Dziwny jest ten świat

… to mało powiedziane ! ;-)

Rozprawka z dzieciństwa

Na podstawie książki Alice Miller – „Dramat udanego dziecka”

W wikipedii pod hasłem dzieciństwo napisano m.in.

Dzieciństwo to jeden z okresów rozwojowych w życiu człowieka. Osobnika ludzkiego w tym okresie nazywa się dzieckiem. Dokładne granice tego okresu są trudne do określenia, ponieważ przechodzenie z okresu dziecięcego w dorosłość jest bardzo powolne i brak tu gwałtownych zmian, które mogłyby stanowić granicę. Według S. Baleya dzieciństwo to okres od ukończenia pierwszego roku życia do około 13 lat. Wtedy pamięć dziecka jest coraz lepsza, zaczyna odczuwać chęć kontaktu z rówieśnikami. Ma ogromną chęć poznawania świata przez co zadaje nieustające pytania. Nabywa różnych umiejętności, które będą mu niezbędne w dalszym życiu. W tym czasie kształtuje się charakter i osobowość dziecka.

Pogrubione wyróżnienie moje, specjalnie aby baczniej zwrócić uwagę. Ten okres w naszym życiu odgrywa kluczową rolę, wtedy tworzy się „podłoże”, i na tym podłożu budowane będą w miarę życia inne elementy składające się na nasz „charakter”, dlatego jest to ważne. Wychowując tu i teraz tworzysz człowieka. Teraźniejszość tworzy przyszłość.

Dzieciństwo to fundamenty naszego życia, zbroją je rodzice, a beton zalewa otoczenie w którym dzieciak żyje.

Niektórzy zetknęli się z czymś takim jak „sen” człowieka, że niby człowiek śpi. Coś jak matriks. Wszyscy sobie żyją, ale to tak naprawdę sen ludzi którzy stali się maszynami a nie ludźmi. Ludzie więc są maszynami którzy śpią. Hm, dziwna to teoria. Jednak nie bez powodu film matriks jest / był tak bardzo popularny, coś w nim musiało być co przemawiało do ludzi (oczywiście każdy wymyśli coś innego). Jeśli ktoś chce zgłębić „sen ludzkości” proponuje zainteresować się książką „Fragmenty nieznanego nauczania” P.D.Uspieński.

Wracając do tematu owy sen czy tam iluzja rozpoczyna się od dzieciństwa. Od początku tworzenia jego „charakteru”. Wtedy dosłownie zapadamy w sen. Wikipedia podaje że wtedy pamięć się rozwija, jest coraz lepsza. Dziecko zadaje mnóstwo pytań i w efekcie rozwija się osobowość, charakter, bycie. Wtedy zamiast się budzić popadamy w śpiączkę. Zamiast skręcić, jedziemy prosto.

Zostawmy sen i przyglądnijmy się naszemu dzieciństwu. Fragmenty z książki.

(…) istnieją ludzie, którzy trafiają na terapię wypełnieni obrazami szczęśliwego i otoczonego troskliwością dzieciństwa. Ci pacjenci w dzieciństwie dysponowali wieloma możliwościami, byli utalentowani i rozwinęli później swoje zdolności, za które nierzadko ich chwalono i które stały się podstawą ich sukcesów. Większość już w pierwszym roku życia ukończyła trening czystości, wielu z nich między drugim a piątym rokiem życia bardzo sprawnie pomagało opiekować się młodszym rodzeństwem.

Zgodnie z powszechnie panującym przekonaniem tacy ludzie – duma swoich rodziców – powinni posiadać silne i stabilne poczucie własnej wartości. Jednak w rzeczywistości jest dokładnie na odwrót. Wszystko, do czego się biorą, robią dobrze, a nawet doskonale, są podziwiani i budzą zazdrość, odnosząc sukcesy we wszystkim, co wydaje im się tego warte – ale na nic się to nie zdaje. W głębi stale czai się depresja, uczucie pustki, wyobcowania, bezsensu istnienia, która pojawia się, gdy zabraknie narkotyku złudzenia wielkości, gdy nie są „na szczycie”, nie świecą najjaśniej na firmamencie sukcesu. Kiedy nagle dopada ich uczucie, że nie mogą sprostać idealnemu obrazowi siebie, pojawiają się lęki albo silne poczucie winy i wstydu. Jakie są przyczyny tych głębokich zaburzeń u osób tak bogato obdarowanych przez naturę?
Już w trakcie pierwszej sesji komunikują terapeucie, że mieli wyrozumiałych rodziców, a przynajmniej jedno z nich takie było, i że jeżeli otoczenie nie potrafi ich zrozumieć, to jest to wyłącznie ich własna wina, gdyż nie umieją dostatecznie jasno się wyrazić. Mówią o swoich najwcześniejszych wspomnieniach bez najmniejszego współczucia dla dziecka, którym kiedyś byli, co łatwo zauważyć, gdyż ci pacjenci posiadają nie tylko zdolność introspekcji, ale potrafią stosunkowo łatwo wczuwać się w innych ludzi. Ich stosunek do świata uczuć własnego dzieciństwa charakteryzuje jednak brak szacunku, potrzeba kontrolowania, manipulowania i przymus odnoszenia sukcesów. Nierzadko przejawiają wobec siebie lekceważenie i ironię, które mogą zmienić się nawet w pogardę i cynizm. Brak prawdziwego, emocjonalnego zrozumienia i poważnego traktowania własnego dziecięcego losu prowadzi w końcu do całkowitej nieznajomości swoich prawdziwych potrzeb, które wykraczają poza przymus osiągania. Stłumienie pierwotnego dramatu udało się tak doskonale, że mogli zachować iluzję szczęśliwego dzieciństwa.

Aby opisać klimat takiego dzieciństwa, sformułuję najpierw kilka przesłanek, na których chcę się oprzeć.

  1. Dziecko posiada wrodzoną potrzebę, aby od chwili narodzin traktować je z szacunkiem i powagą jako tę istotę, która w danym momencie jest.
  2. „Tę istotę, która w danym momencie jest” oznacza: uczucia, wrażenia i ich przejawy, i to już u niemowlęcia.
  3. W atmosferze szacunku i tolerancji dla swoich impulsów i uczuć, dziecko może w fazie oddzielenia się zrezygnować z symbiozy z matką i z czasem rozwinąć psychiczną samodzielność.
  4. Aby umożliwić taki zdrowy rozwój, rodzice dziecka musieliby dorastać w podobnym klimacie. Tacy rodzice mogą przekazać dziecku poczucie bezpieczeństwa i pewności, w którym rozwija się jego zaufanie.
  5. Rodzice, których dzieciństwo było pozbawione takiego klimatu, mają niezaspokojoną podstawową potrzebę: przez całe życie poszukują tego, czego w odpowiednim czasie nie znaleźli w swoich rodzicach, istoty, która całkowicie otworzy się na nich, w pełni ich zrozumie i będzie poważnie traktować.
  6. Te poszukiwania skazane są na niepowodzenie, gdyż dotyczą sytuacji nieodwołalnie minionej, mianowicie okresu bezpośrednio po urodzeniu.
  7. Człowiek z niezaspokojoną i nieświadomą – z powodu wyparcia – potrzebą jest jednak uzależniony od przymusu zaspokojenia tej potrzeby za wszelką cenę za pomocą środków zastępczych – tak długo, aż nie pozna swojej wypartej historii życia.
  8. Takim środkiem zastępczym są niestety często własne dzieci.

Noworodek jest w swym rozwoju całkowicie zdany na rodziców. A ponieważ jego istnienie zależy od ich życzliwości, zrobi wszystko, aby jej nie utracić. Od pierwszego dnia zmobilizuje wszystkie możliwości, jakimi dysponuje, tak jak młoda roślinka, która zwraca się ku słońcu, aby przeżyć.
(…)

lecimy dalej…

Utracony świat uczuć

Wczesne przystosowanie się niemowlęcia zmusza je do wyparcia swoich potrzeb: miłości, szacunku, echa, zrozumienia, uczestnictwa i odzwierciedlenia. To samo odnosi się do emocjonalnych reakcji na głębokie rozczarowania, skutkiem zaś jest niemożność doświadczania w dzieciństwie, z później również w wieku dorosłym, określonych uczuć (takich jak na przykład zazdrość, zawiść, złość, poczucie opuszczenia, bezsilność, lęk). Jest to tym bardziej tragiczne, że dotyczy ludzi zdolnych do odczuwania zróżnicowanych emocji. Zauważamy to, kiedy opisują wolne od lęku i bólu doświadczenia swego dzieciństwa. Najczęściej są one związane z przyrodą, gdyż tylko tu dzieci mogą odczuwać, nie raniąc rodziców, nie niepokojąc ich, nie uszczuplając ich władzy ani nie naruszając ich poczucia równowagi. Jednak te niesłychanie uważne i wrażliwe dzieci, które dokładnie pamiętają, jak na przykład w wieku czterech odkryły słoneczne światło odbijające się w kropelkach rosy na trawie, jako ośmiolatki niczego nie zauważyły u swojej brzemiennej matki, a ciążą nie interesowały się w najmniejszym stopniu. W ogóle nie były zazdrosne o nowo narodzone rodzeństwo, a kiedy miały dwa lata, podczas okupacji, bez płaczu, spokojnie i bardzo grzecznie zachowywały się podczas częstych rewizji w domu. Do perfekcji rozwinęły w sobie sztukę niedopuszczania do siebie uczuć; dziecko może ich doświadczać jedynie wówczas, kiedy w jego otoczeniu jest osoba, która akceptuje je wraz z jego uczuciami, rozumie je i chce mu towarzyszyć.

Jeżeli takiej osoby nie ma, jeżeli dziecko boi się, że może utracić miłość matki bądź kogoś, kto ją zastępuje, to nie może doświadczać tych najbardziej naturalnych reakcji emocjonalnych „dla samego siebie”, w samotności, lecz musi je wyprzeć. Pozostają one jednak zachowane jako informacje nagromadzone w ciele.

Mogą pojawić się jako echa przeszłości w ciągu całego późniejszego życia, chociaż pierwotne ich konteksty są niezrozumiałe. Rozszyfrowanie znaczenia staje się możliwe dopiero wtedy, gdy uda się powiązać sytuację pierwotną z intensywnymi uczuciami doświadczanymi w teraźniejszości. Na tej prawidłowości opiera się nowe, odsłaniające metody terapii, które umożliwiają nam czerpanie z niej poważnych korzyści. (…)

Zdrowy rozwój

Noworodek może otrzymać od swojej matki bardzo dużo, może ona wyposazyć go na całe życie, jeśli nie zostanie oddzielony od niej zaraz po urodzeniu. Natychmiast po porodzie organizm matki zaczyna produkować hormony, które budzą i „karmią” jej instynkt macierzyński. Proces ten, dzięki coraz głębszej więzi z dzieckiem, rozwija się przez następne dni i tygodnie. Jeżeli dziecko zostanie oddzielone od matki, co do niedawna było regułą właściwie we wszystkich klinikach położniczych, a i obecnie jest praktykowane z wygodnictwa i ignornacji przez większość szpitali na całym świecie, to ta wielka szansa zostaje zaprzepaszczona.

Bonding (więź oparta na wzrokowym i fizycznym kontakcie) pomiędzy matką a niemowlęciem po porodzie tworzy w obojgu poczucie wzajemnej przynależności, bycie jednym, uczucie, które w idealnym przypadku istnieje już w momencie zapłodnienia i rozwija się wraz z dzieckiem. Dziecku stwarza ono poczucie bezpieczeństwa, niezbędne, by mogło zaufać matce. Jej zaś przekazuje instynktowną pewność umożliwiającą zrozumienie sygnałów dziecka i odpowiednie reagowanie na nie. Tak wiele zależy od tego pierwotnego zaufania, którego braku nigdy później nie można całkowicie nadrobić.

Dopiero od niedawna znamy ogromne znaczenie bondingu. Wierzę, że nie tylko położnicy i położne w wyspecjalizowanych klinikach prywatnych potraktują poważnie tą wiedzę, lecz również personel wielkich szpitali, tak że już wkrótce będzie mogła ona służyć wielu ludziom. Kobieta, która doświadczy tak głębokiego kontaktu ze swoim dzieckiem, mniej będzie skłonna do znęcania się nad nim i lepiej będzie umiała chronić je przed wykorzystywaniem przez ojca.

Kobieta, która z powodu swojej własnej wypartej historii nie nawiązała tej głębokiej więzi ze swoim dzieckiem, również może później pomóc mu poradzić sobie z tym brakiem, jeżeli wie dzięki terapii, jak wielkie ma on znaczenie. Będzie mogła również zrównoważyć skutki ciężkiego porodu, jeśli nie zbagatelizuje tego, świadoma, że dziecko, które u zarania życia doznało ciężkiego urazu, potrzebuje szczególnie wiele uwagi i miłości, by sobie z nim poradzić.

Dziecko, które ma szczęście dorastać przy odzwierciedlającej, dyspozycyjnej matce, to znaczy wspierającej je w procesie rozwoju, może budować stopniowo zdrowe poczucie własnej wartości. W optymalnym przypadku to matka jest osobą, która stwarza mu przyjazny klimat emocjonalny i rozumie jego potrzeby. Lecz również niezbyt serdecznie matki mogą umożliwić ten rozwój – wystarczy, że nie przeszkadzają. Wówczas dziecko może wziąć sobie od innych osób to, czego nie dostanie od matki. Najróżniejsze badania dowodzą, że dziecko ma niewirygodną wprost zdolność wykorzystywania każdego, najbardziej nawet skąpego „pożywienia” afektywnego, każdego bodźca płynącego z otoczenia.

Zdrowe poczucie własnej wartości oznacza, w moim rozumieniu, niepodważalną pewność, że doznawane uczucia i potrzeby należą do własnego Ja. Ta pewność nie jest efektem przemysleń i rozważań, jest czymś tak naturalnym, jak tętno, na które nie zwracamy uwagi, dopóki jest normalne.

Właśnie w tym oczywistym i naturalnym dostępie do własnych uczuć i pragnień człowiek odnajduje swoja siłę i szacunek do siebie. Wolno mu być smutnym, zrozpaczonym lub bezradnym i nie obawiać się, że kogoś to wyprowadzi z równowagi. Wolno mu bać się, kiedy czuje się zagrożony, wolno mu odczuwać złość, kiedy nie może zaspokoić swoich pragnień. Nie tylko wie, czego nie chce, ale również czego chce, i wyraża to niezależnie od tego, czy jest za to kochany czy nienawidzony.

Zaburzenia

Co się dzieje, kiedy matka nie jest w stanie pomóc swojemu dziecku? Co się dzieje, kiedy nie tylko nie potrafi rozpoznać jego potrzeb, ale sama, jak to się bardzo często zdarza, ma niezaspokojone potrzeby? Wówczas nieświadomie będzie próbowała realizować je przez dziecko. Nie wyklucza to istnienia więzi emocjonalnej. Jednak w tego rodzaju relacji brkauje tak istotnych składników, jak zaufanie, ciągłość i stałość, a przede wszystkim brakuje przestrzeni, w której dziecko mogłoby doświadczać swoich własnych uczuć. Dziecko rozwija w sobie to, czego potrzebuje matka, i mimo że w danym momencie ratuje mu życie (zapewniając „miłość” matki lub ojca), jednak w przyszłości może uniemożliwić bycie sobą. W takim przypadku dziecko nie może zintegrować swoich naturalnych potrzeb związanych z rozwojem, więc odcina je lub wypiera. Później taki człowiek będzie żył w niewoli swojej przeszłości, nie zdając sobie z tego sprawy.

Większość osób zwracających się do mnie o pomoc z powodu depresji miała matki, którym brakowało pewności siebie i które często same cierpiały na depresję. Dziecko, z reguły jedyne lub pierwsze uważały za swoją własność. To, czego matka nie otrzymała we właściwym czasie od swoich rodziców, teraz znajduje u dziecka: jest ono dyspozyzyjne, może go używać jak echa, można je kontrolować, jest całkowicie skoncentrowane na niej, nigdy jej nie opuszcza, ofiarowuje jej swą uwagę i podziw. Jeżeli czuje się przeciążona potrzebami dziecka (tak jak kiedyś jej własna matka), to nie jest już taka bezbronna, nie pozwala się tyranizować, może wychowywać dziecko tak, aby nie krzyczało i nie przeszkadzało. Może zdobyć sobie wreszcie szacunek i żądać, aby liczono się z jej potrzebami i samopoczuciem, czego odmawiali jej rodzice. (…)


W dalszej części książki można sporo dowiedzieć się o np depresji i to całkiem sporo. O oszukiwaniu siebie, o spełnianiu oczekiwań rodziców, itd itp.

Oto spis treści z książki

Część I. DRAMAT UDANEGO DZIECKA – JAK STALIŚMY SIĘ PSYCHOTERAPEUTAMI

Wszystko lepsze od prawdy
Biedne bogate dziecko
Utracony świat uczuć
W poszukiwaniu prawdziwego Ja
Sytuacja psychoterapeuty
Złoty mózg

Część II. DEPRESJA I MANIA WIELKOŚCI – SKUTKI BOLESNEJ PRAWDY

Losy dziecięcych potrzeb
Zdrowy rozwój
Zaburzenia
Iluzja miłości
Mania wielkości jako forma samookłamywania
Depresja – rewers manii wielkości
Depresyjne fazy w trakcie terapii
Funkcja sygnalizacyjna
„Zamazywanie prawdy”
Emocjonalna „ciąża”
Konfrontacja z rodzicami
Wewnętrzne więzienie
Społeczny aspekt depresji
Legenda o Narcyzie

Część III. PIEKIELNE KOŁO POGARDY. UPOKORZENIE, POGARDZANIE SŁABOŚCIĄ I CO DALEJ?

Przykłady z codziennego życia
Pogarda w zwierciadle terapii
Przymus powtarzania jako wyraz zaburzonej zdolności do pełnego wypowiadania się Ja
Pogarda w perwersji i nerwicy natręctw
„Zepsucie” młodego Hermanna Hessego jako forma realnego „zła”, które doświadczał
Pierwszy związek z matką jako matrycą relacji społecznych na resztę życia
Samotność pogardzającego
Wyzwolenie z pogardy

Czerwiec 3, 2008 - Posted by | Inne | , , , , ,

4 komentarzy

  1. Czytając powyższe fragmenty od razu przypomniałam sobie swoje dzieciństwo. Byłam dzieckiem bardzo energicznym i swobodnym, posiadającym umiejętność samowyrażania się, również bardzo samodzielnym. Do czasu. Wszystko zmieniło się około czwartego roku życia, kiedy trafiłam na miesiąc do szpitala po urazie głowy, a tam starano się mnie zniszczyć. Stałam się potem bardziej uwrażliwiona i „świadoma”, że świat jest pełen zakazów i nakazów, sytuacji w których powinnam zachowywać się w określony sposób, a nie zgodnie ze swoją naturą. Potem do tego dołożyli się jeszcze moi rodzice (nawet jeśli wynikało to z ich niewiedzy i własnych problemów).

    Zauważmy, że bardzo często ignoruje się dziecięcy punkt widzenia, a je same sprowadza się niemal do poziomu pół-ludzi. Rodzice uważają, że nie muszą słuchać swoich dzieci ponieważ z pozycji dorosłego wiedzą lepiej. A przecież, jak wiele mogli by się w ten sposób nauczyć!

    Powyższe zachowanie naprawdę zabija więź rodzic-dziecko i zabiera tak ważne poczucie bezpieczeństwa. Bo bezpieczeństwo to przecież nie tylko kąt do spania i coś ciepłego do zjedzenia, a przede wszystkim wiara w to, że bez względu na wszystko będzie się przez drugą osobą akceptowanym.

    Dziwnym sposobem rodzina, jako komórka zawsze kojarzyła mi się bardziej z systemem kontroli niż z rozwojem i poczuciem bezpieczeństwa właśnie (niestety chociaż w teorii jest pięknie, w praktyce to bardzo często tak wygląda). Od kiedy tylko przychodzimy na świat, programuje się nas żebyśmy postrzegali rzeczywistość w bardzo określony sposób, nie pozostawiając nam miejsca na rozwój własny i kreatywność. Często nam się tylko wydaje, że jesteśmy otoczeni miłością i mamy pełną akceptację, ale gdy tylko robimy coś, co wyłamuje się ze sztywnych ram, od razu odczuwamy gwałtowny sprzeciw. No bo przecież jak to? Jak można podważać prawdy oczywiste?
    Oj, chyba trochę zboczyłam z tematu :>

    Komentarz - autor: zhenqing | Czerwiec 3, 2008

  2. […] i dzieciństwo Alice Miller w swojej książce “Dramat udanego dziecka” (pisałem wcześniej) pisze o pogardzie, na początek co to jest… Pogarda – stan uczuciowy będący mieszaniną […]

    Pingback - autor: Pogarda i dzieciństwo « Dziwny jest ten świat | Czerwiec 5, 2008

  3. Ale tak poza tym, to wszystko w porządku? Wszyscy zdrowi? Jak będziecie życie poświęcać na czytanie takich pierdół, to raczej nikomu nie wróżę dalszych sukcesów. Papier wszystko przyjmie, a takich ekspertów od psychiki, przeżyć, wczuwania się, introspekcji, szacunku itd. jest mrowie. Dzisiaj każdy z nich pisze taki poradnik-hicior i każdy podpisuje się, że on jest minimum doktor. No bo kto to sprawdzi? A jak jeszcze napisze, że terapeuta albo psycholog, to klękajcie narody. Bo psycholog to dzisiaj jest gość…
    Fajnie jest pisać takie bzdety, bo zawsze znajdzie się masa ludzi, chcących to czytać. A żeby pisać bzdety na szczęście nie trzeba się na niczym znać. Co Alice Miller udowadnia znakomicie.

    Komentarz - autor: kwiczoł | Wrzesień 4, 2008

  4. Cóż ja mam odmienne zdanie, i mam swój rozum. Myślę że ten kto się nie zna to właśnie kwiczoł. Nie wiem co masz do A.Miller ale dla mnie to świetna osoba która wie więcej o tobie niż ty sam o sobie.
    A tak poza tym wszyscy zdrowi.

    Komentarz - autor: Paweł | Wrzesień 5, 2008


Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: