Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Gniew

Przeprowadzam się z dysku na dysk, i przeglądając dane które mi się uzbierały trafiłem na taki oto fragment jakiegoś tekstu (zapomniałem skąd to mam ; ), myśle że jest interesujący…

Ograniczanie potencjalnych możliwości własnej osobowości.

Jeśli będziemy postrzegani jako osoby przesadnie ugrzecznione, nie będziemy mieli prawdziwych i szczerych stosunków z innymi ludźmi. Większość z nas dużo łatwiej jest zaprezentować wrogie uczucia wobec osób, o których wiemy, że potrafią być równie „zadziorne”. z własnego doświadczenia wiem, że muszę wznieść się na wyżyny swoich asertywnych możliwości, aby wyrazić gniew w stosunku do osoby, która ukrywa prawdziwe uczucia za maskującym uśmiechem. Prawda jest taka, że wielu ludzi, którym obce są zachowania asertywne, ma tendencje do ukrywania lub deprecjonowania swojego uczucia złości.
Jeżeli w oczach innych będziemy zbyt mili i grzeczni, aby można powiedzieć nam przykrą prawdę, zostaniemy często pozbawieni cennych informacji i naszym zachowaniu, wyglądzie lub pracy. Sami, jakkolwiek będziemy czujni i krytycznie nastawieni do siebie, nie jesteśmy w stanie zauważyć wszystkich swoich złych przymiotów i nawyków. Wszyscy potrzebujemy szczerych kontaktów, pozytywnych i negatywnych informacji o sobie samych, gdyż są to jedne z ważniejszych czynników warunkujących prawidłowy rozwój potencjalnych możliwości.

Utrata intymnych związków

W jaki sposób możemy być zrelaksowani i spontaniczni, jeśli ukrywamy część naszych prawdziwych uczuć? Jak ktoś może nas naprawdę pokochać, jeśli przez cały czas widzi tylko pewne aspekty naszego charakteru? Ujawnienie swoich uczuć jest zasadniczym warunkiem udanych związków międzyludzkich: im bardziej je ukrywamy, tym płytsze są nasze przyjaźnie i kontakty. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób świadomie unika zbyt osobistych związków. Jednakże z drugiej strony wiem, że równie wiele bezskutecznie czeka na choć jedna prawdziwa przyjaźń w życiu. Wiele moich pacjentów uskarża się na samotność, mimo iż posiadają oni licznych „dobrych” przyjaciół i znajomych. Niestety, w tym wypadku, jak rzadko gdzie, ilość nie idzie w parze z jakością. Mimo iż jestem świadoma, że związki szczere aż „do szpiku kości” nie dla wszystkich muszą być wygodne, uważam też, że dla wielu osób byłoby podstawą wspaniałego i ekscytującego życia.

Ograniczanie uczuć i emocji

Ograniczając swoje możliwości wyrażania gniewu, stopniowo doprowadzamy się do stanu, w którym praktycznie żadne uczucia nie są już możliwe. Zjawisko to często nazywa się „efektem fortepianowym”, gdzie wciśnięcie pedału powoduje wytłumienie wysokich i niskich tonów. Kiedy odcinamy się od gniewu, odcinamy sobie również możliwość doznania uczuć ekscytacji, podniecenia, fascynacji. Możemy nagle przestać dostrzegać piękno nadmorskiego zachodu słońca, rozkoszy słuchania wspaniałej muzyki lub przyjemności spożywania aromatycznego i wykwintnego dania. Jeśli sądzisz, że wystarcza Ci życie na „równym poziomie”, bez wzlotów i upadków emocjonalnych, musisz uważać, aby twój „pedał uczuciowy” nie zablokował się któregoś dnia w dolnym położeniu, gdyż wtedy będzie Ci niezwykle trudno wykrzesać z siebie choćby najmniejszą iskrę zainteresowania, zaciekawienia lub podekscytowania. Moi pacjenci często mi opowiadali (oczywiście w zaufaniu), że nawet wymarzone wakacje, długo wyczekiwane przyjęcia urodzinowe, romantyczne obiady przy blasku świec, zdane egzaminy czy urodziny wnucząt są dla nich zwykłymi, szarymi wydarzeniami, niczym nie różniącymi się od codziennego życia.

Ograniczanie możliwości seksualnych.

Choć brzmi to może zaskakująco, ale w rzeczywistości niewielka jest różnica pomiędzy fizjologicznymi stanami gniewu i pobudzenia seksualnego. Naukowcy odkryli, że w obu procesach istnieje aż czternaście zmian o podobnym przebiegu, a tylko cztery różniące. Tak więc jeśli powstrzymujemy się od wyładowania gniewu, jednocześnie hamujemy procesy niezbędne do pobudzenia seksualnego. Oznacza to, że kobieta może stać się oziębła, a mężczyzna – nawet impotentem w stosunku do swych partnerów, którzy w normalnych warunkach wzbudzaliby zainteresowanie, naznaczone pożądaniem.
Utrata spontanicznych emocji i uczuć może mieć jeszcze dalej idące konsekwencje. Własna psychikę możemy tak ukształtować, że aby wprowadzić się w stan seksualnego pobudzenia, będziemy musieli używać sztucznych bodźców w postaci alkoholu, narkotyków lub wyszukanych perwersji. Nie twierdzę oczywiście, że gniew jest źródłem wszystkich problemów seksualnych. Jednakże skrywane negatywne uczucia do swojego partnera, których pełna świadomość następuje zazwyczaj dopiero w czasie terapii, bardzo często towarzyszą kłopotom w tej sferze.

Obłuda i fałsz

Jeśli przez kilka lat uciekaliśmy od uczucia gniewu, możemy znaleźć się w takim stanie, w którym uwierzymy, że nie przejawiamy żadnych „złych” zachowań. W ten sposób wytworzymy bardzo wypaczony obraz samych siebie. Za przykład niech nam posłuży zagadnienie seksualności.
Społeczeństwo nasze od wieków uważa, że pożądanie seksualne należy do grupy nagannych emocji. Z tego też powodu wiele osób za wszelką cenę stara się utrzymać w ryzach zachowania związane z pobudzeniem erotycznym. Po jakimś czasie osoby te dochodzą do przekonania, że są zbyt „seksowne”, w rezultacie czego uczucie miłości, przywiązania lub satysfakcji próbują zdobyć metodami bardziej akceptowanymi przez społeczeństwo. Są przesadnie opiekuńczy i uczynni (metoda „kobieca”?). lub zapracowują się od świtu do nocy (metoda „męska”?).
Jeśli metoda ta okaże się skuteczna (a zdarza się to w wielu przypadkach) osoba aseksualna może zacząć postrzegać przyjętą metodę samoobrony jako coś w rodzaju dobrej „postawy obywatelskiej” i przypisywać jej wszystkie swoje sukcesy. Stąd jest już tylko jeden krok, aby zostać „kaznodzieją” i prawić kazania nt. własnej filozofii sukcesu. Najlepszym przykładem tego typu zachowań były chyba kobiety okresu wiktoriańskiego, dla których samo wypowiedzenie słowa „seks” w obecności swych córek nosiło znamiona przestępstwa. Uważały one, że kobieta, aby mogła być postrzegana za „dobrą” w oczach mężczyzn i Boga, musi poskromić, a jeszcze lepiej – całkowicie się wyzbyć swojej seksualności i gniewu. Jeszcze dziś wiele kobiet i mężczyzn płaci cenę za dalibóg wytworzenie podświadomych związków pomiędzy gniewem, złością i grzechem.
Oczywiście jest wiele innych przykładów zachowań wynikających z prób tłumienia „dzikich” zachowań naszej natury. Zajmiemy się nimi szerzej w rozdziale ósmym

Ograniczanie możliwości kariery i sukcesów finansowych

Wcześniej wspomnieliśmy już, w jaki sposób tłumienie uczucia złości niszczy fizyczna i twórczą energię oraz powoduje, że patrzymy na świat przez szare, czasami bardzo ciemnoszare!, okulary. Takie „widzenie” może pozbawić nas zarówno motywacji, jak i celu, który wyzwoliłby w pełni nasze potencjalne możliwości.
Nie twierdzę, że wszyscy chcą zostać multimiliarderami lub znaleźć się w pierwszej dziesiątce biznesmenów świata, ale wydaje mi się, że niejednemu z nas przydałoby się nieco więcej sukcesów, a już na pewno nieco więcej pieniędzy.
Spójrzmy w tym momencie na problem kobiet. Przez ostatnie kilka lat pracowałam z kobietami, które próbują wspinać się po drabinie sukcesu. W czasie zajęć z nimi okazywało się, że problem wyrażania przez nie gniewu odgrywa nietuzinkowa rolę. Badania dowodzą, że najwyższe stanowiska osiągają tylko te kobiety, które potrafią w bezpośredni sposób wyrazić złość. Te, które przestrzegają „tradycyjnie kobiecych” zachowań w postaci uśmiechów i płaczu, pozostają pod osławionym już dziś „szklanym sufitem”. Zdaję sobie sprawę, że istnieją również ekonomiczne i polityczne czynniki, które nie pozwalają kobietom osiągnąć szczytów kariery. Przesadna „grzeczność”, która również należy do czynników hamujących ich rozwój, jest jednak jak na razie chyba jedynym, który kobiety mogą same zmienić. Gdy tego dokonają, wyposażą się w siłę, która z pewnością dopomoże im przeprowadzić do końca rozpoczętą rewolucję.
Nawet jeśli nie jesteśmy i nie mamy zamiaru być obywatelami świata biznesu, czyż nie marnujemy naszych cennych i często skromnych zasobów tylko dlatego, że jesteśmy zbyt „grzeczni”, żeby powiedzieć „nie” osobom, o których wiemy, że nas wykorzystują? Sprawa ta nabiera szczególnego znaczenia przed świętami Bożego Narodzenia. Ileż to razy słyszę, że ktoś musi wysłać kartkę do znajomego, który tak w zasadzie nie jest żadnym znajomym, do rodziny, która dawno o nim zapomniała, lub do kolegi, którego po prostu nie lubi. Musimy zdać sobie sprawę, że kupując świąteczne kartki lub prezenty dla tego typu osób, w rzeczywistości jeszcze bardziej pogłębiamy w stosunku do nich wewnętrzne animozje!

Wykorzystywanie przez innych

Choć punkt ten znajduje się jako ostatni na mojej liście, nie znaczy to, iż jest on najmniej ważny – chyba że ktoś naprawdę chce wieść żywot męczennika licząc na wynagrodzenie cierpień w następnym życiu. Romantyczne mity mogą nas zwieść sugerując, że nie brak tych, którzy w życiu wybierają najprostsze rozwiązania, czyli oszukiwanie, manipulowanie i wykorzystywanie naiwnych.
Moje własne obserwacje potwierdzają, że ci, którzy złość próbują pokryć „uprzejmością”, wcześniej bądź później dochodzą do wniosku, iż są pokrzywdzeni przez cały okrutny świat, który nie potrafił docenić ich wysiłków. Oczywiście ich uczucia można określić mianem paranoidalnych, gdyż są one zupełnie nieuzasadnione: winę ponoszą tu sami poszkodowani. Po pierwsze ich „uprzejmość” przyciągnęła do nich ponad przeciętną liczbę oszustów i naciągaczy, a po drugie, o czym już wcześniej wspomnieliśmy, ich „grzeczność” uniemożliwiła im doświadczenie prawdziwych i głębokich przyjaźni z innymi osobami. Rzeczywistość jest taka, że „grzeczni” i „uprzejmi” są kimś w rodzaju chłopców do bicia zbierających cięgi od sprytniejszych lub bezczelniejszych. Nie potrafią oni na dłużej unieść ciężaru wyrządzonych im krzywd, w rezultacie czego stają się zgorzkniali, rozgoryczeni i obwiniają cały świat za zło, które ich spotkało.

Listopad 14, 2007 - Posted by | Człowiek

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: