Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Bill Hicks

Bill Hicks – One Night Stand (Old Vic Theatre, Chicago, 1991) – Napisy PL

http://www.youtube.com/watch?v=0Fko88ZYKAo&feature=PlayList&p=73AE8D9C0C4C554C&index=0&playnext=1

Polecam obejrzenie, całość to około 30 minut, jeśli oglądać to tylko całość, oglądnięcie części jest mało sensowne.

Poniżej świetny artykuł o Billu Hicks’ie z 2005 roku

Bill Hicks: komik i wyzwoliciel (portret pamięciowy z Polską w tle)

Bez patosu, bez egzaltacji, bez wymądrzania się. Tylko taki tekst o nim Hicks mógłby zaakceptować. Nie będzie łatwo, bo jestem patetycznym, egzaltowanym mądralą. Mimo to podejmę się próby napisania o tym wybitnym amerykańskim komiku i kontestatorze, bo oto gdy po raz kolejny wsłuchałem się w jego głos z jednego z tysięcy jego występów (i zza grobu zarazem), poczułem coś, co można by nazwać jeśli nie powołaniem, to przynajmniej powinnością. Albowiem…

Polska sytuuje się dziś tam, gdzie Ameryka była 20 lat temu. Politycy, media i wytwórnie płytowe znajdują się na ostatniej prostej przed ostatecznym otępieniem społeczeństwa, przeciętność i konformizm cieszą się stale rosnącym wzięciem, a religijni fanatycy prześladują każgego, kto ośmiela się myśleć inaczej. Tak jak Ameryka, Polska tonie w oparach absurdu i odmętach głupoty. I podobnie jak ona, potrzebuje lewatywy, jak to trafnie określił inny wzięty kontestator konsumpcyjnego stylu życia, Joker w filmie „Batman”. Potrzebuje głosu, który wybudzi ją z intelektualnego letargu. Słowem — Polska potrzebuje głosu Hicksa.

Głosu, którego żadne z rodzimych mediów nie wyemituje. Bo mediom dyktują warunki reklamodawcy i politycy, którym z kolei dyktują warunki masy, w ramach niepisanej dyktatury kury domowej, jak to onegdaj trafnie określiła onegdaj kontestatorska Kora (dziś sama będąca Kurą). A dyktatorzy, jak wiemy, krytyki nie znoszą. Jak więc dotrzeć z Hicksem, jeśli nie do mas, to przynajmniej do tych mniej licznych, dla których gasnącej wiary w sens samodzielnego, krytycznego myślenia jego głos może być ostatnią deską ratunku? Pomyślmy… A jak rozbrzmiał on w Stanach?

Od zera do wyzwoliciela

Bill Hicks, urodzony w roku 1961, zaczął występować jako komik w wieku 13 lat i prędko zyskał uznanie w świecie dorosłych. Nie tylko dlatego, że był śmieszny, ale ponieważ jako jeden z nielicznych odważył się przeciwstawić oczekiwaniom masowego odbiorcy, traktującego komików jako źródło lekkostrawnej rozrywki. Mówił: Nie jestem jebaną szafą grającą i zamiast trywialnych dowcipów o płatkach śniadaniowych i lotniskach (patrz: Jerry Seinfeld, Jay Leno), serwował zaangażowany, bezkompromisowy i dla wielu trudny do przełknięcia komentarz do otaczających go realiów. Obalał stereotypy, wyszydzał ideologie, demaskował wszechobecną hipokryzję; brał na tapetę wszystkie możliwe świętości i tabu i rozcierał je w pył, pokazując, że nie w nich tkwi sens.

Wielu chrześcijan nosi krzyże na szyi. Myślicie, że jak Jezus wróci, będzie chciał oglądać pierdolony krzyż? Może dlatego jeszcze nie przyszedł? „Co? Cały czas noszą krzyże? Niczego nie zrozumieli! Jak zaczną nosić ryby, może przyjdę.”

Obnażał absurdy kryjące się pod stwardniałą skorupą utartych przekonań, tradycji i konwenansów, pokazywał, że wszystko, co mamy w zwyczaju przyjmować za pewnik, na czym opieramy swoje systemy wartości i światopoglądy, jest w istocie konwencjonalne, relatywne i niejednokrotnie całkiem niedorzeczne. A przede wszystkim, że jest kwestią wyboru, a uświadomienie sobie tego to pierwszy krok ku wolności.

Świat jest jak przejażdżka kolejką w wesołym miasteczku, gdy się na nią zdecydujesz, zdaje ci się, że jest prawdziwa, bo tak potężne są nasze umysły. Kolejka jeździ w górę i w dół, sprawia przyjemność i napędza stracha, jest kolorowa i hałaśliwa. I dobrze się na niej bawisz, przez jakiś czas. Niektórzy jeżdżą już długo i zaczynają się zastanawiać: „Czy to się dzieje naprawdę, czy to tylko przejażdżka?” A inni pamiętają, wracają do nas i mówią: „Hej, nie bójcie się, to tylko przejażdżka.” A my ich zabijamy. „Uciszcie go! (…) Zainwestowaliśmy masę pieniędzy w tę przejażdżkę. Spójrzcie na moje pomarszczone czoło. Na moje konto bankowe. Na moją rodzinę. To musi być prawdziwe.” A to tylko przejażdżka.

Jak się prędko okazało, chętnych do wsłuchiwania się w jego głos było wielu. Nie przychodzili na jego występy z chęci ucieczki od otaczającej ich rzeczywistości, lecz z pragnienia konfrontacji z jej prawdziwym obliczem, które Hicks odsłaniał w sposób równie przenikliwy, co śmieszny. Tak jak poeta, według Emersona, wyzwala słowa z kajdan ich utartych znaczeń, tak Hicks — komik wyzwalał myśli z kajdan utartych przekonań.

Tego nienawidzę w wojnie z narkotykami, że całymi dniami oglądamy spoty przestrzegające przed użyciem narkotyków (…) przeplatane reklamami piwa. „Dalej, bądźmy hipokrytycznymi draniami! Nie ma nic złego w piciu narkotyków, my nie lubimy tylko tych innych narkotyków. Tych nieopodatkowanych narkotyków. Tylko one są dla was złe.” (…) Ciekawe, że te narkotyki, które są legalne — alkohol i nikotyna — (…) nie dają ci absolutnie nic. A narkotyki, które rosną naturalnie na tej planecie, które otwierają twój umysł, byś uświadomił sobie, jak każdego dnia twojego życia jesteś robiony w chuja — te narkotyki są zakazane. Zbieg okoliczności? Nie wiem…

Hipokryci trzymają się mocno

Jak nietrudno wywnioskować, byli też tacy, którzy go nienawidzili — fundamentalni chrześcijanie, Republikanie i wszyscy inni, w których interesy godziła jego chęć czynienia świata lepszym poprzez wyczulanie jego obywateli na kit wciskany im przez polityków, dziennikarzy i speców od reklamy. Nie miał dla nich litości. O fundamentalistach mówił: Czy to nie dziwne, że większość ludzi wierzących w kreacjonizm sprawia wrażenie niedorozwiniętych? Zaś odchodzącego republikańskiego prezydenta George’a Busha (seniora) wspominał słowami: Nie tyle nie zgadzałem się z jego zapatrywaniami na gospodarkę czy jego polityką zagraniczną, co uważałem, że jest dzieckiem szatana zesłanym, by zniszczyć planetę Ziemię.

Wielu błędnie interpretowało jego złość i rozgoryczenie jako przejaw nienawiści do ludzi i świata. Tymczasem brały się one stąd, że nie mógł znieść faktu, że za sprawą polityków i kontrolowanych przez nich mediów marnuje się potencjał ludzkości, że poprzez promowanie przez nich przeciętności i bierności, poprzez propagowanie kłamstw i generalizacji amerykańskie społeczeństwo pozbawiane jest umiejętności samodzielnego myślenia na rzecz błogiej ignorancji, będącej wyżej wymienionym na rękę.

Jeśli ktoś z was tutaj jest w branży reklamowej lub w marketingu… zabijcie się. To taka moja myśl, po prostu staram się siać ziarna. Może któreś wykiełkuje. (…) Zabijcie się. Naprawdę, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego, co robicie. (…) Zabijcie się, mówię serio. Rujnujecie wszystko, co na tym świecie dobre. Zabijcie się. (…) Jesteście poplecznikami szatana, zalewającymi świat toksycznym śmieciem. Zabijcie się, tylko tak ocalicie wasze marne dusze. Zabijcie się. (…) Uwolnijcie świat od waszych pierdolonych machinacji.

Ceną, jaką płacił za wygłaszane opinie, była niemożność zaistnienia na większą skalę w mediach. Jednak dzięki temu mógł do końca pozostać niezależny w poglądach i nieskrępowany w działaniach. I choć nie zrobił Ameryce lewatywy na należytą skalę (wszak w 10 lat od jego śmierci światem znów rządzą Republikanie, Amerykanie nadal szczerzą zęby w pustych uśmiechach, a plastikowi piosenkarze bez talentu i osobowości nadal wydają płyty w milionowych nakładach), to jego głos dotarł do wielu, dla wielu stając się głosem pokolenia, niejednego zainspirował i zaraził krytycznym spojrzeniem na świat. Zmarł na raka w roku 1994, w wieku 32 lat.

Dlaczego zawsze morduje się dobrych ludzi? John Lennon — zamordowany, John Kennedy — zamordowany… Dlaczego dobrzy goście giną, a miernoty żyją wiecznie? Martin Luther King — zamordowany, Gandhi — zamordowany, Jezus — zamordowany… Reagan — postrzelony, raniony, ośmiokrotnie chory na raka, a ten skurwiel wciąż żyje! (…) Czego byłoby trzeba, żeby cię powalić? (…) Rakiety wystrzelonej w twój faszystowski, zawistny, podły tyłek korporacyjnej marionetki, obciągającej kutasa szatanowi? Nie ma sprawy, nacisnę przycisk!

This is not America

I oto dochodzimy do smutnej konkluzji — w Polsce głos Hicksa nie zabrzmi, przynajmniej nie na skalę większą niż próg słyszalności w miejscu niepublicznym. Tu o po stokroć łagodniejsze przejawy krytyki twórcy targani są po sądach, jeśli nie przez zakompleksionych polityków, to przez zacietrzewionych bigotów. Poza tym Grzegorzowi Halamie skutecznie udało się wmówić naszemu narodowi, że śmieszne jest jedynie to, co bezmyślne i przewidywalne (co tym samym czyni go anty-Hicksem). Twórczość Hicksa skazana jest przeto w naszym kraju na elitaryzm, a przeciętność i głupota mogą ze spokojem kontynuować swoją morderczą ekspansję, dokarmiane sączącym się z telewizorów i radioodbiorników`, przyrządzanym według receptury Marka Sierockiego, nasieniem szatana o smaku Natalii Kukulskiej.

Tym bardziej więc namawiam do odwiedzenia któregoś z internetowych sklepów muzycznych (lub uruchomienia dowolnego programu wymiany plików) i wyszukania nazwiska „Bill Hicks”. Niech ten tekst i ta zachęta będą swoistą kontynuacją Hicksowego siania ziaren, na miarę moich marnych możliwości. Może któreś wykiełkuje i za moją namową po twórczość Hicksa sięgnie jakiś spec od marketingu i, poruszony nią dogłębnie, strzeli sobie w łeb.

Źródło: http://verte.art.pl/muzyka/billhicks/

Listopad 20, 2008 - Posted by | Inne |

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: