Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Reaktywność i niedefensywność

W tym poście napiszę o reaktywności i niedefensywności na podstawie książki „Toksyczni rodzice” Susan Forward.

Najpierw napiszę coś od siebie. Reaktywność pochodzi od reakcji. Jest akcja i reakcja ;) W relacjach międzyludzkich kiedy ktoś powoduje akcje, druga osoba odpowiada, nazywa się to reakcją, osoba jest reaktywna. Poniżej w przytoczonym tekście z książki będzie przykład to ilustrujący.

kiedy ktoś podsyca twój wewnętrzny ogień (emocje), nie dopuść do pożaru

Przeciwieństwem niedefensywności jest defensywność. Kiedy ktoś Cię atakuje bronisz się,  myślę że ludzie w większości bronią się w taki sposób co atakujący, czyli atakują. Dwie osoby nawzajem się atakują. Energie się wyczerpuje u każdego. A chodzi o zachowanie energii. Niedefensywność czyli nie odpowiadanie tym samym czym atakuje druga osoba. W poniższym tekście będzie i o tym.

nie walcz ogniem z ogniem, „kto mieczem wojuje ten od miecza ginie”

To wszystko bynajmniej nie oznacza, że człowiek ma być bierny w stosunku do akcji, lub nie ma się bronić w ogóle na atak. Nie oto chodzi. Chodzi o to aby „odpowiadać”, ale w innym sposób. Wymaga to pewnej kontroli i panowaniem nad sobą w sytuacjach napięcia emocjonalnego.

Zalecam przeczytanie całej książki, fragmenty które podaje mam nadzieje zachęcą do tego.


Rozdział 11

Początki samookreślenia

Emocjonalna niezależność nie oznacza, że musisz odcinać się od swoich rodziców. Polega ona na tym, że możesz być częścią rodziny, przy jednoczesnym istnieniu jako oddzielna jednostka. Oznacza to, że możesz być tym, kim jesteś i pozwolić rodzicom być takimi, jakimi są.

Kiedy czujesz, że możesz mieć własne przekonania, uczucia i zachowania, inne od tych, które prezentują twoi rodzice (czy ktokolwiek inny), jesteś samo określony. Jeżeli twoi rodzice nie będą akceptować tego, co robisz czy myślisz, nieuchronnie będziesz musiał tolerować ten dyskomfort. Będziesz musiał także tolerować ich dyskomfort z twojego powodu, w sytuacji gdy postanowisz postępować wbrew ich oczekiwaniom. Nawet jeżeli niektóre z twoich przekonań są identyczne z przekonaniami rodziców albo twoje zachowanie znajduje ich aprobatę, ważne jest to, że to właśnie ty dokonujesz wyboru i czujesz się w swych wyborach całkowicie niezależny.

Nie oznacza to, że zachęcam cię, abyś nie szanował ludzkich uczuć albo ignorował fakt, że twoje zachowania mogą być dla innych ważne. Ale też nie możesz pozwolić im na to, by się nie liczyli z tobą. Wszyscy musimy dążyć do równowagi między troszczeniem się o siebie a liczeniem się z uczuciami innych.

Nikt z nas nie jest całkowicie niezależny od innych. Jesteśmy częścią większej społeczności. Nikt nie jest całkowicie wolny od potrzeby bycia aprobowanym przez innych. Nikt nie jest całkowicie wolny od pewnej dozy emocjonalnej zależności i niewielu z nas rzeczywiście chciałoby uzyskać wolność tego rodzaju. Człowiek jest istotą społeczną, a swoboda naszych wzajemnych stosunków wiąże się z pewną emocjonalną współzależnością. Dlatego też nasza tożsamość musi być w jakimś stopniu elastyczna. Nie ma nic złego w kompromisach w stosunku do rodziców, jeśli to, co postanowiłeś zrobić, wynika z twojej własnej nieprzymuszonej woli. Dokładnie rzecz biorąc, chodzi tutaj o podtrzymywanie twojej emocjonalnej integralności, o bycie w zgodzie z samym sobą.

Fajnie jest być czasem samolubem

Wiele osób nie staje w swojej obronie, ponieważ myli poczucie własnej tożsamości z egoizmem. Słowo egoistyczny otwiera wszystkie zawory poczucia winy. Sandy – fryzjerka, której rodzice nie przebaczyli tego, że usunęła ciążę w wieku piętnastu lat — gotowa była tkwić w emocjonalnym piekle, byle nie uznano jej za egoistkę. Sandy tak opisywała sytuację:

To się nazywa znaleźć się pomiędzy młotem a kowadłem. Myślę, że chyba już zrujnowałam całe swoje życie. Rodzice właśnie remontują mieszkanie i matka zadzwoniła do mnie w zeszłym tygodniu, żeby mi powiedzieć, iż hałas, jaki w domu panuje, doprowadza ją do szału, a zatem ona i tata chcą się sprowadzić do nas, dopóki remont nie zostanie ukończony, co może trwać tygodniami. W rzeczywistości wcale nie chciałam powiedzieć „tak”, ale co mogłam zrobić. Przecież w końcu to moi rodzice. Kiedy mąż dowiedział się o tym, mało nie padł trupem. Widzisz, on przeznaczył wolny pokój na swoją pracownię i jest właśnie w połowie pracy nad dużym projektem. Namówił mnie, żebym zadzwoniła do matki i zasugerowała, że może byłoby lepiej, gdyby ona i tata przenieśli się raczej do hotelu. I wtedy ją poniosło. Przez pół godziny wysłuchiwałam, jaka jestem niewdzięczna i samolubna. Przecież to błahostka, o co mnie proszą, w porównaniu z tym wszystkim, co zrobili dla mnie. Powiedziałam jej, że muszę przedyskutować to z Billem, ale od razu wiem, co on powie. I co mam zrobić, Susan?

Zasugerowałam, aby Sandy wykorzystała ten minikryzys jako możliwość rozpoczęcia procesu odzyskiwania własnej tożsamości. Była to świetna okazja, by przyjrzała się obecnemu chaosowi i potraktowała go nie jako pojedynczy przypadek, ale jako najświeższy przykład jej stosunków z rodzicami, opartych na wiecznie tych samych wzorcach. Nie dotyczyło to ich przeprowadzenia się do niej w ogóle, ale jej automatycznej gotowości do ulegania i usłużności. Jeśli chciała zniszczyć ten wzorzec, musiała przede wszystkim skoncentrować się na tym, czego ona chce, w przeciwieństwie do tego, czego wymagali od niej rodzice. Zapytałam ją, czy w ogóle wie, czego naprawdę chce.

SANDY: Pierwszą rzeczą, jaka przychodzi mi do głowy, jest to, aby rodzice dali mi święty spokój. Nie chcę, aby zamieszkali u nas. To byłoby okropne. Czuję się winna, nawet przyznając to, ponieważ uważa się, że dzieci nie powinny odmawiać rodzicom pomocy. Może po prostu powiem im, że mogą zostać. Wówczas nie będę się czuła tak okropnie. Znacznie łatwiej kłócić się z Billem niż z nimi. Dlaczego nie mogę wszystkich uszczęśliwić?
SUSAN: Odpowiedz na to pytanie.
SANDY: Nie znam odpowiedzi. Dlatego tu jestem. Wiem, że nie chcę, aby mieszkali teraz ze mną, ale kocham ich — nie mogę wypiąć się na nich.
SUSAN: Nie proszę cię, abyś odwróciła się od nich. Proszę cię, abyś wyobraziła sobie, co by było, gdybyś powiedziała im czasami „nie”, aby ograniczyć chęć do poświęcania się dla nich. Zadbaj o własną tożsamość, Sandy, podejmuj raczej decyzje wynikające z tego, czego ty chcesz i potrzebujesz, niż z tego, czego oni chcą czy potrzebują.
SANDY: To brzmi tak egoistycznie.
SUSAN: Fajnie jest być czasami samolubem.
SANDY Chcę być dobra, Susan. Byłam wychowana tak, aby wierzyć, że dobrzy ludzie to tacy, którzy robią coś dla innych.
SUSAN: Kochanie, gdybyś była tak dobra dla siebie, jak dobra jesteś dla rodziców, prawdopodobnie nie miałabyś potrzeby tutaj być. Jesteś dobra dla każdego z wyjątkiem siebie samej.
SANDY: To dlaczego czuję się taka zła?

Sandy zaczęła płakać. Tak bardzo jej zależało na tym, aby udowodnić matce, że nie jest ani samolubna, ani niewdzięczna, iż była skłonna rzucić swój dom i swoje małżeństwo w czeluść prawie piekielną.

Wiele życiowych decyzji podejmowanych przez Sandy wynikało z jej nadmiernie rozwiniętego poczucia obowiązku wobec rodziców. Była przekonana, że powinna tłumić swoje potrzeby i dawać pierwszeństwo potrzebom rodziców. Rzadko robiła to, co chciała zrobić i to właśnie doprowadziło do tego, iż tłumiona przez lata złość i brak zaspokojenia osobistych potrzeb ostatecznie znalazły ujście w depresji.

Sandy, jak większość z nas, reagowała na rodziców prawie w automatyczny, odruchowy sposób. Kiedy tak reagujemy, działamy zazwyczaj bez namysłu, bez wsłuchiwania się w siebie i rozważania alternatywnych rozwiązań. Ludzie są zwykle najbardziej reaktywni, kiedy czują się emocjonalnie zagrożeni bądź zaatakowani. Ten typ reaktywności zdarza się w naszych kontaktach z niemal każdą ważną dla nas osobą – kochankiem, szefem, dzieckiem czy przyjacielem – ale najsilniej przejawia się w naszych stosunkach z rodzicami.

Kiedy jesteś reaktywny, jesteś zależny od aprobaty innych. Czujesz się dobrze tylko wówczas, gdy nie ma w twoim otoczeniu nikogo takiego, kto nie zgadzałby się z tobą, krytykował cię bądź nie aprobował. Twoje uczucia są często niewspółmierne do zdarzeń, które je spowodowały. Niewielką sugestię postrzegasz jako atak na siebie; łagodną, konstruktywną krytykę jako osobistą porażkę. Bez aprobaty innych jest ci bardzo trudno utrzymywać nawet minimalną emocjonalną stabilność.

Jeśli jesteś reaktywny, to do najbardziej typowych dla ciebie wyrażeń należą takie jak: „Za każdym razem kiedy matka mówi mi, jak mam żyć, wariuję”; „Oni dokładnie wiedzą, jak mnie rozwścieczyć, i zawsze im to się udaje” albo „Wystarczy, że usłyszę głos mojego ojca, a już tracę panowanie nad sobą”.

Kiedy pozwalasz sobie na to, aby twoje reakcje emocjonalne stały się automatyczne, tracisz kontrolę nad sobą, jakbyś na srebrnej tacy podawał władze nad swoimi uczuciami komuś innemu. A to daje innym ludziom przeogromną władzę nad tobą.

Przeciwieństwem reaktywności jest wrażliwość

Przeciwieństwem reaktywności jest wrażliwość. Człowiek wrażliwy zarazem myśli i czuje. Jest świadomy swoich uczuć, ale nie pozwala, by skłoniły go do działania impulsywnego.

Wrażliwość pozwala ci ponadto podtrzymywać poczucie własnej wartości bez względu na to, co mówią o tobie rodzice. Jest to ogromnie krzepiące. Myśli i uczucia innych nie doprowadzają cię już do zwątpienia w siebie. Dostrzegasz więcej rozwiązań i wyborów w kontaktach z innymi, ponieważ twój punkt widzenia i twoje racje nie są torpedowane przez emocje. Wrażliwość może ponownie oddać w twoje ręce kontrolę nad własnym życiem.

Sandy powinna zrezygnować z reaktywności na rzecz wrażliwości. Przestrzegłam ją, że doprowadzenie do zmiany we własnym zachowaniu wiąże się z walką i dotyczy to każdego, włączając w to mnie, ale zapewniłam ją także, że jest to wykonalne pod warunkiem, że całkowicie zaangażuje się w ten proces. Była na to gotowa.

Pierwszą rzeczą, jaką poleciłam jej zrobić, było uświadomienie sobie, że większość jej opinii o sobie samej miało tak naprawdę swoje źródło w tym, co powiedzieli o niej rodzice, czyli w ich poglądach na jej temat. Niektóre z nich były negatywne: rodzice przypisywali Sandy egoizm, niewdzięczność i zło. Ten negatywny obraz samej siebie Sandy umacniała w sobie przez wiele lat, a zatem nie można było zmienić go natychmiast. Ale wskazałam jej kilka wstępnych strategii zachowania, które umożliwiły jej rozpoczęcie procesu zastępowania obrazu siebie samej, ukształtowanego w jej umyśle przez rodziców, bardziej realistycznymi poglądami.

Poprosiłam ją, aby wyobraziła sobie, że ja jestem jej matką. Chciałam, aby dzięki temu ćwiczeniu znalazła nowy sposób odpowiadania na krytycyzm matki, inny niż ten, w jaki odpowiadała zazwyczaj.

SUSAN: (jako matka): Jesteś samolubna i niewdzięczna!
SANDY: Nie, nie jestem. Zawsze myślę o innych. Zawsze myślę o tobie. Zabijam siebie, byle tylko nie zranić ciebie i taty. A to że tyle razy, kiedy byłam zupełnie wykończona, zabierałam cię na zakupy albo zapraszałam was oboje na obiad, to nic? Nigdy nie wystarcza ci to, co robię.

Powiedziałam Sandy, że przyjęła postawę obronną. Ciągle wyjaśniała, argumentowała, przepraszała. Musiała skończyć z próbami sprawienia, „by zobaczyli”. Dopóki poszukiwała aprobaty matki, dopóty była kontrolowana. Jeżeli chciała zacząć uwalniać się od rodziców, powinna przyjąć postawę ofensywną. Chodzi tu o to, aby jak najwięcej uzyskać z tej interakcji. Aby pokazać Sandy, o co mi chodzi, zamieniłam się z nią rolami. Sandy miała być matką, ja miałam być Sandy.

SANDY: (jako matka): Ojciec i ja potrzebujemy jakiegoś lokum. Jesteś samolubna i niewdzięczna.
SUSAN: (jako Sandy): Ojej, mamo, to interesujące, że widzisz to w ten sposób.
SANDY: (jako matka): Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiliśmy, nie mogę uwierzyć, że możesz nam sugerować, byśmy poszli do hotelu.
SUSAN: (jako Sandy): Przykro mi, że się denerwujesz.
SANDY: (jako matka): Czy zamierzasz pozwolić nam zostać u ciebie, czy nie?
SUSAN: (jako Sandy): Muszę się nad tym zastanowić.
SANDY: (jako matka): Żądam odpowiedzi, młoda damo!
SUSAN: (jako Sandy): Wiem, że żądasz mamo, ale muszę się nad tym zastanowić.
SANDY: (wyłamując się z roli): Nie wiem, co jeszcze powiedzieć.

NIEDEFENSYWNOŚĆ

Nikt z nas nie jest nauczony reagować niedefensywnie. Dlatego też opanowanie tej techniki nie przychodzi łatwo. Trzeba się jej uczyć i ćwiczyć. Ponadto większość osób zakłada, że jeżeli nie będą bronić się w sytuacjach konfliktowych, to ich przeciwnicy będą uważać ich za słabych i zdominują ich. W rzeczywistości prawda wygląda inaczej. Jeżeli potrafisz opanować się, zachować spokój i nie popadasz w popłoch, wówczas zachowujesz siłę.

Nie potrafię dostatecznie mocno podkreślić, jak ważne jest nauczenie się niedefensywnego reagowania, zwłaszcza jeśli ma się toksycznych rodziców. Ten typ odpowiadania może w dużym stopniu przyczynić się do przerwania cyklu: ataku, odwetu, obrony i eskalacji.

A oto kilka przykładów niedefensywnych odpowiedzi, które możesz spróbować zastosować w swoich codziennych interakcjach:

  • Tak?

  • Ach, rozumiem.

  • To interesujące.

  • Oczywiście masz prawo do własnego zdania.

  • Przykro mi, że się nie zgadzasz.

  • Pozwól mi się nad tym zastanowić.

  • Dlaczego nie rozmawiamy o tym, gdy nie jesteś zdenerwowany?

  • Przykro mi, że czujesz się dotknięty (zdenerwowany, rozczarowany).

Musisz koniecznie dokładnie przećwiczyć swoje niedefensywnie odpowiedzi, zanim zaczniesz je stosować w odniesieniu do innych. Robiąc to, wyobraź sobie, że jesteś w pokoju razem z rodzicami, którzy krytykują cię i oczerniają. Wymów głośno niedefensywną odpowiedź. Pamiętaj, w momencie, gdy argumentujesz, przepraszasz, wyjaśniasz lub usiłujesz sprawić, by zmienili zdanie, w dużym stopniu tracisz swoją siłę. Jeżeli prosisz kogoś o wybaczenie albo żeby zrozumiał cię, dajesz mu możliwość odmówienia ci tego, o co prosisz. Jeżeli zaś stosujesz odpowiedzi niedefensywne, o nic nie prosisz, a kiedy o nic nie prosisz, nie możesz być odrzucony. Kiedy poczujesz się pewniej w stosowaniu odpowiedzi niedefensywnych, spróbuj zastosować je przy nadarzającej się sposobności, gdy wyniknie jakieś nieporozumienie czy sprzeczka z kimkolwiek, ale nie z twoimi rodzicami. Dobrze jest bowiem sprawdzić, jak one działają w trakcie konfliktu z kimś, z kim jesteś mniej emocjonalnie związany – z kolegą albo ze znajomym. Prawdopodobnie początkowo będzie to niezgrabne i nienaturalne, a doznając frustracji, możesz uciec się znowu do odpowiedzi defensywnych. Jak każdą nową umiejętność, musisz ją ćwiczyć i być przygotowany na błędy, aż nie stanie się ona twoją drugą naturą.

Własne zdanie

Oto kolejna technika behawioralna – nazywam ją wyrażaniem własnego zdania – pomoże ci ona stać się mniej reaktywnym i umożliwi postępy na drodze do samookreślenia.

Własne zdania definiują to, co myślisz, w co wierzysz, co jest dla ciebie ważne, co jesteś gotów robić, a czego nie jesteś, co jest możliwe do pokonania, a co nie jest. Zdania te mogą być uszeregowane według stopnia ważności, poczynając od opinii na temat widzianego przez ciebie ostatnio filmu, aż do zasadniczych przekonań dotyczących życia. Oczywiście, zanim wypowiesz swoje zdanie na jakiś temat, musisz je sobie najpierw wyrobić.

Kiedy zapytałam Sandy, jak faktycznie chce zareagować na żądanie rodziców, odpowiedziała: „Nie wiem, tak bardzo boję się ich denerwować, że doprawdy jest mi strasznie trudno określić, czego sama chcę”.

Dylemat Sandy był typowy dla większości ludzi, którzy spędzili większość życia w poczuciu odpowiedzialności za swoich rodziców. Jest ci rzeczywiście trudno, określić kim sam jesteś, jeśli w przeszłości nie miałeś zbyt wielu okazji zęby to robić. Aby pomóc Sandy sformułować jej własne zdania, wskazałam, że zasadniczo istniały tylko trzy rozwiązania, jakie mogła przyjąć:

  1. Nie jestem skłonna pozwolić wam zamieszkać w moim domu.

  2. Jestem skłonna pozwolić wam zamieszkać na pewien określony, ograniczony czas.

  3. Jestem skłonna pozwolić wam zamieszkać tak długo, jak chcecie.

Sandy zdecydowała, że chociaż tak naprawdę wcale nie chce, aby rodzice u niej mieszkali, czuje, że jest ponad jej siły, aby im to powiedzieć. Ostatecznie zgodziła się powiedzieć im, że mogą zostać na jeden tydzień. Sądziła bowiem, że będzie to dobry sposób, aby zaspokoić własne potrzeby, przy jednoczesnym częściowym ułagodzeniu rodziców.

PONOWNE UCZENIE SIĘ SŁÓW: NIE MOGĘ

Sandy nie była całkowicie usatysfakcjonowana rozwiązaniem, które wybrała, ponieważ pobyt rodziców był uciążliwy dla jej męża, a to odbijało się na ich wzajemnych stosunkach, a ponadto była przekonana, że ta decyzja wynikała z jej słabości. Z głębokim westchnieniem powiedziała: „Myślę, że po prostu nie mogę sprzeciwić się rodzicom”. Poprosiłam ją, aby powtórzyła to zdanie, ale żeby zamiast powiedzieć „Nie mogę”, powiedziała: „Jeszcze nie sprzeciwiłam się rodzicom”.

Wyrażenie „jeszcze nie” implikuje wybór, podczas gdy „nie umiem, nie potrafię, nie mogę” przywołuje coś zupełnie przeciwnego: nieodwołalność. Brak wyboru jest bezpośrednio związany ze zdominowaniem. Jest to znakomity sposób na trzymanie dziecka w potrzasku. Wybory podejmowane przez dzieci są dyktowane przez rodziców. Przez wypowiedzenie „jeszcze nie” stwarzasz sobie możliwość odmiennego zachowania się w przyszłości. Sięgasz po nadzieję.

Niektóre osoby uważają, że jeśli określą niechciane zachowanie jako wybór, zamiast je zmienić, tym samym uznają swoją porażkę. Nie zgadzam się z tym. Uważam wybór za klucz do samookreślenia. Każda decyzja, która wypływa z wyboru, oddala nas od reaktywności. Istnieje ogromna różnica pomiędzy wybraniem kapitulacji przed rodzicami, gdy po rozważeniu wszelkich alternatyw zdecydowałeś, że nie jesteś jeszcze przygotowany do walki, a automatyczną kapitulacją, ponieważ czujesz się bezbronny. Dokonywanie wyboru oznacza robienie kroku w kierunku przejęcia kontroli; reagowanie odruchowe oznacza zaś powrót do bycia kontrolowanym. Być może nie wygląda to na wielki postęp, ale zapewniam, że tak właśnie jest.

Wypróbuj to na rodzicach

Niektórzy moi pacjenci są tak podekscytowani sukcesem, który odnieśli dzięki swojemu nowemu zachowaniu, iż nie są w stanie powstrzymać się przed natychmiastowym sprawdzeniem go na rodzicach. Wielu innych martwi się, że rodzice będą sfrustrowani i/albo rozwścieczeni, gdy usłyszą ich niedefensywne odpowiedzi i ich własne zdanie na jakiś temat. Toksyczni rodzice są tak bardzo przyzwyczajeni do tego, iż rozwścieczają własne dzieci, że kiedy dzieci nie reagują złością, oni sami popadają w złość. Jest na to jedyna rada: spróbuj. Im prędzej, tym lepiej. Odkładanie zrobienia tego pierwszego, małego kroku, spędzanie tygodni czy miesięcy „na myśleniu o tym” tylko pogłębi zmartwienie. Pamiętaj: jesteś dorosły, możesz się przeciwstawić, masz prawo walczyć ze swoim samopoczuciem i stać się sobą.

Rzadko kiedy ten pierwszy krok jest tak bolesny, jak to sobie wyobrażamy. Nie ma potrzeby robienia go w sytuacji, która powoduje wysokie napięcie emocjonalne między tobą i rodzicami. Możesz zacząć stosować niedefensywne odpowiedzi wówczas, gdy matce nie podoba się kolor szminki, której używasz albo ojciec krytykuje to, jak gotujesz.

Zasugerowałam Sandy, aby wykorzystała czas, kiedy rodzice będą u niej mieszkać i ćwiczyła stosowanie niedefensywnych odpowiedzi i wyrażanie swego zdania w błahych sprawach. Zachęciłam ją, aby wyrażała swoje myśli i opinie. Zamiast mówić: „Nie masz racji, kraby ci szkodzą”, można przecież powiedzieć: „Pozwolisz, że nie zgodzę się z tobą, myślę, że kraby ci szkodzą”. W ten sposób jej stwierdzenie będzie miało postać opinii, a nie wyzwania, co zmniejszy w znaczny stopniu możliwość wywołania reakcji emocjonalnej.

Zasugerowałam również, że mogłaby się zdobyć na odwagę, by poruszyć niektóre z ważniejszych problemów występujących w jej stosunkach z rodzicami: poprzez wyznaczenie pewnych granic, podanie im do wiadomości, co jest, a czego nie jest skłonna dla nich zrobić.

Chociaż Sandy miała pewne obawy co do tego, co poleciłam jej zrobić, wiedziała, że dopóki nie sprawdzi, jak działa jej nowe zachowanie, będzie tkwiła w swoich nawykach. Pesymistycznie zapatrywała się na zdolność swoich rodziców do zmiany. Zapytała mnie zatem, w jaki sposób będzie mogła cieszyć się zmianami w swoim zachowaniu, jeśli te zmiany nie będą niczemu służyły – jeżeli w rezultacie tego nie zmienią się jej rodzice. Przypomniałam jej, że oni nie muszą się zmieniać. Jeżeli bowiem ona zmieni swój sposób reagowania na nich, to będzie jednostronnie zmieniać swój związek z nimi. To może spowodować, że oni się zmienią, a nawet jeśli nie, to i tak utrzymanie równowagi sił zależeć będzie od niej.

Kiedy dokonasz samookreślenia – gdy reaktywność zastąpisz wrażliwością, gdy sformułujesz jasne twierdzenia na temat tego, co czujesz i myślisz, kiedy ustalisz granice tego, co jesteś, czego nie jesteś skłonny robić – twoje stosunki z rodzicami będą musiały ulec zmianie.


z książki „Toksyczni rodzice” – Susan Forward

Listopad 17, 2008 - Posted by | Człowiek |

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d bloggers like this: