Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Ja narcyz

hm, na wszystko jest czas.

Absolutnie wszystko ma swój czas. Dlaczego o tym piszę, a no dlatego że zauważam to na sobie, konkretnie na moich „skokach świadomości”, tzn co jakiś czas odkrywam znaczące sprawy.

Kiedyś czytałem tego posta: „Narcystyczna rodzina” i… nic, nie było tam dla mnie nic odkrywczego, nic ciekawego, nie zauważyłem niczego, albo raczej nie tak jak teraz. Może w jakiejś malutkiej części coś mnie zaciekawiło, może bo nie pamiętam aby było to dla mnie znaczące, a teraz…

Teraz, kiedy go sobie czytam, jestem w szoku, wszystko co tam napisano pasuje do mnie idealnie. Mam narcystyczne zaburzenie osobowości. To wszystko odkryłem u siebie, w końcu dotarło do mnie. Kolejna warstwa cebuli, yeah ;)

Pisze tam

„Narcyz przedstawia system rodzicielski, który z jakichś powodów (napięcia w pracy, alkoholizm, narkotyki, choroba umysłowa, inwalidztwo, brak umiejętności wychowania dzieci), skupia się głównie na zaspokajaniu własnych potrzeb.”

Moja matka jest inwalidką od urodzenia, od ponad bodaj 20 lat nie pracuje, tylko zajmuje się domem i… dziećmi, ich wychowywaniem. Ja urodziłem się pierwszy, 3 lata później moja pierwsza siostra, jeszcze później bo aż 16 lat druga moja siostra. Mam taką teorię że przejąłem na swoje barki jakby większą część tej „choroby” od matki. Moja pierwsza siostra chyba jest bardziej ludzka ode mnie. Jestem prawie że pewien że moja ostatnia siostra będzie miało to samo zaburzenie co ja, oczywiście od matuli.

dalej…

„Istnieje bardzo liczna grupa niezauważanych ofiar. Często nie szukają one pomocy, której potrzebują, nie rozpoznają bowiem, że cierpią z powodu problemu, który daje się rozwiązać. Są to dzieci mniej lub bardziej narcystycznych rodziców. Aczkolwiek jest możliwe, że jeden z rodziców (albo obydwoje) może cierpieć na narcystyczne (albo inne) zaburzenie osobowości”

Gdyby mi nie pokazano „o tu i tu” to bym w życiu nie rozpoznał tego u siebie SAM. Tutaj podziękowania dla osoby która mi to pokazała, jestem naprawdę wdzięczny, i nie wiem jak mam to okazać tej osobie, chyba z powodu zaburzenia.

Co do rodziców to jestem pewien że moja matka jest narcyzem, co do ojca nie mam pewności.

cechy…

„brak prawdziwej troski o innych, pewną super-powierzchowność, zainteresowanie zewnętrznym wyglądem, wewnętrzną pustkę, dystans oraz niechęć do wchodzenia w bliskie relacje i do dawania.

Te cechy będą opisywać wzory rodzicielskie w narcystycznej rodzinie. I chociaż te same cechy mogą również pojawiać się w opisach narcystycznych zaburzeń osobowości, to w tym przypadku stanowią one jedynie wierzchołek góry lodowej.”

pasuje jak ulał, a gdzie tu dalej…

cechy związane z zachowaniem

chroniczna potrzeba dogadzania innym, niezdolność określenia własnych uczuć, chęci i potrzeb oraz potrzeba stałego bycia docenianym. Ta grupa pacjentów czuła, że rzeczy złe, które im się zdarzają, są jak najbardziej zasłużone, podczas gdy te dobre przytrafiają im się prawdopodobnie wskutek jakiejś pomyłki albo przypadku. Mieli trudności z byciem asertywnymi, a w skrytości doświadczali wszechogarniającego poczucia wściekłości i bali się, że może ono wypłynąć na powierzchnię. Czuli się jak papierowe tygrysy – często bardzo żli, ale łatwo dający się powalić. Ich relację z innymi charakteryzowały nieufność i podejrzliwość (granicząca z paranoją), przeplecione często z tragicznymi w skutkach sytuacjami całkowitego i nieroztropnego zaufania i odsłonięcia się. Byli chronicznie niezadowoleni, ale bali się być postrzegani jako osioby wiecznie jęczące albo uskarżające się, gdyby wyrazili swoje prawdziwe uczucia. Wielu potrafiło ukrywać swój gniew przez bardzo długi czas, po czym stawali się wybuchowi z powodu stosunkowo mało znaczących spraw. Mieli poczucie pustki i braku satysfakcji ze swoich osiągnięć – zdarzało się to nawet osobom, które wyraźnie odnosiły spore sukcesy.

te cechy również się zgadzają, u siebie widzę chęć dogadzania innym (ja to nazywam pomagania, sprytne nie?), potrzeba docenianym (to chyba mam po ojcu, on tak ma, fajnie się czuje kiedy go chwalą… za fuszerkę), z asertywnością jakoś sobie radzę (jakoś), jestem również nieufny do wszystkich ludzi. Moja „zasada” to taka żeby liczyć tylko na siebie, nikt nie pomoże na nikogo nie można liczyć. To jest spaczone. Wybuchowy gniew z powodu mało znaczących spraw, jasne, jakby się skumulowały i trzeba w końcu coś z tym zrobić. Uczucie pustki, bezsensu, po co mam się starać, „sukcesy są złe”.

i dalej…

W narcystycznej rodzinie zachowanie dziecka oceniane jest nie w kategoriach możliwych uczuć doświadczanych przez dziecko, ale pod względem jego wpływu na rodzica. Na przykład w zdrowej rodzinie otrzymanie przez dziecko kiepskiej oceny na świadectwie szkolnym powiadamia rodziców o istnieniu problemu. Taka sytuacja jest wówczas badana pod kątem potrzeb dziecka i jego rozwoju – praca jest dla niego zbyt ciężka, dziecko jest narażone na stres, potrzebuje pomocy, zajęć w małych grupach, wsparcia itp. W narcystycznej rodzinie ten sam problem badany jest w kontekście trudności, jaką sprawia rodzicomdziecko jest nieposłuszne, leniwe, żenujące albo po prostu szuka ekstra uwagi.

Jasne, kiedy miałem ciężko w szkole winni byli inni, nauczyciele, ojciec itepe. Kiedy było jeszcze gorzej, matka narzekała jak to ma ze mną ciężko, jakim tępym dzieckiem się urodziłem „po ojcu taki jesteś”. Jak ja się wtedy musiałem czuć? Teraz sobie myślę że czułem się winny temu jaki byłem, chciałem zrobić coś aby matka tak nie myślała. Chciałem zadowolić ją w jakiś sposób.

W tym przykładzie, zdrowa rodzina zareagowałaby wyrażając troskę o uczucia dziecka i przedstawiłaby jego niską ocenę szkolną nie jak osobiste niepowodzenie, ale jak problem do rozwiązania. Natomiast w rodzinie narcystycznej reakcje rodzica(ów) wskazują dziecku, że jego uczucia mają niewielkie znaczenie lub zupełnie się nie liczą. Dziecko nie ma problemu, ono jest problemem. Idąc krok dalej, to nie dziecko ma potrzebę (poradzenia sobie z dysleksją, lękiem, opóźnieniem rozwoju, depresją), ale raczej dostaje etykietkę (jest leniwe, głupie, pośmiewisko klasy, nieudacznik itp). Pierwszorzędne znaczenie mają konsekwencje czynów dziecka dla rodziców. Z czasem dzieci te dowiadują się, że ich uczucia są o małej albo negatywnej wartości. Zaczynają odcinać się od swoich uczuć, tracić z nimi kontakt. Często to zaprzeczenie uczuć jest istotne dla dziecka, ponieważ wyrażanie ich tylko dolewa oliwy do ognia. Zamiast zrozumienia, rozpoznania, i uznania za ważne własnych potrzeb, dzieci te rozwijają przesadne poczucie swojego wpływu na potrzeby ich rodzica(ów).

Uważam że moja matka nie widzi, nie dostrzega uczuć innych, a na pewno moich kiedy byłem mały.

Uczucia – nie potrafię tego określić, z czym to się je. Poczucie wpływu na potrzeby rodziców mam zdecydowanie za duże.

dalej

Rzeczywiście, dzieci te stają się odbiciem emocjonalnych potrzeb swoich rodziców. Potrzeby rodzica stają się ruchomym celem, na którym starają się skupić. Ponieważ poczuwają się do odpowiedzialności za poprawianie sytuacji nie posiadając potrzebnej do tego mocy ani władzy, dzieci pogłębiają swoje poczucie niepowodzenia. Ponadto nie udaje im się nauczyć, jak zapewnić prawo bytu własnym uczuciom i wyjść na przeciw swoim potrzebom. Z czasem, dzieci te doznają drętwienia uczuć. Jako osoby dorosłe nie potrafią rozpoznać, co czują, poza różnymi stopniami rozpaczy, frustracji i niezadowolenia.

„drętwienia uczuć” jak to źle brzmi! Dobrze że człowiek stopniowo poznaje siebie, bo gdyby tak od razu to ja bym się zrzygał na swój widok i umarł.

next

Droga powrotu do zdrowia wiedzie przez zrozumienia, że nie jest się odpowiedzialnym za postępowanie rodziców ani nie było się w stanie zapanować nad nim w okresie dzieciństwa. Obejmuje jednakże również rozumienie, że w wieku dojrzałym ma się kontrolę nad powrotem do zdrowia i jest się za to rzeczywiście odpowiedzialnym. Innymi słowy, dziecko z zaburzonej rodziny jest ukształtowane przez zaburzone postępowanie rodziców, ale – jak dorosły – już nie musi się z tym identyfikować.

o kurde, odnalazłem drogę, jakże ciesze się że mam możliwość zobaczenia światełka w tunelu, oj ciężko będzie dotrzeć do tego światełka.
Jak tu się nie identyfikować, kiedy nic innego nie mam jak tylko to. Nie wiem, ale wiem już (odkryłem wcześniej) że zrozumienie jest właściwą drogą. Zrozumienie jest dobre na wszystko ;]

i dalej

Tak jak Echo mogła jedynie odbijać słowa innych, tak dzieci wychowane w narcystycznych rodzinach stają się osobami reaktywnymi i odbijającymi. Ponieważ wcześnie dowiadują się, że ich główna rola ma polegać na zaspokajaniu rodzicielskich potrzeb – jakiegolwiek by były – nie rozwijają zaufania do własnych uczuć i poglądów. W gruncie rzeczy, ich własne uczucia są źródłem niewygody – lepiej jest wcale nie mieć uczuć niż mieć uczucia, których nie można wyrazić albo potwierdzić. Zatem zamiast działać w oparciu o własne uczucia, dziecko czeka, żeby zobaczyć czego inni oczekują albo potrzebują, a następnie reaguje na te oczekiwania. Reakcja może być albo pozytywna, albo negatywna – dziecko może wybierać, czy zaspokoić wyrażone wprost albo jedynie sugerowane potrzeby rodzica, czy też zbuntować się przeciwko tym potrzebom. Każdy jednak z tych sposobów postępowania jest reaktywny.

buntowałem się, ale i też starałem się zaspokajać ich potrzeby, nadal jakoś to robię, chyba podświadomie. Głęboko musiało się to wryć, oj siedzi gad głęboko.

W ten sam sposób, dziecko staje się odbiciem oczekiwań rodziców. Do pewnego stopnia oczywiście dzieje się tak we wszystkich rodzinach. W narcystycznej rodzinie jednak, lustro często może odzwierciedlać niezdolność dziecka do zaspokojenia potrzeb rodziców. Takie odbicie prawie zawsze jest przez dziecko interpretowane jako jego nieudolność i niepowodzenie.

taki dzieciak jest z góry skazany na niepowodzenie w zaspokajaniu tych potrzeb, z powodów o których wcześniej pisano wtedy oczywiście myśli się o nieudolności, niepowodzeniu itp ale to działa nie tylko do rodziców ale i do wszystkiego, kładzie się cieniem na całym dalszym życiu.

Bliskie relacje są dla dziecka z rodziny narcystycznej problemem. Dzieci tych rodzin nauczyły się nie ufać. Dlatego w dojrzałym wieku, pomimo że mogą pragnąć zażyłego i pełnego miłości związku, mają trudności z zaufaniem, bo wymaga to pokonania barier, które same wcześniej ustanowiły.

cholera to też pasuje jak ulał. Tak się zastanawiam czy w swoim dalszym życiu będę miał partnerkę. Na razie jest z tym problem z powodu zaburzenia. Chociaż może by mi to pomogło, hm.

W rodzinie narcystycznej wszystko układa się “całkiem fajnie”, brakuje tylko podbudowy emocjonalnej. Potrzeby emocjonalne dzieci nie są zaspokajane, ponieważ rodzice nie na tym się skupiają. Zamiast zapewnić dzieciom wspierające, kształcące i oparte na rzeczywistości lustro, narcystyczni rodzice pokazują lustro, które odbija ich własne potrzeby i oczekują od dzieci reakcji na nie. Punkt skupienia zostaje odwrócony i dzieci dorastają z poczuciem ułomności, braku racji i z poczuciem winy.

Pamiętam jak kiedyś chciałem się przytulić, miałem też jakieś sny co do ojca, bałem się o niego że umrze. Rozumiem teraz że to były braki emocjonalne z nim.

Kiedy dorastamy pozbawieni ufności co do stabilności, bezpieczeństwa i słuszności własnego świata, oznacza to, że wychowywani jesteśmy tak, żeby nie ufać własnym uczuciom, własnej percepcji i nie wierzyć w swoją wartość. Jeśli wychowano kogoś na reaktywną, odbijającą istotę – jak Echo – to nie wyposażono go w umiejętności konieczne do przeżycia dobrego, satysfakcjonującego życia.

Mam spore problemy co do przeżycia dobrego satysfakcjonującego życia, ja to widzę w zupełnie odwrotnych barwach.

Tak czy siak pomimo tego wszystkiego (bleh) mam swoje światełko, może jest ono jakieś urojone czy spaczone ale mam je, to moja nadzieja. Że możliwa jest poprawa żeby się z tego wyleczyć.

Ostatnio całkiem przypadkowo kupiłem książkę „Toksyczni rodzice” sam ją odnalazłem nikt mi tego  nie pokazał, nie powiedział itd. Heh potwierdza się moja chora teoria że powinni mi pomagać. Tylko kto? Ludzie powinni się litować nade mną, sam mam pretensje do nich o to. To następna cecha od mojej matki. Mojej matce rodzina powinna pomagać bo ona biedna, bo to i tamto.

Taki więc dzięki owej książce zacząłem co nie co rozumieć, po kawałku po kawałku jakoś mam nadzieje rozpracuje to wszystko, i ostatecznie dojdę do światełka.

Ale z dziewczyna, partnerką to będzie problem ;] … chyba

Dzięki zrozumieniu które już mi się utrawiło nie mam pretensji do rodziców, w zasadzie nie odczuwam większych żalów itd.

Listopad 14, 2008 - Posted by | Inne |

9 Komentarzy

  1. Chce zwrocic na jedna rzecz uwage — wiarygodnosc naukowa (tak, tak). Np wezmy na tapete dwa akapity zaczynajace sie od zdania:

    „Co do rodziców to jestem pewien że moja matka jest narcyzem, co do ojca nie mam pewności.
    cechy”.

    Wiekszosc wymienionych cech pasuje do mnie! Uwierzylbym, ze jestem narcyzem, gdyby nie kilka ale. Brak jest kontr-cech, ktore falsyfikowalyby dana klasyfikacje (to juz kladzie takie analizy, z punktu widzenia metodycznego). Dwa, ze wymienione cechy sa tak plytkie, ze pasuja do wszystkiego w zasadzie, od jezozwierza do kosmonauty:
    „zainteresowanie zewnętrznym wyglądem”

    Oprocz osob w spiaczce — kto nie jest zainteresowany zewnetrznym wygladem? Przy takim ogolnikowym sformulowaniu 99.99% ludzkiej populacji to narcyzi.

    No i trzy, co jest najslabszym argumentem, jakosciowo nie widze roznicy w tej „ocenie” a „analizami” horoskopowymi. Jesli juz ktos chce sobie zbadac profil, to powinien zebrac swoje cechy PRZED przystapieniem do analizy, a pozniej je dopasowac i zobaczyc co wyszlo, a nie czytac i na biezaco dopasowywac „o, pasuje, pasuje, pasuje”. Dopasowanie powinno byc do kilkunastu profili jednoczesnie, jesli dopasowujesz tylko do jednego (pasuje lub nie, to od razu Ci powiem, ze bedzie pasowalo!). No i najlepiej jakby dopasowanie robila osoba trzecia. Jesli wyszedl smietnik, to znaczy ze ksiazka i tam powinna wyladowac, jesli natomiast spisane cechy zebraly sie w jednym profilu, to oznaczy ze analiza do czegos sie jednak nadaje. A takie badanie cech post factum, to…

    Zabawne, ze nikt przy zdrowych zmyslach czytajac ksiazke z medycyny nie bedzie sobie stawial diagnozy o schorzeniach wlasnego serca, natomiast z psychologii… o, zupelnie inna sprawa, zwlaszcza ze jest cala masa szamanskich poradnikow „i ty zdiagnozujesz u siebie narcyzm” :-)

    > Taki więc dzięki owej książce zacząłem co nie co
    > rozumieć, po kawałku po kawałku jakoś mam nadzieje
    > rozpracuje to wszystko, i ostatecznie dojdę do
    > światełka.

    Watpie. Raczej tego typu ksiazki stana sie wyrocznia w Twoim zyciu i one zaczna przedefiniowywac kim naprawde jestes. Przestrzegam przed szamanstwem — te ksiazki sa pisane tak jak porady wrozki, bogaty zbior pozytywnych dopasowan, bez podania proby negatywnej („jesli X, to na pewno nie Y”). I jest to celowe — kasa! „Kupujcie, czytajcie, ja was oswiece”.

    Troche o sobie, tez czytalem kiedys takie poradniki (ale o czym innym, nerwicach i depresjach) i dalem sobie spokoj. Nikt nie bedzie mial _idealnego_ zycia, stad wniosek, ze kazde zycie bedzie w jakis sposob ulomne (oczywistosc, ale jakie odkrycie nie?), wiec szkoda mi czasu (i pieniedzy) na wlasna wiwisekcje. Stad racjonalnie przynajmniej staram sie byc „mniej wadliwy” niz bylem wczoraj — az tyle i tylko tyle.
    Wadliwosc to pojecie subiektywne, bo czy wada jest sztywne przestrzeganie kryteriow uniwersalnych zachowania (banalne „nie kradnij”) czy do kryteriow spolecznych („kradnij, wszyscy kradna”). Ale to juz dluzsza dyskusja i odbiega od tematu, wiec koncze.

    Komentarz - autor: macias | Listopad 15, 2008

  2. 1. zbytnie uogólnianie
    2. niestety gro ludzi, ba, bardzo dużo ludzi to narcyzi
    3. do narcyza nie dociera o nim samym prawda, zawsze znajdzie wymówki takie jak ty podałeś, co nie potwierdza faktu że możesz być narcyzem, ja tego nie wiem.

    Zamiast przekonywać mnie o niesłuszności tego co piszę, mógłbyś napisać że do ciebie to nie przemawia, a tak starasz się wykazać że mogę się mylić. A ja wiem o tym co tu napisałem, trochę z tego przeszedłem w życiu. Gdybym nie przeszedł pisał bym moralizatorskie albo inne pouczające formułki.

    Mniemam że nie interesuje Cię praca nad sobą, a ten wpis dotyczy właśnie tego. Praca nad sobą wbrew pozorom jest bardzo ciężka z powodu swojego własnego umysłu który nie chce zobaczyć siebie, poznać siebie, woli patrzeć na innych.

    Owszem, istnieje dużo tekstów „poradników”. Dla kogoś kto „nie widzi” sensu ten nie zobaczy niczego. Tak jak pisałem, kiedy indziej zignorowałbym co tam napisano i może osądził nawet, ale przyszedł czas że dotarło do mnie właśnie to.

    Wygląda na to że pewne sprawy do ludzi nie docierają, może właśnie dlatego że to nie ten czas.

    Komentarz - autor: Vendetta | Listopad 15, 2008

  3. > starasz się wykazać że mogę się mylić

    Nie. Ty _mozesz_ sie mylic (czyzbys na serio zakladal, ze sie nie mylisz?) ot tak po prostu. Staralem sie wykazac, ze powyzsze dopasowanie profilu jest bliskie loterii.

    > Mniemam że nie interesuje Cię praca nad sobą,

    Bledny wniosek. Staralem sie jedynie wykazac, ze powyzsza analiza wiedzie na manowce, ze wzgledu na podstawowe bledy metodyczne — osoba badana jest jednoczesnie badaczem, dopasowywany jest jeden profil, nie ma kryteriow negatywnych dla odrzucenia profilu, brak selekcji cech przed przystapienie do badania, o czyms zapomnialem?

    Slowem: to nie jest zadna metodyka.

    > a ten wpis dotyczy właśnie tego. (pracy nad soba)

    Hmm, byc moze takie byly zamierzenia, ale wyszedl z tego wpis porownawczy: ja a profil X. Tak jak ja rozumiem prace nad soba, to przeksztalcanie wlasnego ja, a nie przyklejanie sobie etykiet (pomijam czy trafnych, czy nietrafnych).

    I z drugiej strony — czy do pracy nad soba potrzebna jest swiadomosc swojego profilu (ktora i tak jest uogolnieniem)?

    Komentarz - autor: macias | Listopad 15, 2008

  4. >Nie. Ty _mozesz_ sie mylic (czyzbys na serio zakladal, ze sie nie mylisz?) ot tak po prostu.

    Ja oparłem się na tym poście, na tym jedynym poście. Metod badania jest wiele, tak jak piszesz. Ja wybrałem ten bo mi pasował, do tego konkretnego posta.
    Piszesz „ot tak po prostu”.
    To nie jest do końca tak jak myślisz, istnieje parę pozycji książkowych gdzie opisany jest narcyzm. Ja zbierałem i zbieram wiedzę na ten temat.
    Po prostu przyszedł czas że z wiadomości pozbieranych gdzie się dało i na własnej obserwacji w końcu uświadomiłem sobie że mam takie zaburzenie, a ten post nie jest jakimś udawadnianiem przed kimś że ja mam rację. Ja tego nie potrzebuje.

    >Tak jak ja rozumiem prace nad soba, to przeksztalcanie wlasnego ja, a nie przyklejanie sobie etykiet (pomijam czy trafnych, czy nietrafnych).

    No właśnie, jak chcesz zacząć przekształcać coś czego do końca nie poznałeś? Dla mnie to nie jest przyklejanie sobie etykietki, tylko proces poznawania siebie i zrozumienia.

    >I z drugiej strony — czy do pracy nad soba potrzebna jest swiadomosc swojego profilu (ktora i tak jest uogolnieniem)?

    Uogólnienie jest wielką pułapką. A diabeł tkwi w szczegółach, chyba znasz to powiedzenie.
    Uogólnienie jest dopóki nie poznasz szczegółów. Ja też mam pojęcie swojego profilu jako uogólnienia. Narcyzm to jeden z główniejszych gałęzi mojego profilu, trzeba trochę wiedzy aby coś zmienić.

    Więc do pracy nad sobą potrzebna jest przede wszystkim wiedza o samym sobie, jeśli chcesz zmienić jakiś aspekt siebie musisz poznać jak najdokładniej ze wszystkimi tymi drobnymi szczegółami. W przeciwnym wypadku praca przyniesie skutek odwrotny od zamierzonego albo nie przyniesie żadnego.

    Komentarz - autor: Vendetta | Listopad 15, 2008


  5. Więc do pracy nad sobą potrzebna jest przede wszystkim wiedza o samym sobie, jeśli chcesz zmienić jakiś aspekt siebie musisz poznać jak najdokładniej ze wszystkimi tymi drobnymi szczegółami.

    No to sie nie zgadzamy:
    a) drobne szczegoly — okaze sie, ze mam 80 lat i nadal poznaje siebie i robie wiwisekcje tych detali, w jakims momencie trzeba zaczac zyc, a nie ciagle dzielic wlos na czworo
    b) poznanie siebie nie determinuje okladania sie profilami, prosty przyklad — czy bez dostepu do ksiazek tak trudno okreslic czlowieka: zlodziej, sadysta, wyrozumialy, cierpliwy, tchorz, lekliwy, chwiejny, itd itd.

    Jesli zaczniesz wyolbrzymiac profil (tj. wsadzac do srodka mnostwo cech) to zaczyna sie robic i niepowaznie i niedokladnie. Przykladowo:

    > Narcyz przedstawia system rodzicielski,

    Narcyzm dotyczy tylko rodzicow?

    > który z jakichś powodów

    Odkrycie — jaki skutek jest bez przyczyny?

    > skupia się głównie na zaspokajaniu własnych potrzeb

    To jest egoizm, nie narcyzm.

    > niezdolność
    > określenia własnych uczuć, chęci i potrzeb oraz potrzeba
    > stałego bycia docenianym.

    Czyli mamy osobe ktora nie jest w stanie wyartykulowac wlasnych potrzeb, ale jakos artykuluje potrzebe bycia docenianym. No to albo tak, albo tak.

    To tylko kilka zdan, a robi sie z tej ksiazki jatka. Wszystko co wystarcza, to odjac troche zachwytu, wlaczyc krytycyzm.

    To oczywiscie moje zdanie, ale tego typu ksiazek unikam, bo po prostu obrazaja one inteligencje czytelnika. Autor na ogol „macha rekoma” i to ma udawac naukowy wywod.

    Komentarz - autor: macias | Listopad 15, 2008

  6. Do namyslenia: przypomnij sobie kiedy ostatnio miales goraczke. Oszacuj ile czasu poswieciles na lekture ksiazek z zakresu medycyny, okreslenie Twojego stanu, zagrozen, dowiedzenia sie jak wyjsc z kryzysu, etc.

    Porownaj to do czasu jaki poswiecasz na wyzej zaprezentowana wiwisekcje siebie?

    Jako odtrutke albo i mily przerywnik polecam Fight Club i scene z autobusu, gdzie obaj bohaterowie komentuja reklame bielizny. A na drugim niejako biegunie Ghandi, dopiero niedawno obejrzalem, poruszajacy film — polecam go glownie dlatego, ze przestalem sie przejmowac jaki jestem, interesuje mnie bardziej dokad zmierzam.

    Komentarz - autor: macias | Listopad 15, 2008

  7. >To oczywiscie moje zdanie, ale tego typu ksiazek unikam, bo po prostu obrazaja one inteligencje czytelnika.

    pewnie że obrażają, dlatego tak ciężko poznać swój umysł. Człowieku skoro taki tekst Cie może obrazić to jeszcze masz kupę roboty przed sobą. Ale nigdy nie zrobisz postępu ciągle oszukując się. W zasadzie ty mówisz o innej pracy i ja mówię o innej.

    Aha, ludzie umierają mając np 100 lat i wciąż nie poznali siebie samych. A praca nad sobą zajmuje lata, o ile nie całe życie.

    >przestalem sie przejmowac jaki jestem, interesuje mnie bardziej dokad zmierzam.

    No więc nie wypowiadaj się w kwestiach poznawania siebie i pacy nad sobą.

    Komentarz - autor: Vendetta | Listopad 15, 2008

  8. > No więc nie wypowiadaj się w kwestiach poznawania siebie
    > i pacy nad sobą.

    W ten sposob uprawia sie monologi. Jaka wartosc ma niby ta praca, skoro unika sie krytycznego spojrzenia, tylko wraca sie jak w blednym kregu „te prawde moga poznac tylko ci, co ja poznali, inni sie myla”. Taka samospelnialna wiedza ;-)

    Wedle zyczenia, nie bede w tym wpisie juz Ci przeszkadzal, ale zastanow sie nad rzetelnoscia tego co robisz.

    Komentarz - autor: macias | Listopad 15, 2008

  9. Nie wiem czy wiesz o czymś takim jak „4 droga” propagowana przez Gurdżijewa. Ja staram się nią podążać.

    G. wspominam o tym że nie możliwe jest zrozumienie drugiej osoby dopóty ta osoba nie będzie jakby na tym samym poziomie wiedzy. To jeśli chodzi o ten cały twój krąg. Ty upierasz się przy swoim i ja.

    Druga sprawa to krytyczne spojrzenie. Przyznaje że mi tego brakuje. Jest jednak krytyka i krytyka. Twoja do mnie nie trafia.

    Komentarz - autor: Vendetta | Listopad 15, 2008


Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: