Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Brak miłości w dzieciństwie

Rozdział z książki Karen Horney „Neurotyczna osobowość naszych czasów”.


PODSTAWOWA STRUKTURA NERWIC

Lęk można w pełni wyjaśnić aktualną sytuacją konfliktową. Jeżeli jednak sytuacja lękorodna występuje u osoby z nerwicą charakteru, to aby wyjaśnić przyczyny powstania wrogości i jej wyparcia w tej konkretnej sytuacji, musimy zawsze liczyć się z lękami występującymi już wcześniej. Stwierdzimy wtedy, że i ten lęk poprzedzała wrogość. Tak więc dla zrozumienia źródeł całego procesu rozwoju lęku musimy cofnąć się do okresu dzieciństwa1.

Będzie to jedna z nielicznych sytuacji, w której zajmę się sprawą doświadczeń pochodzących z okresu dzieciństwa. Dzieciństwu poświęcałam mniej uwagi, niż to się zwykle czyni w literaturze psychoanalitycznej, nie dlatego, że mniejszą wagę niż inni psychoanalitycy przywiązuję do doświadczeń dziecięcych, ale dlatego, że książka ta dotyczy raczej aktualnej struktury osobowości neurotycznej niż prowadzących do niej uprzednich doświadczeń jednostki.

Badając historię dzieciństwa ogromnej liczby neurotyków, stwierdziłam, że to, co ich łączy, to środowiska charakteryzujące się różnymi kombinacjami właściwości, które chcę omówić.

Otóż podstawowe zło tkwi nieodmiennie w braku autentycznego ciepła i miłości. Dziecko potrafi wytrzymać wiele doświadczeń uważanych zwykle za traumatyczne – jak na przykład nagłe odstawienie od piersi, bicie od czasu do czasu, doświadczenia o charakterze seksualnym -jeżeli wewnętrznie czuje się potrzebne i kochane. Nie trzeba dodawać, że dziecko wyraźnie odróżnia miłość autentyczną od nieszczerej i nie daje się oszukać żadnymi zewnętrznymi jej przejawami. Główna przyczyna, dla której dziecko nie otrzymuje dostatecznie dużo ciepła i miłości, leży w niezdolności rodziców do dawania tych uczuć, spowodowanej ich własną nerwicą. Z moich doświadczeń wynika, że ów brak czułości jest maskowany twierdzeniem rodziców, iż chodzi im wyłącznie o dobro dziecka. Różne zatem metody wychowawcze, w tym także nadmierna opiekuńczość lub postawa poświęcenia, są głównymi przyczynami wytwarzania atmosfery, która przede wszystkim stanowi podłoże przyszłego uczucia nadmiernego zagrożenia.

Ponadto u rodziców obserwujemy różne zachowania lub postawy, które z konieczności muszą wywołać u dziecka wrogość, jak na przykład faworyzowanie innych dzieci, niesprawiedliwe zarzuty, nieoczekiwane przechodzenie od nadmiernej opiekuńczości do pogardliwego odrzucenia, niespełnienie obietnic i, co wcale nie jest najmniej ważne, zmienny stosunek do potrzeb dziecka, począwszy od chwilowego lekceważenia do całkowitego ingerowania w jego najbardziej osobiste sprawy i pragnienia, na przykład rozbijanie związków przyjaźni, wyśmiewanie przejawów niezależnego myślenia, niweczenie jego osobistych dążeń i zainteresowań – artystycznych, sportowych czy konstruktorskich. W sumie taki stosunek rodziców często oznacza, jeśli nie w zamierzeniu, to w skutkach, postępowanie wbrew woli dziecka.

W literaturze psychoanalitycznej, dotyczącej czynników wywołujących u dziecka wrogość, największy nacisk kładzie się na frustrację pragnień dziecka, szczególnie w sferze seksualnej, oraz na uczucie zazdrości. Nie jest wykluczone, że pojawienie się wrogości u dzieci wynika częściowo z negatywnego stosunku naszej kultury do przyjemności w ogóle, a do seksualizmu dziecięcego w szczególności, niezależnie od tego, czy dotyczy on ciekawości seksualnej, masturbacji czy zabaw seksualnych z innymi dziećmi. Frustracja na pewno nie jest jedynym źródłem buntowniczej wrogości. Okazuje się bowiem, że tak dzieci, jak i dorośli mogą przyjąć bardzo wiele deprywacji, pod warunkiem jednak, że są one w ich odczuciu uzasadnione, sprawiedliwe, konieczne lub celowe. Dziecku nie przeszkadza trening czystości, jeżeli rodzice nie kładą nań niepotrzebnie nacisku i nie zmuszają do niego dziecka w sposób zbyt brutalny. Dziecko nie przejmuje się także sporadycznymi karami, jeśli ma przekonanie, że jest kochane, że kara jest sprawiedliwa i nie została wymierzona w celu sprawienia mu bólu czy poniżenia go. Trudno ocenić, na ile frustracja sama w sobie wywołuje wrogość, gdyż w otoczeniu narzucającym dziecku liczne deprywacje występuje zwykle sporo innych drażniących czynników. Większe znaczenie niż same frustracje ma atmosfera, w jakiej narzucone zostają czynniki frustrujące.

Kładę nacisk na tę sprawę dlatego, że znaczenie przypisywane niebezpieczeństwu kryjącemu się we frustracji doprowadziło wielu rodziców do wyolbrzymienia zaleceń samego Freuda i do unikania jakiejkolwiek ingerencji w to, co robi dziecko, w obawie, aby nie wyrządzić mu krzywdy.

Niewątpliwie zazdrość może być źródłem silnej nienawiści zarówno u dzieci, jak i u dorosłych. Rola, jaką zazdrość w związkach między rodzeństwem2 czy zazdrość o jedno z rodziców może odgrywać w psychice i zachowaniu się dzieci nerwicowych, jak również trwały wpływ, jaki taka postawa może wywierać na dalsze życie jednostki, są niepodważalne. Powstaje natomiast pytanie o przyczyny wywołujące taką zazdrość. Czy takie reakcje zazdrości, jakie obserwuje się w rywalizacji między rodzeństwem czy w kompleksie Edypa, muszą pojawić się u każdego dziecka, czy też wywołują je konkretne okoliczności?

Freud poczynił swoje obserwacje dotyczące kompleksu Edypa na osobach neurotycznych. Na podstawie tych obserwacji stwierdził, że nasilone reakcje zazdrości o jedno z rodziców były wystarczająco destrukcyjne, aby wzbudzać lęk i aby mogły z dużym prawdopodobieństwem wywrzeć trwały, zaburzający wpływ na kształtowanie się osobowości i na stosunki z innymi ludźmi. Obserwując często to zjawisko u neurotyków naszych czasów, Freud sądził, że ma ono charakter uniwersalny. Nie tylko uważał kompleks Edypa za jądro nerwic, ale usiłował także zrozumieć na tej podstawie złożone zjawiska zachodzące w innych kulturach3. Wątpliwości budzi właśnie takie uogólnienie. Pewne reakcje zazdrości rzeczywiście łatwo powstają w naszej kulturze w związkach między rodzeństwem oraz między rodzicami a dziećmi, tak jak powstają w każdej grupie żyjącej we wspólnocie. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że destruktywne i trwałe reakcje zazdrości – bo takie mamy na myśli, mówiąc o kompleksie Edypa czy o rywalizacji między rodzeństwem – są tak powszechne w naszej kulturze oraz w innych kulturach, jak uważał Freud. Zdarzają się niewątpliwie, ale wydaje się, że reakcje te są wywołane atmosferą, w jakiej dziecko wzrasta.

O tym, jakie konkretne czynniki są odpowiedzialne za wzbudzanie zazdrości, dowiemy się później, przy omawianiu ogólnych skutków zazdrości neurotycznej. W tym miejscu wystarczy wymienić brak ciepła i atmosferę rywalizacji. Ponadto neurotyczni rodzice, którzy stwarzają omówioną powyżej atmosferę, są zwykle niezadowoleni z własnego życia i nie mają satysfakcjonujących związków emocjonalnych ani seksualnych, wobec czego skłonni są własne dzieci czynić obiektami swojej miłości i skupiają na dzieciach silną potrzebę uczucia. Sposób wyrażania przez nich uczuć do dziecka nie zawsze ma zabarwienie seksualne, ale w każdym razie zawiera wysoki ładunek emocjonalny. Bardzo wątpię, czy zabarwienie seksualne w stosunku dziecka do rodziców może kiedykolwiek przybrać wystarczająco duże nasilenie, by stanowić potencjalne źródło zaburzenia. W każdym razie nie znam przypadku, żeby te namiętne przywiązania były wymuszone na dziecku przez neurotycznych rodziców za pomocą terroru i czułości, wraz ze wszystkimi skutkami zaborczości i zazdrości opisanymi przez Freuda4.

Przyzwyczailiśmy się uważać, że wrogie przeciwstawianie się rodzinie lub któremuś z jej członków wpływa ujemnie na rozwój dziecka. Oczywiście nie jest dobrze, jeżeli dziecko musi walczyć i przeciwstawiać się oddziaływaniom neurotycznych rodziców. Jeżeli jednak przyczyny takiej opozycji są uzasadnione, to niebezpieczne dla kształtowania się osobowości dziecka jest nie tyle odczuwanie niechęci czy wyrażenie protestu, ile wypieranie takich uczuć. Wyparcie krytyki, protestu lub oskarżeń jest niebezpieczne z kilku powodów, z których najważniejszy to skłonność dziecka do wzięcia całej winy na siebie i tym samym uznawanie samego siebie za niegodnego miłości. Skutki takiej sytuacji omówimy później. Niebezpieczeństwo, które nas tutaj interesuje, polega na tym, że wyparta wrogość może wzbudzić lęk wyzwalający omówiony już przez nas proces.

Można wymienić kilka przyczyn, powodujących w różnym stopniu i w różnych układach, że dziecko wzrastające w takiej atmosferze będzie wypierało wrogość. Są to: bezradność, strach, miłość lub poczucie winy. Bezradność dziecka traktuje się często jako zjawisko czysto biologiczne. Chociaż dziecko przez wiele lat jest faktycznie zależne od otoczenia w zakresie zaspokajania swoich potrzeb – albowiem jest ono słabsze i mniej doświadczone od dorosłych – to jednak zbyt duży nacisk kładzie się na biologiczny aspekt tego problemu. Po upływie pierwszych dwóch czy trzech lat życia następuje zdecydowane przesunięcie z zależności głównie biologicznej do takiej zależności, która wiąże się z psychicznym, intelektualnym i duchowym życiem dziecka. Stan ten trwa do czasu, kiedy dziecko dojrzewa, wkraczając w okres dorastania, i potrafi już kierować własnym życiem. Istnieją jednak duże różnice indywidualne w stopniu, w jakim utrzymuje się ta zależność dzieci od rodziców. Wszystko zależy od tego, co rodzice usiłują osiągnąć, wychowując swoje potomstwo: czy chcą oni, aby dziecko było silne, odważne, samodzielne, żeby umiało sobie poradzić w najróżniejszych sytuacjach, czy też starają się głównie je chronić, uczynić posłusznym, nie dopuścić do tego, aby poznało życie takie, jakie jest naprawdę, czyli – krótko mówiąc – traktują je jak małe dziecko do dwudziestego roku życia albo i dłużej. Bezradność u dziecka wychowanego w nie sprzyjających warunkach jest zwykle sztucznie wzmacniana poprzez zastraszanie, traktowanie go jak niemowlęcia bądź poprzez zbyt długo trwającą nadmierną zależność emocjonalną. Im bardziej uczyni się dziecko bezradnym, tym mniej będzie miało odwagi, aby odczuwać lub wyrażać sprzeciw i tym później pojawi się sprzeciw. W tej sytuacji dominującym uczuciem (można by je nazwać mottem) jest: „Muszę wypierać swoją wrogość, bo was potrzebuję”.

Strach może być wywołany bezpośrednio za pomocą gróźb, zakazów i kar oraz przez wybuchy złości czy gwałtowne sceny, których dziecko jest świadkiem; może być także wzbudzany pośrednio przez onieśmielanie dziecka, na przykład przestrzeganie go przed wielkimi niebezpieczeństwami zagrażającymi życiu w postaci zarazków, tramwajów, nieznajomych, źle wychowanych dzieci, chodzenia po drzewach. Im silniejszy strach wywołuje się u dziecka, tym mniej będzie miało odwagi, by wyrażać czy nawet odczuwać wrogość. Motto w tym wypadku brzmi tak: „Muszę wypierać swoją wrogość, bo się was boję”.

Inną przyczyną wypierania wrogości może być miłość. Gdy brak jest autentycznego uczucia ze strony rodziców, pojawiają się w zamian obfite deklaracje słowne w stylu: „Poświęcamy się dla ciebie do ostatniej kropli krwi”, „Oddalibyśmy za ciebie życie”. Dziecko, szczególnie wtedy, gdy jest zastraszone, może trzymać się kurczowo tej namiastki miłości i odczuwać strach przed buntem, aby nie utracić nagrody za uległość. Motto tutaj brzmi następująco: „Muszę wypierać wrogość, bo boję się utracić waszą miłość”.

Dotychczas omówiliśmy sytuacje, w których dziecko wypiera swoją wrogość do rodziców, ponieważ boi się, że wyrażenie jej w jakikolwiek sposób popsułoby jego stosunki z nimi. Motywem jest tutaj strach, że te potężne wielkoduchy opuszczą go, pozbawią swych uspokajających łask lub zwrócą się przeciwko niemu. Co więcej, w naszej kulturze dziecko zmuszane jest zwykle do poczucia winy za jakiekolwiek uczucia czy przejawy wrogości lub sprzeciwu. Innymi słowy, zmuszane jest do tego, żeby czuć się bezwartościowe lub godne pogardy we własnych oczach, jeżeli wyraża lub czuje złość do swoich rodziców lub łamie ustalone przez nich zasady. Te dwie przyczyny, które wywołują poczucie winy, są ściśle ze sobą związane. Im silniej dziecko zmuszane jest do poczucia winy w związku ze swoimi wykroczeniami, w tym mniejszym stopniu odważy się na uczucie zemsty lub oskarżenia wobec rodziców.

W naszej kulturze poczucie winy dotyczy najczęściej sfery seksualnej. Niezależnie od tego, czy zakazy wyrażane są w postaci wymownego milczenia, czy jawnych gróźb i kar, dziecko często zaczyna odczuwać nie tylko to, że ciekawość seksualna i zachowania seksualne są zabronione, ale także to, że zajmowanie się tymi sprawami jest nieczyste i nikczemne. Jeżeli dziecko ma jakiekolwiek fantazje seksualne wobec rodziców, to one również – chociaż nie są wyrażane wskutek ogólnie przyjętej wzbraniającej postawy wobec seksu – prawdopodobnie wywołują u dziecka poczucie winy. Motto w tym przypadku jest następujące: „Muszę wypierać swoją wrogość, bo gdybym odczuwał wrogość, byłbym złym dzieckiem”.

Każdy z wymienionych czynników może w różnych układach doprowadzić do wyparcia wrogości u dziecka i w konsekwencji do powstania lęku.

Czy jednak każdy lęk dziecięcy musi doprowadzić do nerwicy? Przy obecnym poziomie wiedzy nie potrafimy jeszcze odpowiedzieć na to pytanie. Sądzę, że lęk ten jest czynnikiem koniecznym, ale niewystarczającym dla rozwoju nerwicy. Wydaje się, że przy sprzyjających warunkach, jak na przykład odpowiednio wczesna zmiana otoczenia, gdy jest ono czynnikiem nerwicotwórczym, czy zastosowanie jakichkolwiek innych sposobów przeciwdziałających, można powstrzymać nieunikniony, zdawałoby się, rozwój nerwicy. Jeżeli natomiast warunki życia nie sprzyjają obniżaniu lęku (jak to się często dzieje), to lęk nie tylko będzie się utrzymywał, ale -jak zobaczymy później – musi stopniowo wzrastać, uruchamiając wszystkie procesy zaangażowane w nerwicy.

Jednemu z czynników mogących wpływać na dalszy rozwój lęku dziecięcego pragnę poświęcić szczególną uwagę. Zupełnie bowiem inne znaczenie ma sytuacja, kiedy reakcje wrogości i lęku ograniczają się do środowiska, które je wywołało u dziecka, inne zaś sytuacja, kiedy powstaje zgeneralizowana postawa wrogości i lęku wobec ludzi w ogóle. Jeżeli dziecko ma to szczęście, że posiada na przykład kochającą babcię, wyrozumiałą nauczycielkę czy dobrych kolegów, to doświadczenia wynikające z kontaktów z nimi mogą zapobiec sytuacji, w której oczekiwałoby od ludzi tylko zła. Im cięższe są doświadczenia dziecka w rodzinie, tym łatwiej powstanie u niego nie tylko nienawiść wobec rodziców i innych dzieci, ale także postawa nieufności i zaciętości wobec wszystkich ludzi. Im bardziej dziecko jest izolowane i powstrzymywane od nabywania innych, własnych, często pozytywnych doświadczeń, tym łatwiej rozwinie się u niego zgeneralizowana niechęć wobec ludzi. I wreszcie, im bardziej dziecko ukrywa swój żal do własnej rodziny, ulegając postawom rodziców, tym silniej będzie rzutowało swój lęk na świat zewnętrzny, nabywając w ten sposób przekonania, że „świat” w ogóle jest groźny i straszny.

Ogólny lęk wobec „świata” może także rozwijać się lub wzrastać stopniowo. Dziecko, które wyrosło w opisanych wyżej warunkach, nie odważy się na przejawianie w swych kontaktach z ludźmi takiej przedsiębiorczości czy wojowniczości, jaką wykazują inni. Utraciło już błogą pewność, że jest kochane i nawet nieszkodliwe złośliwości potraktuje jako dowód okrutnego odrzucenia. Łatwiej będzie je zranić i sprawić mu przykrość, gdyż będzie mniej zdolne do samoobrony.

Stan, któremu sprzyjają lub który wywołują wymienione przeze mnie lub podobne czynniki, to rosnące wszechogarniające poczucie samotności i bezradności we wrogim świecie. Ostre jednostkowe reakcje na jednostkowe prowokacje krystalizują się w postaci określonych postaw. Cechy te same w sobie nie tworzą nerwicy, ale stanowią żyzną glebę, na której nerwica może wyrosnać w każdej chwili. Ze względu na podstawową rolę, jaką cechy te odgrywają w nerwicy, nadałam im specjalną nazwę: lęk podstawowy. Jest on nierozerwalnie spleciony z podstawową wrogością.

W trakcie analizowania najróżniejszych indywidualnych postaci lęku stwierdza się, że lęk podstawowy leży u podłoża wszystkich związków międzyludzkich. O ile różne indywidualne reakcje mogą być wywoływane przez czynniki aktualne, o tyle lęk podstawowy utrzymuje się w sposób ciągły, bez żadnych szczególnych bodźców płynących z danej sytuacji. Gdyby obraz nerwicy porównać ze stanem politycznego niepokoju w danym kraju, to lęk podstawowy i podstawowa wrogość byłyby podobne do leżącego u podłoża tego stanu niezadowolenia i protestów wobec reżimu. W obu wypadkach może nie być w ogóle objawów zewnętrznych albo też mogą one występować w różnej formie. W państwie mogą one przybrać formę zamieszek, strajków, zebrań, demonstracji; poszczególne zaś formy lęku mogą się przejawiać w postaci różnych objawów. Niezależnie od czynnika wywołującego, wszystkie objawy lęku mają jedno wspólne tło.

W prostych nerwicach sytuacyjnych nie obserwuje się lęku podstawowego; składają się na nie neurotyczne reakcje na aktualne sytuacje konfliktowe u jednostek, które nie mają zaburzonych stosunków z innymi ludźmi. Następujący opis może posłużyć za przykład częstych w praktyce psychoterapeutycznej przypadków.

Czterdziestopięcioletnia kobieta skarżyła się na występujące w nocy gwałtowne bicie serca i stany lękowe, którym towarzyszyły obfite poty. Nie znaleziono żadnych zmian organicznych i wszystko wskazywało na to, że jest ona zdrowa. Sprawiała wrażenie kobiety życzliwej i bezpośredniej. Przed dwudziestu laty, z przyczyn nie tyle zależnych od niej samej, ile uwarunkowanych sytuacją życiową, wyszła za mąż za człowieka dwadzieścia pięć lat starszego od siebie. Była z nim bardzo szczęśliwa, pożycie seksualne układało się dobrze, miała

troje wyjątkowo udanych dzieci, była dobrą gospodynią. W ciągu ostatnich pięciu czy sześciu lat mąż zdziwaczał trochę i stracił nieco wydolność seksualną, ale zniosła to bez żadnych reakcji neurotycznych. Trudności zaczęły się przed siedmioma miesiącami, kiedy sympatyczny kawaler w jej wieku zaczai ją darzyć szczególnymi względami. Okazało się, że zaczęła żywić urazę do swego starzejącego się męża, ale wyparła to uczucie z przyczyn zupełnie zrozumiałych w świetle całokształtu jej dotychczasowego życia psychicznego i społecznego oraz dobrego w zasadzie pożycia małżeńskiego. Po kilku rozmowach psychoterapeutycznych potrafiła stanąć „twarzą w twarz” ze swoją sytuacją konfliktową, pozbywając się w ten sposób lęku.

Nic lepiej nie wskazuje na wagę lęku podstawowego niż porównanie indywidualnych reakcji w przypadkach nerwicy charakteru z reakcjami występującymi w takich przypadkach jak wyżej opisany, należących do grupy prostych nerwic sytuacyjnych. Ten ostatni rodzaj nerwic występuje u ludzi zdrowych, którzy często nie umieją rozwiązać świadomie sytuacji konfliktowej, nie potrafią spojrzeć otwarcie na przyczynę i na naturę konfliktu, nie umieją wobec tego podjąć jasnej decyzji. Jedna z istotnych różnic między tymi dwoma rodzajami nerwic polega na łatwości, z jaką uzyskuje się efekty terapeutyczne w nerwicach sytuacyjnych. W nerwicach charakteru terapia stwarza liczne trudności, dlatego trwa ona bardzo długo – czasem za długo, żeby pacjent chciał czekać na wyleczenie; natomiast stosunkowo łatwo można wyleczyć z nerwicy sytuacyjnej. Rozmowa o sytuacji konfliktowej pacjenta, przebiegająca w atmosferze zrozumienia, pozwala często usunąć nie tylko objawy, ale i przyczyny choroby. W innych przypadkach terapia przyczynowa polega na usunięciu trudności poprzez zmianę środowiska5.

Jeżeli więc w nerwicy sytuacyjnej reakcja neurotyczna wydaje się adekwatna do sytuacji konfliktowej, to w nerwicach charakteru nie dostrzegamy takiej adekwatności. Istnienie lęku podstawowego powoduje, że przy najbłahszej prowokacji może wystąpić niezwykle intensywna reakcja, jak to później wykażemy dokładniej.

O ile zakres możliwych objawów lęku i sposobów obrony przed nimi jest nieograniczony i u każdej jednostki może być różny, o tyle lęk podstawowy jest mniej więcej u wszystkich jednakowy, a różni się tylko zasięgiem i intensywnością. Można go z grubsza określić jako poczucie, że jest się małym, nieważnym, bezradnym, opuszczonym człowiekiem, który czuje się zagrożony w świecie nastawionym na wykorzystanie, oszukanie, atakowanie, poniżanie, zdradę i zawiść. Jedna z moich pacjentek wyraziła to uczucie w narysowanym spontanicznie obrazku, na którym przedstawiła siebie siedzącą w środku jako małe, bezbronne, nagie dziecko otoczone najróżniejszymi groźnymi potworami ludzkimi i zwierzęcymi, gotowymi do ataku.

W psychozach obserwuje się często raczej wysoki poziom świadomości istnienia takiego lęku. U pacjentów z paranoją lęk ten jest ograniczony do jednego lub kilku określonych osób; schizofrenicy mają często przenikliwą świadomość potencjalnej wrogości otaczającego ich świata i to w takim stopniu, że nawet wyrażaną wobec nich życzliwość skłonni są traktować jako sygnał wrogości.

Neurotycy natomiast rzadko uświadamiają sobie istnienie lęku podstawowego czy podstawowej wrogości, a przynajmniej nie są świadomi ich wagi czy roli w swoim życiu. Jedna .z moich pacjentek zobaczyła we śnie siebie w postaci małej myszki, która musi kryć się w norce, aby nikt na nią nie nadepnął, dając tym samym absolutnie trafny obraz swojego postępowania w życiu. Nie miała ona jednak najmniejszego pojęcia, że faktycznie boi się wszystkich i nawet twierdziła, że nie wie, co to lęk. Nieufność wobec wszystkich ludzi może być maskowana przekonaniem, że ludzie są na ogół dość sympatyczni, i może wiązać się na pozór z dobrymi stosunkami z innymi; z kolei głęboka pogarda dla wszystkich ludzi bywa czasami maskowana gotowością do wyrażania podziwu. Choć lęk podstawowy odczuwany jest na ogół w stosunku do ludzi, może jednak zostać pozbawiony swego osobowego charakteru i przekształcić się w poczucie zagrożenia ze strony burz, wydarzeń politycznych, zarazków, wypadków, środków konserwujących czy też w poczucie, że jest się skazanym przez los. Wyszkolonemu obserwatorowi nietrudno rozpoznać źródło takich postaw, natomiast sam neurotyk dopiero w wyniku intensywnej pracy psychoanalitycznej potrafi rozpoznać, że w istocie nie boi się zarazków i tym podobnych rzeczy, ale ludzi, i że jego rozdrażnienie w kontaktach z nimi nie jest wyłącznie adekwatną i uzasadnioną reakcją na rzeczywistą prowokację z ich strony, ale że on sam stał się w zasadzie wrogi i nieufny wobec nich.

Zanim przejdziemy do opisu skutków, jakie dla powstania nerwicy ma lęk podstawowy, musimy rozważyć jedno pytanie nurtujące prawdopodobnie wielu czytelników. Czyż natura lęku podstawowego i wrogości wobec ludzi, opisana jako zasadniczy składnik nerwicy, nie jest „normalną” postawą uznawaną skrycie przez nas wszystkich, choć w mniejszym może wymiarze? Odpowiadając na to pytanie, musimy odróżnić dwa punkty widzenia.

Jeżeli przez postawę „normalną” będziemy rozumieli postawę powszechnie występującą u ludzi, to można powiedzieć, że lęk podstawowy ma rzeczywiście normalny odpowiednik w postaci tego, co w niemieckim języku filozoficznym i religijnym nazywane jest Angst der Kreatur. Wyrażenie to oznacza, że wszyscy jesteśmy faktycznie bezsilni wobec sił potężniejszych od nas, takich jak śmierć, choroby, starość, żywioły, wydarzenia polityczne, wypadki. Po raz pierwszy dostrzegamy tę sytuację w bezradności dzieciństwa, ale świadomość ta towarzyszy nam przez całe życie. Ten właśnie lęk ma z lękiem podstawowym element wspólny w postaci bezsilności wobec sił potężniejszych od nas, nie przypisuje natomiast tym siłom wrogości.

Jeżeli natomiast przez słowo „normalny” będziemy rozumieli to, co za „normalne” uważa się w naszej kulturze, możemy powiedzieć tak: na ogół człowiek wychowany w tej kulturze, jeżeli nie był nadmiernie chroniony, w miarę dojrzewania i w wyniku różnych doświadczeń będzie bardziej ostrożny w stosunkach z ludźmi, mniej skłonny do ufania im, bardziej świadomy tego, że zachowania ludzkie często nie są szczere, ale podyktowane tchórzostwem czy wyrachowaniem. Jeżeli jest uczciwy, odniesie te reakcje także do siebie, jeśli nie, zobaczy to wszystko wyraźniej jedynie u innych. Krótko mówiąc, nabywa w ten sposób postawy niewątpliwie podobnej do lęku podstawowego. Różnica polega tu jednak na tym, że zdrowy, dojrzały człowiek nie czuje się bezradny w obliczu ludzkich ułomności i w odróżnieniu od neurotyka potrafi dokonać selektywnych zróżnicowań. Potrafi on wyrażać wobec ludzi sporo autentycznej życzliwości i zaufania. Być może, przyczyna tych różnic polega na tym, że człowiek zdrowy większość swoich niepomyślnych doświadczeń przeżywa w wieku, w którym zdolny jest już do ich integracji, u neurotyka natomiast przypadają one na wiek, w którym nie potrafi jeszcze sobie z nimi dać rady i wskutek swej bezradności reaguje na nie lękiem.

Lęk podstawowy w określony sposób wpływa na postawę jednostek wobec innych. Jest on równoznaczny z izolacją emocjonalną, tym trudniejszą do zniesienia, że łączy się ona z uczuciem własnej wewnętrznej słabości, z brakiem wiary w siebie. Niesie w sobie zarodek potencjalnego konfliktu między pragnieniem znalezienia oparcia w innych ludziach a niemożnością zrealizowania tego w wyniku odczuwania głębokiej nieufności i wrogości wobec nich. Oznacza to, że wskutek wewnętrznej słabości człowiek pragnie zrzucić całą odpowiedzialność na innych, pragnie, aby go bronili i opiekowali się nim, ale jednocześnie z powodu podstawowej wrogości jest nazbyt nieufny, żeby móc to pragnienie zrealizować. Nieodmienną konsekwencją tej sytuacji jest skupianie wysiłków na przywracaniu zagrożonego dotąd poczucia bezpieczeństwa. Im bardziej lęk jest dokuczliwy, tym intensywniejsze muszą być środki obronne. W naszej kulturze spotykamy cztery główne sposoby obrony przed lękiem podstawowym. Są to: miłość, uległość, władza i wycofywanie się.

Po pierwsze, zapewnienie sobie miłości pod jakąkolwiek postacią może skutecznie chronić przed lękiem. W tej sytuacji motto brzmi: „Jeżeli mnie kochasz, nie skrzywdzisz mnie”.

Po drugie, uległość można z grubsza podzielić na dwie podgrupy, w zależności od tego, czy dotyczy konkretnych osób lub instytucji, czy nie. Konkretnym objawem będzie na przykład uległość wobec obiegowych, tradycyjnych opinii, obrządków religijnych czy też żądań człowieka mającego władzę. Wszelkie zachowanie motywowane będzie potrzebą przestrzegania tych przepisów czy spełnienia tych dążeń. Postawa ta może przekształcić się w potrzebę bycia „dobrym”, przy czym to, co „dobre”, będzie się różniło w zależności od żądań czy przepisów, którym jednostka podporządkowuje się.

Gdy postawa uległości nie jest związana z żadną konkretną osobą czy instytucją, przybiera ona bardziej ogólną postać uległości wobec potencjalnych życzeń wszystkich ludzi i unikania wszystkiego, co mogłaby wzbudzić czyjąś niechęć czy złość. W takich wypadkach jednostka wypiera wszelkie własne żądania, wypiera krytykę wobec innych, pozwala się wykorzystywać, nie broniąc się, i gotowa jest pomagać ludziom w niezróżnicowany sposób. Czasem tacy ludzie zdają sobie sprawę z tego, że u podłoża ich działań leży lęk, ale najczęściej są tego zupełnie nieświadomi, mając głębokie przekonanie, że postępują tak w imię ideału altruizmu i samopoświęcenia się tak silnego, że prowadzącego do wyrzeczenia się własnych pragnień. Zarówno w przypadku określonej, jak i w ogólnej postaci uległości motto brzmi: „Jeżeli poddam się, nie zostanę skrzywdzony”.

Postawa uległości może także służyć osiąganiu poczucia bezpieczeństwa poprzez miłość. Jeżeli miłość jest czymś tak ważnym dla człowieka, że decyduje o jego poczuciu bezpieczeństwa w życiu, to gotów jest zapłacie za nią wszelką cenę, a oznacza to głównie całkowitą uległość wobec cudzych życzeń. Często jednak człowiek nie wierzy, że ktoś może go kochać, i wtedy postawa uległości ma na celu zdobycie nie miłości, lecz opieki. Są ludzie, którym poczucie bezpieczeństwa może zapewnić tylko sztywna uległość. Lęk jest u nich tak silny, a brak wiary w miłość tak zupełny, że możliwość zdobycia miłości w ogóle nie wchodzi w rachubę.

Trzecia próba obrony przed lękiem podstawowym polega na zdobyciu władzy – chodzi więc tu o wzmocnienie poczucia bezpieczeństwa przez osiągnięcie rzeczywistej władzy lub sukcesu, stanu posiadania, podziwu lub wyższości intelektualnej. W tej próbie obrony motto brzmi: „Jeżeli będę miał władzę, nikt nie może mnie skrzywdzić”.

Czwartym sposobem obrony jest wycofywanie się. Omówione poprzednio grupy zabiegów obronnych łączy gotowość do walki ze światem, do uporania się z nim w taki czy inny sposób. Obronić się można także przez wycofanie się ze świata. Nie oznacza to, że człowiek musi uciec na pustynię czy pogrążyć się w kompletnym odosobnieniu; oznacza to jedynie uniezależnienie się od innych w takim zakresie, w jakim wpływają oni na zaspokojenie zewnętrznych czy wewnętrznych potrzeb jednostki. Niezależność w zakresie zaspokajania potrzeb zewnętrznych można osiągnąć, na przykład, poprzez gromadzenie przedmiotów. Motyw posiadania różni sit; w tym przypadku zupełnie od motywu posiadania uwarunkowanego pragnieniem władzy czy wpływu i przedmioty materialne są tu używane w inny sposób. Wtedy gdy przedmioty gromadzi się po to, aby zapewnić sobie niezależność, lęk jest zwykle zbyt duży, aby można się było nimi cieszyć, i jedynym celem ich posiadania jest zabezpieczenie przed wszelkimi nie sprzyjającymi okolicznościami. Inny sposób prowadzący do tego celu -zdobycia zewnętrznej niezależności – to ograniczenie swoich potrzeb do minimum.

Niezależność w zakresie potrzeb wewnętrznych można osiągnąć, na przykład, poprzez emocjonalne zobojętnienie na sprawy innych ludzi, tak że nic nie zdoła sprawić człowiekowi przykrości czy rozczarować go. Oznacza to także stłumienie własnych przeżyć emocjonalnych. Jednym z wyrazów takiego zobojętnienia jest postawa, w której niczego i nikogo nie traktuje się poważnie, łącznie z samym sobą – postawa częsta w kręgach intelektualistów. Traktowania siebie w sposób niepoważny nie należy mylić z uważaniem siebie za kogoś mało ważnego. W rzeczywistości postawy te mogą być sobie przeciwstawne.

Te mechanizmy wycofywania się podobne są do mechanizmów uległości czy ustępliwości pod tym względem, że i w jednym, i drugim dochodzi do odrzucania własnych pragnień. Ale o ile w drugiej grupie odrzucanie to służy temu, żeby być „dobrym” albo ustępowaniu cudzym życzeniom dla zapewnienia sobie poczucia bezpieczeństwa, o tyle w pierwszej grupie pojęcie „bycia dobrym” nie odgrywa żadnej roli, a celem odrzucania jest uniezależnienie się od innych. Tutaj motto jest takie: „Jeżeli się wycofam, nic mi nie może sprawić przykrości”.

Aby ocenić rolę, jaką odgrywają w nerwicach te różne próby obrony przed lękiem podstawowym, trzeba zdać sobie sprawę z ich potencjalnego nasilenia. Próby obrony pobudza nie chęć zaspokojenia pragnienia przyjemności czy szczęścia, ale potrzeba bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że potrzeby te są mniej silne czy w mniejszym stopniu domagają się zaspokojenia niż popędy instynktowe. Doświadczenie wskazuje na to, że wpływ ambicji może być tak samo silny albo nawet silniejszy niż impuls seksualny.

Każdy z tych czterech mechanizmów stosowany wyłącznie lub głównie może skutecznie zapewnić upragnione poczucie bezpieczeństwa, jeżeli sytuacja życiowa jednostki pozwala na stosowanie go bez narażenia się na konflikty, chociaż za taką jednostronność płaci się zwykle zubożaniem osobowości. Na przykład kobieta krocząca drogą uległości może znaleźć spokój i sporo zadowolenia w kulturze wymagającej od kobiety posłuszeństwa rodzinie lub mężowi i podporządkowania się tradycyjnym formom. Jeżeli silne dążenie do władzy i posiadania rozwinie się u monarchy, efektem może być poczucie bezpieczeństwa i powodzenie w życiu. Właściwie jednak proste dążenie do jednego celu może często nie dać spodziewanego wyniku, ponieważ stawiane żądania są nadmierne i wygórowane lub tak nie liczące się z innymi, że prowadzą do konfliktów z otoczeniem. Częściej szuka się uwolnienia od silnego lęku za pomocą nie jednego, ale kilku sposobów, nawet sprzecznych ze sobą. Neurotyk może bowiem odczuwać jednocześnie przemożną potrzebę dominowania nad wszystkimi i bycia przez wszystkich kochanym, podporządkowania się innym i narzucania im swej woli, oderwania się od ludzi i tęsknoty za ich miłością. Te zupełnie nierozwiązalne konflikty stanowią właśnie najczęściej ośrodek dynamiczny nerwic.

Dwa najczęściej ścierające się ze sobą dążenia to pragnienie miłości i władzy. W następnych rozdziałach właśnie je omówię dokładniej.

Struktura nerwic, którą opisałam, nie jest w zasadzie sprzeczna z teorią Freuda, zgodnie z którą nerwice są przede wszystkim wynikiem konfliktu między popędami instynktowymi a wymaganiami społeczeństwa czy też ich odbiciem w superego. Ale chociaż zgadzam się z tym, że wystąpienie konfliktu między dążeniami jednostki a naciskiem społecznym jest koniecznym warunkiem powstania każdej nerwicy, to jednak nie uważam, n by to był warunek wystarczający. Zderzenie jednostkowych pragnień z wymaganiami społeczeństwa nie musi prowadzić do nerwicy, ale może być przyczyną rzeczywistych ograniczeń w życiu, to znaczy prostego tłumienia bądź wyparcia pragnień lub, mówiąc najogólniej, prawdziwego cierpienia. Nerwica powstaje jedynie wtedy, gdy ten konflikt rodzi lęk, a próby usunięcia lęku prowadzą z kolei do pojawienia się tendencji obronnych, które – choć w równym stopniu wymagają realizacji – są ze sobą sprzeczne.


Przypisy:

1 Nie rozważam tutaj problemu, jak daleko trzeba sięgać do okresu dzieciństwa w celach terapeutycznych.

2 D. Levy, Hostility Patterns in Sibling Rivalry Experiments. „American Journal of Orthopsychiatry” 1936, t. 6.

3 Z. Freud, Totem i tabu.

4 U podstaw tych uwag ogólnych, podważających koncepcję kompleksu Edypa wysuwaną przez Freuda, leży założenie, że nie jest to zjawisko biologicznie wrodzone, ale uwarunkowane kulturowo. Ten punkt widzenia omawia wielu autorów – Malinowski, Boehm, Fromm, Reich – ograniczę się więc po prostu do wyliczenia czynników mogących wywołać kompleks Edypa w naszej kulturze. Są to: brak harmonii w małżeństwie w wyniku konfliktu między przedstawicielami poszczególnych płci; nieograniczona władza rodzicielska; zakaz jakichkolwiek przejawów seksu u dziecka; tendencja do przedłużenia infantylizmu dziecka i jego zależności emocjonalnej od rodziców oraz trzymanie go w izolacji.

5 W tych przypadkach psychoanaliza nie jest potrzebna ani nawet wskazana.

Marzec 8, 2009 - Posted by | psychologia

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: