Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Kasa kasa kasa !!!

Nie cierpię kiedy ktoś jest naprawdę świetnym materialistą. A takich ludzi dzisiaj jest bardzo dużo. Przykład, dziewczyna – młoda mama jej mówi żeby zawczasu myślała o przyszłości o tym aby poznała inteligentnego chłopaka (taki który będzie zarabiał dobra kasę). Dziewczyna trzyma się chłopaka tylko dlatego że ona ma przyszłość (kasę), ona mówi: „co ja bym zrobiła sama w życiu, nie chcę być starą panną” no ok sęk w tym że nie dla niego ale dla jego pieniędzy. W końcu to facet ma utrzymać rodzinę (swoją kobietę) to on ma zapewnić kasę i przetrwanie. Jak nie daje rady co to za facet, żuć go! i znajdź takiego który będzie na ciebie robił.
To przykład, jeden z wielu z życia wzięty ;/ A ja tam nie chcę być z taką dziewczyną, pieprzoną materialistką. Przecież zarabiać kasę trzeba no ok, ale ludzie przeginają w skrajność, dla kasy everything ! Z drugiej strony gdzie jest ten złoty środek? Wszystkim ciągle mało, chcą i chcą, więcej! Myślę że u każdego złoty środek leży gdzie indziej według potrzeb, tylko kto go chce dostrzec?

Dzisiejsze dziewczyny są straszne, zapatrzone na kasę, na materializm cóż chcieć takie wychowanie, takie czasy? Jej mamy pewnie nie miały dużo to też teraz kiedy wszystkiego pod dostatkiem widzą jak postępują rodzice. No właśnie, znalazłem taki oto artykuł:

“Zawojowałam. Zwojowałam Amerykę. Myślałam że jestem jak Kolumb. Że jestem naj. Bo wiesz… Tu można albo wygrać życie, albo zaryć twarzą o dno świadomości. Zresztą… jak wszędzie chyba. Tylko… tylko, wiesz… tu jest inaczej”. Jak? – pytam. Jestem młoda i chcę wiedzieć, co można…

Podobno jest poobijana. Kilka dni temu wyszła z aresztu. Czterdzieści osiem godzin wystarczyło by ciemna karnacja towarzyszek więziennej niedoli pokazała jej, gdzie jest miejsce Polek w Ameryce. Takich jak ona kiedyś. Pięknych, młodych, przebojowych… Bo Polki podobno są naj.

Ma teraz czterdzieści lat i bywa czasem agresywna. Sytuacja z kelnerem w restauracji. Wybuchła kłótnia. Przyjechała policja. Wituś, boyfriend, uciekł. Na dnie.

Dostała lanie na „good morning”. Poprawkę na „good afternoon”, na „good night”… i na wszelki wypadek na „see you soon”. Żeby jej się nie wydawało, że jak sprząta i jest Polką w Ameryce… by nie ściągała nosem chmur.

Mieszka na południu Chicago w nieciekawej dzielnicy. Ze swoim Witusiem. Wituś pewnego dnia oznajmił jej, że „nie będzie pracował” bo on się już w życiu narobił… Zapracował na odpoczynek w tej, jak sam określił, Chameryce. Zapracował na to, by zmusić Wiesię do tego, by pracowała na Niego. Czemu nie?

„Przegrać życie w Ameryce? Też opcja… Przegrać…” – Wiesia zaciąga się papierosem. Unosi się dym. „Ty jesteś młoda” – mówi – „Masz jeszcze szansę… posłuchaj…”

Wiesia przyjechała mając 20 lat. Jak wiele. Jak większość. I jak większości i jej uderzyły bąbelki do głowy. Upiła się szampańską Ameryką.

Powodzenie? „O raaaany. Ilu ich było.” Każdy pragnął się spotykać z piękną dziewczyną. Wysoka, smukła, gęste włosy. Inteligentna? Być może. Życie pokazało jednak, że nie wystarczająco. Bo Ameryka powinna nauczyć „jak myśleć o sobie”, nauczyć pokory i tego ze uroda to często nie wszystko. Wychodziła do klubów, dyskotek. Mężczyźni stawiali drinki. Miała ciuchy i figurę. „Bo Polki są naj”- mawiała. „Najładniejsze, najzaradniejsze, najmądrzejsze…” Imponowało jej. Spojrzenia dwudziestolatków, ich zaczepki. Dojrzali panowie oferowali sponsoring. Czasami jakieś ostrzejsze propozycje. Była jak bogini. „Moja Afrodyta” – mawiał Wituś. A ona dumnie kładła głowę na jego ramieniu. Uciekło.

Życie przeciekło pomiędzy palcami. „Ten cholerny czas za szybko tu biegnie…” – wzdycha. „Myślisz że tylko tutaj?” – pytam zaczepnie. Uroda zniknęła. Nie pozostało nic. Tylko dwadzieścia lat wyrwanych z pamiętnika. „Zmarnowałam życie w Ameryce, bo wydawało mi się…” – uśmiecha się pokazując braki w uzębieniu. Wituś kiedyś ją uderzyl. Darmowy dentysta.

Poznała go na dyskotece. Miał gadane, miał czerwony samochód, „fajnie” się ubierał. Co więcej trzeba pięknej dwudziestolatce? Zakochać się. I się zakochała. Obiecywał. „Będziesz miała wszystko. Samochód, dom, ciuchy… Będziesz żyła jak królowa. Kocham Cię!” Została z nim. Bez gwarancji bezpieczeństwa – ślubu. Tak jest lepiej. Czas mijał. „Ameryka Ci to odbiera.” – śmieje się – „poczucie przemijalności”. „Przestań myśleć, że któregoś dnia BĘDZIE lepiej. Zrób coś.”

Pracowała jako kelnerka. „Na początek” – myślała. „Kiedyś pójdę do szkoły. Będę wykształcona. Żeby w Polsce myśleli, że do czegoś doszłam”. „Nie odkładaj nic do jutra” – mówi. Czas mijał. Od świąt do świąt. Mijały lata, na szkołę nie było nigdy czasu. Były ważniejsze sprawy. Wyjścia z Witusiem, który coraz częściej zaglądał do kieliszka. I praca, i praca, i praca. Dała Bozia dziś, da i jutro… Dobiła 35 lat. Już nie pracowała jako kelnerka w drogim nocnym klubie. Podaje śniadania w kawiarni, gdzie każdego ranka staruszkowie zostawiają parę drobnych.

Już nie jest taka ładna. Już nie jest pierwszej młodości. „Wituś, ale ten czas ucieka… pamiętasz jak się poznaliśmy?”. Ale Wituś nie ma czasu na bajery. Jest głodny.

„I naucz się myślec o sobie. Bo nikt nie zrobi tego za Ciebie”. Koleżanki w Polsce mają już dzieci. Niektóre dwójkę. Marta jest pielęgniarką. „Ma takiego przystojnego i dobrego męża” – wzdycha -” A przecież to ja ładniejsza i niby mądrzejsza. Życie jest brutalne? A może trzeba pomyśleć” – ironizuje.Nie ma ubezpieczenia. Nie ma oszczędności. Nie odkładała na składki emerytalne. Nowe sukienki i kosmetyki były ważniejsze. Przecież zawsze będę młoda i silna i ładna.

Mając dwadzieścia lat myślisz o tym, co będzie za kolejne dwadzieścia? Ona nie. Myślisz o tym, by wyjść do klubu? Znaleźć chłopaka, który postawi drinka i odwiezie dobrym samochodem. Ty pokażesz kawałek ciała, a on może zaprosi Cię na kolację i może „mylnie” potraktuje to jako pozwolenie do ściągniecia ci majtek. Może, a może nie. Mam nadzieję, że nie. Bo łatwiej jest znaleźć kogoś, kto „podobno” spełni Twoje marzenia? Za jaką cenę? I czy jest tego warta?

Wiesia mówi że nie ma nic. Wyszła z aresztu. Nie miał kto za nią zapłacić. Nie ma pieniędzy na „rent”. Wituś uciekł z restauracji, ale bardzo za nią płakał. Jest poobijana i nie moze iść do pracy. Nie ma dzieci. Nie ma nic. Nadzieję? Może, ale czy nie za mało? Nie za późno? Nigdy nie jest za późno. „Ja zmarnowałam życie w Ameryce. Nie pozwól by Ciebie spotkalo to samo. Ja też byłam piękna i młoda” (…)

………………………………………………..

Aneta. 32 lata. Kiedyś w Polsce cicha myszka. „Mól książkowy” – wspomina siostra – „Lubiała dużo czytać. Była inteligentna. I ładna. Tylko jakaś taka… nieśmiała zawsze. „Przyjechała do siostry, ustawionej w Stanach świeżej mężatki. „Bo w Ameryce taki dobrobyt”. Jej też miało się udać. Miało. Miała pójść do szkoły. Chciała się uczyć. Miała ambicje. Wszystko w czasie przeszłym. Bo nie miała wystarczająco oleju w głowie? Bo kolejnej dziewczynie uderzyły bąbelki? Bo to Ameryka PODOBNO zmienia?

Z początku to był dla niej szok. Nagle mężczyźni zaczęli się nią interesować. A o to w Stanach wyjątkowo łatwo, gdy jest się szczupłą i proporcjonalną. Patrzę na zdjęcia. „Wiesz… ja bym jej teraz nigdy nie poznała”… Książki poszły w bok. Nie ma rodziców, nie ma kontroli. Jest natomiast głupi wiek dwudziestu lat na pograniczu wolnej dorosłości. I znowu dyskoteki. Chyba żeby pokonać nieśmiałość zaczęła coś brać. Odważniejsze ciuchy nie czynią cię cwańszym w środku. Tabletka może pomóc. Na chwilę. Pracowała. Praca w biurze była źródłem sporych przychodów.Wymagała odwagi. Połączona ze sprzedażą, w tym z zyskiem od sprzedaży. A tam trzeba odwagi, tupetu.

Jak na jej wiek zarabiała dobre pieniądze. Za nie wynajmowała mieszkanie i kupiła samochód. Wolność w Ameryce smakuje wyśmienicie. Status jakiego nie miała nigdy w Polsce. Tam, w podwarszawskiej miejscowości wszyscy mówili „ale się ustawiła w tej Ameryce”. Nie przejmuj się tym, co mówią ludzie. Nie rób nic pod ich dyktando. Rób tak, by to Tobie było dobrze z sobą. (…) Banały. Puste frazesy. Szkoły nigdy nie było. Pojawiło się dziecko. Przypadkiem i za wcześnie. Siostra pomogła, ale dziewczyna nie była gotowa. Zabawa i praca. Nie życie rodzinne. Gdzie ta dziewczyna? Ta dobra, spokojna, miła dziewczyna? Tu jest Ameryka i każda wymówka była dobra. By nic nie robić. Nie ma czasu. Nie ma pieniędzy… Kiedy? Właśnie kiedy, jak nie teraz?

Pewnego dnia spowodowała wypadek. Wtedy wyszło na jaw. Była pod wpływem narkotyku. Odwyk i kupa długów. Podrabianie czeków… Jej córka ma teraz pięć latek i jest urocza. Mama ją kocha, ale jest słaba. Za słaba. Zbyt wcześnie rzucono na jej barki dorosłość. Zachłysnęła się nią. Jej siostra ma teraz przybraną córkę. A mogło być trochę inaczej… Popełnić błędy, które później zostawiają blizny na całe życie jest łatwo. Zbyt łatwo.

……………………………….

Martyna miała 25 lat. Przyjechała jak każda. Z marzeniem, że podbije Amerykę. Swoją wyjątkowością. Że się czegoś dorobi. To nic, że nie znała języka. To nic, że w szkole miała niemiecki. Dyplomowana absolwentka polonistyki na Krakowskiej Akademii Pedagogicznej. Uwielbiała dzieci. Z początku nie było łatwo. Ten język.

Sprzątała. Było naparwdę ciężko. Niezwyczajna do pracy, raczej do studenckiego trybu zycia, czytania książek nie mogła pogodzić się z codzienną harówką. Po pewym czasie przyjechał do niej jej chłopak, Marek. Uwielbiał ją. Była jego muzą, księżniczką. On wrażliwy, spokojny, a jednocześnie wygadany i inteligentny. Pracowity. Szybko odnalazł się w nowym otoczeniu, postarał się nawet o sponsorowanie przez pracę.

Ona wkrótce nauczyła się języka, zmieniła posadę. Zaczęła opiekować się dziećmi. Zarobki były niezłe. Stać ją było na wynajęcia nowego mieszkania i zakup samochodu. Kolejna dwudziestokilku-latka nie myślała o ubezpieczeniach, podatkach i składkach emerytalnych. „Przecież taka młoda jestem i mam na to czas…” Własnie. On ją uwielbiał. „Moja mała Martynka” – mawiał. Chciał się ożenić. Ona nie była pewna. Ktoś z papierami by się sprzydał. Wiadomo, najlepiej jakiś bogaty Amerykanin… Ociągała się.

Do momentu. Poznała chłopaka – Amerykanina. Czarujący, nawet przystojny „komputerowiec”. I najważniejsze. PAPIERY. Rzuciła Marka. Minęły kolejne dwa lata. Marek cierpiał. Prosił, by wróciła. Chemia miłosci nie trwa jednak wiecznie. Poznał kogoś, bo ileż można kochać i czekać? Na dzień dzisiejszy jest żonaty. Szczęśliwy. Za miesiąc przyjdzie na świat jego pierwsze dziecko. Kupił dom, ma dobrą pracę i zieloną kartę. Martynę wspomina z sentymentem. Ale to była przeszłość i jej decyzja. To ona chciała kogoś z papierami.

Martyna rozstała się ze swoim informatykiem. Rzucił ją. Amerykański tryb życia i zamiłowanie do fast foodów sprawiło że dziewczyna sporo przybrała na wadze stając się żywą reklamą swojego stylu żywienia. Informatyk rzucił ją dla młodszej, drobnej blondynki, Polki zresztą. Kolejnej marzącej o papierach… Kiedy dowiedziała się że Marek jest żonaty przeszła załamanie. Ale sama wybrała. Teraz spotyka sie z jakimś Polakiem. Ma 38 lat i choć tak bardzo kocha dzieci, nie stać jej na własne. Poza tym… z kim? Pojawiły się problemy zdrowotne. „Te wszystkie lata zleciały jak jeden dzień. I co mam? Nic.” A czas leci.

Tak łatwo jest powiedzieć. Zastanowię się nad tym jutro. Tak łatwo powiedzieć jestem młoda i mam na to czas. Jestem ładna i zaczekam na mężczyznę na którego zasługuję, najlepiej bogatego i z obywatelstwem. Zbyt łatwo. Te parę dziewczyn mogło być teraz naprawdę szczęśliwe. Niewłaściwie rozegrały partią zwaną Ameryką. Chciały pójść i poszły na łatwiznę. Tu nie ma nic łatwo. I nie ma nic za darmo.

Jak będzie z kolejnymi 20-latkami? Takimi, jakie mijamy w sklepach, przy kasach, czy w parkach przy opiece nad dziećmi? O ładnych buziach i delikatnych słowiańskich rysach, którymi się tak wszyscy zachwycają? Jak poradzi sobie kolejne pokolenie 20-letnich Polek w Ameryce? Coś zmieni?Zacznie myśleć? Inwestować w siebie? Przestaną łudzić się, że uroda i młodość to aż nadto? Wezmą się w garść i pokażą, że Polka potrafi dużo więcej niż tylko ugotować i dobrze wyglądać? Sprzątać i opiekować się cudzymi dziećmi? Że potrafi coś więcej niż tylko dobrze się sprzedać za niską cenę?Nie wiem. Czasy się zmieniają. Wiem. Ale ludzie? Nigdy? „Bo byłam piękna i młoda… I miałam tyle lat co Ty.

Uważaj. Czas tu przecieka między palcami. Zaciśnij pięść. BO WARTO. A Polki i tak są NAJ.”

Źródło

Grudzień 4, 2007 - Posted by | Inne | , , , , ,

2 komentarze

  1. jak to mówią… prawdziwa miłość jest wtedy, gdy kocha się ”mimo wszystko”, a nie ”za coś”.

    Komentarz - autor: dc | Grudzień 5, 2007

  2. tak prawdziwa milosc jest „mimo wszystko” a nie „za cos”. Mialem taka dziewczyne. Inny mial wiecej -_- a ja jak glupi sie zastanawialem o co chodzi…

    Komentarz - autor: LL cool L | Styczeń 27, 2008


Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: