Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Manipulacja i wychowywanie [manipulacja w rodzinie]

Fragment z rozdziału „Warunkowanie” książki F. d’Alemida

Wszystkie teorie manipulacji poświęcają wiele uwagi warunkom niezbędnym do tego, żeby mogło do niej dojść. Na ogół uznaje się, iż ofiara musi zostać odpowiednio przygotowana do zachowań zgodnych z oczekiwaniami. Żeby zrealizować swoje cele, czyli skłonić ofiarę do pożądanych zachowań, manipulator stara się wyrobić w niej sprzyjającą postawę, Jego metody odwołują się pojęcia warunkowania. Sam ten wyraz jest dosyć świeżej daty. Pojawił się w połowie XIX wieku i oznaczał wtedy „warunki poprzedzające wystąpienie jakiegoś zjawiska”. Zakres tego terminu został poszerzony w psychologii, gdy Pawłow sformułował teorię odruchu warunkowego: takie odruchy kojarzy się z określonymi sytuacjami. Odtąd, w szerszym zrozumieniu, warunkowanie polega na wyrabianiu odruchów psychicznych, które są niezbędne, aby nastąpiło takie czy inne zachowanie. Celem warunkowania jest automatyzacja czynności. Pojęcie to często zbliża się to pojęcia manipulacji, na przykład w procesie wychowania. Konfrontacja tego rodzaju działań przygotowawczych z predyspozycjami intelektualnymi, które umożliwiają manipulację, sprawia, że w psychologii społecznej toruje sobie drogę złagodzona wykładnia tego ostatniego pojęcia. W tym miejscu staje się konieczne przedstawienie różnych możliwych stopni nacisku na drugiego człowieka.

Jakże często obserwujemy rozdźwięk między rodzicami a dziećmi… Konflikty z najmłodszymi dziećmi dotyczą nierzadko kąpieli, mycia zębów albo choćby wykorzystywania pewnych przedmiotów jako zabawek. Później przyczyną sytuacji prawdziwie kryzysowych jest telewizja, wideo albo komputer. Koszmarem dla niektórych rodziców stają się szkolne zajęcia dzieci oraz ich preferencje odzieżowe. Pomińmy tu kryzysowe lata dorastania, które powszechnie uznaje się za czas sprzyjający powstawaniu napięć. W kręgu rodziny dzieci uczą się sztuki dyskusji oraz negocjacji, ale także udawania. Dostrzeżmy to, że nasze pociechy są przyszłymi manipulatorami i przyszłymi ofiarami manipulacji.

W typowych sytuacjach konfliktowych między rodzicami a dziećmi nie zawsze udaje się osiągnąć kompromis. Wobec dzieci nadal stosuje się przymus fizyczny (klaps) oraz stwarzanie pewnych faktów (poprzez ponaglanie dziecka albo wyręczanie go), ale wielu rodziców woli okrężną drogę uzyskiwania tego, czego oczekują od dzieci.

W większości rodzin stosuje się takie klasyczne instrumenty manipulacyjne, jak gratyfikacje, zachęty do współzawodnictwa oraz szantaż. Ponadto uprawia się psychologię ludową, żeby skłonić kogoś do czynności, na którą ta osoba nie przystałaby bez pewnego, choćby minimalnego, przygotowania. Jednym ze sposobów wywierania odpowiedniego wpływu jest odwoływanie się do uczuć. Trzeba okazać posłuszeństwo „z miłości” albo „po to, żeby mi zrobić przyjemność”. Takie sposoby wykorzystywania cudzych uczuć można by uznać za mniej lub bardziej wyraźne uwodzenie.

Teoretycy wychowania długo utrzymywali, że trzeba nakłaniać dzieci do posłuszeństwa, dbając o to, by nie były one świadome celów, do jakich dążą rodzice. Tę „czarną pedagogikę” stosowano w dziewiętnastowiecznych rodzinach niemieckich tak często, że uznano ją nawet za przyczynę uległości Niemców wobec hitleryzmu. Sprawujący autorytarną władzę rodzice już w chwili narodzin dziecka wyznaczyli mu cele życiowe i ciekli się do wszelkich możliwych sposobów, by złamać jego opór i postawić na swoim. Nie stroniono od dotkliwych kar cielesnych, szantażu, pozbawiania snu i pożywienia, izolowania winnego oraz zachęcano do rywalizacji i donoszenia. Ten masowo praktykowany sposób wychowywania poprzez manipulację zrodził pokolenie uległych i łatwowiernych obywateli! Tak więc potwierdziła się teza, iż wychowanie bywa procesem warunkującym, który jest zrealizowany ze szkodą dla jednostki.

Wychowanie w naszych czasach rzadziej służy interesom zbiorowości (rodziny czy państwa) kosztem osobowości dziecka. Przyjmuje się, iż celem wychowania powinno być dobro dziecka, osiągane bez korzystania z okrężnych dróg. Do świata szkolnego i rodzinnego przeniknął model przejrzystości. Od lat sześćdziesiątych XX wieku wyraźnie zanika stosowanie przymusu fizycznego. Zachodnie demokracje nie akceptują wymierzania dzieciom kar cielesnych. Prawo przewiduje też kary za podporządkowywanie sobie innych groźbą – dotyczy to szczególnie środowisk młodzieżowych. Jednak ciągle zagraża dzieciom ukryta forma przemocy, jaką jest dręczenie psychiczne.

Choć nadal zdarzają się bulwersujące przypadki maltretowania dzieci, sprawowanie władzy rodzicielskiej w coraz większym stopniu podlega społecznej kontroli.

Taki obraz wychowania przeciwstawionego manipulacji nie powinien przesłaniać tego, iż równolegle dzieci od najmłodszych lat przyzwyczajają się do stosowania podstępu, a więc do manipulowania. Wygrywają one dla siebie i głębsze uczucia, i chwilowe emocje rodziców. Zdarza się im także stosować podstęp, aby zaspokajać różne zachcianki. Narażają się wtedy na krytykę swojego zachowania. Takie nadużycia piętnuje słowo „kaprys”. Dziecko zażądało zbyt wiele, a jego „gierka” emocjonalna okazała się nieadekwatna do danej sytuacji. Granie na uczuciach nie oznacza wszakże braku uczuć. Podobne sceny, składające się na komunikację wewnątrzrodzinną, stanowią potwierdzenie więzi uczuciowych między rodzicami a dziećmi.

Rodzice, którzy są manipulatorami, sami też czują się „wodzeni za nos”. Dziecko gra na ich uczuciach, posługując się płaczem i/lub krzykiem w celu uzyskania czegoś, a także wykorzystuje rodzicielskie zmęczenie. Nastolatki działają bardziej subtelnie: potrafią wybrać odpowiedni moment, żeby postawić na swoim, a nawet przygotować wcześniej rodziców, przymilając się do nich. W każdym wypadku uczucia są narzędziem, które umożliwia manipulowaniem rodzicami. Ta sama bron przydaje się, gdy dziecko chce na przykład uzyskać ich zgodę na wyjście z domu. Gwarancją dla rodziców jest wspomnienie o kimś, kogo znają, albo o osobie należącej do rodziny (np. o kuzynie czy kuzynce). Wybierając osobę dyskretną albo pobłażliwą, dorastające dziecko „zabezpiecza sobie tyły”.

W psychoanalizie i psychiatrii dziecięcej zrezygnowano z posługiwania się manipulacją. Psychoterapeutą i psychiatrą dziecięcym nie zależy na szybkiej, lecz powierzchownej zmianie. Chodzi im raczej o możliwość doszukiwania się „wzajemnego wpływu”, że przytoczymy stwierdzenie Francoise Dolto. Doraźna manipulacja nie przyda się komuś, kto pragnie poprzez refleksję zrozumieć funkcjonowanie psyche albo inaczej: strukturę osobowości. Zdaniem terapeutów, relacje rodziców i dzieci ewoluują zależnie od ich wzajemnych interakcji, sprowadzanie tych relacji do kilku zdarzeń życiowych byłoby więc bezsensowne. Trzeba natomiast odtworzyć historię rodziny, a ponadto obserwować kształtowanie się relacji między partnerami i wreszcie ustalić, jak mogą oddziaływać ona poszczególne osoby.

Psychoanalitycy są jeszcze bardziej stanowczy w negowaniu znaczenia manipulacji. Główną tego przyczyną jest jedna z ogólnych zasad obowiązujących w tej dziedzinie: zasada odpowiedzialności. Polega ona na przyznaniu, iż człowiek nosi w sobie wszystkie swe czyny, nawet te, których nie jest świadomy. Życie danej jednostki rozpatruje się konsekwencję jego osobowości i psychiki. Jeśli ktoś jest manipulowany, to dzieje się tak, bo tego pragnie. Ponosi więc współodpowiedzialność za akt, który nastąpił, także wtedy, gdy doznał szkody. Taka osoba nie pragnęła, co prawda, całkiem świadomie, by stało się to, co się stało, lecz nieświadomie wzięła w tym udział. Świadomość i nieświadomość są elementami osobowości. Wnikając w siebie, można w niemałym stopniu poznać ten nieświadomy wymiar. Osoba poddawana psychoanalizie musi przystać na wzięcie odpowiedzialności za wszystkie swoje czyny i wyrzec się obarczania nią kogoś innego. Mimo to psychoanalitycy nie lekceważą istnienia swojej w relacjach interpersonalnych i nie wzbraniają się przed badanie jej psychologicznych skutków. Pojęcie manipulacji nie mieści się jednak – jako zbyt socjologiczne – w ich myśleniu o jednostkowym ego.

W dwóch przypadkach jednak psychoanalitycy odnoszą się do pojęcia manipulacji. Tak jest w analizie człowieka, który swoimi wypowiedziami i zachowaniem daje do zrozumienia, że rządzi całym otoczeniem, i usiłuje sprawić, by mu ono służyło. Choć psychologowie w praktyce nie zawsze umieją rozszyfrować metodę służącą wprowadzaniu w błąd, to jednak opierając się na klinicznym doświadczeniu, orientują się, iż mają do czynienia z manipulatorem.

W obliczu pewnych przypadków – dotyczy to manii prześladowczej, występującej u paranoików – także psychiatrzy są skłonni przyjmować do wiadomości oddziaływanie manipulacji. W grę wchodzi tu punkt widzenia osoby manipulowanej, nie zaś manipulatora, przy czym owa osoba przestrzega siebie jako ofiarę spisku albo jakichś tajnych knowań.

Uwzględniając wyjątkowo takie skrajne przypadki, psychoanalitycy wolą jednak zajmować się emocjami dzieci i ukazywać, jak wykorzystują swą inteligencję do rozszyfrowywania zachowań rodzicielskich, ucząc się zarazem zasad porozumiewania się. Z tego punktu widzenia kłamstwo nie jest więc rozpatrywane jako manewr służący uzyskaniu jakiejś drobnej korzyści, lecz stanowi pewien znaczący element, który trzeba widzieć w kontekście rozwoju relacji danego podmiotu ze światem. Dopowiedzmy, iż psychoanaliza bagatelizuje manipulację, ponieważ nie do psychoanalityków należy szukanie winnych ani też kwestionowanie prawidłowości procesów społecznych.

Tymczasem psychologowie społeczni zajmują się właśnie społeczeństwem, aby zrozumieć pewne wymiary różnych zachowań. Pojęcie manipulacji jest tu stosowane w odniesieniu do zwyczajnych działań. W jednym z głównych dzieł, na które powołuje się owa dyscyplina, Petit traite de la maniplation a l’usage des honnetes gens (Krótka rozprawa o manipulacji na użytek ludzi uczciwych), znajdujemy dwa przykłady manipulowania występującego w relacjach między rodzicami a dziećmi. Pierwszy przykład dotyczy ojca, który usiłuje nakłonić syna do tego, by zrobił więcej niż ojciec oczekiwał od niego wcześniej – jest to typowy przypadek zastosowania przynęty. W drugim przykładzie, ukazującym sytuację częściej spotykaną, chodzi o taktyki stosowane przez dzieci, gdy chcą dostać lody. Te dwa przykłady skłaniają psychologów społecznych do następującego stwierdzenia: wszyscy – zarówno rodzice, jak i dzieci – mogą manipulować bliźnimi.

W codziennym życiu bywa tak, iż pomimo więzi międzypokoleniowych oraz relacji emocjonalnych próbuje się okrężnymi drogami – już nie za pomocą argumentów czy też kuszenia – uzyskiwać uległość swoich najbliższych. Beauvois i Joule, autorzy wspomnianej powyżej rozprawy, sądzą, że ich przemyślenia mogłoby posłużyć za punkt wyjścia do stworzenia nowej pedagogiki. „Manipulacja” staje się więc terminem technicznym, określającym cały ciąg zabiegów, które ułatwiają na wpływanie na czyjeś decyzje. Wywieranie wpływu może przypominać wsadzanie nogi między drzwi – sztuczkę, do której uciekają się akwizytorzy – ale może też polegać na stosowaniu subtelniejszych metod.

Z tych różnych możliwości francuscy psychologowie wyprowadzili swoją teorię funkcjonowania psychiki – teorię uwikłania. Według niej czyny jednostki stają się równocześnie przyczyna jej uwikłania, Im znaczniejsze jest jej uczestnictwo w danej sytuacji, tym trudniej jest wydobyć się z uwikłania. Wynikałoby stąd, że nasze myśli i uczucia nie wikłają tak bardzo, jak czyny. Ale każdy prędzej czy później zastawia pułapkę na samego siebie, toteż manipulacje okazują się często automanipulacjami. Oczywiście, osoba trzecia może zaaranżować sytuację, która będzie sprzyjała naszemu uwikłaniu się i sprawi, że utracimy wolną wolę.

Fabrice d’Almeida „Maniplacje w polityce, w reklamie, w milości”

Październik 28, 2008 - Posted by | Pojęcia | , , , , ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d bloggers like this: