Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Wszystko co jest to lekcje

Moje przemyślenia…

Jeszcze raz, to tylko moje przemyślenia ;)

Opiszę swój dziwny przypadek, coś co mi się przydarza od pewnego momentu w moim życiu.
Kiedyś, kiedyś byłem normalnym człowiekiem jak inni. W zasadzie miałem bodaj 10 lat lub coś koło tego, sam dokładnie nie jestem w stanie sobie przypomnieć, a moja mama też nie jest pewna co do mojego wieku kiedy mi się to przytrafiło.

Z dzisiejszej perspektywy kiedy spoglądam za siebie, dostrzegam jako wydarzenie szczególne które zmieniło moje życie, kiedy jeszcze dalej wstecz spoglądam, rozumiem że każde życie człowieka, tu i teraz na tym planie ziemskim jest zaplanowane. Ono jest zaplanowane na uczenie się konkretnych rzeczy. Doświadczamy tego czego mamy się uczuć w dokładnie w tym momencie. Jedni ludzie np nie doświadczają biedy albo bogactwa, jedni są po prostu urodzonymi bogaczami albo geniuszami np matematycznymi. Człowiek po prostu doświadcza pewnych spraw ale innych nie. Myślę że dzieje się to z powodu owych lekcji, po prostu jedne już mamy za sobą podczas gdy innych musimy się nauczyć.

Rozumiem więc że istnieje pewien plan. Ten plan może być inny niż ja to sobie wyobrażam. Jednak nie mogę pojąć jak to jest że ja ze swoim życiem, ze swoimi lekcjami i doświadczeniami żyję z taką ilością ludzi na Ziemii, którzy przecież też mają swoje lekcje. Jak to jest możliwe że ja mam z góry przed narodzinami ułożony plan doświadczeń (lekcji) i jestem w stanie oddziaływać z innymi ludźmi którzy mają tak samo, uczyć się nie wchodząc sobie w drogę.

Jedyne co mi przychodzi na myśl to to że świat w którym żyje jest jednym z nieskończenie wielkiej liczby światów. Zabawię się teraz w architekta żeby lepiej przedstawić co mam na myśli. Załóżmy że mamy dwie świadomości, dwóch ludzi, np dwie dusze, mamy je przed sobą i każda z nich jest inna. One mają inny „charakter”. One muszą nauczyć się różnych lekcji. Więc przygotowujemy hipotetyczny plan nauki owych lekcji do nauczenia się. Jaś musi nauczyć się tego i tego, a Małgosia tego i tego. Z powodu takiego że mamy tylko dwie świadomości musimy zrobić tak aby one w jakby jednym czasie uczyły się razem. Jeśli zostawimy Jasia, to sam z siebie się nie nauczy tego co ma się nauczyć, tak samo z Małgosią. Trzeba więc zrobić tak aby oni żyli razem i się uczyli w jednym czasie. Ale jak to zrobić jeśli plan Jasia i Małgosi jest diametralnie inny. Jeśli damy ich na jakby jeden plan (Ziemia) to powstaną konflikty, plan nie zadziała bo w którymś momencie ich plany (drogi) się przetną albo dojdzie do sytuacji że albo jeden albo drugi bo dwóch naraz nie może.
Co innego jeśli damy ich do dwóch różnych równoległych rzeczywistości i te rzeczywistości połączymy. Jeśli dałoby się sklonować plan (Ziemię) i umieścić każdego z nich osobno a jednocześnie ich połączyć. To być może plan lekcji każdego z nich by wypalił.

No i tak to sobie wykombinowałem że możliwe jest, że ja ze swoimi lekcjami i swoim planem jestem w stanie uczyć się tutaj razem z pozostałymi którzy też się uczą i też mają swoje plany lekcji. Mało tego nie powstają żadne konflikty co do tego planu lekcji, tak że w czasie jednego ziemskiego życia ten plan może spokojnie się zrealizować u każdego „osobnika”. Tą teorię opieram na tym że doświadczenia które przeżywa każda świadomość są jakby szczególne dla tej świadomości, jedyne w swoim rodzaju, tylko dla niej.

I na koniec tej teorii.
Co ona może ciekawego wnieść, jeśli to tylko zlepek mojego rozumienia. Mojej wyobraźni, moich strzępków wiedzy które zbieram tu i ówdzie. No cóż myślę że to wymaga dopracowania. Mnie to jednak niezmiernie interesuje.

Wracając jednak do mojego przypadku. Kiedy byłem mały jak wspomniałem na początku, w pewnym momencie po prostu przytrafił mi się wypadek, polegał on na tym że spadłem z około 10 metrów (może więcej) upadłem na trawę, ciekawe że obok podobno był beton, także było blisko (podobno).
Dostałem wstrząsu mózgu, złamaną rękę, rozciąłem ucho o coś ostrego, podobno obok był duży kamień a ja o niego właśnie się otarłem uchem, no i jeszcze traciłem i odzyskiwałem przytomność – nie wiem jakie były odstępy czasowe, z mojego punktu widzenia, krótkie ledwie sekundy albo maksymalnie 2 minuty.

Oczywiście odratowano mnie i jakoś wyzdrowiałem. Jednak od tego momentu nabrałem większego dystansu do ludzi, skoncentrowałem się bardziej na sobie i z czasem zacząłem się interesować dziwadłami. To wszystko doprowadziło mnie do obecnego momentu gdzie interesuje się sobą, poznaje siebie, uczę się siebie, to jak działam i dlaczego itd. Oraz świata, to w czym żyjemy i dlaczego dzieją się te a nie inne wydarzenia.

Muszę przyznać że poznałem drogi innych ludzi i stwierdziłem że moja wcale nie jest jakoś specjalnie nadzwyczajna czy interesująca. Po prostu jedna z wielu wersji szoku (przebudzenia). Jednak trapi mnie coś dziwnego i niezwykłego. Ja to po swojemu nazwałem „poczuj ból drugiej osoby”.
Objawia mi się to tym że kiedy coś zajdzie, np kogoś zranię – zauważyłem że najczęściej są to „negatywne” oddziaływania. To po pewnym czasie, w czasie jakiegoś innego wydarzenia składa się tak że ktoś inny potraktuje mnie tak jak ja kogoś innego w przeszłości potraktowałem. Wtedy właśnie czuje i wiem jak to jest, czuje ból który wyrządziłem innej osobie w przeszłości. Natychmiast przypominam sobie, kojarzę to z czymś co miało miejsce w przeszłości.

Także kiedy coś zrobię nie umyślnie albo nie chcący, prawie natychmiast później boje się jak cholera, bo wiem że czeka mnie to „już za rogiem” w przyszłości, prawie to samo. Mam taką teorię na ten temat: mam dowód na istnienie karmy to raz, a dwa to to, że ktoś kto tego doświadcza na bieżąco nie może być obciążony z przeszłości jakąś karmą, albo nie może istnieć konkretny plan na nauczenie się konkretnych lekcji, tylko po prostu chodzi o całkowite obudzenie się. Ja na bieżąco, doświadczam i uczę się. Żartuje sobie że nie mogę popełnić złego uczynku bo za chwilę dostanie mi się za to ;)

Jest jednak tak że zanim się już obudzę całkowicie, upłynie trochę czasu, zanim się obudzę muszę poznać siebie samego, dlaczego żyję tak a nie inaczej, dlaczego tak funkcjonuję i dlaczego robię to i to. Siłą rzeczy muszę popełniać błędy których nie jestem jeszcze świadom. Więc jeśli chcę żyć tak aby nie dostawać w „dupsko” za to co robię, muszę się nauczyć żyć tak aby inni nie płakali prze zemnie i abym ja nie płakał za to co mi się przytrafia. Postępować tak aby nie popełniać żadnych błędów.

żyj tak, aby inni nie płakali przez ciebie…. kiedyś usłyszałem

Idąc dalej tą ścieżką, dlaczego u mnie to występuje, czy inni mają podobnie, czy wszyscy tak mają, czy może są różne drogi. Jak to tak naprawdę wygląda. Cóż, raczej tego sobie do końca nie odpowiem mogę jedynie spekulować co do „innych”. Mam za mało wiedzy na ten temat.

A jeśli chodzi o mnie, tzn o taki przypadek jak ja. To pasuje on mi coś co się zwie „wędrowiec”. Zadaniem wędrowca jest tylko to aby się obudził, kiedy się obudzi, to jest wszystko co ma do spełnienia, chodzi o wibracje które ma zaszczepić. I nic więcej. Jeśli wędrowiec nie zdąży się obudzić, istnieje ryzyko że wpadnie w „wir karmiczny” tzn ktoś taki umiera ale nie zdążył w czasie życia nauczyć się, i musi znowu się narodzić i odrobić swoje lekcje. Doświadczyć szkody które innym narobił.
No ale to tylko teoria, tzn moje spekulacje. Możliwe że jestem blisko ale to nie jest to co ma być.

wiesz że biją dzwony ale nie wiesz w którym kościele ;)

Tak to już jest, kiedy mózg non stop coś sobie tłumaczy i próbuje ułożyć układankę do końca nie mając wszystkich puzzli czy tam klocków. Mózg jest taki, że potrafi nagiąć rzeczywistość albo fakty aby poukładać sobie wszystko i znaleźć wytłumaczenie. Kiedy nie mamy wszystkich potrzebnych danych, myślimy że wiemy wszystko na dany temat. A tak nie jest. Myślę że to wina pewnej cechy naszego mózgu a jest nią „pewność siebie” to ona chyba powoduje „naginanie faktów”.

Zdążyłem pojąć że nic nie jest pewne. Wszystko co istnieje, mi się może przydać do poskładania wszystkiego w całość. Nieraz bywa tak że pewne rzeczy ludzie odrzucają. Często z powodu osądu albo pewności siebie. Oni wiedzą że to i to im się nie przyda i nie chcą tego, odrzucają to. Przyznaje że ja sam mam z tym problem, nieraz tak jest. Ale jest też tak, że nie odrzucam i przyjmuje (czekam), bywa tak że jestem mile zaskoczony tym co mi to dało.

Osąd to zakwalifikowanie czegoś, zaszufladkowanie czegoś, kiedy informacja znajduje się w takiej szufladzie wiemy że wszystko co w niej jest, jest dla nas złe i nie potrzebne.

Osąd to wynik końcowy pewnych działań które się odbywają w mózgu. Na osąd składają się skojarzenia z bazy danych które już zgromadziliśmy, ważne są tzw szufladki. Kiedy nowa informacja jest podobna do informacji zaszufladkowanej pod nazwą „to mi się nie przyda bo jest bee, bo mnie denerwuje” to możliwe że to zostanie odrzucone. Są jeszcze inne działania ‚osądu’ np intuicja tutaj za wiele nie mogę napisać bo nie wiem. Tak więc, osąd to wypadkowa działań które zachodzą z mózgu. No przynajmniej ja tak to rozumiem.

Do tego wszystkiego trzeba dodać „pewność siebie”. Pewność siebie, myślę że wynika z oceny, kiedy coś ocenimy jesteśmy tego pewni. Najlepsze jest to, że mózg ocenia na podstawie małych ilości informacji i porównuje to do swojej bazy danych. Kiedy rozpozna i oceni że mu wszystko pasuje. Pada ocena i wtedy jest się pewnym, no bo w końcu wszystko się zgadza. Kiedy ktoś ma zbyt mała wiedzę najczęściej ocenia źle, i jego pewność siebie ma chybotliwe fundamenty. Wszystko zależy od pojemności jego wiedzy.

Zarówno osąd jak i pewność siebie mogą być bardzo dobrymi „narzędziami” jakimi się nimi posługujemy, ale tylko wtedy kiedy mają odpowiednio dużą bazę danych. Kiedy człowiek ma odpowiednio duży zasób wiedzy w stosunku do danej sytuacji w jakiej się znalazł może z niej wyjść zwycięsko nie popełniając najmniejszego błędu. Może dobrze ocenić i może być pewnym siebie, dobrze osądzić, cały problem w tym by mieć wcześniej odpowiednią wiedzę. A myślę że najlepszej jakości wiedza pochodzi z doświadczenia.

Może dlatego właśnie bóg = wszechświat cały czas doświadcza

the end ;]

Listopad 3, 2008 - Posted by | Inne |

9 komentarzy

  1. Mój mózg po porównaniu tego artykułu ze swoją bazą danych zakwalifikował go do szufladki z etykietką bardzo ciekawe i momentami odkrywcze :)

    Szczerze podziwiam działalność prowadzoną przez Pana na tym blogu… Zainspirowała mnie do założenia własnego. Stwierdziłem, że im bardziej pewne rzeczy są rozpowszechnione tym lepiej. Mam nadzieję, że kiedyś napiszę równie ciekawe teksty. Póki co kseruję… Bardzo dziękuję za inspirację i zapytuję czy mogę/powinienem podać gdzie dokładnie ją odnalazłem? Pozdrawiam i życzę wytrwałości w pogłębianiu wiedzy.

    Buntownik

    Komentarz - autor: buntownik | Listopad 4, 2008

  2. A ja też powiem coś miłego…

    Na tym blogu nie ma to jak post autora.
    Kopiując coś – nawet jak jest to coś interesującego to nie ma to w sobie, że tak powiem: jaj.

    Natomiast wpis w stylu „moje przemyślenia” (jak ten) jest ciekawy.

    Komentarz - autor: luxveris | Listopad 4, 2008

  3. Dzięki za to co napisaliście, to się nazywa miła niespodzianka od wszechświata, to jest ten feedback.

    @buntownik
    Pewnie że możesz podać gdzie odnalazłeś inspirację ;)

    Jeśli nie chcesz za bardzo „kserować” to mój sposób polega po prostu na tym że piszę co myślę, no może nie koniecznie, wszystko co myślę. Ale są rzeczy które układają się w całość i o tym warto pisać. Pisze też to co ja zauważam.

    Tak czy owak ten post, ta notka jest wyjątkowa, no bo za często przecież nie serwuje takich notek. Oczywiście łatwiej jest kserować itd itp to jest pójście na łatwiznę. Ja tam z natury jestem leniem ;]
    Takie notki jak ta wymagają energii, trzeba poświęcić czas na przemyślenie, na składne napisanie tekstu. No i żeby w miarę miało nogi i ręce. A to jest trudne dla lenia. ;]
    ps. od czegoś trzeba zacząć…

    Komentarz - autor: Vendetta | Listopad 4, 2008

  4. Powiem że ten tekst uzmysłowił mi pewną teorję że „czas jest iluzją”. Chodzi o to oczywiście zakładajać że „wszystko co jest to lekcje” więć teraz biorąć wsystkie istoty we wszechświecie (może za mało powiedzinane) z różnych gestości, przyjmując że wszystko to jedność to powiem że Bóg teraz dośwaidcza tych wszystkich niezliczonych lekcji w małym punkcie czasu. jakby wsztkie lekcje które moga być działy się teraz. albo inaczej jest nieskończenie wiele istot we wszechświecie każda ma swoją lekcję, lekcji jest terz nieskończenie wiele to sumując to razem powiem że proces uczenia trwa tera, wszystko zamyka się w jednym punkcje. Przypomina mi się te koło ze szprychami albo tort którego Laura nie umiała sobie uzmysłowić. powiem na ten temat że na ten tort trzeba patrzeć od strony brzegu a nie od środka poniewarz my znjdujemy się raczej zdala od środka. Widze taką w tym przekazie głębię chociarz moge się mylić:) Powiem równierz ze mi ta głębia narazie wystarczy :)

    Komentarz - autor: set | Listopad 4, 2008

  5. Beznadziejny prostolinijny tekst optymisty, który nie patrzy w obie strony. Proste wywody. Ja też miałem wypadek a nie zmieniłem kierunku myślenia i życia. Nadal myślę że życie nie ma sensu. A dlaczego bo potrafię myśleć a zmienić poglądy w wieku 10 lat to żadna dojrzałość!! Wciskać ludziom ciemnotę że jakiś kretyn na górze ustalił im z góry plan w którym muszą przez całe swoje życie być śmieciem i obrywać po dupie kiedy zwykłe dupki mają lepiej. Jaka to ma być lekcja? Ćwiczenie przyjmowania kopów na d..pę??!!

    Komentarz - autor: Samjlc | Listopad 7, 2008

  6. Przepraszam za wulgaryzmy

    Komentarz - autor: Samjlc | Listopad 7, 2008

  7. Samjlc, można i tak to odbierać

    Komentarz - autor: Vendetta | Listopad 7, 2008

  8. Sorki nie zwróciłem uwagi że każdy może mieć swoje zdanie. Jestem pesymistą i też działam jednostronnie:/. Moja wina. Jedno jest dobre z tego artykułu. By być ostrożnym i nie ufać nikomu na wstępie. Potem można sie skupić na sobie i na tych do których jesteśmy pewni. I nie mówię tu o zafascynowaniu i zakochaniu „bo już ze sobą śpimy”. Ważna jest przyjaźń. Ona staje się cenniejsza i staje tuż przez samymi nami. Pozdrawiam. Życzę powodzenia na tym blogu bo jest naprawdę potrzebny!

    Komentarz - autor: Samjlc | Listopad 7, 2008

  9. Samjlc, powiem Ci że to kwestia zrozumienia. Człowiek który ma mało wiedzy powie Ci że wszystko zależy od punktu widzenia. A tak naprawdę chodzi o wiedzę, jest jedna wiedza, jedna prawda, jedno zrozumienie. I to jest ok.

    Przecież nikt od razu geniuszem się nie urodził. Więc powoli każdy zdobywa wiedzę na różne tematy i w ten sposób jego postrzeganie i zrozumienie świata się zmienia.

    Np. na początku ktoś będzie zwykłym chamem, a spotkasz go za rok i będzie miłym człowiekiem. I jak tu mieć do niego żal czy tam pretensje? No ale ludzie tak reagują, z powodu emocji.

    Komentarz - autor: Vendetta | Listopad 7, 2008


Sorry, the comment form is closed at this time.

%d bloggers like this: