Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Amerykańska telewizja

Dawno dawno temu powoli acz skutecznie amerykanie podbijali świat na przeróżne sposoby, dzisiaj wpływy amerykańskie mamy wszędzie, np produkty hameryki wyprodukowane przez niewolników made in china.

W największym stopniu dociera do nas Telewizja, w przeważającej większości filmy. Chyba każdy dawno temu spostrzegł że ociekają przemocą i seksem, teraz to normalne już. Jednak to nie to chodzi, jak zauważa autor poniższego tekstu, telewizja jest dla widzów, a co za tym idzie „mają ją taką jacy sami są” Tv ogłupia i to dosłownie, przytoczę epilog z całego tekstu, a i polecam przeczytanie całości (podane w linku na końcu art.). Jako że amerykanie byli pierwsi w tej branży, albo raczej ‚najagresywniej’ podbili świat. Stali się kimś w rodzaju nauczyciela, kogoś do naśladowania. Dzisiaj np polskie film starają się robić to samo co w amerykańskich filmach tyle że w warunkach polskich, w mniejszym lub większym stopniu naśladują to wszyscy producenci na świecie. Skutek jest delikatnie mówiąc tragiczny…

EPILOG, czyli krótka refleksja

Kino amerykańskie od wielu już lat przeżywa mocny kryzys. Wysyp filmów nieciekawych i odmóżdżających – takich, które nie wymagają od widza większego intelektualnego zaangażowania – doprowadził do sytuacji, w której widz tak naprawdę nie ma już z czego wybierać. Żeby lepiej to zilustrować wyobraźmy sobie taką sytuację – wertując w restauracji kolejne strony menu w poszukiwaniu obiadu ze zdumieniem odkrywamy, że zamówić możemy jedynie zupki błyskawiczne. Mamy więc do wyboru łagodną i ostrą kurczakową oraz taki sam przekrój różnych zup krewetkowych, pomidorowych i grzybowych. „Dań” różniących się jedynie opakowaniami przygotowanymi przez różne firmy, z których najbardziej znane to Vifon, Knorr, Winiary i TESCO. Na co się zdecydujemy? Szanujący się człowiek rzuci kartą dań o stół i oburzony opuści lokal wybierając głód. Osoba niewybredna zamówi jedną, dwie, trzy zupy, po czym z uczuciem nasycenia i, prawdopodobnie, bólem brzucha wróci do domu. Ale po jakimś czasie, często już następnego dnia ponownie stanie w drzwiach restauracji z jednej prostej przyczyny – braku czasu i ochoty na szukanie czegoś lepszego. Jak myślicie, na którym kliencie bardziej będzie zależeć właścicielowi wspomnianej jadłodajni?

Załóżmy teraz, że rzeczona „restauracja” to hol budynku kina, a menu napakowane po brzegi zupkami to repertuar. Że zupki ostre to ociekające krwią filmy pełne przemocy, a łagodne to takie same produkcje, lecz tej krwi i przemocy pozbawione. Że Knorr reprezentuje Warner Bros., Vifon to Paramount Pictures, Winiary – New Line Cinema, a TESCO to wszystkie pozostałe amerykańskie wytwórnie. Że smak kurczaka to tania sensacja, że pomidor to krwisty slasher, krewetka – kino przygodowe, a grzybki – ckliwe romanse i mniej lub bardziej wulgarne komedie. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy amerykańskimi widzami stojącymi przed wyborem spośród takich, niemal identycznych w strukturze tanich filmów, różniących się jedynie opakowaniem. Co robimy? Zostajemy i konsumujemy, czy wychodzimy? Jakimi jesteśmy widzami, szanującymi się czy niewybrednymi?

Przed polskim widzem, do czasu, nie są stawiane tak tragiczne dylematy. Na razie, na 8 dystrybuowanych produkcji odmóżdżających przypadają w Polsce „aż” dwa obrazy nieco ambitniejsze. Ale co mają powiedzieć szanujący się Amerykanie, o ile gdzieś tam się jeszcze uchowali? Zarówno filmowe studia, jak i producenci zupek błyskawicznych wiedzą, że konsumentów niewybrednych jest znacznie więcej niż osób ceniących sobie dobry smak. I doskonale zdają sobie też sprawę z faktu, iż więcej ludzi oznacza więcej waluty, a także z tego, że więcej much przyleci do większej kupy. Raczą więc widzów swych coraz to bardziej wątpliwymi smakołykami, odmóżdżając odmóżdżonych już widzów jeszcze mocniej. Dochodzą do wniosku, że im mniej wymagający, głupszy jest widz, tym odpowiednio mniej wymagająca i głupsza musi być produkcja, a widz raz ogłupiony, kupi każdą głupotę. Poziom produkcji jest więc wprost proporcjonalny do oczekiwań widzów, a jako że te są coraz niższe… Degrengolada to słowo jak najbardziej na miejscu. I nie chodzi tu o rodzaj marmolady.

Amerykanie czerpią wiedzę z filmów i telewizji – to ogólnie znany i potwierdzony badaniami fakt. Gdyby w CNN podano informację o inwazji obcych na naszą planetę, a zamiast autentycznego materiału pokazano fragmenty „Dnia Niepodległości”, większość odbiorców nie zauważyłaby różnicy i uwierzyłaby we wszystko bez mrugnięcia okiem. Bo czyż ich matki i ojcowie nie zaufali kilkadziesiąt lat wcześniej Orsonowi Wellesowi, kiedy ten niszczył ziemię mackami kosmitów wykreowanych w radiowym studio? Większość Amerykanów nie zdaje sobie sprawy z faktu, że telewizja jeżeli nie kłamie, to przynajmniej wszystko upraszcza. Co gorsza, przeciętny obywatel USA nie wie, że media nim manipulują i starają się go zindoktrynować, uzależnić – nakłonić do kupowania, bądź dalszego oglądania i ogłupiania. Ale niewybrednemu amerykańskiemu widzowi nawet w twarz ciśnięta prawda nie zrobi różnicy. I tak jak z przywoływaną tu chińską zupką, nie liczy się dla niego zawartość, tylko opakowanie i łatwość konsumpcji. Tak samo nie obchodzi go co podają w telewizji – ważne, że podają. Że szklany ekran wciąż lśni.

Sporadyczne zapoznawanie się z amerykańską lumpenprodukcją nie zaszkodzi nikomu, nawet rozkochanym w mediach osobnikom. Zaszkodzi natomiast, jeśli takiej produkcji widz doświadcza częściej, początkowo przymykając oczy na pewne nieścisłości, ale, mimo wszystko, stopniowo je przyswajając. Jak tę chemię z radomskiej chińszczyzny. Ale po niedługim czasie coś, co wydawało mu się absurdem, może uznać za fakt, za prawdę wręcz objawioną. A takich prawd każdy może sformułować i kilkadziesiąt oglądając dowolny odmóżdżający film i kilkaset, śledząc akcję dowolnego serialu, niekoniecznie amerykańskiego. Ale to właśnie najczęściej w amerykańskich tasiemcach stężenie głupoty bywa największe. Bo czy na przykład wiedzieliście, że Polacy mają we krwi współpracę z nazistami? Bzdura? Przeciętny amerykański widz i w takie bajdurzenie jest gotów uwierzyć z miejsca – przecież było o tym w telewizji. Inne, nieco mniej rażące absurdy i wyssane z palca bzdury, niekoniecznie wypowiedziane, ale częstokroć wynikające z akcji, niewymagający widz zaakceptuje jeszcze szybciej. O ile nie będzie potrafił wyważyć dawkowania rozrywki na poziomie, z rozrywką poniżej poziomu. Obywatele USA to tylko przykład. W gruncie rzeczy, my wszyscy powinniśmy mieć się na baczności.

Całość tekstu: http://film.org.pl/prace/50_prawd_prison_break.html

Grudzień 22, 2007 - Posted by | Kątem oka | , ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: