Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Pogarda i dzieciństwo

Alice Miller w swojej książce „Dramat udanego dziecka” (pisałem wcześniej) pisze o pogardzie, na początek co to jest…

Pogarda – stan uczuciowy będący mieszaniną braku szacunku i niechęci. Zbliżony do nienawiści, ale zawierający komponent poczucia wyższości wobec osoby pogardzanej.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Pogarda_%28uczucie%29

Fragment z książki:

(…) Byłam na spacerze, kiedy moją uwagę zwróciło na siebie idące przede mną młode małżeństwo z dwuletnim chłopcem, który bez przerwy marudził. (Przyzwyczajeni jestesmy postrzegać zazwyczaj takie sytuacje z pozycji osoby dorosłej, ale tu spróbuję przedstawić ją z punktu widzenia dziecka). Oboje kupili sobie właśnie lody na patyku i ze smakiem je lizali. Chłopczyk też chciał dostać takiego loda. Matka powiedziała do niego czule: „Chodź, możesz ugryźć kawałek mojego, całego loda nie dostaniesz – jest dla ciebie za ziemny”. Dziecko nie chciało odgryźć kawałka, wyciągnęło rączkę, aby wziąć całego, ale matka odsunęła się. Chłopiec rozpłakał się rozpaczliwie i teraz sytuacja powtórzyła się z ojcem. „No, myszeczko – powiedział czule ojciec – możesz odgryźć kawałek mojego”. „Nie chcę” – zawołał chłopczyk, zaczął biegać, próbował zająć się czymś innym, ale wciąż na nowo powracał, patrzył zazdrośnie i smutno w górę, gdzie zadowoleni dorośli solidarnie rozkoszowali się swoimi lodami. Wciąż na nowo jedno z rodziców proponowało dziecku „gryza”, a ono wyciągało w odpowiedzi rączkę po całego loda, na co dorośli wycofywali rękę trzymającą skarb.

Im głośniej dziecko płakało, tym bardziej śmieszyło to rodziców. Śmiali się, próbując rozweselić w ten sposób syna: „Zrozum, to nie jest takie ważne, przestań się wreszcie wygłupiać”. Za którymś razem dziecko usiadło na ziemi, plecami do rodziców i zaczęło rzuacać drobne kamyczki do tyłu w kierunku matki, potem jednak nagle wstało i spojrzało z niepokojem na rodziców, chcąc się upewnić, czy aby sobie nie poszli. Kiedy ojciec skonczył loda i dokładnie wylizał patyczek, dał go dziecku i poszedł dalej. Chłopiec z nadzieją spróbował oblizać drewienko, przjrzał mu się uważnie i wyrzucił je, następnie chciał z powrotem podnieść. W końcu zrezygnował i głębokie, podobne do szlochu pojedyncze westchnienie wstrząsneło jego ciałem. Potem posłusznie  powlókł się za rodzicami.

Jestem przekonana, że przyczyna stresu dziecka nie była niemożność zaspokojenia „instynktowej potrzeby oralnej”, gdyż mógłby kilkakrotnie odgryźć kawałek loda, lecz to, że chłopczyk chciał tak samo jak oni trzymać w ręce patyczek z lodem, więcej – wyśmiano jego pragnienia. Stał naprzeciwko dwojga olbrzymów, którzy, dumni ze swego konsekwentnego postępowania, wspierali się wzajemnie, podczas gdy on był całkowicie sam ze swoim bólem, nie mogąc powiedzieć niczego oprócz „nie” i nie mogąc wyjaśnić im niczego gestami (które były bardzo wymowne). Nie miał nikogo, kto broniłby jego racji. Jakże niesprawiedliwa jest sytuacja, w której dziecko stoi naprzeciwko dwojga dorosłych niczym przed niedostępnym murem. Nazywamy to „konsekwentnym wychowywaniem”, kiedy nie pozwalamy dziecku, aby poskarżyło się jednemu z rodziców na drugiego.

Można by zapytać, dlaczego ci rodzice zachowali się w taki pozbawiony empatii sposób? Dlaczego żadne nie wpadło na pomysł, aby szybciej zjeść lub wyrzucić połowę loda, aby dać dziecku patyczek z odrobiną smakołyka do wylizania? Dlaczego stali oboje nad nim, jedząc powoli swoje lody, całkowicie nieporuszeni rozpaczą swojego dziecka, na dodatek wyśmiewając się z niego? Nie byli to źli czy oziębli rodzice; ojciec przemawiał do dziecka z wielką czułością. A mimo to wykazali całkowity brak empatii, przynajmniej w tym momencie.

Możemy wyjaśnić tą zagadkę jedynie wówczas, gdy spróbujemy ujrzeć również w nich pozbawione pewności siebie dzieci, które wreszcie znalazły słabszą istotę i przy niej mogą poczuć się silne. Które dziecko nie doświadczyło tego, że wyśmiewa się jego najgorętsze pragnienia, mówiąc na przykład: „Przecież czegoś takiego nie potrzebujesz”. Dziecko czuje się wówczas zdezorientowane, zawstydzone i lekceważone i przy najbliższej okazji przeniesie to uczucie na jeszcze mniejsze dziecko.

Takie doświadczenia występują w najprzeróżniejszych odcieniach i niuansach. Wszystkie łączy to, że lęk słabego i bezbronnego dziecka daje dorosłemu poczucie siły oraz możliwość manipulowania potrzebami i lekami innych – mimo że nie potrafi poradzić sobie z własnymi.

Bez wątpienia również nasz mały chłopiec za dwadzieścia lat – lub wcześniej z rodzeństwem – jeszcze raz odegra historię z lodami, ale tym razem to on będzie je trzymał w ręku, a kto inny stanie się tym bezbronnym, zazdrosnym, słabym, małym stworzeniem. Będzie to chwila, kiedy odetnie się od tych wszystkich uczuć, lokując je na zewnątrz, w kim innym.

Pogarda dla mniejszego i słabszego jest najlepsza obrona przed ujawnieniem własnego poczucia niemocy, jest przejawem odciętej słabości. Ten, kto jest naprawdę silny, zna swoje poczucie słabości i nie musi demonstrować mocy przez upokarzanie innych.

Wielu dorosłych doświadcza niemocy, zazdrości i poczucia opuszczenia dopiero wówczas, gdy obcują ze swoimi dziećmi, gdyż we własnym dzieciństwie nigdy nie dano im szansy przeżyć tych uczuć świadomie. (…)

Czerwiec 5, 2008 - Posted by | Inne | , , , , ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: