Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Ludzie telewizji, młodzież, rodzice

Może po prostu zacytuje pewien tekst z którym się zgadzam w 200%…

Upośledzenie umysłu jako rozrywka przekazywana przez media

Dobrze być przygłupem. Życie i międzyludzkie stosunki nie stwarzają problemów, nikt niczego nie wymaga. Toteż osoby pokarane wszystkimi klepkami robią, co w ich mocy, żeby ten defekt ukryć.

Ten trend lansują media i tabloidy, obecne wyrocznie smaku oraz intelektualnego poziomu. Chorobą niedouctwa zaraziły się programy do niedawna stawiające sobie i odbiorcom pewne intelektualne wymagania. Bo dziś dyskryminacja osobników z IQ poniżej 90 uchodzi za politycznie niepoprawną. Komu się wypsnie zakazany termin: “kultura wysoka” czy, nie daj Bóg, “elitarna”, ma przechlapane: nie jest trendy.

Radiowa Trójka, ongiś azyl dla inteligentów, też ustawiła się frontem do ciemniaka. Nawet audycje poświęcone kulturze serwowane są w takiej formie, żeby załapał się na nie każdy osobnik szczególnej troski. Majstersztyk to programy muzyczne. Zwerbowano kadry, którym język ojczysty jest obcy, za to płynnie posługują się angielskim. Zasób słów – góra 500. Ykanie, meczenie i inne nieartykułowane dźwięki wydawane na antenie są jak najbardziej w dobrym tonie. Oraz wyraźnie słyszalny język migowy. Co do składni – im bardziej karkołomna i na przekór gramatyce, tym lepiej.

Najważniejsze jednak to banał wygłaszanych przy otwartym mikrofonie myśli. Erudycja zakazana. Dopuszczane jedynie konstatacje z gatunku wyważania otwartych drzwi. Przodują w tym spece od muzyki. Ostatnio jeden z nich objawił mi głęboką prawdę: oto byłe trio, obecnie kwartet, “wygenerował większą polifonię”. Nigdy bym na to nie wpadła. Ten sam mistrz mowy polskiej wyznał publicznie: “ośmielę się wyartykułować na antenie prośbę do zespołu: trzeba pisać dobre piosenki”. Święte słowa, panie dobrodzieju!

Fajnie być medialnym głupkiem. Zawodowa poprzeczka ustawiona na poziomie kolan, ale samozadowolenie niebotyczne.

Trójka daje takim szansę. Wysyła w teren, gdzie dzieje coś się kulturalnego. Na przykład – na festiwal filmowy do San Sebastian. Trafiła tam dwójka reporterów: Agnieszka Obszańska i Michał Nogaś. Pojechali zupełnie nieprzygotowani na spotkanie ze światem kina. Ale co tam! Grunt to tupet. Jak przystało na ignorantów, postawili na radosną improwizację. “Mamy tu wystawę najsłynniejszych aktorów hiszpańskich, których oczywiście nie znam” – bezkompleksowo zwierzył się Nogaś słuchaczom. Innym razem dopytywał dyrektora festiwali, czy Almodóvar zapisał się czymś szczególnym w czasie któregoś z festiwali. Może, na przykład, zdemolował hotelowy pokój? Wypowiedzi tłumaczone były na żywo. Najpierw wersja hiszpańska in extenso, potem to samo po polsku. A czas antenowy sobie kapał.

Doprawdy, fascynująca korespondencja.

Zdebilnienie dawno już dotknęło telewizję. Sądziłam jednak, że przed zarazą obroni się bodaj program literacki. Skądże. Teraz probierzem nowoczesności jest pozbawienie audycji sensu. Żeby było niekonwencjonalnie. W ostatniej “Hurtowni książek” Agnieszka Wollny-Hamkało zwierzała się na ucho Billowi Johnstonowi. Intymnie komentowała “Po rozstaniu” Zerui Shalev. Z ich poufnych szeptanek nikt nic nie rozumiał i to właśnie było cool.

Skądinąd wiem, że obydwoje prowadzący to osoby niegłupie. Nie dało się wszakże zauważyć tego na wizji. 20-minutowy magazyn w całości zbudowany został z nietrzymających się kupy, luźnych dywagacji wokół księgarskich aktualiów. Clou kretynizmu zachowano na deser. Gospodarze programu postanowili uczcić sukces Katarzyny Grocholi – jej najnowsze romansidło “Upoważnienie do szczęścia” zajęło drugie miejsce w rankingu publiczności. Grupa w składzie Hamkało-Johnston wyszła przed budynek hurtowni, gdzie mieli odbezpieczyć i skonsumować szampana.

Żeby było śmieszniej, pani Agnieszka odgrywała pierwszą naiwną. Że niby nie wie, jak to zrobić. Pan Bill podjął się roli mentora. Gdy zbiorowym wysiłkiem oddrutowali korek, napój zrobił “pszyyyt” i popłynął cienką, bynajmniej nie wystrzałową, strugą. Jak mocz staruszka cierpiącego na prostatę. Sukces adekwatny do szampańskiej zabawy serwowanej przez popprogramy z ambicjami.

A tak serio: wysoka kultura oblana sosem tandety nie smakuje nikomu. Po takim daniu wszystkim zbiera się na wymioty. Kaca mają ci, którzy wbrew sobie przymilają się do głupszych. A owi też nie czują się komfortowo – instynktownie wyłapują fałsze. To jak z dziećmi, które nie cierpią ciućkających ciotek. Tylko że ciotkom wydaje się inaczej.

Źródło: http://blog.rp.pl/malkowska/2008/10/03/uposledzenie-umyslu-jako-rozrywka-przekazywana-przez-media/

Nie bez znaczenia jest także wychowanie, wychowanie przez rodziców.

Oczywiście nie wszyscy, ale w przytłaczającej większości rodzice, ludzie którzy mają dzieci i będą je wychowywać nie umieją tego robić, nie są przygotowani do wychowywania swoich dzieci. Takie dzieci zdani są na los. A przygotowanie trzeba zacząć od siebie samego.

Ech ci durni rodzice

Rodzice sa coraz bardziej ogłupiali. Nie radzą sobie z wychowaniem własnych dzieci, ba nawet ze zwykłą komunikacją z pociechami za to wierzą im bezgranicznie. Za swoje niedomagania obwiniają innych. Najchętniej nauczycieli.

Przychodzi taki durny rodzic do szkoły i krzyczy. Coraz trudniej znaleźć rodzica, który rozmawia. Dlaczego? Jak się nie ma argumentów to produkcja decybeli ma przekonać o swej racji. I przychodzi taki durny rodzic i wrzeszczy, że jego dziecko chodzi jak muł obładowane, bo w szkole to już głupota pogania głupotę, żeby maluchowi tyle rzeczy kazać nosić w plecaku. Demonstracyjnie podnosi plecak, który waży ze 20 kilo. Wcześniej już o tym przestępstwie poinformował oczywiście kuratorium. Na wszelki wypadek anonimowo, żeby nie przetwarzali zbytnio jego danych osobowych.

Stajemy z durnym rodzicem i prosimy, żeby wypakował plecak to wtedy zobaczymy jakiej zbrodni dopuścił się nauczyciel. Rodzic wypakowuje komplet książek potrzebnych danego dnia (sztuk dwie), piórnik i zeszyty (sztuk dwie) i… to waży 20 kilo? O nie, prosimy rodzica o dalsze wypakowywanie, a tam jeszcze książki z wtorku zupełnie zbędne w środę, trampki na WF, które właściwie powinny być w szkolnej szafce, blok rysunkowy, bo zawsze się może przydać choć od tego jest szafka w klasie, drugie śniadanie, jabłko z brązową skórką i białymi na niej kropeczkami, zeszyt ze zdjęciami wróżek i czarownic, konik pony z różową grzywą oraz półtora litrowa woda smakowa, bo takiej nie ma w szkolnym sklepiku. Durny rodzic stoi i patrzy i nie może się nadziwić ile to głupi nauczyciele karzą nosić jego biednej małej córeczce.

Durni rodzice nie rozmawiają z nauczycielami. Jak mają rozmawiać skoro nie potrafią rozmawiać. Jak ich natchnie to przyjdą nawrzeszczą, że ocena niesprawiedliwa, że nauczyciel mógłby się przestać wygłupiać i zadawać tyle prac domowych, bo jego dziecko nie ma kiedy tego odrabiać ma tyle zajęć poza szkolnych (balet, kółko plastyczne, gra na skrzypcach, francuski i badminton). Durnym rodzicom już rozmowa z nauczycielem nie wystarcza. Ten głupi nauczyciel nie jest partnerem. Kto by się zniżał do tego poziomu. Chyba dureń. Dlatego idzie się wprost do dyrektora, żeby zrobił z tym porządek. Przeważnie jednak rodzice odnoszą wrażenie, że dyrektor też nie jest partnerem bo to jakiś głupek, który na skargę rodziców reaguje rozdziawieniem ust i wybałuszeniem oczu. Szkoda na głupka tracić czas, zwłaszcza, ze wiadomo, ze to też nauczyciel i będzie bronił tej głupiej sitwy. Dlatego czas przejść się do kuratorium, można zadzwonić albo napisać…ee.. nie no pisząc nie można nawrzeszczeć.

Rodzice to są takie durnie, że jak im zginą pieniądze w domu to też wina nauczyciela. Głupi belfer informuje, że trzynastoletnia pociecha pali papierosy i ukradła z szatni pieniądze, a to przecież spisek. Przecież jego synek jest jeszcze mały, a w domu taki cudny. No proszę popatrzeć, gdzieżby on palił papierosy. A po co miałby kraść jak w domu ma wszystko. I rower ma i komputer ma i dzikiego węża w słoiku ma i taka lampkę błyskającą ma i eukaliptusa na parapecie hoduje, a latem to mu się skuter kupi jak przyniesie dobre oceny. No chyba, ze znowu ci głupi nauczyciele będą mu uprzykrzać życie, ale zawsze można nawrzeszczeć na kuratora i zrobi się porządek.

Widać jak na dłoni, że rodzice to durnie. Nie rozmawiają z dziećmi tylko je próbują przekupić drogimi gadżetami. Wychowanie zwalają na szkołę choć uważają, że w niej pracują sami głupole. Próbują realizować własne niespełnione marzenia poprzez zapędzanie własnych dzieci do dodatkowych zajęć. Jednocześnie nie interesują się tym co się dzieje w szkole, jakimi ona żyję problemami. Byle jego dziecku było dobrze, a będzie dobrze jak w pierwszej klasie zaraz po pasowaniu na ucznia wręczy się dziecku świadectwo maturalne.

Widać jak na dłoni, że ja to już mam przechlapane. Nie dość, ze jestem głupim nauczycielem (bo wszyscy nauczyciele sa głupi) to jeszcze durnym rodzicem (bo wszyscy rodzice są durniami). Wszyscy? Żyjemy w czasach gdzie zasada muszkieterów jest ze wszech miar obowiązująca. Jeden za wszystkich.

Więcej w poście „Pedagogizacja rodziców czyli od szkoły się nie uwolnicie

Źródło: http://tekstowisko.com/sajonara/56606.html

Ludzie są różni, jedni mają głowę jak to się mówi drudzy nie mają głowy ale mogą mieć coś innego.

Media, szczególnie telewizja sprzyja i podtrzymuje osoby o typie głupka. Pytam się w jakim celu.
Dzieci pokroju neo albo mtv wiemy jakie są, nazywani są pustakami. Pustka w głowie.

Teraz jeśli tacy ludzie dorosną i będą mieć dzieci jak ich wychowają? W jakich czasach będziemy żyć w przyszłości?

Zło zatriumfuje jeśli dobrzy ludzie będą siedzieć cicho

Październik 4, 2008 - Posted by | Inne | , , , , ,

1 komentarz

  1. prosze jeszcze zacytowac odpowiedzi z bloga pani Malkowskiej, bedzie ciekawiej, w 300 procentch :)

    Komentarz - autor: ech | Listopad 6, 2008


Sorry, the comment form is closed at this time.

%d bloggers like this: