Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Wybawienie w katolandzie

Katoland to państwo gdzie jest najwięcej katolików czyli pseudo chrześcijan czyli zakłamanych i oszukanych przez własną religię ludzi czyli konkretnie są to ludzie „śpiący”.

(…) Obecnie Polska pozostaje po Malcie najbardziej katolickim krajem w Europie. Według danych Konferencji Episkopatu Polski do Kościoła katolickiego w Polsce należy 36,6 mln osób (89% społeczeństwa), przynależących do 10114 parafii. (…)
http://pl.wikipedia.org….

Kościół – przeważnie wielkogabarytowy budynek użytku powszechnego, wykorzystywany do zbiórki pieniędzy (fachowo: ofiary) na budowę kolejnych kościołów, tudzież nowego Merca dla proboszcza. Ubocznym skutkiem jest odprawianie nabożeństw i innych rozrywkowych uroczystości.
http://nonsensopedia.wikia.com…

Pojawiło się jednak światełko w tunelu, jakby wybawienie z tego katolandu. Wybawienie pochodzi od ludzi młodych…

Nie chodzą na religię – wybór I „d”
Marcin Markowski 2008-10-21, ostatnia aktualizacja 2008-10-21 07:28
http://wyborcza.pl…

Ksiądz katecheta powiedział, że odeszliśmy od wiary, od Kościoła. Wyszedł i trzasnął drzwiami. Po paru dniach kazał zdjąć krzyż z naszej sali

W klasie I „d” w IX LO w Łodzi jest 32 uczniów. Nikt nie chodzi na lekcje religii. – Nie słyszałem o podobnym przypadku w Polsce – mówi Andrzej Kolasiński, który dyrektoruje szkole od 15 lat. Ktoś napisał o I „d” na uczniowskim portalu. Dyrektor martwi się, że do „dziewiątki” przylgnie łatka szkoły komuszej.

Już musiał spowiadać się przed kurią. Mnie spławia. Tłumaczy, że uczniowie są niepełnoletni, a nie ma zgody rodziców. Przekonuję go dopiero ankietą. – Wymyślę kilka pytań, a uczniowie na nie odpowiedzą.

Dyrektor mówi OK, ale stawia warunek. Ankieta będzie anonimowa.

Piszę pierwsze pytanie:

Dlaczego nie chcesz chodzić na religię?

„A kto powiedział, że nie chcę chodzić na religię? Pozwolono nam dokonać wyboru. Szukacie dziury w całym” – napisał jeden z uczniów.

Ktoś inny: „Nie chcę chodzić na religię, ponieważ przez 9 lat nauki w podstawówce i gimnazjum niczego się nie nauczyłam. Katecheci cały czas powtarzali tematy, które już znaliśmy”.

„Na religię nie muszę chodzić. Jeśli będę miała potrzebę, pójdę do kościoła. Jeśli występowałaby możliwość chodzenia na religię i etykę, chodziłabym na to i na to”.

Takiej możliwości nie ma. Uczeń chodzi na religię albo na etykę. Większość wybiera religię. W wielu szkołach trudno sklecić choćby jedną grupę chętnych na etykę. Brakuje też nauczycieli. Dlatego etyki często nie ma. Nie chodzisz na religię, siedzisz w świetlicy albo wcześniej kończysz lekcje.

I „d” ma szczęście. Etyka w ich szkole jest dopiero od tego roku. Prowadzi ją pani od przysposobienia obronnego, która podyplomowo skończyła filozofię. Uczniowie tłumaczą w ankietach, że nie tyle odrzucili religię, ile wybrali etykę.

Dlaczego?

„Nie interesuje mnie jeden punkt widzenia – katolicki. Chcę poznać inne kultury i religie”.

„Na etyce prowadzimy bardzo ciekawe dyskusje na różne tematy. Dzięki temu mogę dowiedzieć się trochę o sobie, świecie i innych ludziach”.

Boli ich, że stawiani są w rzędzie z tymi, którzy nie chodzą na religię, bo wolą pograć w piłkę czy powałęsać się po osiedlu

I „d” jest klasą humanistyczną. Ma więcej lekcji polskiego, a oprócz angielskiego hiszpański, niemiecki, francuski. Również do wyboru. W dzienniku są już pierwsze oceny. Z polskiego i wiedzy o kulturze piątki i szóstki. Trójki i dwójki tylko z chemii.

Wychowawcą klasy jest Marta Konarzewska. Młoda, filigranowa, uśmiechnięta. Na głowie nosi kolorowe chustki, uczy polskiego, pisze doktorat z literatury współczesnej.

– To świetna klasa – mówi wychowawczyni. – Dojrzała, oczytana, rozgadana. Trochę mi to nawet przeszkadza, bo żadnego tematu nie mogę skończyć. Zwłaszcza gdy analizujemy wiersz. Tyle mają pomysłów, każda metafora coś w nich otwiera. Ostatnio omawialiśmy „Samotność” Anny Świrszczyńskiej. Jedna dziewczyna zrobiła analizę w kontekście filozofii Sartre’a i Platona. A ma dopiero 16 lat. Teraz czytają „Prawiek” Olgi Tokarczuk.

– To lektura?

– Nie, ale na polskim mówimy teraz o mitach, a to książka o mitologizacji świata.

Czy rodzice mają pretensje, że nie chodzisz na religię?

– to kolejne pytanie w ankiecie.

„Nie, pozostawili mi w tej sprawie wolną rękę”.

„Czemu mieliby mieć pretensje? To moja decyzja, a ponieważ rodzice mają do mnie zaufanie, wiedzą, że mój wybór jest prawidłowy”.

A jak zareagowali nauczyciele, katecheta?

„Nauczyciele – podobnie jak rodzice – uważają, że mamy prawo wyboru. Za to ksiądz się na nas wściekł. Jest śmiertelnie obrażony”.

„Przyszedł spytać, dlaczego podjęliśmy taką decyzję. Dowiedziałem się np.: ten, kto nie chodzi na religię, nie jest dobrym katolikiem”.

„Nasza wychowawczyni szanuje nasze zdanie, nie potępia. Ksiądz (…) zapytał, dlaczego tak mało osób pojawiło się na religii. Po czym wyjął katechizm bierzmowanych i zaczął czytać »życie chrześcijańskie «, po czym powiedział, że odeszliśmy od wiary, od Kościoła. Nie chciał słuchać naszych argumentów. Wyszedł i trzasnął drzwiami. Po paru dniach, jak się dowiedziałam, kazał zdjąć krzyż z naszej sali. Poczułam się urażona księdza zachowaniem”.

„Brzydko mówiąc, opieprzył nas, był niemiły. Rozmawiał z nami jak z gówniarzami”.

– A czy pan rozmawiał z klasą? – pytam dyrektora Kolasińskiego, który uczy też chemii.

– Po co? To wybór uczniów i ich rodziców. Jeszcze ktoś powie, że się wtrącam i coś sugeruję.

Pierwszak w liceum jest niepełnoletni, więc formalnie to rodzice decydują, na co dziecko będzie chodzić. Robią to na początku września. Na kartkach. Szkoły poganiają, bo chcą dopiąć plan lekcji. W I „d” nikt nie poganiał. – Już na pierwszej wywiadówce prawie połowa rodziców poinformowała mnie, że ich dzieci będą chodzić na etykę. Pozostali podjęli decyzję w ciągu tygodnia – wspomina wychowawczyni.

Ci „pozostali” poszli i na lekcję religii, i na etykę. A potem wybrali, co im bardziej odpowiada. Ale byli i tacy, którzy poszli tylko na religię. Po tygodniu przynieśli karteczki, że będą chodzić na etykę. – Zapytałam, czy nie dlatego, że reszta klasy tak wybrała – opowiada Konarzewska. – Zarzekali się, że nie. Dalej nie dopytywałam. Skoro zdecydowali samodzielnie, uznałam sprawę za zamkniętą.

Wierzysz w Boga?

– to najbardziej osobiste pytanie w całej ankiecie.

„Tak, wierzę”.

„Nie. Wierzę w siebie”.

„To moja prywatna sprawa”.

„Wierzę w siłę boską, która opiekuje się każdym człowiekiem. Wierzę w magię, anioły, piękno i dobroć. W czary i duchy. (…) Sądzę, że jestem osobą bardziej uduchowioną i wierzącą niż te osoby, które nazwałyby mnie poganką czy nawet czarownicą”.

Chodziłam na religię ze względu na bierzmowanie i brak możliwości wyboru. Było: albo religia, albo nic

Czy żyjesz po chrześcijańsku? I co to dla Ciebie znaczy?

„Nie zawsze, ale staram się. Żyć po chrześcijańsku to być dobrym człowiekiem, rozumieć innych i szanować. (…) Chrześcijanin powinien chodzić do kościoła i uczęszczać na religię, ale nie zawsze jest to możliwe”.

„Tak, żyję po chrześcijańsku. Obchodzę święta i chodzę do kościoła. To wystarczy, aby żyć po chrześcijańsku?”.

„Nie, nie żyję po chrześcijańsku. Nie uważam się za chrześcijankę”.

I „d” ma etykę na pierwszej i na ósmej lekcji. Frekwencja jak na innych przedmiotach. Nie opuszczają.

Gdy po kilku dniach przyszedłem do szkoły odebrać ankiety, w gabinecie dyrektora czekali na mnie rodzice. Dwie mamy i tata w dżinsowej kurtce. Mamy są z trójki klasowej. Tata przyszedł z „własnej inicjatywy”. Krzyczy: – Co to w ogóle za pytania?! Czy wierzysz w Boga? Czy żyjesz po chrześcijańsku?

Tłumaczę: – Dziecko może wpisać: „Nie pańska sprawa”.

– Ale pan nie ma prawa o to pytać! Tak jak nikt nie ma prawa pytać kogokolwiek o orientację seksualną. Konstytucja zabrania! W czym w ogóle problem?! Ja jestem rodzicem i ja decyduję. I tyle.

Tata wypełnia ankietę za swoje dziecko. Pisze: „Moje dziecko będzie uczyło się etyki”, a pytania przekreśla.

Matki – spokojniej niż tata – przekonują, że pytania są tendencyjne i najlepiej, żeby o I „d” w ogóle nie pisać. Dla dobra dzieci. – Wybrały etykę, ale i tak wszyscy zapamiętają, że odrzuciły religię. I palcami będą pokazywać. Jeszcze na studiach. „O, zobacz, to ci bezbożnicy z I »d «”.

Po rodzicach do gabinetu dyrektora wchodzi ksiądz Maciej, katecheta. 40-letni na oko kapłan wykręca się od rozmowy. Przekonuje, że jego zdanie nie ma znaczenia.

– Ma ksiądz żal do I „d”? Tak po ludzku – nie daję się spławić.

– Żal? – ksiądz się zamyśla. – Każdy jest wolny, ale większość z tych uczniów przystąpiła do bierzmowania. To niesie skutki (znów cisza).

– Czyli zdaniem księdza bierzmowany powinien chodzić na religię?

– Nie moim zdaniem. Mówi o tym natura tego sakramentu. I ani słowa więcej.

W gabinecie dyrektora pojawia się wychowawczyni. Prowadzi mnie do klasy, żebym wreszcie odebrał te ankiety.

– Chce pan porozmawiać z uczniami? – pyta nagle. Oczywiście, że chcę.

Klasa zasypuje pytaniami.

– Ciekawi pana, że nie chcemy chodzić na religię, a nie pyta pan, dlaczego wybraliśmy etykę? – dziwi się dziewczyna z lokami.

Chłopak spod ściany: – Po co pytanie: czy wierzysz w Boga? Co to ma wspólnego z chodzeniem na religię?

Kolega obok: – I o którego Boga chodzi, bo jest ich kilku?

Uczennica z pierwszej ławki: – Po której jest pan stronie?

Znów chłopak spod ściany: – Dlaczego w szkole jest religia, a nie religioznawstwo?

Dziewczyna z długimi włosami: – Co dziwnego w tym, że wybraliśmy etykę. Jedni wybierają francuski, inni hiszpański. Tak samo tu. Coś trzeba wybrać. Dlaczego nikt nie pyta uczniów chodzących na religię, dlaczego zrezygnowali z etyki?

– Chyba trudniej zrezygnować z religii niż np. z hiszpańskiego? – zastanawiam się.

– Ależ skąd! – chór głosów. – To taki sam wybór.

Dziewczyna w czerwonej bluzie: – Czy pan wie, że religia w szkołach jest na żenującym poziomie? Ktoś mówi, że nie wierzy, a ksiądz: „Bóg by się obraził”. Albo: „Wyjdź z sali”.

Ja: – A sprawdzałaś, czy w tym liceum też tak jest?

– Nie sprawdzałam, bo po doświadczeniach z podstawówki i gimnazjum mam dość. Poza tym kilka osób z naszej klasy było tu na religii. Mówili, że jest tak samo. Ksiądz narzuca swój punkt widzenia. Żadnej dyskusji, a ja chcę rozmawiać.

Dziewczyna z długimi włosami: – O księdzu świadczy, co zrobił, gdy dowiedział się, że wybraliśmy etykę. Przyszedł z pretensjami. Mówił, że odwróciliśmy się od Boga, a to przecież kompletna bzdura.

Chłopak w niebieskiej koszuli: – Religię poznajemy całe życie. W domu, w kościele. W szkole chcemy poznawać różne religie. Dyskutować o moralności, żeby wiedzieć, jak żyć.

Dziewczyna z lokami: – Religia też jest ciekawa, ale pokazuje jeden punkt widzenia. Z całym szacunkiem, ale na religii nie mówi się na przykład o jaskini platońskiej.

– Albo oceny! – wchodzi w słowo koleżanka. – Jak można stawiać stopnie z wiary? Właśnie ksiądz najlepiej powinien wiedzieć, że nie można.

– Proszę koniecznie napisać, że oni nie odrzucili religii, tylko wybrali etykę – mówi wychowawczyni. – Sam pan widzi, uwielbiają patrzeć na sprawy z różnych punktów widzenia. Spierać się. Zdobywać wiedzę. Rozwijać intelektualnie. Co nie znaczy, że religia ich nie ciekawi. Jedna dziewczyna jest ewangeliczką i chodzi na religię poza szkołą. W ogóle sacrum bardzo ich interesuje. Ostatnio czytaliśmy na lekcji fragment tekstu Mircei Eliadego odnoszący się do Biblii. Nie milkli. Nikt nie powiedział: „Ja jestem niewierzący, co mi tu pani z takim tekstem wyjeżdża”. Dlatego tak ich boli, że stawiani są w rzędzie z tymi, którzy nie chodzą na religię, bo wolą pograć w piłkę czy powałęsać się po osiedlu.

IX LO stoi na skraju blokowiska. Szkoła jak szkoła. Popularna, ale nie elitarna. Solidna.

W Łodzi znana jest ze świetnej współpracy z politechniką i nowoczesnej hali do gimnastyki. Swego czasu zasłynęła też ze strzelnicy na broń pneumatyczną i z tego, że uczyła japońskiego. Ale humaniści raczej ją omijali. Szli do „trójki”, „czwórki”, „trzynastki”… Tam I „d” wyobrazić sobie łatwiej.

Jak to się mogło stać w „dziewiątce”?

– Na pewno nie jest to kwestia dzielnicy, bo mamy uczniów z całej Łodzi, a nawet z Tuszyna i Pabianic – zachodzi w głowę dyrektor Kolasiński. – Może młodzież dorośleje? Coraz częściej korzysta z prawa wyboru? Nie mam pojęcia.

Jak to się mogło stać w katolickim kraju?

– Pięknie! To, co stało się w I „d”, pokazuje, że może zaczyna być normalnie – uważa Dariusz Chętkowski, wychowawca i nauczyciel etyki w innym łódzkim liceum, a także autor książek o polskiej szkole. – Wybór między religią i etyką przestaje być polityczny. Jest jak decyzja w stołówce: wybieram schabowego, bo wolę dania mięsne. Aż trudno mi uwierzyć, że się nie umówili. Wspaniale, że potrafią oddzielić naukę religii od wiary. Podziwiam też rodziców. Pozwolili, a przecież lepiej zdają sobie sprawę z konsekwencji, z ryzyka. To kamyk, który lawiny raczej nie poruszy, ale może gdzie indziej jakiś inny katecheta zastanowi się, czy jego lekcje są ciekawe. Czy robi wszystko, by zainteresować młodzież religią. Spełnia w szkole posługę edukacji czy wyłącznie wiary. Chwała I „d”. Byśmy tylko my, dorośli, tych młodych nie zakrzyczeli. Nie zadziobali.

Dzwonię do ks. Jarosława Kłysa, archidiecezjalnego duszpasterza młodzieży. Ksiądz Jarosław aż do wakacji uczył też religii w IX?LO. Pytam, co myśli o wyborze uczniów. Ale ksiądz Jarosław mówi o ich wychowawczyni. – Dwa lata temu była jedyną nauczycielką w szkole, która nie zwolniła młodzieży ze swojej lekcji na uroczystości związane z rocznicą śmierci papieża. Uroczystość była w kościele, od dawna zaplanowana, dla wszystkich klas.

– Chce ksiądz powiedzieć, że to wychowawczyni namówiła całą I „d”, by zamiast religii wybrała etykę? Przecież to pierwsza klasa – kiedy nauczycielka zdążyła zdobyć na nią taki wpływ?

Ks. Jarosław: – Nie wiem, nie byłem świadkiem, ale gdyby namówiła, w ogóle bym się nie zdziwił.

Ksiądz wyjął katechizm bierzmowanych i zaczął czytać ‚życie chrześcijańskie’, po czym powiedział, że odeszliśmy od wiary, od Kościoła

– Nie chcę oceniać wyboru uczniów. Mam tylko nadzieję, że podejdą do etyki poważnie i wyrosną z nich fajni ludzie, żyjący wartościami – mówi o. Marek Kosacz, dominikanin, który 15 lat uczył religii w polskich szkołach.

Na końcu ankiety zapytałem uczniów: „Czy w poprzednich szkołach chodziliście na religię” i

Czy nie boicie się, że niechodzenie na religię wam zaszkodzi?

„Chodziłam na religię ze względu na bierzmowanie i brak możliwości wyboru. Było: albo religia, albo nic”.

„Chodziłem w podstawówce i gimnazjum do bierzmowania (kwiecień 2008). Katecheta stawiał niskie oceny i po bierzmowaniu spora część klasy wypisała się z religii, by nie obniżały średniej”.

„Chodziłam w podstawówce. Jako dziecko nie byłam jeszcze pewna swojego wyznania. Teraz już jestem pewna. Dlatego chodzę na etykę. Religia nie jest mi potrzebna. Mam swój mózg i nikt nie musi mi wpajać nauk o czymś, co już więcej mi się nie przyda”.

A co ze strachem?

„Nie boję się”.

„Liczę się z tym, że ominie mnie kurs małżeński, ale jeśli go nie skończę w liceum, to zawsze będą mogła to zrobić później”.

„Dlaczego niechodzenie na religię miałoby mi zaszkodzić? Ankieta jest manipulacyjna. We wszystkich pytaniach zawarta jest odpowiedź. (…) Ponadto rozmawiałem z innym księdzem, który uważa, że szkoła to instytucja świecka i są inne sposoby wyznawania wiary niż uczęszczanie na religię”.

Poprosiłem uczniów, by powiedzieli o ankiecie rodzicom i żeby rodzice do mnie zadzwonili. Troje przysłało „oświadczenia”.

Nie wyrażają zgody, by ich dzieci wypełniały ankietę, a „poruszana tematyka nie powinna być przedmiotem dociekań dziennikarskich”.

Jedna z matek zadzwoniła: – Za moją namową syn chodził na religię w podstawówce i przez pierwsze dwa lata gimnazjum. W trzeciej klasie gimnazjum zrezygnował, bo nie chciał być oceniany za wiarę, chciał za to wiedzieć np., jakie jest miejsce kobiety w islamie. Próbowałam go powstrzymać, bo tylko on się wyłamał z całej klasy. Bałam się, że reszta go odrzuci, przestanie lubić. W liceum nie był na religii ani razu, ale ksiądz przyszedł do klasy i wyszło, że syn jest bezbożnikiem. Pewnie, że się niepokoję, ale nie mogłam powiedzieć: „Synuś, ucz się religii, bo taki jest w Polsce zwyczaj”. Nie mam nawet pretensji, że nie zapytał mnie o radę. Co mnie niepokoi? Już mu mówiłam, że bez bierzmowania nie będzie mógł wziąć ślubu kościelnego. „Mamo – powiedział – jeśli moja narzeczona będzie chciała ślubu w kościele, wtedy się wybierzmuję. Z miłości”. Boję się też, że kiedyś może zostać pochowany pod płotem, ale tego mu nie powiedziałam.

Marta Konarzewska uczy w liceum piąty rok, ale wychowawstwo ma pierwszy raz. Gdy rozmawiamy o I „d”, przypomina sobie, jak Jan Paweł II pisał o tradycji jagiellońskiej. Tradycji tolerancji i gotowości na różnorodność. Śmieje się, że ma taką jagiellońską klasę.

Źródło: Duży Format

Ze strony: http://wyborcza.pl/1,75480,5826831,Nie_chodza_na_religie___wybor_I__d_.html

Październik 21, 2008 - Posted by | Inne | , , , , ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d bloggers like this: