Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Wojownicy wewnętrzni

Fragment książki „Żelazny Jan”:

(…)
Wewnętrzni wojownicy, o których mowa, nie są agresywni, nie najeżdżają cudzych granic; służą oni, ażeby bronić granic. Klasycznym przykładem może być Fianna, słynna drużyna wojowników broniących granic Irlandii. Fianna strzegła granic przez całą wiosnę i lato, by zimą powracać do domowych pieleszy.
Natomiast dziecko zazwyczaj nie ma takiej ochrony. Jeśli dorosły chce spoliczkować dziecko albo wepchnąć mu jedzenie do buzi – nie może liczyć na żadną obronę. Jeśli dorosły krzyczy na dziecko, naruszając przemocą granice jego słuchu – nic nie można na to poradzić. Większość rodziców narusza terytorium dziecka, kiedy tylko im się podoba, a dziecko starając się bronić za pomocą płaczu zostaje po prostu zignorowane.

Wszystkie dzieci chowają się głęboko w swoich psychicznych domkach czy zameczkach, i na tym terenie powinno się im pozostawić suwerenność. Kiedy rodzice naruszają tę suwerenność i przechodzą na wewnętrzne terytorium dziecka, czuje ono nie tylko złość, ale i poniżenie. Skoro nie przysługuje mu suwerenność – myśli – to musi być kimś bez wartości. Poczucie naszej małej wartości, niezasługiwania na miano pełnowartościowej istoty ludzkiej nazywamy wstydem. Znakomicie opisuje to uczucie Gershen Kauffman w swojej książce Shame (Wstyd), a Merle Fossum i Marilyn Mason w Facing Shame (Oko w oko ze wstydem) rozszerzają analizę Kauffman na dziedzinę źródeł i uwarunkowań wstydu w rodzinie.
Gdy nasi rodzice nie szanują naszego terytorium, ich brak szacunku wydaje się przygniatającym dowodem naszych braków. Policzek dlatego odczuwamy tak głęboko, że twarz stanowi faktyczną granicę naszej duszy, granicę, która została naruszona.
Jeżeli dorosły zdecyduje się przekroczyć granice naszej intymności seksualnej, nic nie możemy na to poradzić. Nasi wojownicy giną. Dziecko, oczekujące zwykle od dorosłych samych dobrych rzeczy, drętwieje w szoku i kamienieje w stanie wiecznego pohańbienia. Co gorsza, jedna agresja seksualna czy jeden policzek zwykle wiodą do następnych i wojownicy, nawet jeśli się ożywią, giną ponownie.
Kiedy chłopiec wychowuje się w rodzinie alkoholika, jego wojowników zmywa do rzeki potężny strumień wody i, bezsilnie walczących z prądem, znosi ich coraz dalej i dalej. Dziecko – czy to chłopiec, czy dziewczynka – izoluje się coraz bardziej i ma więcej wspólnego ze śnieżnymi gęśmi niż ludźmi. (…)
Nic dziwnego, że takie dziecko, gdy trochę podrośnie, chce mieszkać samo, poszukuje macierzyńskich kobiet, guru, systemów, nie chce się angażować. W starszym wieku, po trzydziestce, nadal będzie czuć swą bezbronność i nie potrafi się bronić przed innymi ludźmi rozwścieczonymi swoją własną bezbronnością.
Każda dorosła osoba albo starszy bart czy siostra, chcąc wejść do psychicznego pokoju dziecka, mogą to uczynić bardzo łatwo, ponieważ drzwi są pozbawione klamki od wewnątrz. Drzwi otwierają się za najlżejszym dotknięciem, narażając nas na nadmierne poufności matki, na upokorzenie ze strony ojca, na erotyczne pieszczoty ze strony starszych dzieci lub piastunki, na kazirodztwo, fizyczne lub psychiczne. Można by powiedzieć, że drzwi otwierają się tak łatwo dlatego, że klamka jest na zewnątrz.
Wczesna śmierć wojowników mężczyzny, jak mi się wydaje, nie pozwala dorosnąć tkwiącemu w nim chłopcu. Możliwe, że nie dopuszcza ona również do rozwinięcia się w chłopcu pierwiastka kobiecego. Wiadomo, że Dickens miał okropne dzieciństwo, a jego żeńskie postaci są na ogół sentymentalne i dziewczęce. Być może owe dziewczęce istoty są przedłużeniem jego skarłowaciałej kobiety wewnętrznej, której jego wojownicy nie potrafili ustrzec przed otaczającymi go przemocą i gwałtem.
Wewnętrzny chłopiec w „chorej” rodzinie może trwać w stanie poniżenia, zawodu i paraliżu przez całe lata. „Jestem ofiarą” – powtarza ciągle. I rzeczywiście tak jest. To samo utożsamienie z położeniem ofiary nie pozwala mu zamknąć drzwi do domu swojej duszy, narażając go na kolejne ataki. Większość dzisiejszych Amerykanów nie posiada tyle rozbudzonych czy ożywionych wojowników wewnętrznych, by móc skutecznie bronić swych duchowych granic. A większość ludzi, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, nie wie nawet, jak wyglądają prawdziwi zewnętrzni czy wewnętrzni wojownicy.
(…) koniec cytatu.

Myślę że fragment jest bardzo trafny.

Sierpień 10, 2007 - Posted by | Inne

Sorry, the comment form is closed at this time.

%d blogerów lubi to: