Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Nadopiekuńczy rodzice – krzywdziciele ;(

Jeśli jesteś rodzicem twoim zasranym obowiązkiem jest przeczytać poniższy tekst od deski do deski i wykuć go na pamięć !

Tekst jest ze strony pod adresem:


Kochanie! Ja wszystko za ciebie zrobię
Paweł Karpowicz

Karmisz swojego siedmioletniego syna, sznurujesz mu buty i nosisz za niego tornister? Nie ma się czym chwalić! Choć czasem nadmierna troska o dziecko wydaje się zdrowa i potrzebna, to tak naprawdę powoduje konsekwencje równie groźne jak skutki zaniedbywania lub manipulacji dzieckiem.

Jak to możliwe, że dorosły mężczyzna nie może podjąć decyzji, dokąd jechać na urlop: w góry czy nad morze? Rozmawia z rodzicami, pyta znajomych, zastanawia się i wciąż zmienia zdanie. W końcu nigdzie nie wyjeżdża i całe lato spędza w mieście.
35-letnia kobieta nie potrafi wybrać sukienki, którą włoży na przyjęcie. Godzinami zastanawia się „jasna czy ciemna, kremowa czy beżowa?”. W końcu podejmuje decyzję, ale w taksówce dopadają ją wątpliwości. Ma ochotę wrócić i przebrać się, jednak jest już późno. Wchodzi na przyjęcie zażenowana, a kierowane na nią spojrzenia odbiera jako krytyczne. Myśli, że na pewno jest źle ubrana, a inni to od razu dostrzegają…
Dlaczego niektórzy ludzie mają tak duże problemy w samodzielnym decydowaniu o swoim życiu? U źródeł opisanych postaw tkwi z reguły niska samoocena, niskie poczucie własnej wartości, brak pewności i wiary w siebie. Niestety, najczęściej „zawdzięczają” je rodzicom, którzy byli nadopiekuńczymi wychowawcami.

Ciągle cię obserwuję

Babcia przyjeżdża na wczasy z dwójką wnuków. Marcin ma pięć lat, Adaś osiem. Młodszy zjadł coś nieświeżego i drugiego dnia po przyjeździe ma biegunkę. Babcia gotuje owsiany kleik. Jej troska posuwa się do tego, że karmi Marcina łyżką, choć chłopak nie jest na tyle słaby, by nie mógł zrobić tego sam.
Zachowania rodziców i innych dorosłych odpowiedzialnych za wychowanie dziecka, u których dominuje postawa nadopiekuńcza, rozmijają się ze wskazaniami, jak budować poczucie własnej wartości u dzieci. Psychologowie amerykańscy Eugene Anderson, George Redman i Charlotte Rogers – autorzy książki Pewne siebie i szczęśliwe dziecko – wymieniają pięć zasad, których powinni przestrzegać rodzice i wychowawcy, aby dziecko wierzyło w swoje możliwości: słuchaj i przyjmuj myśli i uczucia dzieci; organizuj sytuacje tak, by dzieci doświadczały poczucia sukcesu, a nie porażki; stwarzaj dzieciom możliwości świadomego sprawowania kontroli nad własnym życiem; wzmacniaj dzieci, by czuły się kochane i zdolne; kształtuj pozytywny obraz siebie samego w oczach dzieci.
Tymczasem wielu rodziców trzyma dzieci pod kloszem, wyręcza je w sytuacjach, w których same mogłyby sobie poradzić. Ich nadopiekuńczość powoduje brak dostatecznej wolności w wychowaniu. Mimo że czasem nadmierna troska o dziecko wydaje się zdrowa i potrzebna, to tak naprawdę jest to zjawisko równie groźne jak zaniedbywanie lub manipulacja dzieckiem.
Nadopiekuńczość związana jest z brakiem jasnych i zdrowych granic u osoby dorosłej. Matki nadmiernie opiekujące się dziećmi wywodzą się zazwyczaj z rodzin, w których nie można było określić własnego terytorium fizycznego i psychologicznego. Pewien mężczyzna opowiadał mi, że w jego domu nie wolno było zamykać drzwi do pokoi, by dorośli mogli obserwowali, co robią dzieci. W wieku dorosłym uzależnił się od alkoholu.
Niektóre rodziny (szczególnie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku) żyły w trudnych warunkach mieszkaniowych. Rodzice spali z dziećmi w jednym pokoju. Brak oddzielenia terytorium w mieszkaniu często pociągał za sobą negatywne następstwa psychologiczne.
Nadopiekuńczość matek może wynikać również z ich doświadczeń w rodzinie pochodzenia. Z powodu wczesnej śmierci któregoś z rodziców musiały, mimo młodego wieku, wziąć odpowiedzialność za rodzinę. Tę postawę – nadmiernej odpowiedzialności i opiekuńczości – przenoszą po latach na własne dziecko.

Panuję nad tobą

W rodzinach, gdzie brakuje jasnych i wyraźnych granic, rozmyta zostaje indywidualność jej członków. Identyfikacja „my” dominuje nad „ja”. Nadopiekuńcze matki w dzieciństwie nie miały okazji doświadczać odpowiedzialności za swoje myśli, uczucia, działania. Nie miały zdrowych wzorców we własnych rodzicach. W takich rodzinach dorośli przypisują dzieciom – na zasadzie projekcji – własne uczucia, myśli i potrzeby.
Ten styl wychowania, jeśli przyjmie formy skrajne, może prowadzić u dziecka w późniejszych fazach życia do zaburzeń psychicznych, depresji, a nawet do psychozy. Nadopiekuńcza postawa daje dorosłym poczucie siły i panowania nad drugą istotą ludzką. Satysfakcji płynącej z siły i władzy najprościej i najłatwiej można doświadczyć w relacji z dzieckiem – bezbronnym i zależnym od dorosłych.
Oczywiście, sama władza rodzicielska nie jest z założenia czymś złym, wręcz przeciwnie: jest niezbędna! Jednak w nadopiekuńczym stylu wychowania dorośli regularnie nadużywają władzy rodzicielskiej, nadmiernie kontrolując dziecko i manipulując nim.

Ośmioletni Jacek chce pójść do Zbyszka, kolegi, który mieszka w tej samej klatce schodowej. Umówili się rano w szkole, że Jacek przyjdzie do niego po obiedzie i będą się bawić. Jacek rozmawia na ten temat ze swoją matką.
– Mamo, Zbyszek dostał od rodziców nową układankę i chce mi ją pokazać. Mogę do niego pójść po obiedzie?
– Ciągle do niego chodzisz. Czy ty nie przeszkadzasz jego rodzicom?
– Mamo, Zbyszek to mój najlepszy kolega. Mogę do niego pójść?
– Jak odrobisz lekcje.
Jacek siada do lekcji. Po 40 minutach ponownie pyta matkę o pozwolenie. Ta odpowiada: – Teraz jest już za późno. Zaraz wróci z pracy tata i pojedziemy we trójkę na zakupy.
Opisana sytuacja rani dziecko i uczy je, że nie może polegać na dorosłych, ani im ufać. Matka konsekwentnie posługuje się manipulacją, począwszy od argumentu, że odwiedziny syna są kłopotliwe dla rodziców kolegi. Następnie udziela pozornej zgody na wyjście syna, by na końcu postawić go przed faktem dokonanym – musi jechać z nią i ojcem na zakupy. Dziecko w takiej sytuacji przeżywa złość, żal i rozczarowanie.

Jesteś moją własnością

Najgroźniejszym aspektem postawy nadopiekuńczej jest traktowanie dziecka jak swojej własności. W ten sposób dorosły odbiera drugiej ludzkiej istocie szacunek i godność. Mówiąc: „Jestem twoją matką i zrobisz to, co ci każę. Nie masz tutaj żadnego głosu”, spycha dziecko na pozycję osoby zniewolonej.
Niemal codziennie w życiu sześcioletniej Dorotki powtarza się taka sytuacja: – Dorotko, chodź na obiad! – woła mama. Dorotka zapewnia mamę, że nie jest jeszcze głodna. – Dziś jest pyszna zupka, kotlecik i słodki deser – matka nie daje za wygraną. Córka próbuje ją przekonać, że jeszcze nie chce jej się jeść, ale w końcu słyszy: – Nic nie jadłaś od śniadania. Na pewno jesteś głodna. Zobaczysz, będziesz słaba i chora, jeżeli będziesz mało jeść.
Komunikacja podąża tutaj w jednym kierunku. Matka nie zauważa i nie szanuje uczuć i myśli dziecka. Nie słucha, co córka do niej mówi. Mało tego, matka posługuje się emocjonalnym szantażem i obciążającą przepowiednią: „będziesz słaba i chora”. Takie negatywne afirmacje często rzutują na życie dziecka. Matka Dorotki narusza zasady określające kształtowanie u dziecka poczucia własnej wartości, bo sygnalizuje córce, że nie jest w stanie sprawować kontroli nad własnym życiem. Dorosły opiekun powinien rozpoznać potrzeby dziecka we właściwy sposób. Kiedy mówi, że nie jest głodne, warto zaufać temu przekazowi i stworzyć dziecku szansę, by rozpoznawało sygnały swego organizmu. W ten sposób bowiem uczy się zaufania do siebie samego i stopniowo przejmuje kontrolę nad własnym życiem. Dorosły powinien rozpoznawać, uznawać i wzmacniać potrzeby dziecka. Do tego niezbędne jest otwarte i uważne słuchanie.

Zawsze jesteś dzieckiem

Rodzice o postawie nadopiekuńczej wiążą swoje dzieci nieraz na całe życie. Pierwotnie dziecko jest całkowicie związane z matką. Kobieta ciężarna i dziecko w jej łonie, to niemal jeden organizm. Wraz z narodzinami rozpoczyna się proces separacji, najpierw fizycznej, potem psychicznej, bowiem dziecko ma się przekształcić w autonomiczną, niezależną i samodzielną istotę. Noworodek, a potem niemowlę potrzebuje bardzo bliskiego kontaktu fizycznego i emocjonalnego z matką. W prawidłowym procesie separacji dziecko stopniowo oddziela się od matki, uczy się korzystać z pozytywnych uczuć, opieki i wsparcia innych bliskich osób: ojca, dziadków, krewnych, rodzeństwa, a później rówieśników.
Gdy z jakiegoś powodu proces separacji jest zahamowany, wówczas pomiędzy matką a dzieckiem przez całe życie utrzymuje się pierwotna więź. Dziecko nie jest w stanie wydorośleć. Najczęściej w procesie separacji przeszkadzają: wysoki poziom lęku matki, uwarunkowany jej przeszłymi doświadczeniami, problemy w trakcie ciąży i porodu (ciąża zagrożona, nieodpowiednie ułożenie płodu, poród kleszczowy, poród przedwczesny), postawa ojca (nie umie stworzyć matce i dziecku dostatecznego poczucia bezpieczeństwa), śmierć poprzedniego dziecka (matka przenosi lęk na następne dziecko), niedojrzałość emocjonalna matki, brak właściwej relacji małżeńskiej między kobietą i jej mężem (matka przenosi swoje niespełnione uczucia na dziecko).
Nadopiekuńczy styl wychowania prowadzi do tego, że dziecko opóźnia się w rozwoju emocjonalnym oraz społecznym. Jego emocje dojrzewają zbyt wolno i jest ciągle zależne od matki. W okresie przedszkolnym i szkolnym napięcie psychiczne u takiego dziecka może objawiać się somatycznie – dziecko pod kloszem często choruje. W wieku dojrzewania czuje głównie lęk, niepewność i niezdecydowanie. Dziecko boi się wchodzić w otwarte kontakty z rówieśnikami. A jako człowiek dorosły doznaje często nieracjonalnych napadów paniki.

Lepiej ja to powiem…

Jedną z form nadopiekuńczych zachowań jest mówienie za dziecko. Oczywiście, w okresie niemowlęcym, gdy nie potrafi ono jeszcze mówić o swoich potrzebach, dorosły intuicyjnie wyczuwa i domyśla się, czego maluch potrzebuje. Kiedy dorasta, potrafi sam dość precyzyjnie określać własne potrzeby: gdy przekracza trzeci rok życia wypowiada się już zdaniami, a tym bardziej w wieku 5-6 lat. Dorośli powinni konsekwentnie wspierać samodzielność dziecka. Niestety, często jesteśmy świadkami sytuacji, gdy dorosły, szczególnie matka, nie daje dziecku szansy na wyrażenie własnych myśli:
Matka jest na spacerze z sześcioletnim synem. Spotyka znajomą.
– O jak Krzyś urósł! Dawno go nie widziałam. Ile masz lat? – pyta znajoma.
– Sześć – odpowiada matka.
– To wspaniale, a chodzisz do przedszkola?
– Tak, chodzi – zapewnia mama Krzysia, nie dając dziecku szansy na odpowiedź. Pytanie jest kierowane do dziecka, ale odpowiada matka. Staje się ona „ustami dziecka”.

… i zrobię za ciebie!

Nadopiekuńczy rodzice nie potrafią wdrażać swych dzieci do podstawowych obowiązków. Choć syn ma sześć lat, oni nadal go myją, ubierają, sznurują mu buty i karmią go. Dziecko w tym wieku powinno już samo radzić sobie z tymi czynnościami. Niektóre matki czerpią jednak niezdrową satysfakcję z wyręczania dziecka. Często tworzą koalicję z dziadkami dziecka. Dochodzi do tego, że dziadek niesie za wnuka tornister z książkami w drodze do szkoły! W ten sposób dorośli pozbawiają dzieci „rączek i nóżek”, uczą bezradności.
Taka zaburzona postawa rodzica, a szczególnie matki, przyjmuje niekiedy formy karykaturalne:
Kobieta przyjeżdża do innego miasta, gdzie studiuje jej syn. Odwiedza go w domu studenta. Nie zastaje syna, lecz są jego koledzy. Pod nieobecność syna robi w tym pokoju porządki.
Nadopiekuńczość to nie tylko styl wychowania małego dziecka, lecz problem rozciągający się na resztę życia. Skutki takiej postawy rodziców oddziałują na wiele postaw i zachowań dorosłych ludzi. Takie osoby są bardziej podatne na choroby somatyczne i zaburzenia psychiczne. Dlatego tak ważne jest, by młodzi rodzice zdawali sobie sprawę, że wyręczając swoje dziecko na każdym kroku, krzywdzą je.


Tu tekst w pdf, aby wydrukować i dać do czytania matce:

Czerwiec 5, 2009 - Posted by | Inne

3 komentarzy

  1. moja matka to „Ciągle cię obserwuję” , ojciec „Jesteś moją własnością” … ja dla swojego dziecka „… i zrobię za ciebie!” … dzięki za ten tekst, to wszystko czułam a tu proszę, już to nazwano … ;)

    komentarz - autor: chatka puchatka | Czerwiec 5, 2009

  2. Moi rodzice potrafili wprowadzic sie do tego samego bloku co ja – juz mezatka, zeby miec mnie wciaz pod kontrola (oni nazywali to: jak bedziesz potrzebowala pomocy przy dzieciach itp to bedziemy pod reka – ale ukryte motywacje byly zupelnie inne). Po smierci ojca matka tak manipulowala moim poczuciem winy i potrzeba czasowej pomocy przy dzieciach – ze zamienilam nasze dwa mieszkania na jedno wieksze (przy byle okazji matka wypominala mi ze to ja ja wmanipulowalam w te zamiane – a szczerze mowiac mnie sie to wcale nie usmiechalo, moje malzenstwo sie rozpadalo itp a zamiana tylko przedluzyla agonie bo i tak sie rozwiodlam) i kontrola trwala az do mojego wyjazdu na stale za granice (chyba kolejna ucieczka przed kontrola matki).
    Jako dziecko po raz pierwszy pojechalam do miasta sama jak… skonczylam podstawowke. Nie wolno mi bylo samej jezdzic komunikacja miejska ani oddalac sie bez wiedzy rodzicow i zatwierdzenia (wyrazenia zgody) np pojscia do kolezanki mieszkajacej kilka ulic dalej. Zdaniem mojej matki kolezanki to glupoty no i doskonale wyjasnienie gdy skarzylam sie na mobbing w szkole (umycie rak, nie angazowanie sie w moj problem – sama sobie jestes winna, po co zadajesz sie z kolezankami, widzisz co z tego masz). Laskawie pozwalala – ale wypominala przy byle „niesubordynacji”: pozwolilam ci isc do Hanki a ty tak sie zachowujesz itp itd.
    Jedzenie MUSIALO BYC zjedzone – czy jestem glodna czy nie. Nie mialam prawa czegokolwiek nie lubic. Talerz mial byc czysty.
    Przez wiele lat pozniej nie wiedzialam co lubie a co nie – a jesli juz odkrylam ze czegos nie lubie to automatycznie wlaczalo sie poczucie wstydu: jak smiesz nie lubiec? Chimery masz jak ksiezniczka, biedne dzieci dziekowalyby Bogu za takie luksusy a ty smiesz nie lubiec?
    Wlasciwie nawet do dzis nie mam sprecyzowanej „listy” czego nie lubie.
    Wlasny pokoj laskawie otrzymalam jak juz pracowalam i mialam oficjalnego narzeczonego – w wieku ok 20-21 lat. Do tego czasu spalam w jednym pokoju z rodzicami a prosby o udostepnienie mi wolnego pokoju ktory stal zamkniety byly oddalane stwierdzeniem ze mi sie w glowie przewraca i ze nie wiadomo co bym tam sama robila bo mam pstro w glowie.
    Pracujac (i studiujac wieczorowo – moglam dziennie ale chcialam pracowac i miec wlasne pieniadze, uniezaleznic sie bo slyszalam cale zycie: jak bedziesz zarabiac wlasne pieniadze to bedziesz mogla to czy tamto a teraz my cie utrzymujemy to masz sluchac i robic to co kazemy) musialam oddawac CALA wyplate z PASKIEM, matka sprawdzala czy sie zgadza (bralam czasem chwilowki ale i tak wiedzialam ze bedzie z tego awantura przy wyplacie) i udzielala mi na co potrzebowalam (po uprzedniej autoryzacji np: buty chcesz sobie kupic? A na co ci buty jak masz te jeszcze dobre, no i dostalabys te wyplate w swoje rece a na drugi dzien nic bys nie miala, nic bo bys wszystko na glupoty przepuscila). Ale zawsze sobie gdzies tam cos uszczknelam i mialam na papierosy czy kawe w kawiarni. Alkoholu nie pilam a jesli juz to bardzo rzadko i niewiele.
    Jako dziecko nie dostawalam pieniedzy wogole bo pieniadze dziecko psuja. Znalam wartosc pieniedzy bo matka wysylala mnie do sklepu od najmlodszych lat – z kartka, a sprzedawczyni musiala na niej napisac co ile kosztowalo i rozliczyc sie. A ja nie mialam prawa zgubic nawet 5 groszy – bo bym musiala wysluchiwac tygodniami jak to oni ciezko pracuja a ja nie szanuje pieniedzy, jestem nieodpowiedzialna itp.
    Oczywiscie podkradalam jakies drobiazgi… Raz buchnelam ze schowka w lozku 1000 zl na moja osiemnastke – chcialam znajomym postawic z tej okazji wino w kawiarni a sobie kupic taka fajna austriacka zapalniczke i Marlboro w Peweksie :D.
    Na osiemnastke dostalam kozuch – taki prawdziwy, z Nowego Targu. Pojechalismy tam z ojcem ale to nie ja wybralam tylko on, bo ten ktory mi sie podobal nie podobal sie ojcu…
    Teraz jak to pisze to mi sie smiac chce. Mam juz zal do rodzicow za soba, przerobiony… Zal do biologicznej matki ze mnie zostawila tez (porzucila mnie po porodzie w szpitalu, zrzekla sie praw, po latach chcialam sie z nia skontaktowac odmowila podania adresu) – strasznie to przezylam ale juz mnie nie boli, jest tylko zwyklym faktem z przeszlosci.
    Mam wlasne dzieci. NIGDY nie mialam z nimi klopotow wychowawczych. NIGDY ich nie kontrolowalam, nie zmuszalam do czegokolwiek. Calkowite przeciwienstwo moich rodzicow.
    Postepowalam gzgodnie z zasada: nie rob drugiemu co tobie niemile. Wciaz mialam przed oczami to co ja czulam bedac pod stala kontrola – i nie chcialam tego dla moich dzieci.
    Jesli bylam (a na pewno) toksyczna matka to mysle ze na tyle by one sobie z tym poradzily. Bez glebokich traum jakie na mnie pozostawilo dziecinstwo.

    komentarz - autor: water... | Czerwiec 6, 2009

  3. Niewatpliwie nadopiekunczy rodzice to ogromny problem ale wydaje mi sie ze ta nadopiekunczość w duzej mierze wynika z leku samych rodzicow.Cierpie na nerwice natrectw i lecze sie od kilku lat i z moich obserwacji wynika ze duza cześc osób majacych roznego rodzaju lęki i natrectwa ma takze rodzicow z ktorymi nie daje sobie rady(kapitalnie jest to przedstawione w Dniu świra).Mi osobiscie mimo ogromnych atakow leku i natrectw kilka lat zajelo zanim podczas psychoterapii zrozumialem ze bez usamodzielnienia sie od matki nie zdolam pokonac swoich lekow.Dzieki pomocy finansowej rodzicow (szczegolnie Ojca który rozumie problem) zdolalem sie wyprowadzic (choc poczatkowo moi rodzice byli przeciw),probuje znajdowac sobie zajecia bez ich pomocy a nawet nieraz przy lekkiej niecheci , myśle nad pojsciem do pracy(teraz koncze IV rok studiow)Naprawde nie jest to łatwe , nie winie mojej matki za moje klopoty psychiczne bo nie mozna tu mówic o złej woli jest to raczej wynik lęku- rodzice po prostu czuja sie bezpieczniej majac dzieci pod reka, wydaje im sie ze wiedza lepiej niz one i ze świat pełen jest zagrozen czychajacych na ich potomomstwo na kazdym kroku.

    komentarz - autor: adam z wrocka | Czerwiec 27, 2009


Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: