Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Rodzic alkoholik

W dzisiejszym poście będzie o rodzicach które mają lub mieli problem z alkoholem. Oraz o dzieciach, jak na nich to się odbiło.

Tekst z książki „Toksyczni rodzice” Susan Forward


Rozdział 4
„W tej rodzinie nikt nie pije”

Alkoholicy

Glenn, wysoki, gburowato wyglądający mężczyzna, właściciel małej firmy rzemieślniczej, zgłosił się do mnie z prośbą o pomoc, przede wszystkim dlatego, że jego nieśmiałość oraz brak pewności siebie negatywnie wpływały zarówno na jego osobiste, jak i zawodowe kontakty. Przyznał się, że prawie cały czas czuje się zdenerwowany i niespokojny. W pracy usłyszał, jak ktoś mówił o nim, że jest „jęczący” i „przygnębiający”. Wyczuwał, że ludzie czuli się nieswojo, kiedy go spotykali, co sprawiało, że trudno mu było przekształcić znajomości w przyjaźnie.

W czasie trwania naszej pierwszej sesji Glenn zaczął mówić o innej przyczynie swoich stresów w pracy:

Mniej więcej sześć lat temu wprowadziłem do swojej firmy mojego ojca, mając nadzieję, że to doprowadzi go do porządku. Wydaje mi się jednak, że obowiązek pracy pogorszył jego stan. Jak sięgam pamięcią, zawsze był alkoholikiem. Pije, obraża klientów, co naraża mnie na duże straty finansowe. Muszę go stamtąd usunąć, ale jestem przerażony. Jak, do diabła, wyrzucić z pracy własnego ojca? To go zniszczy. Za każdym razem, kiedy próbuję porozmawiać z nim na ten temat, wszystko, co mówi, to: „Odzywaj się do mnie z szacunkiem lub nie odzywaj się do mnie wcale”. Odchodzę od zmysłów.

Nadmierne poczucie odpowiedzialności Glenna, jego potrzeba opiekowania się ojcem, jego osobiste lęki i stłumiony gniew były klasycznymi symptomami, charakterystycznymi dla dorosłych dzieci alkoholików.

Dinozaur w salonie

Gdyby personel Białego Domu za czasów Richarda Nixona wziął lekcje ukrywania prawdy u jakiegokolwiek członka rodziny alkoholika, „Watergate” byłby nadal zwykłym waszyngtońskim hotelem. W przypadku członków rodziny alkoholika zdolność wypierania przybiera ogromne rozmiary. Alkoholizm jest podobny do dinozaura w salonie. Jest niemożliwością, aby ktoś z zewnątrz zignorował obecność dinozaura, ale mieszkańcy domu, wobec braku nadziei pozbycia się bestii, są zmuszeni do udawania, że jej tam wcale nie ma. Jest to jedyny sposób umożliwiający im współistnienie. Kłamstwa, wymówki i tajemnice są w tych domach czymś tak naturalnym jak powietrze, stanowiąc zarazem przyczynę emocjonalnego chaosu u dzieci.

Klimat, jaki panuje w rodzinach alkoholików, emocjonalny i psychiczny, jest w dużej mierze zbliżony do klimatu w rodzinach, gdzie rodzice zażywają narkotyki, nielegalnie bądź też z przepisu lekarza. Chociaż przypadki, które wybrałam do tego rozdziału, skupiają się na rodzicach alkoholikach, to bolesne doświadczenia dzieci narkomanów są całkiem podobne. Doświadczenie Glenna było typowe:

Moje najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa wiąże się z powrotami ojca z pracy do domu. Pierwsze kroki kierował do barku. To był jego wieczorny rytuał. Wypijał kilka kolejek i przychodził do stołu, żeby zjeść obiad. W ręku trzymał przeklęty kieliszek, który nigdy nie był pusty. Po obiedzie zabierał się do „poważnego” picia. Wszyscy musieliśmy być bardzo cicho, aby mu nie przeszkadzać. Na miłość boską, ktoś pomyślałby, iż on robi coś naprawdę ważnego, a ten sukinsyn po prostu się upijał. Przez wiele nocy, pamiętam, moja siostra, matka i ja musieliśmy zaciągać go do łóżka. Moim zadaniem było zdjęcie butów i skarpet. Cholerną rzeczą było to, że nikt w rodzinie nigdy nie wspominał o tym, co robimy. Chodzi mi o to, że robiliśmy to noc w noc. Dopóki trochę nie dorosłem, dopóty naprawdę myślałem, że zaciąganie taty do łóżka to normalne rodzinne zajęcie. Coś, co zdarza się w każdej rodzinie.

Glenn wcześnie nauczył się, że to, iż jego ojciec pije, jest Wielką Tajemnicą. Matka kazała mu co prawda, aby nie mówił ludziom o „problemie tatusia”, ale i tak jego własny wstyd wystarczyłby, aby skłonić go do milczenia. Przed światem rodzina przybierała maskę „wszystko jest w porządku”. Byli związani potrzebą zajmowania się wspólnym wrogiem. Tajemnica stała się spoiwem, które trzymało udręczoną rodzinę razem. Trzy rzeczy składają się na Wielką Tajemnicę:

  1. Wyparcie przez alkoholika własnego alkoholizmu na przekór przytłaczającym dowodom i własnym zachowaniom, które są przerażające i upokarzające dla innych członków rodziny.
  2. Wyparcie problemu przez partnera alkoholika i często przez innych członków rodziny. Zbiorowo usprawiedliwiają zachowanie pijaka takimi wyjaśnieniami, jak: „Mama pije tylko po to, żeby się zrelaksować”, „Tato potknął się o dywan” lub leż „Tato stracił pracę, bo miał podłego szefa”.
  3. Zabawa w „normalną rodzinę” – poza przyjmowana przez rodzinę w kontaktach tak między sobą, jak i z otoczeniem.

Zabawa w „normalną rodzinę” jest szczególnie niszcząca dla dziecka, ponieważ zmusza je do zaprzeczenia słuszności jego własnych odczuć i wrażeń. Jest prawie niemożliwe, aby dziecko rozwinęło silne poczucie pewności siebie, jeśli musi nieustannie zadawać kłam swoim myślom i uczuciom. Jego poczucie winy sprawia, iż zastanawia się, czy ludzie mu wierzą. To poczucie może się utrwalać w miarę dorastania, sprawiając, że będzie unikało ujawniania informacji o sobie czy też odważnego przedstawienia własnej opinii. Podobnie jak Glenn, wiele dorosłych dzieci alkoholików cierpi z powodu silnie zakorzenionej nieśmiałości.

Podtrzymywanie zabawy w „normalną rodzinę” wymaga ogromnej ilości energii. Dziecko zawsze musi być czujne. Żyje w nieustannym strachu, że przypadkowo może rodzinę zdemaskować i zdradzić. Aby temu zapobiec, często unika przyjaźni i dlatego staje się odizolowane i samotne.

Samotność wciąga je głębiej w rodzinne bagno. Dziecko rozwija olbrzymie, wykrzywione poczucie lojalności tylko wobec tych ludzi, którzy dzielą jego tajemnicę: członkowie rodziny stają się współkonspiratorami. Bardzo silna, bezkrytyczna lojalność wobec rodziców staje się drugą naturą. Kiedy dziecko wchodzi w dorosłość, ślepa lojalność nadal pozostaje niszczącym, kontrolującym elementem jego życia. To właśnie ona nie pozwalała Glennowi prosić ojca o odejście z pracy, chociaż narażał firmę na straty.

Chłopiec, którego tam nie było

W rodzinach alkoholików tak dużo energii wydatkuje się na bezskuteczne próby uratowania pijaka, oraz na utrzymanie tajemnicy, że niewiele czasu i uwagi pozostaje na zaspokajanie potrzeb dzieci. Dzieci alkoholików, podobnie jak dzieci nieadekwatnych rodziców, często czują się niewidzialne. Staje się to szczególnie bolesnym przykładem działania paragrafu 22, ponieważ im bardziej niespokojny dom, tym bardziej dzieci potrzebują emocjonalnego wsparcia.

Kiedy razem z Glennem analizowaliśmy związek między jego obecnymi trudnościami a emocjonalną huśtawką jego dzieciństwa, przypomniał sobie:

Mój ojciec nigdy nie robił ze mną tego, co robili ojcowie moich kolegów. Nigdy nie graliśmy w piłkę ani nawet nie oglądaliśmy razem meczów. On zawsze mówił: „Nie mam teraz czasu — może później”, ale zawsze miał czas, żeby sobie posiedzieć i upić się. Matka natomiast zwykła mówić: „Nie zamęczaj mnie ciągle swoimi problemami. Dlaczego po prostu nie pójdziesz do swoich kolegów”. Ale ja nie miałem kolegów. Bałem się przyprowadzić kogoś do domu. Moja rodzina po prostu ignorowała mnie i zdawała się nie przejmować moimi problemami, dopóki nie musiała się nimi zająć.

Powiedziałam do Glenna: „A więc byłeś w porządku, dopóki cię nie widziano i nie słyszano. Jak się człowiek czuje, będąc niewidzialnym?” Na twarzy Glenna odmalował się ból, kiedy wspominał:

To było straszne. Prawie cały czas czułem się jak sierota. Robiłem wszystko, aby zwrócić ich uwagę. Kiedyś, miałem wtedy jakieś 11 lat, byłem u kolegi, i jego ojciec zostawił portfel na stoliku w korytarzu. Wziąłem pięć dolarów, mając nadzieję, że mnie złapią. Nie obchodziło mnie, czy rodzice mnie skrzyczą, byleby tylko zauważyli, że po prostu jestem.

We wczesnym dzieciństwie Glenn otrzymał komunikat, że jego istnienie jest dla rodziców bardziej obciążeniem niż błogosławieństwem. Jego emocjonalna niewidzialność została wzmocniona przez fakt, że była dla niego najbezpieczniejszym schronieniem przed ojcowską przemocą, z którą stykał się na co dzień. Glenn wspominał:

Ojciec zawsze uciszał mnie, kiedy głośniej mówiłem. Jeśli ośmieliłem się podnieść na niego głos, bił mnie prawie do nieprzytomności. Szybko nauczyłem się, jak nie wchodzić mu w drogę. Jeśli sprzeciwiłem się mamie, zaczynała wrzeszczeć jak dziecko. Wtedy on się wściekał, łoił komuś skórę pasem, a ja czułem się jeszcze gorzej z powodu awantury, której byłem powodem. W rezultacie nauczyłem się przebywać poza domem jak najdłużej. Gdy miałem dwanaście lat, dostałem popołudniową pracę, po zajęciach szkolnych, i codziennie mogłem zmyślać, że późno ją skończyłem, tak że każdego wieczora wolno mi było wracać do domu tak późno, jak chciałem. Rano wychodziłem do szkoły wcześniej, aby opuścić dom, zanim ojciec się obudzi. Nadal pamiętam tamtą samotność, którą czułem siedząc sam na boisku szkolnym, czekając codziennie rano, aż pojawi się któryś z kolegów. Najśmieszniejsze jest to, iż jak się zdaje, moi rodzice nawet nie zauważali, że wciąż mnie nie ma.

Zapytałam Glenna, czy nie sądzi, że te same lęki, które uniemożliwiały mu nabranie poczucia pewności siebie w dzieciństwie, kierują nim również teraz, kiedy jest dorosły. Glenn ze smutkiem przyznał:

Wydaje mi się, że tak. Nigdy, bez względu na to, jak bardzo tego pragnę, nie mogę na nikogo powiedzieć nic obraźliwego. Tyle słów przełykam bez ich wypowiedzenia, iż czasami wydaje mi się, że zwymiotuję. Po prostu nie potrafię się ludziom przeciwstawić. Nawet tym, którzy nic mnie nie obchodzą. Jeśli pomyślę, że to, co chcę powiedzieć, zrani czyjeś uczucia, po prostu nie mogę tego powiedzieć. Koniec, kropka.

Tak jak dzieje się to w wielu przypadkach dzieci alkoholików, Glenn czuł się odpowiedzialny za uczucia każdego, podobnie jak wziął na siebie odpowiedzialność za uczucia ojca i matki, kiedy był mały. Podjął heroiczny wysiłek, aby uniknąć konfrontacji z rodzicami, ponieważ nie chciał odpowiadać za zadanie komukolwiek (także sobie) bólu. Nie umiał wyrażać swoich emocji, tak jak to potrafi każde inne dziecko. Był zmuszony je tłumić i ten wzorzec przeniósł w swoje dorosłe życie. Kiedy Glenn pomagał położyć ojca do łóżka, kiedy brał odpowiedzialność za to, aby go nie denerwować, działał jak rodzic, nie jak dziecko. Kiedy dziecko jest zmuszone do przejęcia roli rodzica, gubi wzorce ról, zagrażając w ten sposób swojej rozwijającej się osobowości. Ta niszcząca zamiana ról jest w rodzinach alkoholików powszechna.

„NIGDY NIE BYŁEM DZIECKIEM”

Jak podkreślaliśmy wcześniej i w dalszym ciągu będziemy podkreślać, zmiana ról ma miejsce prawie we wszystkich rodzinach, gdzie rodzice są toksyczni. W rodzinie alkoholika rodzic pijak przywłaszcza sobie rolę dziecka za pomocą swoich patetycznych, roszczeniowych, irracjonalnych zachowań. Sam jest dzieckiem wymagającym tak dużo uwagi, że nie pozostawia miejsca dla innych dzieci w rodzinie.

Glenn dorastał, wierząc, że jego rola w świecie polega na opiekowaniu się innymi i nieoczekiwaniu niczego dla siebie.

Pamiętam, jak matka przybiegała do mnie, kiedy ojciec tracił panowanie nad sobą, i wypłakiwała się, jak bardzo jest nieszczęśliwa. Mówiła: „Co ja mam zrobić? Dzieci potrzebują ojca, a ja nie mogę pójść do pracy”. Denerwuje mnie opowiadanie o tym. Marzyłem, że zabiorę ją daleko, na jakąś wyspę, gdzie ojciec nie mógłby nas znaleźć. Obiecywałem jej, że jak tylko będę mógł, zaopiekuję się nią. I teraz właśnie to robię. Cały czas daję jej pieniądze, chociaż nie stać mnie na to. Opiekuję się tatą, chociaż rujnuje to moją firmę. Dlaczego dla odmiany ja nie mogę znaleźć kogoś, kto opiekowałby się mną?

Glenn nadal dźwiga ciężar winy za to, że nie potrafił jako dziecko, i nadal nie potrafi jako człowiek dorosły, uporządkować życia swoich rodziców. Mimo swoich marzeń o znalezieniu kobiety, która troszczyłaby się o niego, ostatecznie zamieszkał z kobietą bezradną i potrzebującą opieki. Przeczuwał, kiedy się żenił, że nie jest ona dla niego właściwą osobą, ale jego potrzeba odgrywania dziecięcych fantazji o udzielaniu pomocy przytłoczyła trzeźwy osąd.

Mit o możliwości naprawienia przeszłości

Odkrycie, że ożenił się z „ukrytą pijaczką”, nie zabrało Glennowi wiele czasu. Nawet gdyby wiedział o tym przed ślubem, to najprawdopodobniej i tak by się z nią ożenił. Po prostu wmówiłby sobie, że potrafi ją zmienić. Dorosłe dzieci alkoholików często zawierają małżeństwa z alkoholikami. Dla wielu ludzi jest to przerażające, że ktoś, kto wyrósł w chaosie domu alkoholika, ponownie decyduje się na przeżycie tej traumy. Niestety, pęd do powtarzania znanych wzorców uczuciowych jest powszechny bez względu na to, jak bolesne czy autodestrukcyjne mogą być te uczucia. To, co znane, zapewnia poczucie komfortu i wyznacza ramy strukturalne naszemu życiu. Znamy zasady i wiemy, czego możemy się spodziewać.

Co ważniejsze, odtwarzamy stare konflikty, ponieważ mamy nadzieję, że tym razem zdołamy je przezwyciężyć – zamierzamy wygrać tę bitwę. To odtwarzanie starych, bolesnych doświadczeń jest nazywane przymusem powtórzeń (repetition compulsion).

„TYM RAZEM WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE”

Nie umiem wystarczająco silnie podkreślić, jak bardzo ten szczególny rodzaj przymusu rządzi naszym życiem. Prawie wszystkie autodestrukcyjne zachowania, szczególnie te związane z inicjowaniem i podtrzymywaniem intymnych związków, zaczynają nabierać sensu, dopiero wtedy, kiedy widzi się je w świetle przymusu powtórzeń. Glenn jest tego doskonałym przykładem:

Kiedy poznałem Denise, zupełnie nie wiedziałem, że pije. Kiedy się zorientowałem, przestała starać się, aby ukrywać to przede mną. Widziałem ją pijaną trzy, cztery razy w tygodniu. Błagałem, by przestała. Prowadziłem ją do lekarzy. Prosiłem, aby wstąpiła do grupy AA (Anonimowych Alkoholików). Zamknąłem pod kluczem cały alkohol, ale wiesz, jak to jest z pijakami… Zawsze znajdowała sposób. Jedynie wtedy, kiedy groziłem, że ją opuszczę, przestawała pić. Niestety, po krótkim czasie porzucała abstynencję i znowu wracaliśmy do punktu wyjścia.

Ponieważ zaprzeczanie i ukrywanie wydawały się być czymś normalnym w czasie jego dorastania, Glenn łatwo wszedł w dorosły związek, gdzie powtórzyły się te same elementy. Tym razem myślał, iż uda mu się uratować żonę, czego nie udało mu się zrobić w dzieciństwie z własnymi rodzicami. Glenn, tak jak prawie wszystkie dorosłe dzieci alkoholików, złożył kiedyś żarliwą obietnicę: nigdy nie będzie już w jego życiu żadnego alkoholika. Niestety, głęboko zakorzeniony przymus powtórzeń jest znacznie silniejszy niż jakakolwiek świadoma obietnica.

„DLACZEGO CIĄGLE WRACAM, PROSZĄC O WIĘCEJ?”

Kolejną obietnicą, która często pryska pod wpływem siły oddziaływania przeszłości, jest obietnica niewracania nigdy do przemocy i zniewag, które są często integralną częścią życia w domu alkoholika.

Dwudziestosześcioletnia Jody, drobna brunetka o dużych oczach, przyszła na spotkanie jednej z moich grup terapeutycznych za namową swojego kierownika (pracowała jako doradca resocjalizacyjny w prywatnym szpitalu dla narkomanów). Tak jak wielu doradców, Jody sama była powracającą do zdrowia alkoholiczką i narkomanką. Spotkałam ją po raz pierwszy na małym przyjęciu dla personelu szpitala z okazji jej drugiego roku pozostawania w trzeźwości.

Niedawno Jody zakończyła związek z okrutnym i znęcającym się nad nią mężczyzną. Jej kierownik obawiał się, że może mieć skłonność do powrotu do tego związku i zaproponował, aby spotkała się ze mną.

Na naszej pierwszej sesji indywidualnej Jody była twarda, wojownicza, wcale nieprzekonana, że potrzebuje pomocy. Zastanawiałam się nad bólem, jaki kryje się za tą pozą. Pierwsze słowa, które wypowiedziała, to: „Powiedziano mi, że lepiej będzie, jak wsadzę tyłek w tę terapię, bo inaczej zostanę skreślona. Dlaczego nie puścisz mnie i nie powiesz im, że robię postępy i nie muszę tu wracać?”

„Widzę, że naprawdę obawiasz się tego, że tu jesteś” – odpowiedziałam. Obie roześmiałyśmy się, co pomogło rozluźnić napięcie. Powiedziałam jej, że wiem, iż nie spotyka się ze mną z własnego wyboru, ale skoro już tu jest, może spróbować jakoś to wykorzystać. Zgodziła się spróbować terapii w jednej z moich grup.

Zaczęłam od wyjaśnienia, jak bardzo martwią się jej koledzy, iż może wrócić do swojego brutalnego chłopaka. Jody przyznała, że mają powody, aby się niepokoić:

Naprawdę brakuje mi tego koguta. W zasadzie to wspaniały gość. Chodzi tylko o to, że czasami ja rozpuszczam jadaczkę i to go denerwuje. Wiem, że on mnie kocha i nadal mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze.

Zasugerowałam jej, że myli miłość z tyranią, jak gdyby podświadomie musiała doprowadzić kochanka do skrajnej wściekłości, co byłoby dowodem jego miłości i namiętności. Zapytałam, czy czegoś jej to nie przypomina, czy coś takiego nie zdarzyło się w innych jej związkach. Pomyślała przez moment i odpowiedziała:

Wydaje mi się, że podobnie było z moim starym. Był on pijakiem pierwszego stopnia, „czternastokaratowym”, który bił nas tak, że sikaliśmy po nogach. Pięć na siedem wieczorów w tygodniu przychodził do domu pijany. Każda wymówka była dobra, aby nas zbić. Bił mojego brata aż do krwi. Mama nie mogła nic zrobić, aby go powstrzymać. Była zbyt przerażona, aby nawet próbować. Błagałam go, aby przestał, ale on był jak wariat. Nie chcę, abyś myślała, że on był jakimś potworem – kiedy nie pił, był opanowany. Był moim najlepszym przyjacielem. Uwielbiałam, kiedy chodziliśmy razem na spacery, tylko we dwoje. Nadal to uwielbiam.

Wiele dzieci alkoholików rozwija w sobie dużą dozę tolerancji, aby zaakceptować to, co jest nie do przyjęcia. Nie mając pojęcia, jak zachowuje się kochający ojciec, Jody mogła tylko wywnioskować, że aby przeżyć miłe chwile z ojcem, musi najpierw znieść chwile ciężkie. Dokonała psychologicznego powiązania miłości z tyranią. Doszła do tego, iż uwierzyła, że nie można mieć jednego bez drugiego.

System kumpla do picia

Ojciec Jody nauczył ją swoim przykładem, że powinna wciąż uszczęśliwiać mężczyznę, a wtedy on nie będzie jej bił. Aby uszczęśliwić swojego ojca, w wieku dziesięciu lat została jego kumplem do picia.

Tato rozpoczął od dawania mi łyka alkoholu średnio raz w tygodniu. Nienawidziłam tego smaku, ale ojciec zawsze był bardzo szczęśliwy, kiedy trochę wypiłam. Kiedy miałam jedenaście lat, jeździliśmy do sklepu monopolowego i on kupował butelkę. Siedzieliśmy w samochodzie i piliśmy ją wspólnie, a potem jechaliśmy na przejażdżkę. Na początku było to podniecające, ale później, po jakimś czasie, byłam przerażona. No cóż, byłam tylko dzieckiem, ale mogłam zorientować się, że nie miał pełnej kontroli nad samochodem. Robiłam to, ponieważ było to coś, co robiłam z nim i czego nie miał nikt poza mną. Była to ta szczególna rzecz, która nas łączyła. Naprawdę polubiłam picie, ponieważ dzięki temu tata bardziej mnie lubił. Było coraz gorzej i gorzej, aż ostatecznie upijałam się do nieprzytomności.

Przynajmniej jedno na czworo dzieci rodziców alkoholików samo zostaje alkoholikiem. Wielu z tych dorosłych ludzi dostało swój pierwszy kieliszek w bardzo młodym wieku od rodzica alkoholika. Picie stwarza szczególną i często skrywaną więź między rodzicem i dzieckiem. Ten szczególny rodzaj konspiracji jest odczuwany przez dziecko jako „kumplostwo”. Dziecko angażuje się w nie tak mocno, jak tylko potrafi, dostępując miłości i aprobaty.

Nawet jeśli dziecko nie było werbowane przez rodzica alkoholika, w dorosłym życiu pozostaje szczególnie podatne na popadniecie w alkoholizm. Dokładnie nie wiemy, jak to się dzieje, być może istnieją genetyczne predyspozycje do nałogowych zachowań lub braku równowagi biochemicznej. Podejrzewam również, że silnym czynnikiem jest w tym wypadku fakt, że wiele zachowań i przekonań powstaje wskutek naśladowania i identyfikacji z naszymi rodzicami. Dorosłe dzieci alkoholików otrzymują w spadku po rodzicach: niepohamowany gniew, przygnębienie, brak radości, podejrzliwość, chore związki i przerost poczucia odpowiedzialności. Otrzymują również receptę na radzenie sobie z tą wypaczoną spuścizną – picie.

Nie można ufać nikomu

Ponieważ pierwszy i najważniejszy związek uczuciowy nauczył dzieci alkoholików, że ludzie, których kochają, mogą je zranić i zachowywać się w sposób zupełnie nie do przewidzenia, większość z nich w dorosłym życiu obawia się zbliżenia do drugiej osoby. Szczęśliwe dorosłe związki między kochankami czy przyjaciółmi wymagają dużego stopnia wrażliwości, zaufania i otwartości – właśnie tych cech, które dom alkoholików skutecznie niszczy. W rezultacie wiele dorosłych dzieci alkoholików przyciągają ludzie, którzy są emocjonalnie niezrównoważeni z powodu swoich głębokich konfliktów. W ten sposób dorosłe dziecko alkoholika może stworzyć pozory związku bez konfrontacji z własnym strachem przed prawdziwą zażyłością.

Przyjaciel Jody, z symptomem rozdwojenia osobowości Dr Jekyll i Mr Hyde — był wierną kopią jej ojca — czasami był cudowny, czasami straszny. Wybierając zmiennego i agresywnego mężczyznę, Judy powtarzała doświadczenia znane z dzieciństwa, a zarazem zabezpieczała się przed ryzykiem wypłynięcia na niezmierzone wody prawdziwej zażyłości. Rozpaczliwie czepiała się mitu, że jej ojciec był jedynym mężczyzną, który naprawdę ją rozumiał. Jej niechęć do skonfrontowania tego mitu z rzeczywistością wywierała ujemny wpływ na jej związki nie tylko z przyjaciółmi, ale również ze mną i innymi członkami grupy terapeutycznej. Ten mit okazał się tak potężny, że w końcu straciła dla siebie nadzieję. Nadal pamiętam smutek, jaki czułam, gdy oświadczyła, że opuszcza grupę. Przypomniałam jej, że przecież wie, iż praca naci sobą jest bolesna, i że ból jest częścią tego procesu. Przez ułamek sekundy zdawało się, że się waha, ale potem powiedziała:

Słuchaj. Nie chcę rezygnować z mojego ojca. Nie chcę się z nim kłócić. Nie chcę go przed tobą bronić. Mój ojciec i ja naprawdę potrzebujemy siebie. Dlaczego mam bardziej ufać tobie niż jemu? Wydaje mi się, że tak naprawdę gówno was obchodzę, ciebie i kogokolwiek z tej grupy. Wątpię, czy ktoś z was rzeczywiście mi pomoże, kiedy zostanę zraniona.

Grupa Jody składała się z innych dorosłych ludzi, nad którymi znęcano się w dzieciństwie. Dobrze rozumieli, co ona przeżywa. Bardzo ją wspierali i otaczali miłością, ale ona nie mogła tego przyjąć. Dla Jody świat byt zwariowanym miejscem pełnym emocjonalnych barbarzyńców. Była przekonana, że jeśli pozwoli komuś zbytnio zbliżyć się do siebie, zostanie zraniona i przeżyje zawód. Ironia polega na tym, że te przekonania były bardzo trafne w odniesieniu do jej ojca.

Głównym efektem alkoholizmu ojca była nieufność Judy. Jeśli nie możesz zaufać własnemu ojcu, to komu możesz zaufać? Zaufanie jest jak słaba istotka, która w trudnych warunkach zwykle umiera pierwsza. Nieufność jest najczęściej spotykanym okaleczeniem wśród dorosłych dzieci toksycznych rodziców. Posłuchajmy Glenna:

Zawsze bałem się, kiedy moja żona chciała zrobić coś beze mnie – nawet tak zwyczajnie wyjść z koleżankami na obiad. Obawiałem się, że mnie zostawi. Po prostu nie ufałem jej. I5atem się, że znajdzie kogoś lepszego ode mnie i opuści mnie dla niego. Chciałem ją kontrolować, tak aby zawsze była w pobliżu i abym ja nie musiał się cały czas martwić.

Zazdrość, chęć posiadania i podejrzliwość są powracającymi tematami w związkach wielu dorosłych dzieci alkoholików. Wcześnie nauczyli się, że związki prowadzą do zdrady, a miłość – do cierpienia.

„ALE WCZORAJ POWIEDZIAŁEŚ, ŻE WSZYSTKO JEST W PORZĄDKU”

Carla, pomoc dentystyczna, wysoka kobieta o miękkim głosie,

zgłosiła się na terapię za namową swojego lekarza, który sugerował, że jej powtarzające się bóle głowy mogą mieć podłoże psychologiczne. Ponieważ bóle głowy są bardzo często symptomami stłumionej złości – jedną z pierwszych rzeczy, o które ją zapytałam, było: „Na co jesteś zła?” Moje pytanie zaskoczyło ją, ale po chwili odpowiedziała:

Masz rację. Jestem zła na moją matkę. Mam czterdzieści siedem lat, a moja matka nadal kieruje moim życiem. Na przykład w zeszłym miesiącu… Byłam już całkowicie przygotowana do udania się we wspaniałą podróż do Meksyku. Myłam tym bardzo podekscytowana, ale trzy dni przed moim planowanym wyjazdem zadzwoniła mama. Jak na zawołanie. Nie byłam nawet zaskoczona. Mogłabym przysiąc, że piła, ponieważ głos miała bełkotliwy – brzmiał tak, jakby płakała. Powiedziała, że ojciec wyjechał na dwa tygodnie na ryby i że jest bardzo przygnębiona. Spytała, czy nie mogłabym przyjechać do niej na kilka dni. Powiedziałam, że już dawno zaplanowałam te wakacje, na co ona zaczęła płakać. Próbowałam namówić ją na odwiedzenie ciotki, ale zaczęła powtarzać, że jej nie kocham. Od słowa do słowa, zanim się zorientowałam, już obiecałam odwołać Meksyk i przyjechać. Tak czy owak, nie mogłabym się dobrze bawić, wiedząc, że ona znowu jest w dołku.

Powiedziałam Carli, że brzmi to tak, jakby nie była to dla niej żadna nowość. Zgodziła się ze mną.

Oczywiście. Było tak przez cały czas, kiedy byłam dzieckiem. Zawsze musiałam się nią opiekować. A ona nigdy tego nie doceniała. Zawsze na mnie warczała. Nigdy nie wiedziałam, którą z wielu twarzy pokaże mi moja matka i nigdy w danej chwili nie mogłam się zorientować, co jej się danego dnia spodoba. Pamiętam, jak dostałam ocenę niedostateczną z historii i jak bałam się wrócić do domu. Ocena niedostateczna wystarczała, abym przez przynajmniej cztery godziny słuchała, że jestem nic nie wartą niewdzięczną nieudacznicą i żaden mężczyzna nigdy nie będzie mnie chciał. Kiedy wreszcie przyszłam do domu, okazało się, że matka jest w dobrym nastroju. Po prostu podpisała dzienniczek i powiedziała: Jesteś bystra; nie musisz przejmować się stopniami”. Nie mogłam w to uwierzyć. Ale potem, wieczorem strzeliła sobie swoje zwykłe cztery koktajle przed obiadem. Nakryłam stół, ale zapomniałam wystawić sól i pieprz. Kiedy usiadła przy stole, wybuchła tak, jakbym była powodem wojny światowej, czy czegoś podobnego. Nie mogłam pojąć, jak ona może przestać mnie kochać tylko dlatego, że zapomniałam o soli i pieprzu.

Zachowanie matki wahało się od cukierkowatej czułości do brutalnego okrucieństwa, w zależności od jej nastroju, ilości wypitego alkoholu, czy też, jak wyraziła to Carla, od „fazy księżyca”. Carla powiedziała mi, iż rzadko zdarzało się, że miała z matką normalny, wypośrodkowany kontakt, lak więc wciąż próbowała odgadnąć, jak zdobyć jej przychylność. Niestety, ziemia usuwała się jej spod nóg; to samo zachowanie jednego dnia ujmowało matkę, następnego zaś było powodem wybuchu.

„TO WSZYSTKO TWOJA WINA”

Wszyscy rodzice są do pewnego stopnia niekonsekwentni, ale syndrom „to samo jest raz dobre, a raz złe” jest dramatycznie spotęgowany przez alkohol. Ponieważ sygnały i zasady zmieniają się tak często i niespodziewanie, dziecko zawsze ponosi porażkę. Rodzic posługuje się krytyką jako środkiem kontroli, a więc bez względu na to, co dziecko zrobi, rodzic znajdzie coś, co można skrytykować. Dziecko staje się ujściem dla frustracji, kozłem ofiarnym, na którego zwala się wszystko, co nie udaje się rodzicom. Dla rodziców alkoholików jest to podstępny sposób uzasadniania i wyciągania na światło dzienne własnego braku przystosowania, komunikat brzmi: „Gdybyś wszystkiego nie zrobił źle, mamusia nie musiałaby pić”. Carla określiła to tak:

Pamiętam, że pewnego ranka (miałam wtedy około siedmiu lat) matka od rana solidnie pociągała z butelki, a więc po szkole zaprosiłam do domu koleżankę. Zwykle nie zapraszam ludzi do domu, ponieważ nigdy nie wiedziałam, w jakim ona będzie stanie, ale tym razem wykalkulowałam, że będzie odsypiać śniadanie aż do popołudnia. Bawiłyśmy się z koleżanką w przebieranie, przymierzając jej buty, nakładając jej rzeczy, malując się jej szminką, kiedy nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem i do pokoju wtoczyła się moja matka. Byłam tak przerażona, że o mało co nie zsikałam się w majtki. Jej oddech mógł nas powalić. Wpadła w szał, kiedy zobaczyła, że ruszałyśmy jej rzeczy i zaczęła wrzeszczeć: „Wiem, dlaczego przyprowadziłaś tutaj swoją przyjaciółeczkę… żeby mnie szpiegować! Zawsze mnie szpiegujesz. To dlatego ciągle muszę pić. Każdego doprowadziłabyś do picia!”

Matka Carli straciła panowanie nad sobą. Nie tylko poniżyła swoją córkę, ale przypisała jej winę za swój alkoholizm. Carla była za mała, aby zauważyć luki w rozumowaniu matki, więc przyjęła oskarżenie.

Podświadomie Carla nadal myśli, że jest odpowiedzialna za pijaństwo matki. Dlatego właśnie, aby odpokutować za to, zgadza się na daleko idące ustępstwa. Odwołała długo oczekiwane wakacje po to tylko, aby jeszcze raz, na próżno, spróbować zdobyć przychylność matki.

Rodzinny kozioł ofiarny to rola doskonale znana dzieciom z rodzin alkoholików. Niektórzy próbują zrealizować negatywny obraz siebie poprzez zwrócenie się ku zachowaniom autodestrukcyjnym czy przestępczym. Inni podświadomie znajdują sposoby, aby karać siebie za pomocą różnorodnych emocjonalnych, a także fizycznych symptomów – takich jak w przypadku Carli – bólów głowy.

Złote dziecko

Podczas gdy niektóre dzieci alkoholików są zmuszane do bycia kozłem ofiarnym, inne wtłaczane są w rolę rodzinnego bohatera – „złotego dziecka”. Takie dziecko otaczane jest aprobatą obojga rodziców oraz otoczenia w zamian za ogromną odpowiedzialność, jaką zmuszone jest wziąć na siebie. Pozornie aprobata zdaje się sytuować to bohaterskie dziecko w dużo bardziej korzystnej pozycji niż kozła ofiarnego, ale – w rzeczywistości — deprywacja i osobiste lęki są w obu przypadkach prawie takie same. Złote dziecko bezlitośnie mobilizuje się do zdobywania nieosiągalnych szczytów doskonałości zarówno w dzieciństwie, jak i w życiu dorosłym.

Kilka lat temu, w czasie mojego programu radiowego, zadzwonił do mnie naukowiec chemik o imieniu Steve, który powiedział:

Jestem odrętwiały. Mam czterdzieści jeden lat, zrobiłem karierę zawodową, ale ostatnio nie potrafię podjąć decyzji. Jestem w trakcie największego przedsięwzięcia mojego życia i po prostu nie mogę się skoncentrować. Wiele osób polega na mnie. Jestem jak skamieniały. Całe życie osiągałem wielkie sukcesy… Wiesz — najlepszy student, alfa i omega… Zawsze się mobilizowałem. Ale teraz czuję się jak sparaliżowany.

Spytałam, czy obecnie dzieje się coś w jego życiu, co może tłumaczyć te zmiany. Odpowiedział, że jego ojciec został właśnie przyjęty na oddział intensywnej terapii z ciężkim uszkodzeniem wątroby. Wyciągając z tego wnioski, zapytałam Steve’a, czy jego ojciec jest alkoholikiem. Po chwili odpowiedział, że obydwoje rodzice są alkoholikami. Steve dorastał, stawiając czoło domowej wrzawie. Zagrzebał się w pracy szkolnej i został prymusem.

Wszyscy uważali, że jestem super dzieckiem… moi dziadkowie, nauczyciele, nawet moi rodzice… kiedy byli trzeźwi. Byłem doskonałym synem, doskonałym studentem, a później doskonałym naukowcem, mężem i ojcem. (W tym miejscu głos mu się załamał). Jestem bardzo zmęczony tym ustawicznym byciem doskonałym.

Jako dziecko Steve zdobywał aprobatę, przyjmując na siebie obowiązki ponad swe możliwości i radząc sobie z nimi z dojrzałością przerastającą jego wiek. Zamiast budować poczucie wartości opierając się na traktowaniu go jako istoty ludzkiej, która jest wartościowa z samej swej istoty, Steve musiał dowodzić, że jest coś wart poprzez działania. W swej samoocenie stał się uzależniony nie tyle od wewnętrznej pewności siebie, ile od pochwał, nagród i stopni.

Jego determinacja mogła także zawierać element kompensacji. Stając się superadekwatnym, Steve mógł podświadomie próbować zrównoważyć brak adekwatności swoich rodziców.

Powiedziałam Steve’owi, że choroba ojca w sposób oczywisty wydobyła na powierzchnię sporo niedokończonych dla niego spraw i że choć wiem, iż cierpi, to jest to przecież dla niego wspaniała okazja, aby zająć się niektórymi z nich – tymi naprawdę istotnymi. Poprosiłam go, aby uświadomił sobie fakt, że przyjęcie roli rodzinnego bohatera było szczególnym sposobem radzenia sobie ze straszliwym dzieciństwem. Taka rola zapewniała mu pewną dozę poczucia bezpieczeństwa i organizowała jego życie. Niestety, nigdy nie nauczył się sobie pobłażać. Teraz, wiele lat później, jego dążenie do doskonałości we wszystkich dziedzinach życia paraliżuje go. Jest to typowe dla większości perfekcjonistów.

Za moją namową Steve zgodził się zasięgnąć fachowej porady zarówno po to, by pomóc sobie w swej obecnej sytuacji, jak i po to, by zająć się deprywacjami, których doznał „w dzieciństwie.

„Muszę stale kontrolować sytuację”

Dzieci, które dorastają w rodzinach alkoholików, stykają się ustawicznie z niedającymi się przewidzieć, zmiennymi okolicznościami oraz osobami, których zachowania są równie nieprzewidywalne. Jedną z najczęstszych reakcji na to jest przemożna potrzeba kontrolowania wszystkiego i wszystkich, którzy coś znaczą w ich życiu. Glenn zareagował na bezradność, jaką odczuwał w dzieciństwie, na swój własny sposób, to znaczy, dbał o to, by zawsze panować nad sytuacją, chociaż był tak bardzo nieśmiały.

Każdą dziewczynę musiałem rzucić, gdy jeszcze wszystko było dobrze. Wydaje mi się, iż obawiałem się, że jeśli ja z nią nie zerwę, to ona zakończy sprawę, zrywając ze mną. Był to mój sposób kontrolowania sytuacji. Teraz też ciągle mówię mojej żonie i dzieciom, co i jak trzeba zrobić. Nic nie mogę na to poradzić, muszę mieć kontrolę nad wszystkim. Moją firmą kieruję w ten sam sposób. To znaczy, nigdy na nikogo nie krzyczę, ale moi pracownicy dobrze wiedzą, kiedy nie jestem zadowolony. Mówią, że emituję fale. To doprowadza ich do szału. Ale przecież to moja firma, no nie?

Glenn był przekonany, że kontrolując wszystkie dziedziny swojego życia, uniknie powtórnego przeżycia postawionej na głowie zwariowanej rzeczywistości swojego dzieciństwa. Oczywiście, jego kłopoty z asertywnością zmusiły go do poszukania innych sposobów sprawowania kontroli,

nauczył się całkiem skutecznie wykorzystywać w swych manipulacjach dąsy i gderanie.

Niestety, jego manipulacyjne zachowania stworzyły dystans między nim samym a ludźmi, na których mu zależało oraz stały się przyczyną wielu wzajemnych urazów. Jak to ma miejsce w przypadku wielu dorosłych dzieci alkoholików, potrzeba kontrolowania innych doprowadziła do tego, czego Glenn najbardziej się obawiał — do odrzucenia. Na ironię zakrawa fakt, że wypracowane w dzieciństwie mechanizmy obronne, mające chronić go przed samotnością, stały się główną przyczyną samotności w dorosłym życiu.

Jak śmiesz nazywać swoją matkę pijaczką?!”

Jeśli jesteś dorosłym dzieckiem pochodzącym z rodziny zarażonej alkoholizmem, istnieje szansa – nie tak jak u Ste-ve’a, gdzie oboje rodzice byli alkoholikami – że rodzinna tragedia dotyczyła jednego rodzica, który uciekł w alkoholizm i jednego, który nie pił. W ostatnich latach zaczęliśmy dokładniej poznawać rolę, jaką w takich związkach odgrywa partner niepijący. Jak omówiliśmy to w rozdziale pierwszym, takiego partnera nazywamy przyzwalającym lub współuzależnionym.

Jest to taki partner, który mimo cierpień zadawanych mu przez alkoholika podświadomie wspiera jego pijaństwo. Poprzez akceptację współuzależnieni komunikują, że zawsze będą w pobliżu, aby zająć się szkodami spowodowanymi przez destrukcyjne zachowanie partnera. Chociaż współuzależnieni mogą gderać, jęczeć, błagać, narzekać, grozić i stawiać ultimata, to tak naprawdę rzadko kiedy są skłonni stawić wystarczająco silny opór, aby wymusić znaczące zmiany.

Carla i ja zaczynałyśmy robić w terapii istotne postępy. Chciałam bezpośrednio przyjrzeć się jej kontaktom z rodzicami, a więc poprosiłam, aby zaprosiła ich na sesję. Kiedy przyszli, zauważyłam, że jej matka jest zdenerwowana od samego początku. Sam fakt, że Carla poprosiła ją o przyjście, zdawał się wzbudzać w niej poczucie winy. Kiedy zaczęłam omawiać bolesne sceny z dzieciństwa Carli, jej matka zalała się łzami:

Tak mi wstyd. Wiem, że nie byłam dla niej dobrą matką. Carla, naprawdę cię przepraszam. Chcę rzeczywiście spróbować przestać pić. Zgłoszę się nawet na terapię, jeśli tego chcesz.

Powiedziałam matce Carli, że psychoterapia jest całkowicie nieskuteczna w przypadku leczenia alkoholizmu czy innych nałogów, jeśli nie połączy się jej z jednym z dwu-nastostopniowych programów, na przykład z programem Anonimowych Alkoholików. Matka Carli błagała:

Susan, proszę cię, nie zmuszaj mnie do wstąpienia do Anonimowych Alkoholików. Zrobię dla Carli wszystko, tylko nie to.

W tym momencie ojciec Carli ze złością przerwał:

Do diabła, moja żona nie jest alkoholiczką! Jest wspaniałą kobietą, która dla relaksu wypija kilka drinków. Na świecie są miliony takich ludzi, którzy piją drinka od czasu do czasu.

Wyjaśniłam mu, jak bardzo destrukcyjne dla ich córki było zachowanie matki w połączeniu z jego brakiem zaangażowania. Wybuchnął:

Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem i mam wspaniały dom! Dlaczego musisz wciągać w to mnie i moją żonę? Skup się tylko na problemach mojej córki i zostaw nas w spokoju. (;órka płaci ci, abyś zaopiekowała się nią, nie nami. Moja żona i ja nie potrzebujemy tego rodzaju przykrości. Zgadzam się z tym, że moja żona pije, być może trochę więcej niż większość ludzi. Ale panuje nad tym. Właściwie kiedy jest po kilku drinkach, jest o niebo łatwiejsza w kontaktach.

Ojciec Carli nie zgodził się przyjść na kolejne sesje, ale jej matka zgodziła się w końcu na wstąpienie do Anonimowych Alkoholików i spotkanie z jednym z moich kolegów – terapeutów. To, co nastąpiło potem, było fascynującym, hoć niespodziewanym łańcuchem wydarzeń. Kiedy matka Carli przestała pić, u jej męża pojawiły się poważne problemy gastryczno-jelitowe, których przyczyny – jak powiedziała mi Carla – jego lekarz nie potrafił wyjaśnić.

Rzecz jasna, zakłóciłam rodzinny spokój. Wyszło na jaw, że i ojciec Carli mógł żyć i funkcjonować tylko w stanie totalnego wyparcia. Rodziny alkoholików żyją w stanie delikatnej równowagi jedynie dzięki temu, że poszczególni członkowie odgrywają wyznaczone im role.

Kiedy Carla i jej matka zaczęły razem pracować nad swoimi problemami, rodzinna łódź gwałtownie się zakołysała. Ojciec Carli był podziwiany wokół jako przykład poświęcenia i wierności. Carla pamiętała, jak wielu jej krewnych mówiło, że ojciec powinien zostać kandydatem na świętego za swoją tolerancję i zdolność przebaczania. W rzeczywistości był klasycznym typem współuzależnionego, który poprzez wypieranie przyzwalał żonie na pozostawanie żałosną alkoholiczką. W ten sposób z nikim nie musiał się dzielić swoją władzą. Kiedy żona znikała w alkoholowych oparach, on mógł swobodnie kierować rodziną, tak jak uważał za stosowne.

Kontynuowałam spotkania z Carla i jej matką w ramach wspólnej terapii rodzinnej. Matka Carli zaczęła dostrzegać, jak bardzo poczucie własnej wartości jej męża zależało od jego samodzielnego kierowania rodziną. Alkoholizm żony oraz fizyczne i emocjonalne problemy córki sprawiały, że to on jawił się jako jedyny odpowiedzialny członek rodziny. Pomimo maski człowieka skutecznego w działaniach, którą nakładał przed światem, ojciec Carli – jak wielu współuzależnionych – był straszliwie niepewny. Tak jak większość z nas, wybrał partnerkę, która odzwierciedlała jego prawdziwe uczucia wobec samego siebie. Wybór nieodpowiedzialnej partnerki pozwolił mu, na zasadzie porównania, czuć się lepszym.

Obecnie matka Carli powraca do zdrowia po zerwaniu z nałogiem i dokonuje pewnych bardzo pozytywnych zmian w swoim związku z córką i mężem. Łatwo się domyślić, że gastryczno-jelitowe problemy jej męża trwają nadal.

W przeciwieństwie do ojca Carli współuzależniona matka Glenna w pełni zdawała sobie sprawę z tego, jak potworny jest alkoholizm męża, i z tego, jakich okaleczeń doznają w związku z tym dzieci. Jednakże nie mogła czy też nie miała chęci zainicjować skutecznych zmian w życiu rodzinnym. Glenn powiedział mi:

Moja mama dobiega siedemdziesiątki i nadal próbuję zrozumieć, dlaczego pozwoliła ojcu terroryzować nas w ten sposób. Dlaczego pozwoliła, aby jej własne dzieci obeszły się jedynie smakiem prawdziwego domu. Musiał być przecież ktoś, do kogo mogła była się zwrócić o pomoc. Ale ona jest jak zużyta płyta… powtarza tylko: „Nie wiesz, jaka była wtedy sytuacja kobiety. Wymagano od niej, aby stała u boku swojego mężczyzny bez względu na wszystko. Nikt nie mówił o tych sprawach otwarcie, jak to się dzieje teraz. Gdzie miałam pójść? Co miałam robić?”

Matka Glenna była, po prostu, przygnieciona wirem rodzinnych nieszczęść. Jej bezradność połączona ze spaczonym sposobem rozumienia wierności sprawiała, że godziła się z brutalnością męża. Matka Glenna, jak wielu współuzależnionych, w istocie sama stała się dzieckiem, pozostawiając prawdziwe dzieci bez opieki. Po dziś dzień Glenn miota się pomiędzy potrzebą ratowania zdziecinniałej matki a urazą spowodowaną niedostatkiem matczynej opieki.

Nic nie kończy się jak w bajce

W rodzinach alkoholików finały jak w bajce zdarzają się rzadko. Najlepszy z możliwych finałów to taki, kiedy twoi rodzice biorą pełną odpowiedzialność za swoje pijaństwo, zgłaszają się na terapię odwykową i stają się abstynentami. Przyznają, że twoje dzieciństwo było okropne, potwierdzała to i próbują stać się rodzicami bardzo odpowiedzialnymi i kochającymi.

Niestety, rzeczywistość odbiega zwykle od ideału. Pijaństwo, wypieranie i wypaczanie rzeczywistości kończy się wraz ze śmiercią jednego lub obydwojga rodziców. Wiele dorosłych dzieci alkoholików kurczowo trzyma się nadziei, że ich życie rodzinne odmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale takie podejście może tylko narazić je na rozczarowanie. Glenn zrozumiał to w szczególnie dotkliwy sposób:

Mniej więcej rok temu tato po raz pierwszy powiedział, że mnie kocha. Objąłem go i podziękowałem, ale nie wynagrodziło mi to tych lat, kiedy nazywał mnie zgniłkiem. A przecież, jak na ironię, marzyłem o tym dniu przez całe życie.

Glenn otrzymał w końcu swoje długo oczekiwane „Kocham cię”, ale to nie wystarczyło. Pozostał z poczuciem pustki. To były tylko słowa, brak było czynów. Jego ojciec nadal pił. Glenn niestety wciąż czekał, aż ojciec się zmieni.

Jeśli jesteś dorosłym dzieckiem alkoholika, kluczem do przejęcia kontroli nad swoim życiem jest uświadomienie sobie, że to ty możesz się zmienić. Twoje dobre samopoczucie nie musi zależeć od twoich rodziców. Możesz pokonać traumy dzieciństwa i ich władzę nad obecnym życiem, nawet jeśli twoi rodzice pozostają tacy sami, jak byli zawsze. Po prostu musisz zaangażować się w pracę nad sobą.

Sugeruję wszystkim moim pacjentom pochodzącym z domów, skażonych alkoholizmem lub narkotykami, że nasza wspólna praca może być znacznie skuteczniejsza, jeśli wstąpią do Adult Children of Alcoholics (organizacji Dorosłe Dzieci Alkoholików) lub innej podobnej. Organizacje tego rodzaju dostarczają doskonałego wsparcia, a poprzez wymianę doświadczeń i uczuć dzieci alkoholików i narkomanów uświadamiają sobie, że nie są samotne. Mogą stanąć twarzą w twarz z dinozaurem mieszkającym w pokoju gościnnym, co jest pierwszym krokiem w kierunku przepędzenia go stamtąd.


Przygotowałem tekst do druku:

https://motyl.files.wordpress.com/2008/11/rodzic-alkoholik.pdf

Listopad 13, 2008 - Posted by | Człowiek | , , ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: