzeby dziecka”. Nie. Klucz do rozwoju osobowość dziecka znajduje się w osobowości rodzica; innymi słowy – w rozwoju osobowości dziecka nie chodzi tylko o to, co rodzić robi, ale jak to robi.” – z książki „To wszystko wina twoich rodziców?”, Philip Van Munching, Bernie Katz

Im bardziej matka wkurza się na swoje dzieci tym bardziej i coraz częściej okazuje im to. Dzieciaki to widzą i to na nich wpływa. Doświadczają wtedy tego co się nazywa „odrzuceniem”. Dziecko zostaje odrzucone od swojej matki lub ojca, albo dwoje naraz, i chyba najczęściej jest tak że właśnie od dwojga naraz.

Kiedy dziecko zostanie odrzucone odnosi się do swoich rodziców z pogardą. Dalsze stosunki raczej nie są w porządku.

Pamiętam że miałem taki okres i chyba w jakiejś części nadal go mam. Trochę szperałem, aby się dowiedzieć o tym problemie, kiedy uzyskałem wiedzę jak to wszystko wygląda byłem raczej zły. Wkurzony na matkę za to co robi i co już zrobiła. Moje stosunki z nią raczej nie były fajne.

Można tym się zająć, można od strony dziecka, ale i też od strony rodzica. Kto wyrazi wolę, która strona zacznie, nie ma to znaczenia, ważne żeby wziąć i się tym zająć. Ma to kilka ważnych następstw. Uzdrowienie relacji w rodzinie pomaga obydwu stronom, mają lepsze samopoczucie. Najważniejszą jednak sprawą jest przerwanie „klątwy pokoleń”. Osoba która w tym tkwi, przenosi to na swoich przyszłych dzieci a one na swoje i tak dalej, można to przerwać.

Kolejny cytat:

„Wszyscy rodzice od czasu do czasu popełniają błędy. Ja sama popełniam kilka strasznych błędów wobec moich dzieci, co było powodem niemałego bólu dla nich i dla mnie. Żaden rodzic nie może być emocjonalnie otwarty przez cały czas. Jest to całkowicie normalne, że rodzice czasami krzyczą na swoje dzieci. Wszyscy rodzice od czasu do czasu bywają zbyt władczy. Większość rodziców, nawet jeśli zdarza się to rzadko, sprawia lanie swoim dzieciom. Czy z powodu tych uchybień należy uznać ich za okrutników?

Oczywiście że nie. Rodzice są tylko ludźmi i mają mnóstwo swoich własnych problemów. Większość dzieci znosi okazjonalne wybuchy złości dopóty, dopóki otrzymuje, jako przeciwwagę, dużo miłości i zrozumienia

Jest niestety wielu rodziców, których negatywne wzorce zachowań w sposób stały i dominujący wpływają na życie dziecka. To są właśnie rodzice, którzy wyrządzają krzywdę.

Kiedy szukałam zwrotu opisującego wspólną cechę łączącą tych szkodzących rodziców, przyszło mi do głowy słowo „toksyczni”. Emocjonalne wyniszczenie spowodowane przez rodziców, podobnie jak chemiczna trucizna, rozchodzi się w dziecku. Wraz z rozwojem dziecka rośnie również odczuwany przez nie ból. Czyż jest lepsze słowo niż toksyczni, którym można by się posłużyć do opisu rodziców, którzy zaszczepiają w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia, poniżenia i nie przestają tego robić, nawet kiedy dzieci są już dorosłe?

Ale nie zawsze musi to być oddziaływanie systematyczne lub długotrwałe. Zniewaga seksualna czy fizyczna może być tak traumatyczna, że często pojedyncze zdarzenie wystarczy, aby spowodować ogromną emocjonalną szkodę.

Niestety, wychowywanie dzieci, ta jedna z najbardziej istotnych umiejętności, jest nadal w dużej mierze wysiłkiem polegającym na przetrzepywaniu skóry. Nasi rodzice nauczyli się tego przede wszystkim od ludzi, którzy wcale nie musieli być w tym tacy dobrzy – od swoich własnych rodziców. Wiele uświęconych tradycją technik wychowawczych przekazywanych z pokolenia na pokolenie, to po prostu złe rady ukryte pod maską ludowej mądrości.” – z książki „Toksyczni rodzice”, Susan Forward

Jeśli jesteś rodzicem i masz problem w kontaktach ze swoimi dziećmi, a chcesz to naprawić, powinieneś przede wszystkim rozpocząć od samego siebie, a skończyć na relacjach z twoimi dzieciakami. To naprawdę nie jest ich wina że zostali wychowanie tak a nie inaczej przez… ciebie. Pretensje tylko do siebie.

Jeśli jesteś potomkiem swoich rodziców i chcesz coś zrobić aby poprawić stosunki z rodzicami, musisz przedrzeć się przez las, poznawania siebie. Obserwuj siebie i swoich rodziców.

Jak to Susan Forward napisała w swojej książce, jeśli dziecko doświadcza negatywnych cech procesu wychowania, ale i też dobrych które to kompensują, wtedy jest w miarę normalnie. To taka delikatna równowaga. Jeśli wskazówka przechyli się za bardzo na jedną czy drugą stronę wtedy mamy nie normalny proces wychowawczy, a samo dziecko odpowiednio sie temu przyporządkowuje. Forward napisała że w dzisiejszych czasach jest masa rodzin gdzie wskazówka delikatnej równowagi przechyla się na stronę cech negatywnych. Wtedy to sami rodzice są toksyczni a dziecko… Dziecko będzie adekwatne do tych cech, można się domyślić że nic dobrego z tego nie będzie.

Więc ktoś tu zapomniał o czymś takim jak równowaga w procesie wychowania, o dobrych i złych cechach. Wszystko to definiuje jacy ludzie chodzą po tym świecie, jakie mamy społeczeństwo, jaką będziemy mieli przyszłość. Wydaje się że nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, chyba dlatego że nikt nie dostrzega problemu, skoro czegoś nie widać tego nie ma.

Moja matka wychowując moją młodszą siostrę serwuje jej na co dzień właśnie dużo takich cech negatywnych:

  • krytyka tego co robi, nie rób tak, rób tak jak ja robię bo inaczej będzie źle, popsujesz coś!
  • poniżanie poprzez mówienie że jest niemądra, głupia, że nie będzie się chciał z nią nikt bawić
  • jest nie potrzebna, sprawia tylko kłopot, matka jest za stara na wychowywanie kolejnego dzieciaka
  • idź do ojca, idź do matki, sama się pobaw, nikt się z tobą nie będzie bawił
  • sama naucz się robić sobie jedzenie (ma 6 lat), daj mi święty spokój!
  • inne

Jest tego więcej, jest i tak już za wiele, jest zdecydowanie za wiele, za dużo, a za mało pozytywnych cech.

Konsekwencje

Dziecko zamyka się w sobie, obraża się, nic nie mówi. Matka narzeka na brak kontaktu z dzieciakiem. Nie ma się czemu dziwić że dziecko się odcina od…. toksycznego rodzica. Dzieciak stracił humor, więcej czasu jest bardziej smutne aniżeli uśmiechnięte. Jest nie pewna, jest strachliwa, boi się. Jest nadmiernie przywiązana do matki. To przywiązanie to taki paradoks, wyjaśnia go Pia Mellody w swojej książce „Toksyczne związki”, mianowicie chodzi o uzależnienie od rodzica. Rodzic jest nadmiernie opiekuńczy przez co dziecko nauczyło się wyręczenia przez mamę niż samo ma coś zrobić.

To jest samo nakręcająca się spirala, niczym czarna dziura i tak jest w wielu rodzinach. Występują coraz gorsze stosunki, nic się nie poprawia jest tylko gorzej. Rodzice chcą coś zrobić, robią i tylko pogarszają sprawę. Jak już wspomniałem, trzeba zacząć od siebie a nie od kogoś, ponieważ powtarzamy wzorce które są… destruktywne.

Wspomniałem o moim stosunku do rodziców, szczególnie do matki. Na początku zwykle występuje „ścieranie sie charakterów”. Polecam po obserwować matkę czy ojca kiedy się wkurzysz, przeanalizować jaki czynnik to spowodował, czynnik psychologiczny np mądrzenie się, poniżanie, wywyższanie się itd. Jakie elementy zwracają uwagę obserwatora. Później przyrównać to do siebie i obserwować czy też to posiadamy.

Warto też przyjrzeć się technikom wychowawczym takim jak np manipulacja, zastraszanie itd.

Ostatecznie można dojść do gorzkiej i bolesnej prawdy, mianowicie tego co to wszystko powoduje, jaki charakter to tworzy. To jaki jesteś, to jaki jest człowiek, zawdzięczamy naszym rodzicom, czy ktoś jest na sali idealny i nic absolutnie nie chciał by zmienić u siebie? Znaczy się czy wszyscy akceptują swoje życie i uważają że mają naprawdę dobre życie? Zapewne pojawią się wyjątki, ale to wyjątki, co z całą resztą?

Cóż, ja wiem że ja tkwie w bagnie, widzę to bagno i wiem że warto z niego wyjść.

Mam akurat przed sobą taki cytat:

„Prawie wszyscy dorośli, dzieci toksycznych rodziców, bez względu na to, czy byli bici jako malcy, czy pozostawieni samym sobie, seksualnie znieważeni czy traktowani jak głupcy, przesadnie chronieni czy też przeciążeni poczuciem winy cierpią na zaskakująco podobne symptomy: zachwianie poczucia własnej wartości prowadzące do autodestrukcyjnych zachowań. W pewien sposób wszyscy oni czują się bezwartościowi, niekochani i nieadekwatni. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że dzieci toksycznych rodziców, czasami świadomie, czasami nieświadomie, same siebie winią za rodzicielskie zniewagi. Bezbronnemu, zależnemu od rodziców dziecku łatwiej jest poczuć się winnym i zasłużyć na gniew tatusia za zrobienie czegoś „złego”, niż uznać przerażający fakt, że tatusiowi, który powinien je otaczać opieką, nie można zaufać.

Kiedy te dzieci stają się ludźmi dorosłymi, nadal dźwigają ciężary winy i nieadekwatności, co powoduje, że jest im wyjątkowo trudno zbudować pozytywny obraz samego siebie. W rezultacie brak pewności siebie i poczucia własnej wartości może odbić się na każdym aspekcie ich życia.” – z książki „Toksyczni rodzice”, Susan Forward

Myślę że odrzucenie najczęściej ma miejsce kiedy wychowujący rodzic jest narcyzem. Osoba która myśli o sobie, mówiąc w uproszczeniu. Ale to już temat na osobny wpis.

Styczeń 30, 2009 - Posted by | psychologia | ,

2 Komentarze

  1. U mnie jest podobnie tylko że ja już się w sobie zamykam ta strona mi bardzo pomogła wiele rzeczy zrozumiałam.Dziękuje…!

    Komentarz - autor: ania | Marzec 8, 2009

  2. to smutne ale prawdziwe, że wielu już dorosłych ludzi musi w dorosłym życiu zmagać się z tym co zaserwowali im rodzice już w dzieciństwie…

    Komentarz - autor: madzia | Maj 24, 2009


Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: