Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Praca w praktyce

Odnośnie postu „Mobbing” który napisałem jakiś czas wcześniej. Jako że pracuje tak jak inni zainteresował mnie pewien artykuł dotyczący pracy. Jak dla mnie pasuje jak ulał ;)

Oto i on:

Zostańcie w Polsce! – alarmują zewsząd do młodych Polaków. – Coraz ciężej o dobrego pracownika – mówi młody pracodawca, zapytany o przebieg rekrutacji. Jednakże trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co czeka tych młodych, jeśli pozostaną w naszym kraju? Basia i Krzysztof wybrali właśnie taką drogę. On poświęcił 5 lat na pracę w straży miejskiej, ona wytrzymała zaledwie cztery miesiące w prywatnej firmie.

Barbara
Lat 28 – rozburzone, ciemne włosy, szeroki uśmiech. Samotna matka z dwójką urwisów. Studia ukończyła dwa lata temu.
-,,Udzielałam korepetycji i pisałam różne prace od czwartego roku studiów. Po rozstaniu z mężem musiałam znaleźć stałe zatrudnienie.” – uśmiecha się gorzko – I znalazłam… Wiem, że inni mieli gorzej, słyszałam o tym, co się dzieje w hipermarketach i w knajpach. Ale prawda jest taka, że nie musimy się na to godzić. Mój szef długo mi wmawiał, że nie nadaję się nawet do przyklejania znaczków, a z drugiej strony sam sobie przeczył, nakładając na mnie mnóstwo odpowiedzialnych obowiązków. Cała nasza firma to bardzo młodzi ludzie, ja należałam do tych ,,starszych”. – Basia nie traci poczucia humoru, ale w jej głosie daje się wyczuć smutek. – „Każdy szef ma swoje humory, ale nasz miał wybitne. Czasami starał się być miły, po urlopie np. miał całkiem dobry humor. Z czasem się to skończyło. Firma zaczęła zwiększać obroty, przybywało umów, zamówień, a mi roboty. Nie wyrabiałam. Nie, to nie był jeszcze mobbing.

Basia definicję mobbingu zna świetnie, na studiach miała przez półtora roku zajęcia z psychologii, obecnie jest na studiach podyplomowych, prócz tego uczy się angielskiego i informatyki. Dorabia pisząc prace na zlecenia. Musi dorabiać, za pełen etat dostaje 600 złotych na rękę. – „Szukałam pracy w te wakacje” – tłumaczy się Basia – „Nic ciekawego nie było, miałam jedną ciekawą propozycję, ale czas pracy był ,,nienormowany”, jak to określiła właścicielka, a ja muszę mieć weekendy wolne. Kolega do mnie zadzwonił i oznajmił, że w jego firmie kogoś szukają do prowadzenia sklepu internetowego. W pewnym artykule prasowym na temat tej firmy przeczytałam, że ,, to świetna alternatywa dla tych, co chcą zostać w Polsce”. Tak więc postanowiłam z niej skorzystać. Na rozmowie kwalifikacyjnej dowiedziałam się, że w sumie to mało odpowiedzialne stanowisko (to był dokładny cytat szefa) i że woleliby studenta zaocznego, ale jak bardzo chcę u nich pracować, to może mi zaproponować 900 zł (brutto, rzecz jasna). Zgodziłam się, chciałam zdobyć jakieś doświadczenie. Przekazywanie stanowiska przez poprzedniczkę trwało dwa dni, ale ja nadal się w tym wszystkim nie orientowałam. Bo tyle tego było naraz… Obsługa całej firmowej korespondencji, wysyłanie faktur, umów, oczywiście ręczne adresowanie kopert. Pełna obsługa sklepów internetowych, zamawianie towaru, pakowanie i wysyłanie, udzielanie informacji klientom, telefony, maile itp. Do tego dochodziły teksty marketingowe o bardzo specyficznych wymaganiach, które też zajmowały sporo czasu. Oczywiście na pocztę też musiałam to wszystko nosić, czasami ledwo dawałam radę udźwignąć… Pierwszy samodzielny dzień pracy skończył się o godzinie 18, gdy ledwo żywa wyszłam z poczty. Następnego dnia zaczęto mnie już ponaglać z tekstami. Musiałam zacząć pisać w domu, nie było wyjścia.

Basia wspomina te pierwsze tygodnie, jako prawdziwe piekło. – „Płakałam ze zmęczenia po powrocie do domu, nie miałam siły, by zająć się dzieckiem, przeżywałam każdy telefon od niezadowolonego klienta i każdą nieuprzejmość pań z poczty. Mijały tygodnie i schody wcale nie zaczynały maleć. Podpisałam umowę na rok, z zachowaniem 2-tygodniowego okresu wypowiedzenia. Boże, co za szczęście! – Ja się naprawdę cieszyłam. Podczas wakacji pomagali mi rodzice, wywieźli chłopaków na wieś, ja przyjeżdżałam na weekendy. Długo w nocy siedziałam nad zeszytem pisząc te durnowate teksty, których ilość rosła w zastraszającym tempie. Nie było mowy o żadnym dodatkowym wynagrodzeniu. Za pierwszy miesiąc pracy dostałam 400 złotych na rękę, jak to wytłumaczył mój pracodawca, odliczono mi część składki na ZUS. Poradziłam się znajomej księgowej, która wyliczyła, że od mojej pensji odjęto całą wysokość składki oraz…. około 60 złotych. Współpracownicy doradzili mi, żebym się lepiej nie odzywała, jeśli dalej chcę tu pracować. Pomyślałam, że wytrzymam jeszcze miesiąc i spadam. – Zapada pełna zdziwienia cisza. Basia patrzy na mnie, kiwa głową i wyjaśnia: – Zdobywałam doświadczenie, nauczyłam się pracować w Linuxie, trochę html, obsługi sprzętów biurowych… W każdym razie zostałam. Po wakacjach zaczęły się jeszcze gorsze schody, chłopcy poszli do przedszkola i do szkoły, zaczęłam zajęcia na uczelni, a roboty przybywało. Ponieważ co najmniej siedem godzin bez przerwy wpatrywałam się w stary, migający monitor, zaczęłam miewać migreny. Pewnego dnia usłyszałam jak szef mówi do kierowniczki:
– Nic by jej się nie stało, jakby zostawała po pracy na dwie, trzy godzinki.
Konsekwentnie wykręcałam się od tego zalecenia. Wtedy zaczęły krążyć po firmie pogłoski o tym, że chcą się mnie pozbyć. Szef wybierał swoistą taktykę: aby sam nie musiał dawać wypowiedzenia (nie miał ku temu żadnych podstaw), zmuszał ,,ofiarę” do samodzielnej rezygnacji z posady. Byłam świadkiem, jak… no znęcał się! Inaczej nie da rady tego nazwać, po prostu się znęcał psychicznie nad koleżanką. Dorzucał jej obowiązki, obgadywał ją (!) przed innymi pracownicami, prawił jej ciągłe aluzje na temat zmiany miejsca pracy.

Basia zamyśla się i wzdycha: „Potem przeniosło się na mnie. Wszyscy u nas bali się ciągle zwolnienia, też uległam tej panice. Długo chodziłam z gorączką do pracy, skończyło się ciężkim zapaleniem oskrzeli. Na chorobowym zrozumiałam, że to jakaś bzdura, że przecież gdzieś musi być normalnie. Zaczęłam zauważać więcej ofert pracy dla siebie. Wystarczyło dobrze poszukać… Zdecydowałam się odejść.

Wcześniej postanowiła wykorzystać przysługujący jej, zgodnie z artykułem 188 i 189 Kodeksu Pracy dzień wolny z tytułu tzw. opieki nad zdrowym dzieckiem. Nie miała wyjścia, musiała się spotkać z wychowawczynią starszego syna. To przepełniło miarę. Szef początkowo zaprzeczał istnieniu takiego rodzaju wolnego, mimo, że jej koleżanki wcześniej korzystały z tego prawa. W końcu nazwał to ,,fumami z kosmosu” i zagroził, że jeszcze jeden taki ,,wybryk” i może się pożegnać z pracą.

– „Zaczęłam się powoli żegnać” – szczerze odpowiada Basia. – „Poprosiłam o wypowiedzenie za porozumieniem stron. Czekam już tydzień, aż znajdą kogoś na moje miejsce. Mało kto przychodzi do nich na rozmowy kwalifikacyjne. – Nie kryje satysfakcji Basia. Pokazuje mi wysłane CV , jak dotąd miała już dwie propozycje rozmów kwalifikacyjnych.
– „Tym razem rozsądnie wybiorę i nie rzucę się na pierwszą lepszą ofertę.
Na moje pytanie, co zrobi, jeśli nic ,,rozsądnego” nie znajdzie, odpowiada: zawsze mogę iść na bezrobocie i pisać prace, no i zawsze zostaje zagranica.

Krzysztof
Krzysztofa spotykam na wystawie fotografii, jest nieśmiały i raczej skryty, zupełnie inna jest jego dziewczyna, Asia – pewna siebie, towarzyska, to ona opowiada większą część historii Krzyśka. – „Do Straży przychodzą najczęściej ludzie, którzy nie dostali się lub nie mają się szans dostać do Policji”.
Krzysztof zaczął od pracy strażnika w niewielkim mieście, następnie przeniósł się do Krakowa.
– „Zbrojne Ramię Urzędu Miasta – tak nas nieoficjalnie nazywano – śmieje się Krzysztof. – W praktyce strażnicy nie mają prawie żadnych uprawnień, to ciężka i niebezpieczna praca” – dodaje. – „Obracasz się wśród marginesu społecznego, bezdomni, narkomani to codzienność. Czasami wysyłano nas na mecze… Tłum rozwścieczonych pijanych i uzbrojonych kibiców, a nam kazano pouczać źle parkujących lub zakładać blokady na samochodach. Pewnego dnia dostałem zmrożonym jajkiem w kark. Poszedłem na zwolnienie. Po powrocie wręczono mi wypowiedzenie bez podania żadnego racjonalnego powodu. Jeśli nie podlizywałeś się komu trzeba, okazywałeś jakąkolwiek inteligencje, miałeś przegwizdane.”
– „Tak za nic?” – pytam
– „W Straży istnieje coś takiego jak premia uznaniowa. W praktyce nie ma żadnych racjonalnych zasad, co do jej przydzielania.” – tłumaczy Asia. – „Opowiedz o Waldusiu – zwraca się do Krzyśka.
– „Waldek był gejem. Nie ukrywał tego, miał przegwizdane. Koledzy się z niego naśmiewali, on nigdy nie miał premii. Wystarczyło, że ktoś podrzucił puszkę na jego szafkę, odbierano mu wtedy ,,za nieporządek”.
Świetne efekty przynosiły wewnętrzne mechanizmy kontrolne.
– „Byliśmy filmowani bez naszej wiedzy i karani za absurdalne zaniedbania. Na przykład za zbyt długą interwencję. Jeśli nie umiałeś się odpowiednio zakręcić czyli donosić na innych, nie było szans na premię. Wystarczyła kupka śmieci w przydzielonym rejonie i można było się żegnać z premią. Do tego dochodziły nadgodziny i wypełnianie prywatnych zleceń naczelnika i jego zastępców.”
Gdy Krzysztof stracił pracę, Asia namówiła go, by złożył pozew do sądu przeciwko pracodawcy.
– „Sprawa trwała pół roku, przedstawiciele Straży notorycznie nie stawiali się na przesłuchania. Starano się udowodnić Krzyśkowi, że symulował chorobę, kwestionowano podstawy medyczne jego zwolnienia.” – opowiada Asia.
– „Ale w końcu wygraliśmy, zostałem przywrócony do pracy.”
Zgodnie z postanowieniem Sądu Pracy , dnia 1 października Krzysztof stawił się na posterunku.
– „Co pan tu robi?” – zapytał naczelnik, gdy Krzysztof zameldował się na służbie. Dopiero po telefonie do komendanta zgodzono się na przydzielenie mu obowiązków, gdyż grafik dla niego nie był przygotowany. Nikt nie wierzył w to, że Krzysiek stawi się na stanowisku pracy.
– „To był jakiś koszmar” -opowiada Asia – „Nikt się do niego nie odzywał, notorycznie ,,zapominano” o nim na odprawach, nie miał przydzielanych obowiązków. Nikt się do niego nie odzywał. Codziennie z pracy wracał załamany. W końcu ktoś z współpracowników ostrzegł go wprost, by uważał, bo coś mu mogą podrzucić.”
Następnego dnia Krzysztof przyniósł wypowiedzenie oraz zwolnienie lekarskie.
– „Dobrze zrobił” – komentuje Asia – „Mogło się to źle skończyć, z nimi się nie wygra…”
Obecnie Krzysztof znalazł pracę jako przedstawiciel handlowy średniej firmy. Ma samochód służbowy, zarabia 1500 na rękę.
– „Wysłałem kilkanaście CV, pochodziłem na rozmowy i znalazłem, nie jest tak źle z pracą.”

Nie musimy się godzić na wyzysk i przemoc w miejscu pracy. Województwo małopolskie może się poszczycić wysokim rozwojem gospodarczym w ostatnich latach. Bezrobocie systematycznie spada, pojawiają się nowe inwestycje, za większością z nich stoją etaty. Pracodawcy powoli przekonują się do tego, że nikt nie będzie pracować na niesprawiedliwych warunkach. To właśnie były pracodawca Basi zapytany o przebieg rekrutacji w jego firmie, odpowiada, że trudno o dobrego pracownika. Przytakuję mu ze zrozumieniem, zarazem z trudem powstrzymując uśmiech.

Cóż, żeby znaleźć godziwą pracę, za normalne, gwarantujące utrzymanie pieniądze, trzeba się nieco pomęczyć, a także pouczyć na własnych błędach. Praca za wszelka cenę nie przynosi korzyści, ani pracownikowi, ani pracodawcy. Nasi polscy przedsiębiorcy dopiero teraz, powoli dorastają do zrozumienia tego faktu.

http://www.ithink.pl/artykuly/spoleczenstwo/inne/zostanmy-w-polsce/

Grudzień 4, 2007 - Posted by | Inne

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d bloggers like this: